Nowonajedzone – odbudować dobre relacje z jedzeniem

10 minut czytania
541
0
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
28 maja 2018

Odsłuchaj

Dlaczego „Nowonajedzone”? Bo to początek, symbol nowego, lepszego życia, na które ma się szansę, walcząc z zaburzeniami odżywiania. – Trochę tak jest po chorobie – mówi Maria Pruszyńska – że człowiek musi zbudować siebie na nowo.

W tym budowaniu ma również pomóc nowy projekt, dzięki któremu w Krakowie powstanie specjalna grupa wsparcia dla osób zmagających się z tego rodzaju problemami.

Na własnych doświadczeniach

Zaczęło się od programu Fundacji Humanity in Action, angażującej młodych ludzi i pomagającej im rozwijać wiedzę oraz umiejętności w działaniach na rzecz praw człowieka. Uczestnicy w ramach Szkoły Działania, jednego z flagowych projektów Fundacji z zakresu przedsiębiorczości społecznej, zgłaszali projekty pomocowe na rzecz migrantów, osób LGBTQ, dzieci, ale też kobiet z zaburzeniami odżywiania. Tymi ostatnimi zająć postanowiła się Maria Pruszyńska, jej projekt został nagrodzony w konkursie Humanity in Action.

Wkrótce dołączyła do niej Natalia Łaszkiewicz, która dowiedziała się od znajomej o pomyśle Marii, i razem stworzyły Nowonajedzone. Dziewczyny, bazując na swoich własnych doświadczeniach związanych z chorobą, chcą pomagać innym. Kilka miesięcy temu założyły portal internetowy, a pieniądze za zwycięski projekt nagrodzony przez Humanity in Action przeznaczą na stworzenie grupy wsparcia dla osób borykających się z problemami odżywiania, która wystartuje już jesienią.

Przed lustrem

Kiedyś Natalia nie mogłaby stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie: „świetnie wyglądasz”. Przyznaje, że droga do tych słów i faktycznej wiary w nie była długa. Teraz, nawet bez starannego makijażu, perfekcyjnej fryzury i super ciuchów, jest w stanie to powiedzieć. – Stopniowo nauczyłam się lubić to, jak wyglądam. To był długi i ciężki proces, ponieważ moje zaburzenia odżywiania zaczęły się od tego, że przestałam po prostu akceptować własne ciało. I na dobrą sprawę w momencie, kiedy schudłam nawet dziesięć kilo, to to ciało nadal nie było dla mnie idealne. Z perspektywy czasu wydaje się to trochę śmieszne, ponieważ teraz ważę osiem kilogramów więcej i nie wyobrażam sobie, jak wtedy mogłam jakkolwiek narzekać na swój wygląd – zaznacza.

Chcesz poznać historię dziewczyny, która znalazła drogę wyjścia z anoreksji, choć choroba prawie odebrała jej życie?…

Opublikowany przez Nowonajedzone 23 maja 2018

Nie ukrywa, że nawet kiedy udało jej się wrócić do – jak to określa – „dobrej relacji” z jedzeniem, wciąż nie lubiła siebie. Nie pomagały jej w tym media i idealne kobiety spoglądające z wyretuszowanych zdjęć na okładkach magazynów, których wizerunek wypracowała ekipa makijażystów i stylistów. Wspomina, że potrafiła iść przez galerią handlową i mijając lustra, płakać, że źle wygląda. W tym roku po raz pierwszy założyła krótkie spodenki, nie myśląc o tym, że ma nie takie nogi czy cellulit. Aby do tego dojść, każdego dnia uczyła się dostrzegać w sobie coś pozytywnego. Udało jej się zwalczyć kompulsywne objadanie przeplatane głodówkami i intensywnymi ćwiczeniami, które jak zaznacza, były wtedy dla niej rodzajem kary.

Stan nie jest aż tak zły

Maria zaczęła chorować na anoreksję w liceum. Wyczerpana trafiła do szpitala, gdzie powiedziano jej, że ma dwie możliwości: albo może zostać przyjęta na zamknięty oddział psychiatryczny, albo znaleźć sobie psychologa czy terapeutę samodzielnie. Sugerowano jednak, że jeśli chodzi o oddział zamknięty, jej stan nie jest aż tak zły, by musiała przerywać naukę. Z drugiej strony nikt nie skierował jej do konkretnego psychologa czy ośrodka, w którym mogłaby uzyskać pomoc. Maria przyznaje, że mogła skorzystać z wizyt psychologa w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, ale wówczas mogłaby się z nim spotykać jedynie raz w miesiącu.

