Bij dzieci coraz mocniej, gdy klapsy już nie wystarczają

6 minut czytania
2994
11
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
13 maja 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Wiele wskazuje na to, że Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Łodzi pomyliła dziecko z drinkiem Jamesa Bonda. Jak wiadomo, agent 007 pijał wstrząśnięte martini. Fachowcy z łódzkiej placówki radzą, by potrząsać również niesfornymi dziećmi. A w uzupełnieniu wychowawczej oferty proponują klapsy i bicie pasem. Sprawę bada prokuratura.

Poradnie psychologiczno-pedagogiczne to placówki mające udzielać diagnostycznej i terapeutycznej pomocy dzieciom w sprawach dotyczących ich rozwoju oraz rozwiązujące problemy psychologiczne i te z dziedziny edukacji. W ramach takiej działalności Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna nr 5 w Łodzi zamieściła na swojej stronie internetowej poradnik „Podstawowe działania wspierające dziecko w rozwoju”, opracowany przez jedną z zatrudnionych tam psycholożek.

Poradnik czyta się jak thriller. Początkowo pokazuje pozornie idylliczną i cywilizowaną rzeczywistość  i nic nie wskazuje na to, że w dalszej części natkniemy się na treści, od których włos jeży się na głowie. Autorka informuje, że dziecko jest osobą w pełnym tego słowa znaczeniu i że trzeba się liczyć z jego potrzebami oraz opiniami. Podkreśla, że powinno się czuć zauważone, kochane i docenione. I że rolą dorosłych i rodziców jest służenie dziecku pomocą w stawaniu się dorosłym. Pojawia się też stwierdzenie, iż dorośli nie są właścicielami dzieci. No i wreszcie, że dziecka trzeba uważnie słuchać i rozmawiać z nim językiem akceptacji. Okazuje się jednak, że te porady odnoszą się tylko do grzecznych, ułożonych i niesprawiających kłopotu latorośli.

Od ignorowania do potrząsania

Wobec tych krnąbrnych, niesubordynowanych i sprzeciwiających się woli dorosłych trzeba zastosować nadzwyczajne środki, opisane w punkcie „Jak radzić sobie z trudnymi zachowaniami u dzieci”. Otóż te trudne zachowania można po pierwsze: wygasić; po drugie: nagrodzić; po trzecie: ukarać.

Wygaszanie polega na odesłaniu dziecka na cztery minuty w miejsce nudne, gdzie nikt nie  będzie na nie zwracał uwagi. Dlaczego akurat na cztery? Nie wiadomo.

Nagradzanie może przybrać dwa oblicza: społeczne (uwaga, uśmiech, pochwała, zachęta, aprobata) oraz konkretne, czyli materialne (słodycze, książeczka lub spędzenie czasu z rodzicami).

Czasami rodzice muszą bić dziecko coraz mocniej, aby skłonić je do posłuszeństwa

No i oto gwóźdź programu: kary. Autorka poradnika dzieli je również na społeczne i konkretne. Do tej pierwszej kategorii zalicza: okazywanie niezadowolenia, krytykę, odizolowanie dziecka, podniesiony głos oraz ignorowanie. Do drugiej kategorii należą zaś „klapsy, bicie pasem, potrząsanie”. Specjalistka od wychowywania, chcąc jak najbardziej usprawnić nękanie dzieci, które nazywa wspieraniem w rozwoju, udziela również porad szczegółowych, pisząc: „Czasami rodzice muszą bić dziecko coraz mocniej, aby skłonić je do posłuszeństwa” oraz „Dla niektórych dzieci, przyzwyczajonych do klapsów, przestają stanowić one karę”.

Poradnik kontra prawo

Przede wszystkim uderza fakt, że autorka poradnika nakłania do łamania prawa. Kto jak kto, ale psycholog zatrudniona w instytucji, która wspiera placówki edukacyjne, powinna wiedzieć, że  kary cielesne wobec nieletnich są w Polsce zabronione od 2010 roku, co reguluje art. 96 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Ich udowodnione stosowanie może skutkować ograniczeniem lub pozbawieniem władzy rodzicielskiej. Niestety, trudno ustalić, czy rewolucyjne zapisy w poradniku to efekt niewiedzy autorki czy też jej skłonności do ogólnopolskiej mody na nieprzestrzeganie prawa, której uległ nawet prezydent RP.

