Miodem płynąca Słowiańszczyzna

5 minut czytania
5303
2

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Ludzie zapewne spożywali miód od tysięcy lat. Wiemy z całą pewnością, że znano go w starożytnym Egipcie. Przez wieki stosowano go jako składnik wielu produktów spożywczych i napojów, środek słodzący i aromatyzujący oraz leczniczy. W kartach historii miodu znajduje się również ta zapisana przez dawnych Słowian.

 

Owoc pracy pszczół stał się bohaterem wielu opowieści i mitów starożytnych kultur. W starożytnej Gruzji miód „towarzyszył” zmarłych w ich pośmiertnej podróży. Podobnie robili Grecy – w jednym z greckich grobowców znaleziono ślady miodu na wewnętrznej powierzchni glinianych naczyń. Znalezisko datuje się na pięć i pół tysiąca lat.

Złoty pokarm i złoty interes

Jeszcze starsze są informacje oraz sposoby stosowania miodu wyryte na glinianych tabliczkach przez pierwszą wielką cywilizację – Sumerów. Starożytni Egipcjanie składali miód w ofierze swoim bogom oraz stosowali w kuchni jak przyprawę. Nie małą funkcję pełnił również w wierzeniach rodowitych Kanaańczyków, gdzie wykorzystywany był podczas obrzędów religijnych.

Z kolei pierwsze zapiski dotyczące hodowli pszczół i produkcji miodu pochodzą z Egiptu. Mieszkańcy państwa położonego nad Nilem wierzyli, nie bezpodstawnie, że miód wpływa na urodę i zdrowie. Greccy bogowie, podobnie jak Egipscy, chętnie spożywali miód, nazywając go „złotym pokarmem”. O miodzie pisali Homer, Platon, Arystoteles i Hipokrates. Warto dodać, że kultury Bliskiego Wschodu używały miodu również do balsamowania zwłok.

Po upadku Grecji miód wyruszył na podbój Rzymu. Obywatele Wiecznego Miasta uczynili z pszczelarstwa jedną z najważniejszych gałęzi swojej gospodarki.

Nasz bohater pojawia się również na kartach Pisma Świętego. To właśnie z Biblii pochodzi powiedzenie: „kraina miodem i mlekiem płynąca” wskazująca na utożsamianie miodu ze szczęściem i dobrobytem.

Złoty pokarm bogów

Jednak miód nie należy jedynie do Europy. W starożytnych Indiach pisano o nim w Wedach, księgach hinduizmu oraz ówczesnych „dokumentach medycznych”. W Chinach sztuka pszczelarstwa (Mi feng) istniała od niepamiętnych czasów. Starożytny myśliciel Fan Li w księdze „Złote zasady sukcesu w interesach” poświęcił wiele kart sztuce pszczelarstwa.

Najstarszy znany ślad zbierania miodu to liczące ponad osiem tysięcy lat malowidło naskalne w jaskini Arana w Hiszpanii. Przedstawia ono zbieraczkę miodu wybierającą go z dziko założonych gniazd pszczelich.

Dawni Słowianie i miód

Nasi przodkowie, podobnie jak inne kultury, nie stronili od miodu. Gall Anonim nazywał Polskę krajem, który „obfituje w […] miód” i „gdzie, […] las miodopłynny”.

We wczesnym średniowieczu na terenach współczesnej Polski pozyskiwanie miodu z reguły odbywało się na zasadach podobnych do tych znanych z prehistorii. Miód po prostu podbierano dzikim pszczołom, choć wraz z powstawaniem pierwszych grodów pojawiła się również wyspecjalizowana hodowla zwana „bartnictwem”.

Terminem, który musimy sobie przyswoić, jest „dzianie barci”. Słowo barć znaczało pierwotną formę ula wydrążonego w pniu drzewa. Zbieranie miodu, czyli „dzianie barci” odbywało się za pomocą urządzenia zwanego piesznią. Narzędzie to znane jest z całego terytorium słowiańszczyzny.

Podbieranie miodu dzikim pszczołom to łaźbienie

„Dzianie barci” odbywało się oczywiście w puszczy. Wybierano stare drzewa, o grubym pniu i pozbawione gałęzi. Barcie drążono na wysokości kilku metrów i aby potem zebrać „złoty pokarm” trzeba było się wspinać. Bartnicy byli wyposażeni w specjalne sprzęty, które pomagały im osiągnąć cel. Były to prymitywne drabiny, tzw., „ostrwie”, czyli młode pnie z przeciętymi gałęziami. Oprócz nich używano również innych narzędzi. Były to leziwy, haki oraz wieszane na gałęziach deski do siedzenia. Taki zestaw znaleziono w datowanym na X wiek materiale archeologicznym w Nowogrodzie. Z kolei podbieranie miodu z leśnych pasiek, zwane „łaźbieniem”, odbywało się w okresie między lipcem a wrześniem.

