“Dźwięku odbijanej kulki nie da się podrobić” – rozmowa z założycielem muzeum flipperów

6 minut czytania
2032
0
Kajetan Kusina
Kajetan Kusina
26 maja 2018
fot. Pinball Station

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Kiedy komputer i konsola były jeszcze rzadkością, ludzie musieli gdzie indziej wykorzystywać swoje umiejętności i bić kolejne rekordy. O pasji grania i kolekcjonowania flipperów opowiada Bartek Radomyski, współzałożyciel Pinball Station – interaktywnego muzeum flipperów w Warszawie.

Kajetan Kusina: Co się stało z tymi wszystkimi flipperami, które zapełniały kiedyś rozmaite lokale? Znalezienie takiej maszyny chyba nie jest obecnie prostym zadaniem?

Bartek Radomyski: Masa z nich wyjechała za granicę, bo kiedy u nas przestawały zarabiać, tam rozpoczynał się właśnie rynek kolekcjonerów. Część ze starszych flipperów, tych elektro-mechanicznych, po prostu została porąbana i spalona. Można było z nich wyciągnąć sporo żelastwa, a drewno nadawało się na podpałkę.

Całe zjawisko flipperomanii właściwie tylko mignęło przez Polskę w latach dziewięćdziesiątych.

Kiedy komputer i konsola były jeszcze rzadkością, ludzie musieli gdzie indziej wykorzystywać swoje growe umiejętności. Szło się do knajpy w parę osób i robiło tak zwane grand championy, czyli najwyższe wyniki. To było bardzo popularne zajęcie. Powiem ci, że ludzie, którzy wtedy zainwestowali w ten rynek, zarobili naprawdę duże pieniądze. Słyszałem wiele historii od operatorów, czyli osób wtedy się tym zajmujących, że taki flipper potrafił zwrócić się w kilka tygodni. To był genialny pomysł na biznes.

fot. Pinball Station

Rozumiem, że dobra passa skończyła się wraz z rozpowszechnieniem się komputerów domowych?

Tak, ale to nie tylko u nas. Jeśli spojrzysz na dużych graczy na rynku producentów flipperów, to oni swój ostatni szczyt sprzedażowy mieli w 1993 roku. Po 1993 branża zaczęła powoli topnieć. Oczywiście winowajców jest sporo: konsole, PC, ale też mniej oczywiste czynniki, jak na przykład automaty hazardowe. Zauważ, ile w pewnym momencie pojawiło się wtedy hazardówek. Ludzie niestety tracili tam fortuny, a dla właściciela knajpy liczyło się ile może na tym zarobić. Poza tym flippery są duże i na miejsce jednego można było wsadzić dwa automaty. U schyłku lat dziewięćdziesiątych większość dużych producentów się zawinęła i został jeden poważny gracz, a do Polski nowe maszyny już raczej nie przyjeżdżały.

Jak się spojrzy na pozostałości po automatach w kurortach czy kinach, to większość z nich to rzeczywiście już mocno zramociałe egzemplarze. Choć u nas to chyba nigdy nie były nowe maszyny.

Przyjęło się mówić, że większość z nich była kupowana z drugiej ręki, czyli “po Niemcu”. Jednak od wspomnianych wcześniej dystrybutorów dowiadujemy się, że kupowali także sporo nowych maszyn. Na przykład w Niemczech był oficjalny dystrybutor Williamsa, więc można było sprowadzić model jeszcze zapakowany w pudełko.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na założenie muzeum flipperów?

W grudniu 2016 roku zadzwonił do mnie z tym pomysłem Paweł Nowak, a musisz wiedzieć, że jest on dość specyficznym człowiekiem – jeśli wpadnie mu do głowy jakaś myśl, to musi ją od razu zrealizować. Ja sam nosiłem się z podobnym pomysłem od jakiegoś czasu, ale zawsze coś było nie po drodze. A to lokal za drogi, a to za mało maszyn, zawsze była jakaś przeszkoda. Pół roku po tym telefonie, dokładnie 10 czerwca, oficjalnie otworzyliśmy drzwi do Pinball Station.

Czyli sama pinballowa pasja pojawiła się wcześniej?

Paweł swojego pierwszego flippera znalazł zaraz po 2000 roku. Ja dosyć długo nosiłem się z zamiarem zakupu. I przy okazji zupełnie nieświadomie przegapiłem najlepszy okres, kiedy flippery można było brać za bezcen… W końcu postawiłem swoją dziewczynę przed faktem dokonanym i powiedziałem “kochanie, kupujemy flippera”. Najpierw oczywiście musiałem jej pokazać, co to takiego. Znalazłem więc w Warszawie jedno z nielicznych miejsc gdzie stała jeszcze jedna sztuka i zaciągnąłem ją tam siłą. Miałem sporo szczęścia, bo zakochała się w nim od razu.

fot. Pinball Station

Oprócz waszego muzeum powstało jeszcze jedno w Krakowie.

