Osiem godzin i do domu? Zdaniem niektórych to roszczeniowość

3 minuty czytania
24465
14

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Internet zawrzał po tym, jak podczas debaty na Europejskim Kongresie Gospodarczym Jolanta Czernicka-Siwecka określiła młodych pracowników, wchodzących na rynek, mianem roszczeniowych narcyzów. W sieci natychmiast zaroiło się od prześmiewczych komentarzy. Bo jak inaczej można zareagować, gdy ręce opadają?

Z jednej strony młodzi są roszczeniowi. Chcą pracować osiem godzin, a później mieć czas dla siebie – powiedziała Czernicka-Siwecka według artykułu w serwisie Puls HR. Uroku tej wypowiedzi dodają dwa fakty: po pierwsze, autorka tych słów jest prezeską organizacji pożytku publicznego (Fundacja „Iskierka” działa na rzecz dzieci z chorobą nowotworową), a więc można by się spodziewać, że będzie osobą bardziej wrażliwą społecznie. Po drugie, wspomniane zdanie padło podczas debaty zatytułowanej: „CSR i HR, czyli odpowiedzialność i atrakcyjność pracodawcy”. CSR to inaczej „odpowiedzialny biznes”, a do jego dobrych praktyk należy szczególna dbałość o dobrostan pracowników, przewyższająca lokalne przepisy prawa pracy.

Wydajność pracy spada, gdy za długo w niej siedzimy

Mówiąc o leniwych pracownikach pani prezeska dodała: – Z drugiej strony moje pokolenie jest nauczone ciężkiej pracy, którą uważa za standard.

Jak wskazuje Adrian Zandberg w wypowiedzi dla TOK FM, w Polsce mamy faktyczny problem z etosem pracy polegającej na tym, że spędza się w niej jak najwięcej czasu. Nie wypada wyjść przed szefem albo wcześniej niż inni, choćby ustalone w umowie osiem godzin dawno już minęło, a zapłata za nadgodziny była czymś w rodzaju jednorożca, którego nikt nigdy nie widział. Tymczasem wytężona praca, szczególnie intelektualna, jest po prostu niemożliwa przez więcej, niż osiem godzin – zwłaszcza regularnie, przez wiele dni. Zwiększenie czasu pracy nie zwiększa zatem wydajności pracowników. Partia Razem proponuje wręcz, aby zwiększyć wydajność poprzez wprowadzenie siedmiogodzinnego dnia pracy.

Słowa o roszczeniowym pokoleniu padły w kontekście dyskusji o angażowaniu pracowników w działania dobroczynne po godzinach pracy. Jest to piękna i słuszna inicjatywa, a wspólne czynienie dobra rzeczywiście może zacieśnić poczucie więzi pracownika z firmą, dla której pracuje. Tyle tylko, że ideą wolontariatu jest dobrowolność. Proponowanie ludziom dodatkowej pracy za darmo, nawet w najbardziej szczytnym celu, nie może wynikać z chęci posiadania nad nimi kontroli czy zatrzymania w miejscu pracy. Korporacje biegłe w praktykach odpowiedzialnego biznesu wiedzą, że zadbanie o najcenniejsze zasoby firmy – czyli o pracowników – polega na zapewnieniu im dobrostanu, a więc także odpowiedniej  proporcji między pracą, rozrywkami a odpoczynkiem. Stąd popularne już w wielu krajach (i powoli wdrażane w Polsce) zwyczaje np. wcześniejszego kończenia pracy w piątek lub montowania stacjonarnych komputerów zamiast laptopów, by unikać zabierania pracy do domu po godzinach.

Pani prezes przeprasza

Może jeszcze chcielibyśmy zarabiać więcej niż na podstawowe produkty spożywcze i pokój 10 metrów kwadratowych? – komentuje w rozmowie ze mną trzydziestoletni Piotr. Tym tropem poszli komentujący na Twitterze, a także AszDziennik, który jak zwykle celnie punktuje sytuację publikując „listę zwyrodnialców podejrzanych o występki przeciwko prezesom”.

