Kasiu, mów do mnie jeszcze. O literackim debiucie Katarzyny Nosowskiej

3 minuty czytania
336
0
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
21 maja 2018
fot. Marlena Bielińska

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Książka Katarzyny Nosowskiej przypomina ptasie mleczko. Lekkie to to, smaczne i szybko się wchłania. Po spróbowaniu części ma się ochotę na więcej. Idealne do częstowania innych – niech i oni zaznają trochę radości!

„A ja żem jej powiedziała” to jedna z tych niebezpiecznych książek, rodzących dziwny przymus zarzucania postronnych cytatami. Zaraźliwy śmiech i złość, że ostatnie strony zbliżają się tak szybko – oto główni towarzysze lektury literackiego debiutu liderki Hey. Kolejne celebryckie wypociny z gwarancją mamony w kieszeni wydawcy? – zapytają wrogowie komercji. Osoby sceptyczne talentowi Nosowskiej przypomną, że pierwszym bodźcem do powstania tych tekstów były lajki na Instagramie.

Odc. 4

A post shared by nosowska.official (@nosowska.official) on

Zaślepieni miłośnicy 2-kilogramowych kobył z Dickensem, Proustem lub Flaubertem na grzbiecie zakrzykną, że teksty powstałe w wygódce profilu funkcjonującego w firmie, która na nas zarabia i w której sami jesteśmy towarem – że teksty takie nie mogą być prawdziwą literaturą. Jeszcze ktoś inny wytknie, że na prośbę wydawcy autorka instagramowych miniatur rozciągnęła je, specjalnie do druku, by w sumie z licznymi obrazkami przed każdym rozdziałem i pełnymi na stronę cytatami uzbierało się tych 200 stron na 39,9 zł za zakup…

Gadajcie sobie, zgorzknialcy, a ja wam powiem, że Nosowska tworzy najprawdziwszą literaturę – bawi się językiem, kształtuje go, dając nam chwytliwe opowiastki na szybkie czasy. To literatura nie zawsze równa, prawie zawsze przezabawna. Czasem Nosowska zaskakująco zbliża się do obyczajowych felietonów Doroty Masłowskiej „Jak przejąć kontrolę na światem, nie wychodząc z domu” (z którymi zresztą mogłaby dzielić tytuł). Kiedy indziej w niejaurzmionych porównaniach na usługach szalonego humoru przypomina duet z Make Life Harder. Bywa niebezpiecznie bliska goryczy „Życia Adelki” Adelajdy Truścińskiej, lecz zaraz – tak jak inny literacki tuz mediów społecznościowych: Karol Mroziński („Razzmatazz”) – sięga po absurdalną anegdotę z zabawną konkluzją. Pod absurdem kryje często wcale nie sielankowe doświadczenie nierozpieszczanej przez mężczyzn kobiety, pragnącej nie zdziadzieć matki nastolatka, dystansującej się od kultury celebrytyzmu celebrytki. Nosowska-literatka jest tyjącą fanką Chodakowskiej i Lewandowskiej, miłośniczką „Kuchennych Rewolucji” i dozgonną amatorką leżenia z książką w dłoni. Poszukiwaczką orgazmu i empatyczną kochanką. Obserwatorką życia Kim Kardashian i jej celującą parodystką. Jest też teoretyczką wysiłku (bo na praktykę brak jej sił) „wysiadującą jaja rozczarowania światem w gnieździe ubitym z kołdry”.

fot. Wydawnictwo Wielka Litera

Ktoś znajdzie tu trochę przystępnego pop-feminizmu z garścią kobiecych mądrości (takich z poradnika błyskotliwej ironistki). O związkach Nosowska opowiada ze swadą, subtelnie i z humorem. Podobnie o przemocy w tych związkach, o rozmaitych (quasi)dietach, piciu, przemijaniu, terapiach i o upartym nieangażowaniu się w politykę. Jest o terapiach, genderach (choć tak tego nazywa), zdradzie („Pytasz, czy podoba mu się Angelina Jolie, a on mówi, że nie. Kłamie. Pewnie mówi tak, żeby ukryć ich romans”). Jest też słowo o Bogu, po którym to słowie nie sposób się do Niego nie uśmiechnąć.

Udzielając życiowych rad, Nosowska ucieka od pustosłowia trenera motywacyjnego Mateusza Grzesiaka. Nosowskiej zwyczajnie się nie chce. Zamiast tego skupia się na życiowej praktyce („Gdy dzwoni ktoś, z kim nie chcesz rozmawiać, mówisz: „Halo, halo, halo” – i się rozłączasz”). Gdy dowcipne, krótkie utwory kończy zgrabną puentą – jak na najlepszą internetową literatkę przystało – pozór błahości i wolność od jakiejkolwiek wyższej pretensji staje się jej główną bronią. Autoironią poluje na czytelników i sprawia, że ten chce więcej.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Zobacz też

Celebrity fiction, czyli gwiazdy piszą. Jak im to wychodzi?

Co łączy Carę Delevingne, Toma Hanksa i Pablopavo? Cała trójka zadebiutowała niedawno w roli pisarzy. I to udanie.
Jakub Demiańczuk
Jakub Demiańczuk
26 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