Brak rozwodów i legalna prostytucja – erotyczne obyczaje II RP

7 minut czytania
1055
0
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
26 maja 2018
fot. NAC

Odsłuchaj

Przedwojenna Polska, zwłaszcza na tle innych europejskich krajów, zaskakuje wyzwolonym podejściem do seksualności: nie penalizowano u nas homoseksualizmu, akceptowano związki pozamałżeńskie. Jednak miała też mroczniejsze oblicze – polskie prawo nie przewidywało cywilnych rozwodów, ale za to prostytucją mogły się parać nawet nastolatki.

Pierwsza wojna światowa doprowadziła w Europie do gwałtownego poluzowania obyczajów. Proporcja kobiet do mężczyzn zachwiana wskutek strat wojennych, długotrwała nieobecność walczących mężczyzn w domach i zakładach pracy, wynikłe z tego wszystkiego usamodzielnienie się kobiet oraz zapełnienie przez nie luk w zatrudnieniu sprawiły, iż surowsze normy moralne często traciły sens w zderzeniu z nową sytuacją społeczną. W takiej rewolucyjnej atmosferze po latach niebytu wyłoniła się odrodzona Polska, sama w dużej mierze budowana rękoma rewolucjonistów i buntowników. Nic więc dziwnego, że w naszym kraju od samego początku gorset obyczajów nie był specjalnie sztywny.

Prawa kobiet i legalny homoseksualizm

Za rzecz wręcz oczywistą uznano chociażby coś, co w krajach  Zachodu zahaczało wówczas o skandal czyli przyznanie pełni praw wyborczych kobietom (już 28 listopada 1918). Nic w tym dziwnego,  wszak od dziesiątków lat, ciesząc się szacunkiem, ramię w ramię z mężczyznami walczyły o wolną Polskę i kultywowały polskie tradycje. Warto przy tym wspomnieć, że w niektórych krajach Europy Zachodniej kobiety uzyskały prawa wyborcze dopiero po II wojnie światowej.

Karol Szymanowski w towarzystwie siostry śpiewaczki Stanisławy Korwin-Szymanowskiej i pisarki Zofii Nałkowskiej w willi „Atma” w Zakopanem (fot. NAC)

Jeszcze bardziej rewolucyjny był brak penalizacji w II RP homoseksualizmu. W czasach, gdy na Zachodzie za stosunki między osobami tej samej płci groziły wysokie kary więzienia oraz przymusowa terapia, w Polsce uznawano je przede wszystkim za kuriozum, generalnie niegroźne i niewarte większej uwagi. Jawny homoseksualizm Jarosława Iwaszkiewicza ani trochę nie przeszkodził mu w byciu szanowanym literatem, a jego dzieła z wątkami homoerotycznymi nie trafiały na żadne indeksy ksiąg zakazanych. Podobnie powszechnym szacunkiem i uznaniem cieszył się kompozytor Karol Szymanowski, zresztą jeden z partnerów Iwaszkiewicza. Homoseksualny twórca „Stabat Mater”  był ceniony przez społeczeństwo i władze, dekorowany najwyższymi odznaczeniami państwowymi.

Z kolei  traktowana jak skarb narodowy Maria Rodziewiczówna przez większość życia ubierała się, strzygła i zachowywała jak mężczyzna, przypuszczalnie żyła też w związku partnerskim z drugą kobietą.  Przypomnijmy, że w jeszcze w latach czterdziestych, w Wielkiej Brytanii, homoseksualizm genialnego matematyka Alana Turinga doprowadził do zniszczenia mu kariery przez władze i w konsekwencji do śmierci.

Brak rozwodów

Przy takim podejściu bardzo więc dziwi, że przedwojenna Polska była krajem bez rozwodów cywilnych! Unieważnienie małżeństwa mogło dokonać się tylko na drodze kościelnej, ściśle więc wiązało się z tym, w jakiej wierze i wyznaniu je zawarto. Jeśli dopuszczało rozwód, nie było problemu. W innym wypadku (np. małżeństw katolickich) pozostawała tylko skomplikowana procedura unieważnienia… albo zmiany wyznania na takie, w którym rozwody praktykowano.

