Cisza na oceanach. Miała być promocja Polski, jest medialna burza wokół Mateusza Kusznierewicza

8 minut czytania
1804
0
Martyna Kośka
Martyna Kośka
12 maja 2018

Odsłuchaj

„Miała być promocja Polski, wyszedł międzynarodowy skandal” – napisała któraś z gazet. W sprawie wiele jest domysłów, bo PFN bardzo niechętnie udziela informacji o treści umowy i tym, jak pieniądze podatników miały być spożytkowane.

Gdy przed kilkoma tygodniami media w ogóle zaczęły się sprawą interesować, okazało się, że niejasności jest jednak więcej niż samo tylko finansowanie. Fundacja nie ogłosiła konkursu, a „grant” przyznała Kusznierewiczowi na zasadzie uznania, a więc bez żadnej konkretnej procedury. Wcześniej z podobną propozycją zgłosił się inny żeglarz, Roman Paszke, który żadnego jachtu nie potrzebował, bo ma własny. Jego propozycja została odrzucona – też bez konkursu.

W związku z nieprawdziwymi informacjami nt. przyczyn zakończenia projektu Polska100 informuje, że próba zrzucenia winy…

Opublikowany przez Mateusz Kusznierewicz 7 maja 2018

Niepodległość na morzach i oceanach

Różne są pomysły na uczczenie przypadającej w tym roku setnej rocznicy odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Minister Błaszczak zaproponował stawianie multimedialnych ławek, które będą opowiadały o zrzucaniu jarzma zaborów, himalaiści (zawodowi i amatorzy) przygotowują się do rocznicowego zdobycia najwyższego szczytu świata. Polską wolność na morzach i oceanach miał natomiast sławić jacht, który przez dwa lata miał dotrzeć do portów na pięciu kontynentach. Słowo „miał”, choć razi stylistycznie, jest w pełni uzasadnione: projekt, którego twarzą był olimpijczyk Mateusz Kusznierewicz, upadł przed kilkoma dniami, a zaangażowane strony rozpoczęły festiwal wzajemnych oskarżeń. Trudno się dziwić, bo  w tle są duże pieniądze – ale też ogromne ambicje. I duży brak profesjonalizmu, który razi najbardziej.

Pomysł promocji Polski na morzach narodził się w głowie Mateusza Kusznierewicza. W 2016 roku przedstawił go w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego i choć inicjatywa sławienia potęgi kraju poprzez udział w regatach i organizację spotkań z ludźmi w miastach portowych zyskała zwolenników, nie było możliwości uruchomienia projektu. Pomysł nie przepadł. W jakiś sposób dowiedziała się o nim Polska Fundacja Narodowa, a skoro jej cele statutowe są zbieżne z celem, który przyświecał Fundacji Navigare, której prezesem do stycznia 2018 roku był Kusznierewicz – czyli promocja kraju – to zdecydowała się zasponsorować inicjatywę.

Kusznierewicz marzył o projekcie łączącym elementy sportowe (udział w prestiżowych regatach) z dydaktycznymi. Pytany przez dziennikarzy o to, czym będzie się zajmowała załoga między startami w konkursach opowiedział, że odwiedzą szkoły w miastach portowych, w których zatrzyma się jacht i opowiedzą uczniom w odległym Halifaxie czy Kapsztadzie o egzotycznym kraju, z którego pochodzi pomalowana na biało i czerwono jednostka. A portów miało być po drodze sto.

Promocja Polski czy własne ambicje?

Projekt zyskał nazwę „Polska 100” i hojne finansowanie ze strony Fundacji. Na biednego zresztą nie trafiło: PFN jest dotowana przez 17 spółek państwowych, a jej roczny budżet szacowany jest na kwotę 100 mln zł. Pieniądze mają być przeznaczane na różnego rodzaju działania, które promują Polskę i chronią jej dobre imię za granicami naszego kraju. Cel szczytny, bo istnienie profesjonalnej organizacji, która zajmie się opracowaniem i koordynacją działań wizerunkowych może wyjść krajowi tylko na dobre, jednak PFN bardzo szybko okazała się instytucją silnie upartyjnioną i zajmującą się PR-em rządu. Zasłynęła z przeprowadzenia akcji „Sprawiedliwe sądy”, która z obroną wizerunku Polski nie miała nic wspólnego. Po takim falstarcie sfinansowanie projektu Kusznierewicza mogło być wizerunkowym sukcesem. Raczej nie będzie.

Szacowano, że dwuletni rejs będzie kosztował dziewięć milinów złotych. Kwota ta obejmuje wynagrodzenie załogi i bieżące prace związane z utrzymaniem jachtu, ale już nie sam jego zakup. Ten miał kosztować pięć milionów złotych.

