Ksiądz Czendlik: “Normalny ksiądz nie ubrałby się w podarte dżinsy”

10 minut czytania
4933
0
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
31 maja 2018

Odsłuchaj

W ateistycznych Czechach polski ksiądz ma status medialnej gwiazdy. Sam o sobie mówi autoironicznie “produkt Czendlik”. Z nami ksiądz Zbigniew rozmawia o tym, czy Jezus nosił ciuchy od Versacego, gdzie można spotkać biskupa w starej skodzie i dlaczego miłość do człowieka musi być bezwarunkowa.

Kasia Nowakowska: W książce “Bóg nie jest automatem do kawy” wygłasza ksiądz interesujące zdanie: “Większość ludzi bierze mnie za liberalnego luzaka, choć jestem konserwatywnym tradycjonalistą”. Mamy w Polsce wielu konserwatywnych tradycjonalistów – nie sądzę, żeby to, co ksiądz głosi, było im bliskie.

Ksiądz Zbigniew Czendlik: Nie jestem taki odważny, żebym jakieś ryty zmieniał w kościele, wprowadzał jakieś ekstra nowości. Nie lubię, tam gdzie nie potrzeba, ekstrawagancji. W tym sensie jestem konserwatywny. Dzisiaj żyjemy w takim świecie, że ktoś śmiało pójdzie w dżinsach do teatru czy do opery. A ja do teatru i opery nie odważyłbym się pójść nieodpowiednio ubrany. Ale z drugiej strony spokojnie założyłbym poszarpane dżinsy, takie teraz modne, na jakiś wieczorek, na imprezę. Pod tym względem jestem zdecydowanie liberalny – normalny ksiądz nie ubrałby się w podarte dżinsy!

I otwarcie też ksiądz mówi o tym, że nie lubi nosić koloratki.

Rzeczywiście koloratki nie noszę, myślę że jej też po prostu nie potrzebuje, bo wszyscy mnie tutaj w Czechach i tak znają. W książce też piszę o innym powodzie — dlatego, że Jezus się nie wyróżniał między innymi apostołami. Jak przyszli go zatrzymać, to musieli umówić się z Judaszem, że on pocałunkiem wskaże Jezusa. Dlaczego? Bo on się nie wyróżniał tym, jak wyglądał na zewnątrz.

Jednocześnie ksiądz tam żartuje, że on lubił dobre ciuchy “od Versacego”, bo przecież nie bez kozery potem grali o nie?

Żołnierze rzucali los o to, kto dostanie tę jego suknię, nie szytą, lecz utkaną z jednego kawałka – dziś podziwiać ją, tę cenną relikwię, można w katedrze w Trewirze. Grali o nią dlatego że to było coś cennego, to nie było nic taniego! Myślę więc, że Jezus był dobrze ubrany. Zawsze też powtarzam, że nasze ciało jest domem dla naszej duszy. Ważne jest, żeby ta dusza się dobrze czuła we mnie, muszę się więc troszkę starać o swoje ciało. A drugim domem jest to co „na sobie biorę”, a trzecim, to w czym mieszkam. Myślę, że to jest ważne. Noszę to, w czym się czuję dobrze, w czym się moja dusza czuje dobrze.

fot. Facebook.com/zbigniew.czendlik

Nawiązałam do bon-motu o ciuchach od Versacego, bo to jest zdaje się właśnie coś, z czego ksiądz słynie w Czechach – z mówienia rzeczy, które są trochę zabawne, a trochę zmuszające do myślenia. I zastanawiam się jak ksiądz będzie przyjmowany w Polsce.

Ja jestem też ciekawy, bardzo ciekawy! Jeżeli w Czechach, w ateistycznym kraju, moja książka sprzedała się w nakładzie powiedzmy 80 tysięcy egzemplarzy i nie spotkałem się z ani jedną negatywną reakcją, to naprawdę nie wiem jak ta sama rzecz zostanie odebrana w katolickiej Polsce. Może tu będzie zupełnie odwrotne, może dostanę tylko same negatywne reakcje…

Oczywiście, chodzi też o to, żebyśmy brali siebie z humorem. My sobie często żartujemy z innych, ale myślę, że trzeba też umieć zażartować z siebie samego. Dlatego mnie się podobają np. dowcipy żydowskie – oni się nie śmieją z Pana Boga, tylko z tego, jak sobie wyobrażają Boga. Czyli nie obrażają Go niczym, z siebie się śmieją. Takiego dystansu nam czasami brakuje. Tutaj w Czechach też uważa się, że człowiek wierzący powinien wyglądać poważnie, a najlepiej śmiertelnie poważnie. A już ksiądz zwłaszcza! A tymczasem my tacy śmiertelnie poważni nie jesteśmy… Brałem ostatnio na przykład w takiej akcji, którą organizują studenci z Czeskich Budziejowic, to się nazywa “Fuck up night”…

Brzmi dobrze! A na czym to polega?