Konwersje miały miejsce tak często, że można domyślać się w owych czasach dosyć lekkiego i tolerancyjnego podejścia do kwestii religijnych. Gdy jakichś powodów jakikolwiek rozwód okazywał się niewykonalny, bez wahania decydowano się na stałe związki pozamałżeńskie.

(Prawie) wszystkie kobiety Piłsudskiego

Przykład szedł z samej góry. Józef Piłsudski, mężczyzna silny, energiczny i mający władzę, całe życie fascynował kobiety, a one fascynowały jego, bez zwracania uwagi na konwenanse. Pierwsza żona przyszłego Marszałka, Maria, gdy ją poznał była już rozwódką z dzieckiem, w dodatku starszą. Co ciekawe, Piłsudski odbił ją Romanowi Dmowskiemu, który podobno właśnie za sprawą tej nieszczęśliwej miłości nigdy się ożenił – i później czuł tak wielką niechęć w stosunku do Piłsudskiego oraz jego środowiska.

Małżeństwo Piłsudskich po kilku latach stało się  jednak fikcją. Ze względu na sprzeciw Marii nie wzięli rozwodu, ale Piłsudski rozpoczął związek z młodszą o piętnaście lat członkinią PPS, Aleksandrą Szczerbińską. Wciąż pozostając formalnie żonaty doczekał się z nią dwóch córek, Wandy i Jadwigi. Para nie zamieszkała jednak razem. Małżeństwo zawarli dopiero w 1921 roku, po śmierci Marii Piłsudskiej, niestety także nieudane. Utrzymywali je tylko względu na córki, wciąż nie mieszkając razem.

Józef Piłsudski podczas zwiedzania wyspy Madery łodzią motorową. Widoczna m.in. lekarka marszałka Eugenia Lewicka. (fot. NAC)

Marszałek, w połowie lat dwudziestych najprawdopodobniej wdał się w romans ze swoją lekarką, młodszą o 30 lat Eugenią Lewicką. Ponoć właśnie ona zainspirowała  Józefa do sięgnięcia po władzę w zamachu majowym 1926 roku, dla niej również powołano Urząd Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, dzięki któremu powstała AWF. Piłsudski rozstał się z Lewicką w roku 1931, podczas spędzanego wspólnie z nią urlopu na Maderze. Niedługo potem znaleziono lekarkę martwą. Oficjalnie popełniła samobójstwo, plotkowano jednak, że komuś z otoczenia Marszałka ten związek tak bardzo się nie spodobał, że postanowił zakończyć go definitywnie.

Żony i kochanki panów z establishmentu

Drugi marszałek II RP, Edward Śmigły-Rydz całe międzywojnie przeżył mając u boku Martę Thomas-Zaleską, która chociaż oficjalnie przestawiana jako jego małżonka, prawdopodobnie stała się nią formalnie dopiero w roku 1939, po śmierci dotychczasowego męża. Może na to wskazywać chociażby fakt, że para nie prowadziła wspólnego życia towarzyskiego,

Józef Beck, minister spraw zagranicznych, a wcześniej sanacyjny pułkownik, miał dwie żony, przy czym poślubienie drugiej małżonki, Jadwigi umożliwiła mu oczywiście konwersja z katolicyzmu na protestantyzm. Co ciekawe nowe małżeństwo nie przeszkodziło państwu Beckom pozostawać w przyjacielskich stosunkach z poprzednim mężem Jadwigi, generałem Burhardtem-Bukackim.

Ślub prezydenta RP Ignacego Mościckiego z Marią Dobrzańską-Nagórną (fot. NAC)

