Dzień Starszego Wachmistrza z przedwojennego warszawskiego garnizonu

8 minut czytania
4959
0
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
12 maja 2018
fot. NAC

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Dumnemu i poważanemu Starszemu Wachmistrzowi czasem trudno jest uwierzyć, że przecież tak niedawno był niepiśmiennym, wiejskim dzieciakiem z Kresów, którego czekała najwyżej kariera piekarza. Zaciągnięcie się do polskiego wojska w niespokojnym 1919 roku okazało się jego najlepszą życiową decyzją.

Przedwojenne Wojsko Polskie było bardzo liczne i bardzo szanowane. Żywą pozostawała pamięć o jego ogromnym udziale w odzyskaniu i utrzymaniu niepodległości, w armii widziano także jeden z głównych symboli niezawisłości. Wojskowych było wielu i dobrze widocznych, bo mundur, uważany za powód do chluby, powszechnie noszono na co dzień, także poza służbą. Chociaż wojskowi byli pozbawieni czynnych praw wyborczych, chętnie angażowali się w życie społeczne i kulturalne. W Warszawie, przed wojną stacjonował liczny garnizon, w skład którego wchodziły ważne i elitarne jednostki. Służbę w stolicy, nawet czasową, uważano za zaszczyt.

Żandarm z Zamku Królewskiego

Letnim porankiem 1938 roku, pewien starszy wachmistrz, żołnierz zawodowy i mieszkaniec kamienicy Funduszu Kwaterunku Wojskowego przy ulicy Bugaj 14 ma więc wszelkie powody, aby nowy dzień witać z zadowoleniem. W poważnym, ale jeszcze nieleciwym wieku 31 lat dosłużył się jednego z najwyższych stopni podoficerskich, co zapewnia mu szacunek nawet wśród oficerów, zwłaszcza nieopierzonych poruczników, którzy jego, doświadczonego wiarusa często traktują jak swojego mentora.

Wręczenie prezydentowi RP Ignacemu Mościckiemu odznaki pułkowej przez delegację 17 Pułku Ułanów z Leszna. Widoczni od lewej: pułkownik Rajmund Pragłowski, Ignacy Mościcki, major Cendrowski, rotmistrz Dobrowolski, starszy wachmistrz Miarczyński. (fot. NAC)

Starszy Wachmistrz jest żołnierzem elitarnej jednostki warszawskiego garnizonu, Zamkowego Szwadronu Żandarmerii Prezydenta RP, zajmującego się ochroną prezydenta Polski oraz ważnych zagranicznych osobistości, przybywających na jego zaproszenie. Tak jak w każdej armii i epoce, żandarmeria nie cieszy się  zbytnią popularnością (przykrą, lecz akceptowaną normą towarzyską jest niepodawanie ręki żandarmowi podczas powitania), jednak do zamkowych żandarmów podchodzi się z nieco mniejszą antypatią, bo nie zajmują się przysłowiowym „gonieniem żołnierzy”, lecz sprawami zbliżonymi do zadań późniejszego Biura Ochrony Rządu.

„Chłopski generał”

Gdyby Starszy Wachmistrz służył w innym rodzaju wojsk, to (poza nielicznymi wyjątkami), jego stopień  nazywano by starszym sierżantem. Jednak tradycje żandarmerii sprawiły, że używa się w niej specyficznych nazw niektórych stopni.  Przy okazji warto warto zaznaczyć, że przedwojenny starszy sierżant znaczył o wiele więcej niż w latach późniejszych. Od kiedy zaprzestano nadawania stopnia chorążego, dążąc do jego likwidacji, starsi sierżanci stali się najwyższą podoficerską szarżą, przezywani byli „chłopskimi generałami”.

Wojskowi przy urnie z ziemią z miejsc upamiętnionych działalnością bojową żandarmierii (fot. NAC)

Dumnemu i poważanemu Starszemu Wachmistrzowi czasem trudno jest uwierzyć, że przecież tak niedawno był niepiśmiennym, wiejskim dzieciakiem z Kresów, którego czekała najwyżej kariera piekarza. Zaciągnięcie się do polskiego wojska w niespokojnym 1919 roku okazało się jego najlepszą życiową decyzją. Armia dostrzegła potencjał młodego rekruta i jak wielu ówczesnym Polakom z zapadłych miejscowości dała mu wykształcenie, dobrą posadę oraz umożliwiła wręcz niesamowity awans społeczny, czyniąc ochroniarzem samego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Życie w pojedynkę