14 milionów złotych to nie pieniądze, które mogą zachwiać budżetem, ale w głowach wielu ludzi kołatało pytanie – czemu ten rejs ma tak naprawdę służyć? Czy istnieje bezpośrednie powiązanie między udziałem jachtu pomalowanego na nasze barwy narodowe a większym szacunkiem, jakim świat obdarzy Polskę? Póki wątpliwość taką wyrażali dziennikarze czy zwykli obywatele, nie było powodu do niepokoju. Gdy jednak także politycy PiS publicznie kwestionowali zasadność finansowania przez PFN projektu „Polska 100”, decydenci z Fundacji zrozumieli, że sprawy wymknęły się spod kontroli.

Największym echem odbiło się wezwanie wystosowane przez posłankę Krystynę Pawłowicz, która zaapelowała do Kusznierewicza, by zrezygnował z udziału w inicjatywie.

Minister obiecał rejs ponad podziałami

Zarzut o bycie twarzą, to pokłosie poparcia, jakiego w 2011 roku Kusznierewicz udzielił Platformie Obywatelskiej. Wielu miało mu za złe takie polityczne zaangażowanie, a on sam po kilku latach przyznał, że publiczne mówienie o preferencjach politycznych było błędem. Zarzekał się, że rozpoczęcie współpracy z PFN nie oznacza, że stał się „człowiekiem PiS-u”, ale grono nieprzekonanych było szerokie.

Kusznierewicz nie zastosował się do wezwania posłanki Pawłowicz i kontynuował przygotowania do rejsu. Miał zresztą wsparcie szefa resortu kultury, który najpierw poprosił o „nieuczestniczenie  w polskim piekle”, a następnie zadeklarował: „Biorę odpowiedzialność za ten projekt o charakterze patriotycznym, wychowawczym. Jest on skierowany do młodzieży, jest także medialny (…) i miał mieć charakter wydarzenia ponad podziałami. A tymczasem zjednoczył hejterów. A mimo to, zrobimy to”.

Wydawać się mogło, że w tej sytuacji nic już nie zagrozi rejsowi.  Wybrano 7-letni jacht, który we francuskiej stoczni przechodzi remont i jest przemalowywany. Załoga w gotowości, bo wyprawa miała rozpocząć się w czerwcu.

I wtedy nastąpiło tąpnięcie. A te, jak wiadomo, przychodzą nagle.

PFN: Kusznierewicz nie wywiązał się z zobowiązań

W poniedziałek 7 maja PFN poinformowała o zakończeniu współpracy z Navigare. Miało to być konsekwencją niewywiązywania się Kusznierewicza z ustaleń finansowych. PFN dowiedziała się, że nie wszyscy członkowie załogi otrzymywali na czas wynagrodzenie, a do tego Navigare nie uregulowała wszystkich faktur za rebranding jachtu.

Prezes PFN Maciej Świrski uważa, że sprawozdanie z wykonania pierwszej transzy dofinansowanie jest bardzo chaotyczne. „To nie jest dokumentacja, która kwalifikuje się do rozliczenia w takim sensie formalnym. To jest zbiór dokumentów, ale nieopisanych” – wyjaśniał prezes. Wezwał Navigare do złożenia prawidłowo opisanych rozliczeń.

Po tym, jak o decyzji PFN napisały media, głos zabrał  Kusznierewicz, który poinformował, że umowa faktycznie nie wiąże stron, ale wcale nie od 7 maja, lecz od końca kwietnia i nie z powodu uchybień po stronie Navigare, lecz sponsora.

„Umowa między PFN a Fundacją Navigare wygasła 30 kwietnia tego roku z mocy prawa, ponieważ PFN nie wywiązał się z zobowiązania zakupu jachtu w tym terminie” – czytamy w oświadczeniu.

Zakup jachtu był warunkiem koniecznym dla realizacji umowy, a Navigare od kilku tygodni bezskutecznie wzywała PFN do sfinalizowania zakupu.  Brak jachtu na kilka tygodni przed rozpoczęciem historycznego rejsu? Brzmi niedorzecznie, ale może być prawdą.

W czwartek 10 maja Gazeta Wyborcza dotarła do umowy, z której wynika, że PFN rzeczywiście nigdy nie była właścicielem jachtu, gdyż wpłaciła zaledwie 10 proc. tytułem zaliczki. Wystawiła na rzecz Navigare dokument, z którego wynikało, że kolejne transze wypłaci w późniejszych terminach. Takie zapewnienie wystarczyło, by francuski wykonawca przystąpił do remontu.

Zakup jachtu był warunkiem koniecznym dla realizacji umowy (fot. polska100.org)

Navigare może tego nie udźwignąć

Brak finansowania ze strony PFN okazał się dla Fundacji Navigare brzemienny w skutkach. Dziś jest w stanie upadłości. Przedstawiciele Fundacji twierdzą, że gdyby nie zaniechanie ze strony PFN, żadnych zaległości by nie było. Sam Kusznierewicz zapowiedział przed kilkoma dniami, że jest gotów z własnych środków zapłacić załodze zaległe wynagrodzenie.