Studenci zapraszają ludzi, którzy coś w życiu osiągnęli, ale chodzi głównie o to, jak się dostać z gówna na górę.To są takie krzepiące opowieści, o tym, że można, że amerykański sen może się spełnić, nawet jeśli z początku nic na to nie wskazuje. Rektor uniwersytetu w Czeskich Budziejowicach powiedział, że weźmie udział w imprezie – a w ostatniej chwili odwołał, bo mu się ta nazwa jednak nie spodobała. Zdziwiło mnie to bardzo, bo od profesora, od człowieka inteligentnego, oczekiwałbym, że pójdzie troszkę w głąb rzeczy, a my to tak bierzemy wszystko płytko, powierzchownie. Tak więc i w Czechach mamy takie sytuacje, że komuś nagle brakuje poczucia humoru.

No proszę, a w oczach Polaków Czechy uchodzą za kraj pełnych humoru wolnomyślicieli!

Ja zawsze mówię, że wolność jest większym darem niż miłość. A ludzie się zrzekają własnej wolności. Chcą mieć swojego lidera, chcą mieć wodza, kogoś, kto ich poprowadzi i zrzekają się swojej wolności, to nasze życie jest z każdym dniem coraz bardziej regulowane, kierowane. To mi się wydaje zaprzeczeniem nowoczesności, to jak w społeczeństwach prymitywnych, pierwotnych – potrzebujemy kogoś, kto nas będzie przez to życie prowadził, trzymał za rękę;  mówił co jest dobre a co złe…

Bardzo dziwne słowa w ustach kogoś, kto jest przedstawicielem hierarchicznej instytucji regulującej właściwie wszystko różnymi prawami i zasadami.

Dla mnie najważniejsza jest wiara. Z Bogiem, którego noszę w plecaku, mogę iść wszędzie! Dla mnie to jest na pierwszym miejscu. A na przykład jak weźmiemy Ewangelię, Jezusowa miłość była bezwarunkowa. To jest super! A my dziś ciągle: pod warunkiem, że będziesz, że zrobisz to, tamto…To my ci łaskawie udzielimy jakiegoś sakramentu. Jezus robił to zupełnie inaczej, Jezus był nieograniczony w swojej miłości. A nam tej miłości brakuje. Na pierwszym miejscu ma być miłość do człowieka – bezwarunkowa.

Ale, wie pani, ja nie wiem czy mam rację. Ja nie wiem, czy ten mój pogląd akurat jest tym, z czym Jezus by się zgodził? Może Jego zdaniem jest inaczej? (śmiech) Nie wiem! Ja często na pytanie odpowiadam: nie wiem! Nie wiem czy “mam rację”. Uważam, że to jest naszym plusem, że każdy z nas – z księży też – jest inny! Że mamy Kościoły: katolicki, prawosławny, ewangelicki. Dla mnie to jest bogactwo! Ta różnorodność, z którą się spotykamy – to jest piękne! Niech sobie pani wyobrazi: gdyby był tylko jeden typ kobiety, no to by była katastrofa!

fot. František Motlík

Mówi ksiądz, że nie spotyka się z negatywnymi reakcjami, ale w książce jednak też jest mowa o tych jakichś listach niesympatycznych i ludziach dzwoniących w środku nocy, żeby powiedzieć coś brzydkiego?

Jasne, ale jak tam już żartuję, jak mi zaczęła dzwonić Julia Roberts i Sandra Bullock — zmieniłem numer telefonu i mam spokój! To jest tak jak z tymi aktorami, którzy najpierw robią wszystko po to, żeby być sławnymi, aby ich ludzie na ulicy poznawali, a potem noszą ciemne okulary, żeby się przed tymi ludźmi ukryć…. U mnie było podobnie. Najpierw podświadomie, bo myślę, że nigdy celowo tego nie robiłem, robiłem wszystko, żeby mnie ludzie „poznali”, a teraz noszę czarne okulary, żeby mnie nie rozpoznawali!

