Polska to nie jest kraj dla uchodźców

10 minut czytania
2787
3
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
27 maja 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Polaków skutecznie straszy się uchodźcami, sprowadzając ich do terrorystycznego oraz epidemiologicznego zagrożenia. Tymczasem to oni często muszą uciekać przed śmiercią. Tak jak Amrulo, który dostał dwadzieścia minut, żeby się spakować, a na opuszczenie swojej ojczyzny miał kilkanaście godzin.

Ten dziennikarz i fotograf z Tadżykistanu od 2015 r. był w swoim kraju ofiarą represji politycznych. Jego dom nachodziła nocami policja i tajniacy. Siedział w areszcie. Grożono mu śmiercią. Zdołał dotrzeć do Polski, gdzie mieszka z żoną i czworgiem dzieci. Są podopiecznymi Fundacji Ocalenie, która pomaga uchodźcom.

Procedury zaostrzone dla uchodźców

Uchodźcy to osoby, które zostały zmuszone do opuszczenia swojego kraju. Często uciekają przed czystkami etnicznymi, wojnami i politycznymi represjami. Są oni nagminnie myleni z imigrantami, czyli osobami opuszczającymi ojczyznę w celach zarobkowych, i te również znajdują pomoc w fundacji działającej od 2000 r. Jak mówi jej szef, Piotr Bystrianin, pod opiekę Ocalenia trafia rocznie ok. 2–3 tys. osób, z czego ok. 600 to uchodźcy. – Przyjeżdżają z Czeczenii, Inguszetii, Dagestanu, Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi czy Ukrainy. Trafiają do nas również przybysze z Iraku, Syrii i Somalii, ale tych jest niewielu, bo dla nich to podróż zbyt daleka, kosztowna i niebezpieczna – tłumaczy.

Dodaje też, że w zeszłym roku w Polsce wniosek o status uchodźcy złożyło zaledwie 5 tys. osób. To efekt niechętnej „obcym” polityki obecnie rządzących. Wcześniej o taki status starało się rocznie 12–15 tys. zainteresowanych. Teraz procedurę składania wniosków zaostrzono, a wiele osób jest bezprawnie odsyłanych przez straż graniczną z polskiej granicy, mimo że niejednokrotnie uciekają  przed prześladowaniami, torturami i śmiercią. Amrulo, nim wpuszczono go do naszego kraju, koczował na granicy 10 dni. Ale i tak miał szczęście, że udało mu się do nas dotrzeć.

Nowe życie… w zagrzybionej przybudówce

Uchodźcy przybywający do Polski to często ludzie z traumami. Bywa, że tu nabywają kolejnych, związanych z poczuciem wyobcowania, nieznajomością języka i kiepską sytuacją materialną. Tak jak rodzina z Dagestanu, która jest u nas od ośmiu lat i która trafiła pod opiekę Fundacji Ocalenie.

Ayna i jej mąż wychowują troje dzieci: Rustama (11 lat), Rahmana (9 lat) i Elinę (7 lat). Ze swojego kraju uciekli, bo ojcu dzieci, pracującemu w charakterze taksówkarza, groziła śmierć. Początkowo mieszkali w podwarszawskim Wołominie, w zagrzybionej, brudnej przybudówce, gdzie trudno było nawet oddychać. Chłopcy mieli poważne problemy w szkole, nie przeszli do następnej klasy. Byli szykanowani przez rówieśników. Ich ojciec nie mógł dostać pracy, co negatywnie odbijało się na jego kondycji psychicznej. W pewnym momencie wszystkie sprawy domowe i rodzinne problemy spadły na barki Ayny, która ma rentę, bo cierpi na reumatoidalne zapalenie stawów oraz nadciśnienie.

90 proc. uchodźców znajduje się w sytuacji zagrożenia bezdomnością (fot. Aytug askin/Shutterstock)

Taka rodzina wymaga szczególnej troski i indywidualnego traktowania. Tymczasem pomoc państwa jest ograniczona. Gdy uchodźcy trafiają do nowego kraju, składają wniosek o objęcie tzw. ochroną międzynarodową. Cała procedura powinna trwać ok. pół roku, ale u nas zainteresowani czekają na decyzję w tej sprawie nawet dwa lata, a zdarza się, że dłużej. Kiedy ochronę otrzymają, muszą w ciągu dwóch miesięcy opuścić ośrodek dla uchodźców, a jeśli mieszkali poza nim, to przestają otrzymywać świadczenie pieniężne (np. czteroosobowa rodzina dostaje 1500 zł, za które musi utrzymać się w stu procentach).

Rzuceni na głęboką wodę. Utoną…?

Po otrzymaniu ochrony mają prawo do trwającego rok Indywidualnego Programu Integracyjnego prowadzonego za pośrednictwem Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie lub Miejskich Ośrodków Pomocy Rodzinie. W jego ramach dostają świadczenie pieniężne (przez pół roku to kwota wynosząca niewiele ponad 1300 zł, potem do 1200 zł  miesięcznie dla osoby prowadzącej w pojedynkę gospodarstwo domowe; dla pięcioosobowej rodziny jest to 3300 zł, a potem 3 tys. zł), które musi im wystarczyć na wynajęcie mieszkania, utrzymanie, opłacenie kursu języka polskiego, do nauki którego są zobowiązani, oraz codzienne wydatki.

