Holandia chce ograniczyć liczbę migrantów z Polski – dyskryminacja to nie tylko nadwiślański problem?

3 minuty czytania
2554
1

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Podczas gdy w Polsce pojawiają się kolejne – bardzo potrzebne – działania antydyskryminacyjne na rzecz cudzoziemców, w holenderskiej gminie Tiel planowane są ograniczenia wynajmowania domów mieszkalnych polskim pracownikom czasowym, zaś dwie z lokalnych kawiarni obsługują tylko Holendrów. Dzieje się tak mimo protestu polskiej ambasady w Hadze.

Na początku kwietnia holenderskie media poinformowały, że gmina Tiel chce wprowadzić przepisy ograniczające liczbę Polaków mogących mieszkać w jednym budynku oraz liczbę „polskich domów” mogących istnieć przy jednej ulicy. Pomysł ten jest związany z lokalnymi nastrojami. Jak informuje Polsat News: „W ankiecie przeprowadzonej w styczniu na portalu gelderlander.nl aż 90 procent mieszkańców Tiel stwierdziło, że nie życzy sobie sąsiedztwa Polaków, Bułgarów czy Rumunów”. Mieszkańcy skarżą się na hałasy i nieprawidłowe parkowanie.

Pracy jest mnóstwo, ale nie ma mieszkań

Według holenderskiego serwisu Trouv region ten jest popularnym celem pracowników czasowych, ponieważ jest tam dużo pracy przy zbiorze owoców, na budowie i w logistyce. Szacuje się, że jedna dziesiąta populacji Tiel to migranci zarobkowi. Agencje pracy od dawna kupują w tym rejonie domy, w których kwaterują pracowników, często po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób w jednorodzinnym budynku. W innym artykule Trouv alarmuje, że brakuje już stu tysięcy mieszkań dla migrantów pracujących w okolicy.

Zdaniem niektórych mediów zakaz wynajmowania domów mieszkalnych Polakom został już rzeczywiście wprowadzony. Źródła holenderskie na początku kwietnia donosiły jedynie, że są plany ograniczenia do czterech osób polskiego pochodzenia w jednym budynku i zezwolenia jedynie na konkretną liczbę takich domów przy każdej ulicy. Na doniesienia te zareagowała Ambasada RP w Królestwie Niderlandów, wydając oświadczenie oraz kontaktując się z władzami regionu.

„Od dawna wyrażamy zaniepokojenie i działamy na rzecz poprawy warunków zakwaterowania polskich pracowników w Holandii. Dużej liczbie osób przyjeżdżających do pracy w tym kraju agencje pracy tymczasowej oferują warunki zakwaterowania niezgodne ze standardami, a wysokość czynszu nie odpowiada jakości lokum. Zwracamy uwagę władz holenderskich na niepokojące zjawiska dotyczące sytuacji polskiej społeczności oraz przypadki naruszeń praw pracowniczych” – czytamy w oświadczeniu. Ambasada informuje także, że sprawa warunków życia i zatrudnienia polskich pracowników czasowych jest przedmiotem troski władz holenderskich. W oświadczeniu zapowiadane są stanowcze kroki w przypadku, gdyby zapowiedzi okazały się prawdziwe, bo przepisy takie są sprzeczne z regulacjami unijnymi dotyczącymi swobody osiedlania się i pracy.

Polaków nie wpuszczamy

Tymczasem w dwóch kawiarniach w Tiel wprowadzono zakaz wstępu dla osób, które nie mówią po niderlandzku. Przy wejściu trzeba powiedzieć „Dobry wieczór” w tym języku, a także… okazać dowód osobisty. Właściciele przekonują, że to nie jest żadna dyskryminacja, ponieważ zasadę wprowadzono z przyczyn pragmatycznych. Zdaniem jednego z nich bariera językowa powodowała wiele problemów z Polakami pijącymi w lokalu. Zamiast jednak na przykład przetłumaczyć panujące w kawiarni zasady na polski lub zatrudnić pracownika, który dogada się z licznymi dotąd polskimi gośćmi, postanowiono legitymować klientów w drzwiach i nie wpuszczać obcokrajowców.

Agencja Every1Equa, zajmująca się sprawami równościowymi w Holandii, ocenia, że takie postępowanie narusza ustawę o równym traktowaniu. Prowadząc lokal usługowy, nie można odmawiać wykonania usługi kierując się czyimś pochodzeniem etnicznym. Rzecznik agencji Roy Van Nieuwenhuyzen zauważa, że w razie postępowania sądowego właściciel lokalu będzie musiał wykazać, że wykorzystał wszystkie inne środki mogące zapobiec konfliktom, zanim zakazał wstępu osobom innego pochodzenia.

Polaki – cebulaki czy po prostu brak rozwiązań?

Czy Polacy na emigracji naprawdę zachowują się tak skandalicznie, że jedynym ratunkiem dla mieszkańców jest zakaz wpuszczania naszych rodaków? Bardziej sensowne wydaje się przypuszczenie, że stłoczenie dużej liczby pracowników na małej przestrzeni będzie skutkować hałasem i problemami społecznymi. Oczywiście tworzenie takich enklaw nie sprzyja także integracji migrantów z miejscowymi. W tym sensie ograniczenie możliwości kwaterowania kilkudziesięciu pracowników w jednym miejscu miałoby sens, jednak nie tylko narusza wspomniane przez ambasadę prawo, ale przede wszystkim nie rozwiązuje problemu mieszkaniowego. Tiel potrzebuje pracowników, a zakaz ich osiedlania spowoduje jedynie przeniesienie sprawy poza granice regionu, skąd robotnicy będą dowożeni do pracy samochodami – tymi samymi, które już teraz tak przeszkadzają mieszkańcom.

Jak zwykle więc rozwiązaniem problemów z osobami migrującymi nie jest zakaz, lecz przyjrzenie się warunkom, w jakich żyją, i regulacje związane z zapewnieniem lepszych. Na początek może dokładniejsze kontrole przestrzegania prawa pracy oraz BHP, a także stosunku jakości lokum do jego ceny. Wydaje mi się, że to oczywisty koszt korzystania z pracy tanich pracowników-imigrantów. Koszt ukryty, ale konieczny do poniesienia zwłaszcza w państwie, które chce uchodzić za opiekuńcze.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

W Magazinie nie trzeba prosić o pomoc. Uchodźcy zrobią tu bezgotówkowe zakupy

Sześćdziesiąt dwa metry kwadratowe, surowa jeszcze przestrzeń w jednej z piwnic na ulicy Kruczej w Warszawie, która już wkrótce ma się wypełnić. Czym? Pomocą dla tych, którym często ciężko odnaleźć się w rzeczywistości nowego kraju, do którego docierają uciekając przed wojną, prześladowaniem, biedą. Magazin to sklep z wszelkim dobrem dla potrzebujących.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
5 maja 2018
CZYTAJ WIĘCEJ