W jej przypadku, jak i wielu podobnych jej osób, potrzebna była jednak regularna terapia prowadzona co najmniej raz w tygodniu. Pomogli jej więc rodzice. Szczerze przyznaje, że bez ich wsparcia, także finansowego, byłoby jej trudno zwalczyć chorobę. Dlatego teraz, choć jest jeszcze na studiach, sama chce się zaangażować w działania, dzięki którym tego rodzaju pomoc będzie bardziej powszechna i dostępna.

Lęk przed jedzeniem

Jak przyznają twórczynie inicjatywy Nowonajedzone, w obrębie leczenia tego typu zaburzeń wiele jest paradoksów i mylących pozorów. Kobiety i dziewczyny z anoreksją często słyszą, że albo nie rokują, więc muszą przytyć, aby zostać przyjęte na oddział, albo ich waga i stan są na tyle dobre, że nie wymagają tego rodzaju leczenia. Tymczasem waga w przypadku zaburzeń odżywiania to mit i jeden ze stereotypów, z którym dziewczyny chcą walczyć w ramach swoich działań. – Anoreksja zaczyna się dużo wcześniej – mówi Natalia – w głowie, w psychice, nawet jeśli z wagą jest wszystko ok.

Podobnie jest z kompulsywnym objadaniem. Są osoby, które nie panują nad swoim apetytem i faktycznie w wyglądzie zewnętrznym przyjmuje to znamiona chorobliwej otyłości, ale też takie, które jak sama Natalia podkreśla w swojej historii, napady niekontrolowanego objadania się, przeplatają katorżniczymi ćwiczeniami i okresami restrykcyjnej diety, dochodzącymi nawet do głodówki.

Równie niewidoczna dla oczu może być bulimia, kiedy spożywane kalorie stara się wyrównać wymiotami lub stosowaniem środków przeczyszczających. Ortoreksja, czyli obsesyjna dbałość o swoją dietę, doprowadzona do skrajności, w której chorzy stopniowo ograniczają kolejne produkty spożywcze, wprowadzając coraz bardziej rygorystyczne zasady żywieniowe, jest równie trudna do wykrycia i równie niebezpieczna. Może prowadzić – podobnie jak inne zaburzenia odżywiania – nawet do śmierci. Co więcej, zmagające się z nią osoby często wręcz podziwia się za ich wytrwałość w dążeniu do zdrowia i szczupłej sylwetki, a objawy przyjmują u nich raczej symptomy społeczne. Jednym z nich jest pogłębiające się wycofanie z wielu relacji.

Taka osoba zaczyna unikać wspólnych wyjść ze znajomymi, np. do restauracji, imprezy czy na spotkania rodzinne. Boi się jedzenia, którego składu nie zna, dlatego unika go jak ognia – zaznacza Natalia Łaszkiewicz i wspomina, że ona sama musiała długo uczyć się tego, że jeśli odżywia się zdrowo, nie stanie się nic złego, gdy od czasu do czasu, wychodząc wieczorem ze znajomymi, zje pizzę albo wypije piwo.

To się wydaje dziwne osobom, która nie mają zaburzeń odżywiania, że można, na przykład, bać się, ale tak fizycznie się bać, zjedzenia czegoś. I to niekoniecznie musi być coś niezdrowego, tort czy pizza, to może być owoc albo szklanka herbaty. Dla mnie problemem były podczas choroby właśnie wyobrażone płynne kalorie i to jest nie do wyjaśnienia komuś, kto jest zdrowy – zaznacza Maria, dodając, że w takim momencie tym bardziej ważna jest możliwość rozmowy z kimś, kto miał podobne doświadczenia, kto zrozumie, że nawet już podczas leczenia, są dni, w których patrzy się w lustro i  widzi się w nim raz bardzo szczupłą osobę, a kiedy indziej znowu otyłą.

Jedzenie może budzić lęk

 

Czujność przez całe życie

Dlatego dziewczyny nie tylko piszą na stronie internetowej projektu, do kogo się zwrócić w razie problemu, na co uważać i jak radzić sobie w różnych sytuacjach, ale też tworzą grupę wsparcia. Jej spotkania będą przeznaczone dla kobiet w wieku od 15 do 25 lat. Jak przeczytać można w artykule „Anoreksja – przyczyny, przebieg, leczenie”, tego rodzaju problemy najczęściej dotyczą osób w wieku 13–14 lat oraz 17–18 lat. Po 25 roku są już rzadsze. Jednak dziewczyny z Nowonajedzonych podkreślają, że zaburzenie odżywiania uczą czujności już przez całe życie. Potrafią bowiem powracać w bardzo stresujących momentach. Jednak dzięki odpowiedniej terapii można nauczyć się reagować na tego rodzaju emocje, radzić sobie z nimi.