A mówiąc bardziej poważnie, to faktycznie zmianę numeru telefonu wymusiły na mnie okoliczności. Jestem w Czechach w trochę niewygodnej sytuacji. To jest w ogóle, uważam,  cud, że jestem, tam gdzie jestem. Dlatego, że Polacy nie są specjalnie lubiani przez Czechów. W dodatku reprezentuję Kościół, który też nie jest lubiany w Czechach. Dostaję więc czasem takie maile czy kiedyś też telefony, które mnie posyłają z powrotem do Polski.

Ale generalnie ludzie nie są w stosunku do Kościoła katolickiego agresywni tutaj w Czechach. Czesi są z natury spokojni, tylko kościoła specjalnie nie lubią. Moją książkę czytają głównie ci, którzy mają jakiś stosunek do pana Boga, ale nie muszą lubić Kościoła. Ale to nie jest zła kombinacja, gorzej jest, jeżeli ludzie kochają Kościół, a nie kochają pana Boga.

Nawiązując do tego starania się o sławę i tego, że rzeczywiście ksiądz ma w Czechach status osoby bardzo rozpoznawalnej, sam ksiądz mówi o sobie autoironicznie „produkt Czendlik”. Bycie częścią machiny medialnej jakoś przeszkadza w życiu codziennym?

O jasne! Jak zrobię coś złego, na przykład się upiję…to wiadomo, że to od razu widać, wszyscy o tym wiedzą a ja ponoszę zwielokrotnioną odpowiedzialność. Nie tylko za siebie, bo jestem w Czechach, symbolem całego Kościoła katolickiego, jestem też Polakiem. Jak coś przeskrobię, to rzucam cień na te dwa środowiska. Jest to trochę nieprzyjemne.

Kiedy idę do telewizji czy do jakiegoś programu, to zawsze muszę myśleć nie tylko nad tym, co powiedzieć, ale i czasami, czego nie powiedzieć. Gdybym szedł sam za siebie – za Zbigniewa Czendlika, to nie ma problemu, mogę mówić wszystko, co chcę. Ale jestem księdzem Zbigniewem Czendlikiem, Polakiem Zbigniewem Czendlikiem i dlatego muszę trochę bardziej uważać na to, co mówię.

Ale ksiądz jest wręcz szokująco otwarty i w tej książce pojawia się dużo takich kwestii, które ludzie niechętnie ujawniają – swoje słabości czy kłopoty. A już osoby duchowne, zwłaszcza w Polsce, zazwyczaj budują wokół siebie nieprzenikniony mur. Nie wyobrażam sobie księdza, który otwarcie mówi, że kac to jest coś, co dobrze zna.

Ja bym był bardziej otwarty,  ale Marketa Zahladnikova, która przeprowadzała ze mną wywiad do książki i która jest wierząca ewangeliczka – może nawet bardziej wierząca niż ja, ksiądz katolicki – ona robiła taką pierwszą korektę pewnych rzeczy, pewnych moich myśli i dużo wyrzuciła, wycięła…

Wyrzuciła zbyt obrazoburcze bon-moty?

Ja bym był odważniejszy, ja bym się rozebrał do naga, choć mam już swoje lata i nie wyglądam tak jak wtedy, gdy miałem lat 25. W tej książce tylko zdjąłem koszulę, ale spodnie już sobie zostawiłem!

Wyobraża sobie ksiądz, żeby wrócić do Polski?

Nie!!!

Nie? Twardo: nie?

Po wydaniu tej książki i tak mnie sami mnie „wypiszą”. Żartuję  Ja myślę, że ta książka nie zamknie mi drogi do Polski – mam w tej kwestii uspokajające reakcje od ludzi, którzy są w Kościele na wyższej pozycji niż jestem ja. Ja jestem tylko taki wiejski proboszcz. Nigdy żadnej propozycji jakiegoś awansu nie dostałem. Ale też dziękuję za to – bo bym na pewno powiedział, że nie chcę! Wybudowałem swoją własną pozycję sam i z Bożą pomocą. Ale nie muszę być nikomu za nic wdzięczny, żadnego długu nie muszę spłacać. W pewnym sensie mogę sobie pozwolić na niezależność – na niezależny od nikogo pogląd.