Tu muszę przyznać, że chłopaki nas trochę wyprzedzili. Jeszcze wcześniej założyliśmy stowarzyszenie, które miało założyć swoje muzeum, ale wiesz jak to jest z takimi instytucjami. Pomysłów było dużo, ale nie starczyło mocy przerobowych i ochotników aby się tym zająć. Chłopaki w Krakowie mieli fajne miejsce w postaci pubu i postanowili je rozbudować.

To wszystko wydaje się wpisywać w coraz mocniejszą modę na retrogaming, ale chyba nie do końca, bo flippery to rozrywka, która chyba się nie starzeje.

Tak, jest masa ludzi, którzy nie widzą innej rozrywki, dla nich jest to coś najlepszego. Nie będą grali na komputerze i telefonie, bo za prawdziwą grę uważają flipper. Pokazać swojego skilla i powiedzieć “zagrajmy to ci pokażę, jak kiedyś robiło się wyniki”. Mamy tu stałych bywalców – był dzisiaj tu jeden kolega, którego na wejściu pytam, co w dzisiaj gra, w “Draculę” czy “Addamsów”. Pamięta je z młodzieńczych lat, w których w nie młócił. Nie jest zainteresowany spróbowaniem czegoś nowego, one mu wystarczą. Ja bardzo cieszę się z tego, że przychodzi tutaj sporo rodziców z dzieciakami, a one wkręcają się w temat.

To jednak jest coś innego niż gry na telefonie. Sam dźwięk robi swoje.

Jest przecież dostępny “Pinball Arcade”, czyli emulator znanych stołów, w których niby wszystko jest odwzorowane. Jednak tam zrobisz wyniki nawet cztery razy większe niż na prawdziwej maszynie. Tu zweryfikuje cię fizyka. Zagrasz i nagle się okaże, że kulka zachowuje się zupełnie inaczej. Możesz mieć dwie maszyny koło siebie i okazuje się, że inaczej działają, bo ktoś przy nich kombinował. Ta unikalność jest bardzo fajna we flipperach.

Czy w  poszukiwaniach nowych egzemplarzy kierujecie się konkretnymi wytycznymi?

W tej chwili staramy się szukać flipperowych kamieni milowych. Naszym marzeniem jest zdobycie pierwszego flippera z łapkami. Nie byłoby oczywiście problemu gdybyśmy mieszkali w USA, ale w Europie, jeśli ktoś jest posiadaniu “Humpty Dumpty”, to na pewno nie będzie się chciał z nim rozstać. Natomiast w Stanach zachowało się ich całkiem sporo. Póki co udało się nam znaleźć najstarszego flippera w Polsce, z 1938 roku, więc jak widać wszystko jest do zrobienia.

Takie poszukiwania wydają się czymś ekscytującym.

Trzeba się nieźle nagimnastykować i mieć spory zapas pieniędzy, bo ceny poszybowały ostatnio w górę. To akurat zależne jest od naprawdę wielu czynników – model, stan, rodzaj wyświetlacza, popularność – można by długo wymieniać. Przy okazji warto nadmienić, że ciągle produkowane są nowe maszyny, choć już w mniejszej skali. Największy producent, Stern robi około trzech nowych tytułów rocznie. Oparte są na różnych licencjach, na przykład Metalliki lub Iron Maiden, czyli na poważnych markach.

Zawsze wydawało mi się, że tematyka flippera to jego bardzo ważna część.

Oczywiście, tematyka we flipperze to bardzo ważna sprawa, ale to dopiero układ playfieldu i scenariusz gry robi robotę. Mamy masę flipperów o tematyce filmowej bo akurat w latach 90. był to pewien rodzaju marketingu. Wśród nowych, produkowanych obecnie flipperów, też większa część będzie oparta na kinowym obrazie, ewentualnie będzie sygnowana jakimś znanym zespołem muzycznym. Dla mnie mistrzostwem świata byłoby teraz zrobienie takiego tytułu autorskiego, który dorówna albo przegoni sprzedaż tematu licencjonowanego. Tak jak to miało miejsce w latach 70. i 80..

Nie siedzicie tylko w swoim miejscu, ale ruszacie się z flipperami na imprezy tematyczne.

Niedługo pojawimy się na kolejnej edycji Pixel Heaven (8-10 czerwca). Na pewno będziemy starali się wybrać na jakieś targi gier komputerowych, aby zarażać ludzi flipperową pasją. Chcemy pociągnąć historię i przypomnieć wszystkim, jak to było. Niech wiedzą, że dźwięku odbijanej kulki nie da się podrobić.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Kajetan Kusina
Kajetan Kusina
Rocznik 1989. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. Nałogowo pochłania kulturę, opisują ją, a także tworzy. Prowadzi bloga kusinakulture.pl i pisze komiksową serię "Niesłychane Losy Ivana Kotowicza".
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

VHS Hell – ocalić zapomniany nośnik i filmy, których nikt nie wznawia

“Organizujemy pokazy z lektorami, którzy na żywo improwizują ścieżki dialogowe, zdarza się nam odtworzyć wnętrze wypożyczalni kaset wideo z początku lat 90.” - opowiada o działalności VHS HELL Krystian Kujda, który zgromadził imponującą kolekcję dwóch i pół tysiąca kaset VHS. Jakie ma na nich filmy?
Kajetan Kusina
Kajetan Kusina
31 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