Zgorszenie wzbudziło drugie małżeństwo prezydenta II RP, Ignacego Mościckiego, mimo że zawarte przez niego jako wdowca. Nie dość bowiem, że oświadczył się zaledwie trzy miesiące po śmierci długoletniej i bardzo lubianej żony Michaliny, to w dodatku jej sekretarce,  młodszej od siebie o 29 lat Marii Nagórnej i to jeszcze rozwiedzionej z jego byłym adiutantem. Co ciekawe, wbrew nieuniknionym plotkom, za życia Michaliny nie łączyła tej pary żadna miłosna znajomość. Osierocony prezydent najwyraźniej rozpaczliwie potrzebował damskiego towarzystwa, a która kobieta oparłaby się przystojnemu mężczyźnie na szczytach władzy? Małżeństwo Mościckich stało się obiektem niezbyt wybrednych domysłów i żartów, szeptano, że prezydent odbił żonę własnemu adiutantowi oraz że poddał się kuracji hormonalnej, aby sprostać erotycznym potrzebom młodszej kobiety. Czas jednak pokazał, szczególnie podczas tragicznej próby II wojny światowej, że parę tę łączyła prawdziwa miłość. Maria troskliwie zajmowała się mężem aż do jego śmierci, a potem strzegła spuścizny po nim.

Frywolna pisarka i najsłynniejsze seksafery II RP

Opinię łowczyni męskich serc miała także słynna pisarska Zofia Nałkowska, której liczne podboje przeszły wręcz do towarzyskiej legendy. Za pisarką ciągnął się cały sznur byłych mężów i kochanków. Wśród tych drugich był między innymi Bruno Schulz, zresztą złośliwie mawiano, że  przez ręce prominentnej w pisarskim światku Nałkowskiej przechodzą wszyscy początkujący literaci. Za sprawą romansów, w pewnym momencie ucierpiała jej własna kariera, bo głównymi recenzentami zbioru opowiadań okazali się wzgardzeni przez pisarkę kochankowie. Co ciekawe, Nałkowską, kobietę bardzo inteligentną,  jak na owe czasy niezwykle wyzwoloną, którą śmiało można by określić mianem feministki, fascynowali mężczyźni grubiańscy, władczy, w typie macho.

Erotyczne przygody nie zawsze uchodziły na sucho, zwłaszcza gdy doszło do złamania prawa. Ogromny skandal wybuchł, gdy na początku lat trzydziestych wyszło na jaw, że bohater Powstania  Wielkopolskiego i pierwszy polski komendant miasta Poznania, podpułkownik Feliks Piekucki, osoba bardzo szanowana i popularna, to w rzeczywistości szef gangu pedofilów, stręczących kilkudziesięcioletnim mężczyznom dziewczynki w wieku 12-14 lat oraz produkujących i rozprowadzających pornografię dziecięcą. Trzeba nadmienić, że za obcowanie płciowe z osobą poniżej lat 14, przed wojną groziło 10 lat więzienia. Niestety, koneksje uchroniły Piekuckiego przed zasłużenie smutnym losem, został skazany tylko na półtora roku więzienia, a w uzasadnieniu tak niskiej kary podano jego wcześniejsze zasługi dla kraju.

Oskarżona Rita Gorgonowa podczas procesu. Za oskarżoną widoczny jej obrońca Maurycy Axer. (fot. NAC)

Najsłynniejszą seksaferą II RP, nie mniej ponurą, chociaż mniej obrzydliwą, była słynna sprawa gosposi Rity Gorgonowej oskarżonej o zamordowanie córki swojego kochanka i pracodawcy, inżyniera Henryka Zaremby. Siedemnastoletnia Elżbieta Zaremba, sprzeciwiająca się romansowi ojca, pod koniec 1931 roku zginęła od ciosów tępym narzędziem w głowę. Wiele, chociaż nie wszystko wskazywało na to, że zabójczynią jest Gorgonowa, która konsekwentnie nie przyznawała się do winy. Jednak ściągnęła na siebie ogromną niechęć opinii publicznej – między innymi jako cudzoziemka i  poprzez okazywaną arogancję (na rozprawach zjawiała się w futrze podarowanym przez kochanka).

Pod wpływem nacisków tejże opinii i mimo braku wystarczających dowodów w 1932 roku skazano ją na śmierć. Sąd Najwyższy szybko skasował ów wyrok i w 1933 roku zamieniono go na 8 lat więzienia, po uwzględnieniu różnych okoliczności łagodzących, w tym afektu w momencie zabójstwa. Ostatecznie, Gorgonowa wyszła na wolność dzięki amnestii związanej z wybuchem wojny w 1939 roku. Co do jej dalszych losów, nie ma pewności.