Jak wyjdę z tego wszystkiego – będę przeznaczał jakąś część swoich przychodów, żeby spłacić wynagrodzenia załogi i wszystkich podwykonawców. Ja biorę odpowiedzialność i jestem człowiekiem honorowym – powiedział na antenie RMF FM.

Póki co, Kusznierewicz i Piotr Obidziński z fundacji Navigare zostali przez PFN wezwani do zwrotu wynagrodzenia, jakie dostali od października 2017 r. – nadmiernie wysokie, jak uważa PFN. Żeglarz jest tym zdziwiony, bo sponsor wiedział, jakie pensje są dla nich przewidziane, ba, sam przecież przyjął budżet.

Pomysł Kusznierewicza bez Kusznierewicza

W tej historii jest jeszcze dużo wątków – i każdego dnia wychodzą nowe. I nic nie wskazuje, by tu opowieść miała się urwać. Po pierwsze, strony będą teraz zapewne dochodziły wzajemnych roszczeń za niewykonane zobowiązania. Chciałoby się powiedzieć, że wystarczy już tej tragikomedii, bo pomysł od początku był nietrafiony i może dobrze, że nie dojdzie do skutku (ale nie w tak niedżentelmeński sposób!) ale PFN zapowiada, że rejs jak najbardziej dojdzie do skutku. Bez Kusznierewicza,  rzecz jasna, ale też w innej formule. Nie będzie wizyt w portach, pogadanek w szkołach i udziału w festiwalach, a jedynie start w regatach.

To w każdym razie deklaracja aktualna dzisiaj, bo wkrótce może sie okazać, że cały projekt ląduje w koszu na śmieci. Tym bardziej, że w międzyczasie (tzn. kiedy ekipa Kusznierewicza myślała, że wszystko idzie zgodnie z planem i pakowała bagaże), PFN zdecydowała się zasponsorować drugi rejs dookoła świata – tym razem realizowany przez „Dar Młodzieży”.

Podjąłem decyzję, że do momentu wyjaśnienia z Polską Fundacją Narodową wszystkich kwestii związanych z projektem…

Opublikowany przez Mateusz Kusznierewicz 9 maja 2018

Może duży i mający bogate tradycje statek faktycznie będzie w lepszy sposób promował Polskę niż nie pierwszej nowości jacht, który od setek innych odróżniają co najwyżej kolory, ale postępowanie PFN urąga pewnym standardom. Wprawdzie ma długą listę zarzutów w kierunku Navigare i niewykluczone, że choć część z nich jest prawdziwa, ale styl, w jakim kontaktują się obie organizacje, nie pozwala traktować ich poważnie. PFN nie po raz pierwszy pokazała brak profesjonalizmu i działanie bez jakiejś długofalowej strategii.

Gdy opinia publiczna będzie mogła zapoznać się z treścią umowy, a strony spotkają się i wyjaśnią sobie wszystko w zaciszu gabinetu, a nie w komunikatach w mediach społecznościowych, będzie można ocenić, kto w tym sporze ma rację. W takich sprawach nie można też wykluczać, że spór wcześniej czy później trafi do sądu.

Do tego czasu czeka nas wyścig oskarżeń, wyjaśnień na Twitterze i publicznego prania brudów. Szkoda, bo odzyskanie niepodległości to okazja do radości i dumy, a tymczasem świętowanie rozpoczęło się od awantury. Nie tak miało być.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Martyna Kośka
Martyna Kośka
U progu dorosłości marzyła o uporządkowanym życiu i oglądaniu miasta z wysokiego piętra przeszklonego wieżowca, więc ukończyła prawo. Nie zdążyła jednak zastukać obcasami na korytarzu sądowym, bo przekonała się, że znacznie ciekawszy świat czeka na mnie gdzie indziej.
Jest dziennikarzem gospodarczym, jej analizy można przeczytać w kilku popularnych serwisach finansowych - ale po godzinach pracy praktycznie nie używa słów typu "inflacja", "nowelizacja" i "jurysdykcja krajowa", lecz pisze dużo bardziej reportażowo, życiowo.
Czyta reportaże, ogląda polskie dramaty obyczajowe, wybiera schody zamiast windy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Podróże

Karaibska przygoda – co zobaczyć i gdzie bywać? Rady eksperta

Przez kilka ostatnich tygodni aplikacje podróżnicze dostarczają dziesiątek ofert atrakcyjnych przelotów na Karaiby. Jak zorganizować taki wyjazd z głową? Pytamy o to eksperta od karaibskich podróży.
Agata Połajewska
Agata Połajewska
29 maja 2017
CZYTAJ WIĘCEJ