Działania w ramach Nowonajedzonych mają być tylko i wyłącznie wsparciem właściwego leczenia – wymianą doświadczeń, bazą informacji oraz kontaktów do ekspertów, którzy będą w stanie udzielić profesjonalnej pomocy. Projekt funkcjonuje dopiero od kilku miesięcy, ale już teraz dzięki niemu można wiele dowiedzieć się na temat najważniejszych zagadnień związanych z anoreksją, bulimią czy kompulsywnym objadaniem się lub ortoreksją.

Pojawiły się też pierwsze historie osób cierpiących na zaburzenia odżywiania, które obok opowieści samych założycielek Nowonajedzonych mają pokazać, jak wiele rzeczy jest powtarzalnych w schemacie popadania w chorobę, a jak wiele jest jednak sprawą indywidualną. Każdy przypadek jest inny, ale w każdym można też znaleźć punkty wspólne, co może być pomocne w drodze do wyzdrowienia i na tym właśnie chce również oprzeć swoje działania inicjatywa Nowonajedzone.

Zbudować zaufanie

Jeśli pierwsza grupa warsztatowa będzie cieszyła się zainteresowaniem i przyniesie oczekiwane efekty Maria i Natalia chcą, by jej efektem było nie tylko lepsze samopoczucie uczestniczek oraz pomoc w walce z chorobą: – Chciałybyśmy, żeby to nie były tylko spotkania, na których opowiada się o swoich doświadczeniach, choć oczywiście jest to bardzo ważne, ale chciałybyśmy też, żeby ta grupa wspólnie coś wypracowała. Myślałyśmy o projekcie edukacyjnym. Coś podobnego realizuje Ogólnopolskie Centrum Zaburzeń Odżywiania we Wrocławiu, ale mamy wrażenie, że tego nigdy nie jest za dużo – mówi Maria.

Dodaje, że grupa ma być prowadzona przez jednego psychologa lub terapeutę, tak by można było zbudować w jej obrębie zaufanie. Jej zdaniem stworzenie tego rodzaju możliwości dla kobiet i dziewczyn jest bardzo ważne. Sama źle wspomina zajęcia, w których brała udział na przykład w liceum. Zaburzenia były na nich pokazywane jako wymysł, wybór nastolatek zapatrzonych w modelki na wybiegach i wychudzone celebrytki. – Nie chciałabym, żeby kiedykolwiek jakaś chora osoba musiała czegoś takiego słuchać – zaznacza.

Sięgnąć głębiej

W przyszłości założycielki Nowonajedzonych chcą stworzyć więcej grup wsparcia i podzielić je pod względem wiekowym lub pod kątem konkretnego zaburzenia albo stopnia jego zaawansowania. Na razie szukają ekspertów do zespołu i opracowują pierwszą, pilotażową wersję spotkań. Swoją ofertę kierują głównie do kobiet, bo to one częściej zmagają się z tego rodzaju problemami, ale w kolejnych działaniach nie wykluczają otwartości również na mężczyzn, jeśli tylko pojawiłoby się również takie zapotrzebowanie. Choć ogólnie rzadziej mają oni problemy z zaburzeniami odżywiania, jak zauważają badacze ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, ortoreksja dotyka ich już w takim samym stopniu jak kobiet.

Choroba zaczyna się od tego, że nie lubi się własnego ciała, ale jej przyczyny zwykle tkwią głębiej

Projekt ma zresztą walczyć ze stereotypami, które pojawiają się wokół zaburzeń odżywiania i w obrębie ich leczenia. Dziewczyny zaznaczają, że zazwyczaj choroba zaczyna się od tego, że nie lubi się z jakiegoś powodu własnego ciała, ale jej przyczyny zwykle tkwią głębiej. W ich odkryciu pomaga skuteczna terapia. Jedzenie jest więc tylko ułamkiem tego, co składa się na chorobę. Co więcej, wydawać by się mogło, że historie tego rodzaju zaburzeń są w jakiś sposób oddalone od większości ludzi, znane raczej z gazet. Tymczasem czytając o ich objawach, bardzo łatwo zauważyć, jak wielu z nas jest na dobrej drodze do zaburzonych relacji z jedzeniem lub jak wiele bliskich nam osób mogą dotyczyć te objawy.

Granica między dbaniem o zdrowie a chorobą

Jak podkreślają twórczynie inicjatywy, występowanie tego rodzaju problemów często wiąże się ze wstydem, jakimś etapem dorastania, chwilą załamania albo nawet zbyt często pojawiającym się w dzieciństwie przymiotnikiem „gruba/gruby” i wynikającymi z tego kompleksami. Po chorobie również nie jest łatwo. W najbardziej niebezpiecznej postaci może ona prowadzić nawet do śmierci. Ale także po wyzdrowieniu ma liczne skutki dla organizmu – od problemów z kośćmi, przez zatrzymanie menstruacji, a nawet bezpłodność, choroby serca, po nieustające także po wyzdrowieniu uczucie zimna.