„Uliszcza”

Barcie ukryte w lasach miały jednak wiele minusów. Poza tym, że były daleko, ich pielęgnacja była uciążliwa i długotrwała, to jeszcze istniało spore ryzyko spotkania z nieproszonym gościem – niedźwiedziem. Takie sytuacje nie należały do najprzyjemniejszych i często kończyły się śmiercią bartnika. Zaczęto więc myśleć nad innym sposobem pozyskiwania miodu, bezpieczniejszy i prostszym.

W ten sposób nasi przodkowie stworzyli pierwsze „uliszcza” na leśnych polanach i w pobliżu uprawianych pól. Najstarszy typ ula to ul kadłubowy. Właściwie niewiele różnił się od barci – był po prostu wyżłobionym pniem z daszkiem. Pozostałości takich uli znaleziono, chociażby w Oldenburgu na terenie dzisiejszych Niemiec. Ul kadłubowy opisał arabski podróżnik ibn Rosteh, który zwrócił uwagę, że Słowianie mają „rodzaj naczynia zrobionego z drzewa, którego używają jako gniazda dla swych pszczół i miodu i nazywają je ulszdź”. W ten sposób na początku X wieku została utrwalona nazwa „uliszcze”. Była to, wbrew pozorom, prawdziwa rewolucja w dziedzinie pozyskiwania „złotego pokarmu”.

Wyżłobiony pień z daszkiem

Jak już wspomniałem, „uliszcza” ustawiano na polach i leśnych polanach, choć Kosmas pisze, że „w lesistych miejscach ogromnie mało”. Może to świadczyć o tym, że bardzo szybko zorientowano się, że pszczoły nie tylko „dają” miód, ale również zapylają różne rodzaje roślin, w tym te, które nasi przodkowie uprawiali.

Od słowa do słowa bartnicy stworzyli uliszcze nowej generacji, tzw. ul leżakowy. Znalezisko z Kalisza datowane na XI wiek świadczy, że ten rodzaj uliszcza pojawiał się już w grodach i podgrodowych zagrodach.

Bartnictwo w gospodarce dawnych Słowian, jak wynika z badań prowadzonych przez Hannę i Pawła Lisów, odgrywało rolę zajęcia bardzo ważnego, choć niepriorytetowego. Jego głównym celem było zapewnienie cukru, którego odpowiedniej ilości nic innego zapewnić nie mogło.

Miód pitny

Nie wolno również zapomnieć o miodzie pitnym – ten pierwszy raz pojawił się na arenie dziejów za sprawą Priskosa z Panion, który w 448 roku n.e. tak opisywał swoje poselstwo do Atylli: „Dostarczono nam […] zamiast wina czegoś, co tam na miejscu nazywa się medos”.

Miód pitny badacze z Grodziska Żmijowiska określają jedynie jako dodatek do bartnictwa, choć również i oni wskazują, że był wykorzystywany w rytuałach oraz obyczajach, czy szerzej – kulturze. „Oto już idę do was, przygotujcie dużo miodu w grodzie, w którym zabiliście męża mojego, niech popłaczę nad grobem jego i sprawię tryznę” – czytamy w „Powieści Lat Minionych”. Z kolei książę ruski Włodzimierz w 986 roku powiedział posłom z Bułgarii Nadwołżańskiej, że „Dla Rusi picie jest weselem, nie możemy być bez tego”.

Według opisów ibn Rosteha zapasy miodu pitnego w książęcej piwnicy osiągnęły w roku 1146 wielkość 500 „berkowców”. Według W. Hensla można tę ilość przeliczyć na… 81 900 kilogramów.

Warto mieć zapas miodu!

Miód pitny wpędzał nas czasami w kłopoty. Świadczą o tym słowa Henryka IV, cesarza niemieckiego, który był wielbicielem słowiańskiego trunku: „Jeśli Słowianie nie dostarczą w określonym terminie miodu [pitnego], należy ich dopóty trzymać w łańcuchach, dopóki powinności swej nie spełnią”.

Bartnictwo to nie tylko miód, ale również wosk wykorzystywany do produkcji świec oraz w niektórych technikach złotniczych. Ekonomiczny walor pozyskiwania miodu został zauważony już za czasów pierwszych Piastów. „Podobnie jak w przypadku łowiectwa, książęce regale dawało przywilej urządzania barci i handlu jej produktami właśnie księciu” – piszą Hanna i Paweł Lis.

Nie pozostaje nic innego jak tylko śladem naszych przodków zdobyć miód pitny i pić go ku chwale Peruna. Sława!

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Kuchnia

Kuchnia dawnych Słowian. Zioła i przyprawy

W Polsce istnieją rodzimowiercy, miłośnicy kultury słowiańskiej oraz turbosłowianie (ci goście od Wielkiej Lechii). Całe szczęście jest również skromna grupka pasjonatów, którzy uwielbiają kuchnię dawnych Słowian. Jak wiadomo żadna potrawa nie może się obejść bez ziół oraz przypraw. Tak myśleli również nasi przodkowie.
CZYTAJ WIĘCEJ