Starszy Wachmistrz w służbowym mieszkaniu mieszka sam. Nie myślał jeszcze poważnie o założeniu rodziny, chociaż jak to w wojsku bywa, damską płeć poznał całkiem dobrze, ostatnio gdy w nadwiślańskich chaszczach świętował swój awans na starszego wachmistrza w towarzystwie kolegów i pań nieciężkich obyczajów. Nie uważa się za starego kawalera, zawodowi wojskowi często żenią się późno. Służba zostawia niewiele czasu na życie prywatne, a co gorsza, kandydatka na żonę wojskowego podlega surowej ocenie jego przełożonych. W dodatku, chcąc uzyskać pozwolenie na ślub trzeba dopełnić mnóstwa formalności, w tym wykazać odpowiednie dochody. Nawet zaplanowanie daty ślubu nie jest łatwe. Całkiem niedawno, kolega Starszego Wachmistrza wskutek nagłej zmiany rozkazów musiał pospiesznie przełożyć ceremonię na inny termin.

Starszy wachmistrz jest dopiero w drodze na służbę, dlatego podpinka rogatywki spoczywa na otoku czapki (fot. Anna Maria Bielecka)

Starszy Wachmistrz jako chłopski syn i  żołnierz umie jednak samemu radzić sobie z domowym gospodarstwem, poza tym może liczyć na mniej lub bardziej dobrowolną pomoc niższych stopniem żołnierzy – chociaż jako  podoficerowi oficjalnie nie przysługuje mu żaden ordynans.

Pora zacząć służbę

Dzień jest zwykły, nieświąteczny, Starszy Wachmistrz myje się więc tylko do połowy, ale  starannie goli i czesze. Od zawodowych wojskowych wymaga się schludnego wyglądu oraz gładkiej twarzy. Tylko wyjątkowo pozwala się na zarost, pod warunkiem, że jest przystrzyżony i starannie utrzymany. Wśród równolatków Starszego Wachmistrza dużą popularnością cieszy się elegancki wąsik „w kwadrat”, nazywany także „angielskim”. On go jednak nie  lubi, bo podobny zarost nosi krzykliwy Kanclerz Niemiec. W przeciwieństwie do ogolonych na zero rekrutów, swoją fryzurą Starszy Wachmistrz zasadniczo nie różni się od cywila, może tylko tym, że skronie i tył głowy zawsze ma schludnie przystrzyżone, a czuprynę starannie zaczesaną oraz utrwaloną pomadą.

Starszy Wachmistrz, przygotowując się do wyjścia na służbę, zakłada sukienny mundur służbowy, będący jego codziennym, chociaż eleganckim „strojem roboczym”. Z racji pełnienia służby przy samym panu prezydencie, na kurtce munduru przypina pełne odznaczenia. Co   ciekawe, stopień starszego wachmistrza/starszego sierżanta na jego naramiennikach wygląda całkiem inaczej niż kojarzone dziś z tą szarżą „krokiewki” (pojawią się dopiero w 1939 roku). W roku 1938 są to pionowe linie biegnące od podstawy naramienników aż po same czubki. Starszy Wachmistrz, szykując się do wyjścia przypasuje także swoją broń służbową, pistolet i szablę, które trzyma w domu, co przy stosunkowo łatwym w II Rzeczypospolitej dostępie do broni nikogo nie dziwi, zwłaszcza u żołnierza zawodowego.

Przygotowany do wyjścia, Starszy Wachmistrz zakłada sztywną, służbową rogatywkę i rusza zameldować się w pobliskich koszarach na ulicy Bugaj 1, gdzie stacjonują żołnierze Oddziału Zamkowego, w tym jego Szwadronu. Nad koszarami majestatycznie wznosi się Zamek Królewski, oficjalna siedziba Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Zadania służbowe

Nasz bohater, z racji swojego stopnia, na służbie dużo czasu spędza za biurkiem, jednak stale musi być gotowy do działań w terenie. I rzeczywiście, tego dnia czeka go wyjście na miasto, związane ze służbą ochronną: otrzymuje polecenie sprawdzenia budynku, który niedługo ma odwiedzić prezydent. Udaje się na miejsce w towarzystwie dwóch innych żandarmów – po marsowych minach i zapiętych pod brodą podpinkach rogatywek dobrze widać, że są na służbie. Rozmawiają z mieszkańcami budynku oraz pobliskich gmachów, kontrolują wejścia, wodociągi i elektryczność.