Mówienie o przyczynach zaburzeń tego rodzaju jest trudne, podobnie jak diagnozowanie ich początku. Jak zwracają uwagę Maria i Natalia, jako młode kobiety czują ciągły dysonans w otaczającym je świecie. Z jednej strony coraz więcej jest ruchów typu bodypositive, z drugiej nieustannie mnożą się nowe diety, zabiegi upiększające i wyzwania prowadzące do szczupłej sylwetki. – Zapominamy, że jedzenie jest nam potrzebne po prostu do życia – zaznaczają – ciężko tu czasami znaleźć złoty środek, choć mamy nadzieję, że pójdzie to jednak w tę lepszą stronę, ku akceptacji własnego ciała i tego, jak się wygląda. Ponieważ nigdy nie będziemy wyglądały jak kobiety z okładek, nawet one same w rzeczywistości nie wyglądają tak, jak na tych okładkach. Bardzo łatwo przekroczyć cienką granicę między dbałością o zdrowe odżywianie a chorobą.

Zbudować siebie na nowo

Jak więc pomóc komuś, kto zmaga się z tego rodzaju problemami lub co powinno nas zaalarmować, gdy zauważamy u kogoś bliskiego niepokojące symptomy? Na pewno nie naciskać. Stworzyć mu przestrzeń, w której będzie mógł do nas przyjść, jeśli uzna, że jest gotowy. Ale taka osoba musi przyznać sama przed sobą, że ma problem. Maria i Natalia wspominają, że w pewnym momencie w chorobie przychodzi taki czas, kiedy chociaż przez chwilę widzi się realnie swój stan. Jednak potrzebna jest chęć wyzdrowienia dla siebie, nie dla innych. Jest to niezwykle trudne, choroba wiąże się bowiem zwykle z niskim poczuciem własnej wartości, zmagające się z nią osoby najczęściej uważają, że nie warto walczyć o siebie. Tym bardziej potrzebny jest więc specjalista, który pewne rzeczy uświadomi, pomoże do nich dojść, a także ktoś, kto doświadczył podobnych problemów.

Zazwyczaj chodzi o emocje, lęk. Bo to jest tak, że trochę się zapomina, jak się żyło wcześniej. Poza tym też nie do końca się chce wrócić do życia przed chorobą, ponieważ to ono spowodowało w gruncie rzeczy ten kryzys. Bardzo trudne jest to, że w trakcie leczenia, aby ono mogło być tak naprawdę skuteczne, potrzebne jest całkowite zbudowanie siebie na nowo. To brzmi może górnolotnie, ale trzeba się naprawdę nauczyć jeszcze raz tego, co się lubi, bo o tym się zapomina, kiedy jest się chorym – jakie się miało hobby, jakiej muzyki się słuchało, jakie jedzenie się lubiło, tego trzeba się na nowo dowiedzieć, na nowo poznać siebie – zaznacza Maria Pruszyńska.

Także w tym mają pomóc kolejne pomysły dziewczyn, np. grupa na Facebooku, która miałaby być platformą wymiany doświadczeń i miejscem do dyskusji, a także wydarzenia związane z tematem zaburzeń odżywiania – spotkanie z ekspertami czy konferencje. W przyszłości chciałyby też tworzyć materiały i ćwiczenia, z których mogłyby korzystać zainteresowane walką z zaburzeniami odżywiania osoby. Już teraz w projekt chcą się angażować kolejne zainteresowane kobiety, między innymi studiujące psychologię czy same zmagające się w przeszłości z zaburzeniami odżywiania.

Projekt nawiązał też współpracę z większymi instytucjami zajmującymi się tego rodzaju zagadnieniami, między innymi wspomnianym Ogólnopolskim Centrum Zaburzeń Odżywiania z Wrocławia i Fundacją Zobacz… JESTEM z Warszawy. Bierze również udział w kolejnym konkursie Humanity in Action tym razem na spot promocyjny, z którego fundusze również miałyby zasilić jesienną grupę wsparcia w Krakowie i rozbudowę jej programu.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Zdrowie

Skazani na wieczny głód – życie z zespołem Pradera-Williego

Wyobraź sobie, że jesz bułkę z serem i szynką. Nie najadłeś się, więc sięgasz po drugą, potem trzecią, czwartą… Wciąż czujesz głód. Gdy już wyjesz całą zawartość lodówki, przetrząsasz kuchenne szafki i pochłaniasz wszystko, co ci wpadnie w ręce. Nawet budyń w proszku. Twój żołądek pęka w szwach, ale mózg nadal wrzeszczy: "Jeszcze!"
Beata Turska
Beata Turska
18 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