Bardzo komfortowa sytuacja!

Ja mówię to, co mi się podoba, jak papież Franciszek, dlatego on tak często pojawia się w mojej książce; właściwie jej druga część to trochę dialog z Franciszkiem! Mówię, że on jest większy niż ten jego urząd. A najgorsze jest to, takich ludzi w polityce widzimy, to są ludzie mniejsi niż ich funkcje, które sprawują. Papież Franciszek jest większy niż jego urząd – a większości ludzi tego brakuje! Są tacy co mają taki autorytet formalny. Ktoś go tam mianuje dyrektorem, wybiorą go na jakąś funkcję i zupełnie się zmienia, staje się zupełnie inny.

A wie ksiądz, że papieża Franciszka spora część polskich katolików bardzo nie lubi? Wręcz podważa jego autorytet!

To mi się podoba!

Co? Duch buntu?

No właśnie! My Polacy, musimy zawsze z kimś walczyć. Potrzebujemy przeciwnika, komunistów już nie ma, więc próbujemy coś znaleźć. Tutaj w Czechach, też się to objawia, takie tendencje wracania do Kościoła sprzed drugiego soboru watykańskiego. Ale ja uważam, że to dobrze, że przynajmniej coś się w tym Kościele dzieje, jest jakiś ruch.

fot. Facebook.com/zbigniew.czendlik

Nie ma nudy?

Nie ma nudy a nuda zabija wszystko! A tak obserwuję, że w Polsce Kościół katolicki staje się coraz bardziej Kościołem Jana Pawła II. Nie wiem, to jest moje pytanie, czy to jest zdrowe? Czy to jest powiązane z tym naszym patriotyzmem? Nie wiem! Kościół katolicki to jest Kościół w Chinach, Japonii, Ameryce, Afryce. A my mamy przeświadczenie, że tylko ten nasz to jest ten łaciński, prawowierny – to świadczy o naszym zamknięciu się w naszej kulturze, środowisku, kraju. Jak człowiek pojedzie w świat, zobaczy że tam jest zupełnie inaczej. Może polscy katolicy jeszcze bardziej zgorszyliby się, gdyby zobaczyli jak może wyglądać msza w niektórych krajach afrykańskich.

Kościół czeski też jest inny od polskiego. Jest w innej sytuacji, inna jest obyczajowość.

A wie pani z czego to wynika? Z tego, że tutaj przed 1989 rokiem księża byli brutalnie likwidowani przez komunistów. I ten Kościół opierał się na wiernych, na laikach a nie na hierarchii kościelnej. I tutaj Kościół przeżył bez biskupów, bez księży. Przeżył, bo Kościoła nie tworzą księża, urzędy parafialne, ale wierni, którzy tam mieszkają, mają swoje rodziny, dzieci, pracę.

Pamiętam jak przyjechałem do mojej parafii, tutaj w Lanškrounie. A za mną przyjechał Skodą Favorit biskup, w ubraniu roboczym, z „wózkiem” za Favoritem, żeby Czendlika przeprowadzić! W Polsce to byśmy się z tym nie spotkali, że biskup w ubraniu roboczym przyjedzie starym Favoritem i przeprowadza księdza z jednego miejsca na drugie.

Ja zawsze mówię, że ja nie chcę w mojej parafii przeszkadzać. Trzeba tym ludziom dać pewną odpowiedzialność, wierzyć tym ludziom. Bo komu innemu? Gdzie indziej mielibyśmy wierzyć niż w Kościele? Także na tych zasadach jest zbudowane życie w Kościele w Czechach, że sobie wierzymy, pomagamy, że jesteśmy wspólnotą – a nie potrzeba nam do tego księdza. Takie jest tu historyczne doświadczenie!

fot. Wydawnictwo Dowody na Istnienie

IgiMag jest patronem medialnym książki „Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem”

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Lubię, gdy mówi się do mnie „pastorko”

Na świecie od dawna nikogo nie dziwi fakt, że kobieta jest osobą duchowną. W Polsce kobieta zostaje duchowną niezwykle rzadko. Niedawno udało się to Monice Zuber z Kościoła ewangelicko-metodystycznego. „Duch Święty dokonuje powołań na duchownych jak chce, a nie według naszego widzimisię. Dlatego brak kobiet wśród księży to przejaw dyskryminacji płciowej i kompleksów Kościoła” - mówi pastorka.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
13 lipca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