 

Fragment artykułu ze strony aszdziennik.pl

Po tym, jak w sieci zawrzało, Jolanta Czernicka-Siwecka opublikowała oświadczenie w sprawie swojej wypowiedzi:

„Przyznaję, że cytowane słowa brzmią niefortunnie, zwłaszcza pozbawione kontekstu. Jest mi przykro, jeśli ktoś poczuł się nimi urażony” – pisze prezeska „Iskierki” i dodaje: „Moją intencją było podkreślenie, że wypracowywanie w pracy rozwiązań, które pozwolą czerpać z potencjału młodych ludzi, odkrywać go i rozwijać, szanując jednocześnie ich potrzeby oraz wartości, jest ważnym, aktualnym wyzwaniem dla pracodawców”.

Pełen tekst oświadczenia wraz z linkiem do debaty jest dostępny w wyżej linkowanym artykule. Moim zdaniem, niestety, nie wynika z niego, że źle zrozumieliśmy panią Czernicką-Siwecką. Ale być może jestem roszczeniowa (i młodsza od swojej metryki), skoro wśród moich potrzeb i wartości poczesne miejsce zajmują rodzina, związki, hobby, zdrowie i wypoczynek.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

14 odpowiedzi na “Osiem godzin i do domu? Zdaniem niektórych to roszczeniowość”

  1. Ja nie jestem młody i dlatego pamiętam jeszcze za komunypotem za Balcerowicza że idzie nowoczesność będziemy mniej pracować za więcej… a tymczasem pracujemy co raz więcej za pieniądze które są niewystarczające. Co poszło nie tak?

    • „A gdzie etos płacy? Czemu nie powstał?” Bo ludzie zamiast głosować na tych, którzy chcą obniżyć koszty pracy, dają się rozgrywać partiom (PiS, PO, SLD, PSL, N.), które napuszczają pracodawców na pracobiorców. Spytaj się przeciętnego cukiernika i fryzjera, czy ma wolne etaty i czemu nie starcza mu na ich zapełnienie nowymi pracownikami.

  2. Najpierw zastanówmy się jakie okoliczności sprawiły że Pani wypowiedziała taką opinię. Późniejsze tłumaczenia pomijam, to reakcja na odzew społeczeństwa.

    Pierwotnie musiała uważać że jej słowa opisują rzeczywistość, oraz że ujęcie ich w takiej a nie innej formie nie urazi żadnej liczącej się grupy społecznej.
    Osoba związana z organizacją której finansowanie z definicji opiera się na datkach chyba jest wyczulona na ludzkie reakcje.

    Znaczy mówiła szczerze. to na początek.

    Ośmiogodzinny dzień pracy to umowa społeczna, może i częściowo narzucona przez środowiska robotnicze fabrykantom bojącym się rozlewu „czerwonej zarazy” na zindustrializowaną Europę Zachodnią a po części zdrowym rozsądkiem przedsiębiorców. Zmęczony pracownik jest nieefektywny.

    A teraz niż demograficzny, nieodwracalny, nawet otwarcie granic nie pomoże, o pracownika będzie coraz trudniej, wyszkolonego pracownika jeszcze trudniej, kadra zarządzająca już siedzi w Niemczech, na Wyspach Brytyjskich.

    Ja rozumiem, pracownik to taka sprężynka, docisnąć, rozciągnąć, skręcić, zgiąć, wytrzyma, albo nie. Więc testują ile wytrzyma a że instrukcji obsługi brak ciśnie się do granic wytrzymałości. Jakby co to się wymieni.

    Otóż oświadczam „sprężynek” brak, zachód wykupił zapas. Te co zostały zbliżają się do końca okresu eksploatacji (65 lat przebiegu). Nowych nie produkujemy, nawet dotacja 500+ na każdą drugą i kolejną „sprężynkę” nie pomaga.

    Młodych straszy się automatyzacją a jednocześnie namawia do podejmowania tych zawodów które mają być automatyzowane w pierwszej kolejności (transport, spedycja), Zawody które koniecznie wymagają ludzi, opieka medyczna, szkolnictwo, służby mundurowe są traktowane (zarobki i uwaga rządzących) dość nieciekawie.
    Lekarzy, pielęgniarek brak a od nich zależy moje zdrowie.
    Policja, tysiące wolnych wakatów a od nich zależy moje bezpieczeństwo.
    Nauczyciele i szkolnictwo w ogóle, … szkoda pisać … a od nich zależy kto będzie za te 20 lat pracował, jak myślał, na kogo głosował.