Zresztą nie ustalenie powodów niewiedzy jest tu najważniejsze, lecz skutki, jakie może nieść ze sobą czytanie podobnych bredni przez społeczeństwo, które i tak przymyka oczy na cielesne kary stosowane wobec dzieci. Jak wynika z raportu rzecznika praw dziecka sporządzonego w listopadzie 2017 roku, jedna trzecia Polaków aprobuje bicie dziecka, a ponad połowa uważa, że są sytuacje, kiedy dziecko trzeba ukarać klapsem. Tylko co trzeci rodak wie, że obowiązuje zakaz stosowania kar cielesnych, a tylko co piąty wyraża aprobatę wobec jego istnienia. „Przemoc w wychowaniu – czas z tym skończyć” to hasło przyświecające raportowi wieńczącemu badanie postaw społecznych dotyczących wychowania. Postaw, które nie zmieniają się od lat, tak jakby były z kamienia.

Karz z wyczuciem, by dziecko nie uciekło

Pamiętam z dzieciństwa koleżankę Anię, która nawet w słoneczne dni chodziła ubrana w długie spodnie i bluzy od dresu. Okazało się, że ukrywała siniaki będące efektem ubocznym „procesu wychowawczego”, jakiemu była poddawana. Za każdą dwóję (czyli dzisiejszą jedynkę) Ania dostawała łomot od mamy. My, jej podwórkowi sojusznicy, najpierw główkowaliśmy, jak pomóc Ani ukrywać złe oceny przed rodzicielką. A gdy nasze metody zawiodły i sprawa ocen wyszła na jaw, zaczęliśmy się zastanawiać, jak ukryć samą Anię, by kolejny raz nie wpadła w potrząsające i agresywne ramiona matki. Od tego czasu minęło ponad trzydzieści lat. A ja do dziś mam przed oczami zapłakaną, zawstydzoną i zagubioną dziewczynkę, którą nieporadnie próbowali wspierać jej rówieśnicy.

Dlatego gdy słyszę o takim kuriozum, jakie wylęgło się w Łodzi, w placówce, która ma kształtować postawy społeczne w sprawach związanych z wychowywaniem dzieci, otwiera mi się w kieszeni nóż. Trudno będzie skończyć z przemocą w wychowaniu, do czego zachęca rzecznik praw dziecka, jeśli tę przemoc promują osoby, które uchodzą za specjalistów od wychowania. Dzięki nim zwolennicy kar cielesnych utwierdzą się w przekonaniu, że spuszczenie dziecku manta to świetna metoda wychowawcza.

Niewyobrażalne dla mnie jest promowanie autorytaryzmu, opresji i przemocy w relacjach z dziećmi. Wyjątkowo perfidna wydaje mi się też uwaga autorki poradnika, że „jeśli rodzice będą nadmiernie karać lub bić dziecko, może się ono nauczyć kłamać albo przed nim uciekać”. Trzeba więc karać „z wyczuciem”: żeby bolało, ale nie uruchomiło procesów wynikających z obecności instynktu samozachowawczego.

Klapsik jest dobry na wszystko

O zgrozo, metody wychowawcze rekomendowane przez łódzką poradnię spotkały się z aprobatą wielu internautów, zadowolonych, że wreszcie ktoś sięgnął do tradycyjnego modelu kształtowania młodego pokolenia. Twierdzą oni, że sami wyrośli na porządnych obywateli dzięki temu, że w dzieciństwie dostawali tęgie lanie. Stawiają też śmiałą tezę, że to właśnie klapsy oraz inne formy fizycznej przemocy stosowane wobec dzieci eliminowały takie „patologie” jak depresje, autyzmy i raki wątroby. Czy analizowali jakieś raporty dotyczące liczby zachorowań na te przypadłości dzisiaj i w przeszłości – nie wiadomo, bo nie podają żadnych danych.