Prostytucja i pornografia

Gdy ktoś zamiast romansu pragnął tylko ulżenie fizjologicznym potrzebom i chciał zrobić to legalnie, mógł skorzystać z usług prostytutki. Prostytucja była legalna, zakazywano jedynie stręczycielstwa, jednak był to martwy zakaz. Najweselszy rejon przedwojennej Warszawy stanowiła ulica Widok, gdzie niemalże mieścił się burdel przy burdelu. Wiele prostytutek kręciło się też po zmroku w okolicy Ogrodu Saskiego oraz na Podwalu i Powiślu, jednak oferowały raczej tanią rozrywkę, w pejoratywnym sensie.

Dwie prostytutki na ul. Marszałkowskiej. (fot. NAC)

Luksusowe córy Koryntu przesiadywały za to w drogich lokalach, w tym słynnej Adrii, gdzie stręczył je personel lokalu. Prostytutkami często zostawały  dziewczęta z rodzin robotniczych lub chłopskich, którym nie powiodło się kariera służących. O zgrozo, wiele było wśród nich naprawdę młodych osób, kilkunastoletnich. Zarobki wahały się od 7-15 złotych tygodniowo (czyli tyle, ile mogła zarobić służąca), aż po pieniądze wielokrotnie przekraczające dochody urzędników (ci zarabiali około 40 złotych tygodniowo).

Kto nie chciał zaznawać cielesnej miłości bezpośrednio, mógł szukać podniety w pornografii, tu jednak zaczynały piętrzyć się przeszkody. Przed wojną pornografia była w Polsce legalna, ale intensywnie zwalczana. W roku 1927 polski rząd ratyfikował opracowaną  przez Ligę Narodów konwencję o zwalczaniu pornografii, a już od 1924 roku, w ramach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych działało specjalne biuro do zwalczania pornografii, dokonujące między innymi konfiskat wydawnictw pornograficznych głównie czasopism i pocztówek. Tytuły pism erotycznych nie postawiają dużo wątpliwości co do treści: „Amorek”, „Ona i on”… Co ciekawe, zdjęcia pornograficzne z okresu przedwojennego, to nie tylko fotografie, które dzisiaj nie uchodziłyby nawet za erotykę (lekko obnażone nogi, ramiona, zalotne uśmiechy) ale także wizerunki zbliżeń. jedynie wyglądem modeli i brakiem kolorów różniące się od zawartości współczesnych świerszczyków.

Pismo „Amorek” (fot. Polona)

Doznania związane z drukowaną erotyką mógł wzmagać dostępny na rynku elektryczny przyrząd do masażu, wyglądający wypisz wymaluj jak dzisiejszy wibrator. Zaskakujące, że lektura instrukcji obsługi takiego urządzenia, gdzie ostrzega przed przypadkowym dotknięciem części intymnych może skłaniać do przypuszczeń, że erotyczne zastosowanie wibratora było wtórne, co jednak nie przeszkodziło mu całkowicie wyprzeć pierwotnej funkcji niewinnego urządzenia do masażu…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
Z zamiłowania i wykształcenia historyk, z zawodu człowiek pracujący
słowem, z chęci popularyzator historii. Lubi poznawać ją empirycznie
oraz od podszewki, dlatego często wyrusza na prywatne podróże w
czasie. Przy okazji nabył kilka umiejętności nietypowych dla
humanisty, jak strzelanie, walka bronią białą i jazda konna. Miłujący
pokój fascynat wojskowości, zakochany po uszy w międzywojennej Polsce. Jednak mimo wszystko stara się żyć tu i teraz. W wolnych
chwilach miłośnik dobrego kina, mocnego rocka i fantastyki.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Dzień z życia przedwojennego warszawiaka wiosną 1938 roku

Polska dwudziestolecia międzywojennego uchodzi za raj utracony, wzbudzający żywe zainteresowanie nawet tych, których historia jako taka nie ciekawi. Nic dziwnego, bo to przeszłość bardzo bliska, często znana z opowieści naocznych świadków z naszych rodzin. Przenieśmy się więc w nią na chwilę i zobaczmy, jak mógł wyglądać dzień typowego mieszkańca Warszawy z końca lat trzydziestych, inteligenta z klasy średniej.
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
8 kwietnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