Dzień jest pogodny, więc Starszy Wachmistrz nawet jest zadowolony z rzadkiej ostatnio okazji do rozprostowania kości. Nie zazdrości swojemu koledze i sąsiadowi, starszemu wachmistrzowi Zygmuntowi, który w taki ciepły dzień musi siedzieć za dusznymi murami Zamku Królewskiego. Tym bardziej, że zamkowi żandarmi, poza ochroną głowy państwa mają także mniej zaszczytne obowiązki, jak na przykład dostarczanie prezydentowi świeżej prasy i ulubionych papierosów.

Wolne chwile w mundurze

Szczęśliwie po południu wszystkie sprawy są już załatwione i Starszy Wachmistrz spokojnie kończy służbę. W mieszkaniu, korzystając ze specjalnego, drewnianego haka, nazywanego „pieskiem” zzuwa wysokie buty i wkłada znużone nogi do blaszanej miednicy z chłodną wodą. Dla zabicia czasu oddaje się lekturze przyniesionej z koszar gazety Wiarus – pisma wydawanego przez organa wojskowe specjalnie dla podoficerów, jednak wbrew licznym zachętom i staraniom, nie cieszącego się tak dużą poczytnością jak „cywilne” ilustrowane magazyny.

Dla zabicia czasu oddaje się lekturze przyniesionej z koszar gazety Wiarus (fot. Anna Maria Bielecka)

Wolne popołudnie Starszy Wachmistrz postanawia spędzić w Ogrodzie Łazienkowskim, na obiedzie i piwie z kolegami z żandarmerii. Już dzisiaj, w czasie wypełniania obowiązków kusiły go szyldy staromiejskich lokali, ale odwiedzanie ich było mu surowe wzbronione, bo po pierwsze był na służbie, a po drugie Stare Miasto to dzielnica o nie najlepszej reputacji, gdzie zawodowemu wojskowemu nie wypada bywać. Szykując się do wyjścia, Starszy Wachmistrz przebiera się w mundur pozasłużbowy, krojem i materiałem taki sam jak oficerski, tylko z innymi oznaczeniami stopni. Mundur taki pełni u zawodowych wojskowych podobną funkcję jak codzienne, eleganckie ubranie, pozwalając szykownie prezentować się w czasie wolnym. W szafie Starszego Wachmistrza  co prawda wisi ubranie cywilne, ale zakłada je dosyć rzadko, głównie do prozaicznych zajęć, nielicujących z powagą munduru.

Co wypada wojskowemu?

Tuż przed wyjściem z domu przypomina sobie o przesyłce, którą już dawno powinien zanieść jednemu z  kolegów. Przygląda się krytycznie niewielkiemu zawiniątku, wreszcie postanawia zostawić je w mieszkaniu. Gdy jest się w mundurze, noszenie paczek niezbyt uchodzi. W drodze na przystanek tramwajowy, Starszy Wachmistrz cicho klnie pod nosem, widzi bowiem, że zaraz ucieknie mu tramwaj, do którego w mundurze biec nie wypada. Czeka więc cierpliwie i wsiada do następnego składu. Dostrzega wolne miejsca siedzące, jednak wojskowy savoir-vivre każe ustępować ich tylu osobom i w tylu wypadkach, że podobnie jak większość żołnierzy, Starszy Wachmistrz dla świętego spokoju woli postać.

Wysiada na Placu Trzech Krzyży, gdzie zdejmuje czapkę przed monumentalną rotundą Kościoła Świętego Aleksandra, znacznie większego od  późniejszej, odbudowanej z wojennych ruin namiastki. Założywszy już nakrycie głowy, dostrzega kątem oka opuszczający świątynię kondukt żałobny, więc salutuje przed majestatem Śmierci. Widok pogrzebu w niemiły sposób przypomina o czekającej Starszego Wachmistrza wizycie w pobliskiej Centralnej Przychodni Lekarskiej na Górnośląskiej, gdzie leczy się wielu żołnierzy zawodowych. Na szczęście wybiera się tam jedynie z bólem zęba.

Dekorowanie Krzyżami Zasługi oficerów przez prezydenta RP Ignacego Mościckiego. Stoją od lewej: mjr Stefan Czarnecki, Dymitrow, Moszczyński, starszy wachmistrz Zygmunt Ławnikanis.

Wkrótce dostrzega kolegów i porzuca złe myśli. Kurtuazyjnie sobie salutują (w polskim wojsku salutuje się tylko do nakrycia głowy), a jako pierwszy honory oddaje Starszy Wachmistrz, bo jeden z jego przyjaciół, chociaż równy stopniem, nosi na piersi order Virtuti Militari – najwyższe wojskowe odznaczenie, którego nigdy nie zastępuje się baretką. Rozmawiając wesoło, wszyscy idą chodnikiem wzdłuż Alei Ujazdowskich, jednej najbardziej reprezentacyjnych ulic stolicy. Tędy właśnie w święta państwowe maszerują uroczyste wojskowe defilady. Przy Alejach stoi też gmach Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych (w latach późniejszych rozgości się tam Urząd Rady Ministrów).