    Wiadomo zachód ma większe standardy prawa pracy, większy „socjal”, jak ktoś rzetelnie pracuje w poszukiwanych zawodach, pracodawca to docenia.
    Zarobków z zachodu nie dogonimy,

    w ich system socjalny się nie bawmy,

    raz bo nas nie stać,

    dwa Niemcy, Szwecja, Francja … Kto siedzi na zasiłkach?

    To przynajmniej dbajmy o higienę pracy, stabilność zatrudnienia, inwestycje w pracownika.

    Śpieszmy się cenić fachowców puki jeszcze są w kraju.

  3. I takie słowa mówi osoba która jest… NIKIM 😀 „Założycielka Fun­dacji Iskierka, trener, coach, animator zmian spo­łecz­nych, pedagog”. Trener to nie zawód, coach brzmi śmiesznie. Animator prac społecznych to jakiś wymysł, do tego założyła fundacje, która żyje z datków. Jednym słowem nie wykazała się niczym a już na pewno nie ciężką pracą i śmie krytykować młodych ludzi, którzy często poświęcali swoje zdrowie studiując cięzkie kierunki techniczne i pracując równocześnie a po otrzymaniu tytułu mgr, dostali od polskiego pseudo pracodawcy 2000zł na rekę. Serio?

    • „która żyje z datków” A datki same się zbierają? Od razu widać, że g***** wiesz, bo ceniony fundraiser zarabia grubo powyżej średniej krajowej. Więc jednak czymś się musiała wykazać, żeby znaleźć zespół, który utrzyma podmiot na rynku prawie bez budżetowej kroplówki (zaledwie 200 tys. dotacji przy ponad 11 mln wpływów – patrz sprawozdanie za rok 2016). „śmie krytykować młodych ludzi, którzy często poświęcali swoje zdrowie studiując cięzkie kierunki techniczne i pracując równocześnie a po otrzymaniu tytułu mgr, dostali od polskiego pseudo pracodawcy 2000zł na rekę”. Przykro mi, ale klaskać nie będziemy i płakać nad tym ogroooomnym poświęceniem również. Po pierwsze, jeśli to faktycznie studia techniczne, to po studiach masz lekko licząc od razu piątkę netto. 2500 netto to ma fizyczny przy taśmie i to taki wolniejszy. Mówię o zarobkach na prowincji, gdzie mieszkam (Kutno, strefa ekonomiczna). Po drugie, naucz się, że studia niczego nie gwarantują. To rynek Cię wycenia, a nie specjalny urząd do zapewniania Tobie utrzymania. Robisz to dla siebie i na własne ryzyko, a nie po to, żeby inni potem Ci czapkowali, że zdecydowałeś się studiować. Łaski nikt tu nikomu robić nie będzie. Po trzecie, chętnie zaprowadzę Cię do lokalnych przedsiębiorców w rodzinnych firmach, których zmorą są pracownicy gapiący się w fejsa w pracy albo szukający pracy w administracji, a nie umiejący napisać swojego CV. To jest dramat.

        • Pudło. Chciałeś obrazić i nie wyszło, bo nic o mnie nie wiesz, nawet tego, czy moi rodzice żyją. Teraz praca szuka człowieka, dzisiaj sam w kilka godzin załatwiłem pracę bezrobotnemu od pół roku prawnikowi (prawie bez doświadczenia), mimo że nie spełniał wszystkich kryteriów (brak prawa jazdy) mojego znajomego, który kogoś szukał do obsługi funduszy unijnych. A fizycznych zachęcają na mieście do pracy częstując ich bułeczkami. Tego nie trzeba rozumieć, bo to są proste do zrozumienia obrazki.

Dodaj komentarz

Zobacz też

Motorniczy. Dzień z życia pod napięciem

Kiedyś to był zawód pewny i prestiżowy. Teraz to często po prostu robota, którą musisz wykonać najlepiej, jak umiesz i nie zabić przy tym nikogo. Z okazji Dnia Motorniczego przedstawiamy realia tej pracy widziane oczami wrocławskich tramwajarzy.
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
25 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