Siniaki są efektem ubocznym „procesu wychowawczego”

Odmienne stanowisko w sprawie prezentuje psycholog dziecięca Aleksandra Piotrowska, która w audycji #Onet RANO#WIEM odwoływała się do badań pokazujących, że nie tylko bicie dzieci, ale również nieustanne mówienie do nich podniesionym głosem lub notoryczne robienie złośliwych uwag powodują nieodwracalne zmiany w ich mózgach. W tym samym duchu wypowiada się bloger Kamil Nowak, który znalazł w sieci „nowatorski” poradnik wychowawczy i nagłośnił sprawę, pisząc list otwarty do łódzkiej poradni oraz powiadamiając o wszystkim rzecznika praw dziecka Marka Michalaka. Nowak przywołuje badania prowadzone przez 50 lat na 160 tys. dzieci i  przedstawia długą listę konsekwencji, jakie pociąga za sobą stosowanie kar cielesnych wobec najmłodszych. Są na niej m.in.: niska samoocena, izolacja społeczna, nadużywanie alkoholu oraz leków i sięganie po narkotyki, niepokój, depresja, agresja wobec otoczenia i osłabienie koncentracji.

To „tylko” niezręczne sformułowania?  

Dyrektorka Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 5 w Łodzi, Ewa Szafraciec, tłumaczy w rozmowie z Onetem.pl., że pewne sformułowania w poradniku mogą być niezręczne i że intencją autorki było pokazanie, że kary cielesne są nieefektywne i nasilają negatywne zachowania. Sformułowania są na tyle niezręczne, że zajęła się nimi prokuratura prowadząca czynności sprawdzające i dopatrująca się tu podżegania do znęcania się nad dziećmi, stosowania przemocy i znęcania się.

Dzieci nie obronią się same przed niewydarzonymi mędrcami, mentorami, autorami rewolucyjnych poradników o wychowaniu i wszelkiej maści potrząsaczami oraz klapsowiczami. Dlatego ważne jest, by dorośli zachowywali czujność, bo, jak widać na podstawie łódzkiej poradni, ciemno bywa również pod latarnią. Ja, po lekturze fragmentów  poradnika, miałabym ochotę wszystkich tych wyrywających się do lania zacnych obywateli wysłać w miejsce nudne, w którym nikt nie będzie zwracał na nich uwagi – i to na znacznie dłużej niż cztery minuty. A tym, którzy są przekonani, że dzięki pięści uniknęli autyzmu i depresji, polecam prewencyjne klapsy. Bo skoro działają zbawiennie na dzieci, to czemu nie miałyby działać podobnie również na dorosłych? Może dzięki nim unikną zawału serca, choroby Alzheimera albo kamicy nerkowej.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

 

 

 

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

11 odpowiedzi na “Bij dzieci coraz mocniej, gdy klapsy już nie wystarczają”

  1. Trudno się odnieść właściwie do powyższego artykułu, nie widząc oryginalnego tekstu. Szukałam go na stronie rzeczonej poradni, jednak nie mogę znaleźć. Można prosić o link do tekstu? To, co wyżej w artykule napisano, może być jedynie zdaniami wyrwanymi z kontekstu, które w oryginale miały za zadanie zaprezentować formy kar i nagród stosowanych w historii wychowania, a nie prezentacja aktualnych trendów, tym bardziej porad skierowanych przez specjalistów poradni.

    • Tak jest w istocie. Cały tekst jest ponoć potępieniem karania fizycznego, a ogólnie promuje system nagród nad system kar. Ale autorka „wychowywana bezstresowo” myśli widać, że jej wszystko wolno, nawet kłamać i pomawiać. I tu przydałaby się nieuchronna kara dla niej, może naprawiłaby błędy rodziców (za pomówienie grozi nawet więzienie).