Nie pora na nocne hulanki

Naszych żołnierzy bardziej jednak ciekawi ogródek piwny w Łazienkach, gdzie posilają się prostym obiadem – kotletem schabowym, popijanym pysznym piwem Haberbusch i Schiele, którego charakterystyczna etykieta ze sfinksem znana jest dobrze każdemu warszawiakowi. Są już po służbie, więc wolno im napić się alkoholu, byle z umiarem, zresztą piwo uważa się raczej za napój orzeźwiający, a niektóre jego gatunki poleca nawet matkom karmiącym. Starszy Wachmistrz oraz jego koledzy, siadając przy stole zdjęli czapki oraz obowiązkowe rękawiczki, jednak nawet czując się swobodnie, pamiętają o wojskowym szyku: kołnierzyki mają zapięte pod szyję, a pasy dopięte na mundurach. Zgodnie z koleżeńską umową rachunek reguluje Starszy Wachmistrz – stać go, bo jako zawodowy starszy podoficer zarabia miesięcznie kilkaset złotych, co jest odpowiednikiem dzisiejszych kilku tysięcy. To więcej, niż zarabia młody oficer.

W kawiarni mężczyzna powinien zdjąc nakrycie głowy i rękawiczki, jednak nie powinien kłaść ich na stole – należało je zostawić w szatni. (fot. Anna Maria Bielecka)

Chociaż do wieczora jeszcze daleko, Starszy Wachmistrz postanawia wracać do domu. Jest przecież środek tygodnia, więc nie pora na nocne hulanki, bo jutro rano trzeba wstawać na służbę. Musi też zrobić nieco papierkowej roboty, przyniesionej z koszar. Czeka go również dosyć stresująca rozmowa z sąsiadem, kapitanem wojskowego wywiadu i kontrwywiadu, tak zwanej „Dwójki”. Starszy Wachmistrz, jako osoba przebywająca w bezpośredniej bliskości prezydenta, ma obowiązek co jakiś czas składać temu oficerowi dyskretny raport o wszystkim, co dzieje się w otoczeniu głowy państwa, zwłaszcza o podejrzanych sprawach i podejrzanych ludziach. Na samą myśl o takiej pogawędce robi mu się nieswojo, więc chce mieć ją jak najszybciej za sobą. Przez chwilę waha się, czy nie wracać szybką, lecz drogą taksówką, ale finansowy rozsądek zwycięża i pod kamienicę na Bugaju podwozi go dorożka. W trakcie przejażdżki Starszy Wachmistrz ma czas aby spokojnie poukładać myśli, zwłaszcza że nie musi się obawiać, iż przedstawiciel słynącego z naciągactwa fachu dorożkarzy spróbuje oszukać żandarma…

P.S.

Starszy Wachmistrz jest także bohaterem bloga „Dziennik Starszego Wachmistrza” prowadzonego na Facebooku przez autora powyższego artykułu i poświęconego przedwojennemu Wojsku Polskiemu.

Starszy Wachmistrz (fot. Anna Maria Bielecka)

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

 

Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
Z zamiłowania i wykształcenia historyk, z zawodu człowiek pracujący
słowem, z chęci popularyzator historii. Lubi poznawać ją empirycznie
oraz od podszewki, dlatego często wyrusza na prywatne podróże w
czasie. Przy okazji nabył kilka umiejętności nietypowych dla
humanisty, jak strzelanie, walka bronią białą i jazda konna. Miłujący
pokój fascynat wojskowości, zakochany po uszy w międzywojennej Polsce. Jednak mimo wszystko stara się żyć tu i teraz. W wolnych
chwilach miłośnik dobrego kina, mocnego rocka i fantastyki.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Dzień z życia przedwojennego warszawiaka wiosną 1938 roku

Polska dwudziestolecia międzywojennego uchodzi za raj utracony, wzbudzający żywe zainteresowanie nawet tych, których historia jako taka nie ciekawi. Nic dziwnego, bo to przeszłość bardzo bliska, często znana z opowieści naocznych świadków z naszych rodzin. Przenieśmy się więc w nią na chwilę i zobaczmy, jak mógł wyglądać dzień typowego mieszkańca Warszawy z końca lat trzydziestych, inteligenta z klasy średniej.
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
8 kwietnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