  2. Wskazówki udzielane w poradnikach nie mogą dotyczyć kwestii
    niezgodnych z prawem. Te dotyczące
    trudnych zachowań u dzieci, zamieszczone w pozycji „Podstawowe działania
    wspierające dziecko w rozwoju”, wprowadzają w błąd. Autorka, pisząc o karach,
    dokonuje ich klasyfikacji, wyjaśnia, na czym polegają i jakie mogą mieć wpływ
    na dzieci. Jednak nie informuje jednoznacznie, że to, o czym pisze, jest w
    Polsce nielegalne i tym samym niedopuszczalne od 2010 roku. O karach cielesnych
    w ogóle nie powinno być mowy w pozycji rekomendowanej przez taką placówkę jak
    poradnia psychologiczno-pedagogiczna. A jeśli już, to po to, by poinformować
    rodziców lub opiekunów, jakie kary grożą właśnie im za stosowanie fizycznej
    przemocy wobec dziecka. Tymczasem autorka wymienia, jakie konsekwencje dla
    dziecka może mieć dla niego nadmierne karanie i bicie. A przecież w ogóle nie
    może być mowy o nadmiernym karaniu i biciu, bo nawet to „nienadmierne” jest
    zakazane. I co to w ogóle znaczy nadmierne karanie. Gdzie przebiega granica
    między nadmiernym a nienadmiernym?

    Nienadmierne karanie i bicie dzieci prawdopodobnie według
    autorki nie pociąga za sobą konsekwencji, natomiast „Jeżeli nadmierne karzecie
    lub bijecie swoje dziecko to:

    Uczycie je lęku i niechęci do siebie. Każdy bodziec, mający
    jakiś związek

    z karą, staje się z czasem przykry.

    Budujecie ślepe posłuszeństwo zamiast zrozumienia i
    akceptacji zasad

    etycznych.

    Dajecie dziecku zły przykład.

    Zamiast eliminować złe zachowanie, wzmacniacie je.

    Uczycie dziecko unikania kary w niepożądany sposób (poprzez
    kłamstwa,

    fałszywe obietnice).

    Dziecko może wówczas:

    Starać się was unikać, obmyślać wymówki,

    Unikać waszej obecności, ponieważ stwarzacie atmosferę
    zagrożenia,

    Próbować uciekać, kiedy jesteście w pobliżu,

    Okazywać silny lęk w waszej obecności. Kiedy zadajecie
    pytania może

    milczeć, chociaż w obecności innych osób jest rozmowne”.

    Rozumiem, że aby dziecko nie obmyślało wymówek, nie uciekało
    przede mną i nie milczało w mojej obecności, muszę je karać i bić
    nienadmiernie. Nie tego oczekuję, sięgając po poradnik wychowawczy napisany
    przez psychologa z poradni psychologiczno-pedagogicznej.

  3. Z tego, co Pan przytoczył wynika jedynie, że autorka tekstu chciała uzmysłowić rodzicom, którzy stosują kary cielesne (a niestety tacy nadal są), że nie jest to dobra metoda i sprowadza się ona do „wyładowania złości” na dzieciach oraz „skłonienia dzieci do posłuszeństwa” ze strachu. Autorka zwraca się do takich rodziców, informując o skutkach bicia Czytając to, co Pan przytoczył także nie widzę tutaj nakłaniania do stosowania kar. Nie wiem jak można ten tekst rozumieć w inny sposób. Przecież tu ewidentnie jasno napisano co jest skutkiem bicia i że jest to złe.

Dodaj komentarz

Zobacz też

Bezstresowe wychowanie: gdzie jest granica między dyscypliną a pobłażaniem?

„Wychowanie bezstresowe” to pojemne określenie, szczególnie ulubione przez dorosłych, którzy mieli okazję zetknąć się z nieprzyjemnym zachowaniem cudzego dziecka. W każdej internetowej dyskusji o maluchu krzyczącym w sklepie nieuchronnie pojawi się komentarz o rozwydrzonych, bezstresowo wychowanych bachorach. Czy rzeczywiście da się wychować dziecko bezstresowo?
Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
26 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