Za taką kwotę niełatwo przetrwać Polakowi, choć nie musi wynajmować mieszkania i pokonywać bariery językowej, ma pracę, wsparcie rodziny i nie boryka się z takimi problemami jak kulturowe wyobcowanie czy dyskryminacja. A co tu dopiero mówić o uchodźcach. To niemożliwe – w krajach skandynawskich programy adaptacyjne rozłożone są na trzy lata. Dlatego nie dziwi fakt, że, jak mówi Piotr Bystrianin, 90 proc. uchodźców znajduje się w sytuacji zagrożenia bezdomnością. Wyjątkowo trudny czas zaczyna się dla nich po zakończeniu Indywidualnego Programu Integracyjnego, gdy tracą świadczenia finansowe. Część trafia na ulicę bądź do noclegowni, część – do ośrodków interwencji kryzysowej lub schronisk.

Wspieranie przez mieszkanie

Z tego powodu bardzo ważnym elementem działalności Fundacji Ocalenie jest pilotażowy program „Witaj w domu”, polegający na wsparciu mieszkaniowym. Fundacja wynajmuje mieszkania od osób prywatnych, a następnie sama wynajmuje je rodzinie uchodźców. – Oczywiście cena wynajmu jest dostosowana do możliwości finansowych naszych podopiecznych, czyli dużo niższa niż na rynku. Bo im musi starczyć na jedzenie czy leki. Poza tym są zobligowani do nauki języka polskiego i szukania pracy. Chcemy, żeby jak najszybciej się usamodzielnili i zrobili miejsce innej potrzebującej rodzinie – wyjaśnia Piotr Bystrianin. W tej chwili fundacja dysponuje sześcioma mieszkaniami. W pięciu mieszkają już lokatorzy, a jedno jest w trakcie remontu. Lokale mają być oddane do użytku jednej rodziny na dwa–trzy lata.

Propagandowe statystyki zamieniają się w kobietę, mężczyznę i dziecko (fot. Jazzmany/Shutterstock)

Wdrożony w życie dwa lata temu program na razie obejmuje teren Warszawy, ale fundacja chciałaby go rozszerzyć na inne miasta, szczególnie że w kolejce czeka kilkadziesiąt chętnych rodzin. Prezes Bystrianin nie wątpi, że udałoby mu się pozyskać kolejne mieszkania, bo zgłaszają się do niego właściciele lokali, którzy często nie chcą zarabiać na wynajmie, lecz oddają je do użytku fundacji po kosztach, a nawet są gotowi dopłacać do tego interesu. Ale fundacji i tak na to nie stać, bo jej pomoc uchodźcom jest wszechstronna i nie ogranicza się do zapewnienia lokalu. Organizuje też bezpłatne kursy języka polskiego. – Ostatnio na taki kurs zgłosiło się tysiąc zainteresowanych, a my mieliśmy jedynie 500 miejsc – mówi.

Ale to nie wszystko. Ocalenie uczy podopiecznych, jak i gdzie robić zakupy, załatwiać sprawy urzędowe i szukać zatrudnienia. Świadczy też pomoc prawną i psychologiczną. Pracują tu  mentorzy, którzy sami kiedyś byli uchodźcami, ale są w Polsce na tyle długo, że władają językiem i znają nasze realia, więc świetnie sobie radzą. – Nikt nie zrozumie uchodźców lepiej niż tacy ludzie, zwłaszcza że wywodzą się z tych samych kręgów kulturowych co osoby, którym pomagamy – tłumaczy szef fundacji.

Zbudujmy wspólnotę                                                    

To właśnie dzięki programowi „Witaj w domu” rodzina z Dagestanu porzuciła Wołomin i wprowadziła się do 65-metrowego mieszkania w Warszawie, należącego do Joanny i Wojciecha Nowakowskich. Jak mówi pani Joanna, to było jej mieszkanie z czasów panieńskich, które do tej pory wynajmowała w celach komercyjnych, ale gdy lokator zrezygnował, postanowiła wraz z mężem zrobić coś wartościowego. – Sami spłacamy kredyt na mieszkanie, w którym mieszkamy obecnie, ale stać nas na to, żeby komuś ułatwić start w naszym kraju. To są ludzie, którzy mają za sobą trudne historie. A ja uważam, że warto sobie pomagać i tym samym budować wspólnotę. To jest bardzo naturalny gest – tłumaczy. – Mając troje dzieci, doskonale wiemy, jak ważne jest stworzenie domu, w którym każdy ma poczucie bezpieczeństwa. Staramy się je uczyć otwartości na innych oraz szacunku wobec nich. Chcielibyśmy, by Polska była krajem bardziej gościnnym i wspierającym. Ale aby tak się stało, trzeba zacząć od siebie – dodaje.

Zresztą rodzina z Dagestanu doświadcza wsparcia nie tylko ze strony Nowakowskich, ale również Agnieszki Kury-Pączki, przyjaciółki pani Joanny, która jednocześnie jest sąsiadką Ayny i jej rodziny. I to właśnie ona pomogła zapisać dzieci do nowej szkoły – publicznej placówki na Ursynowie, oraz na zajęcia „Zima w mieście”. – Poszłam do moich nowych sąsiadów i zaproponowałam pomoc, bo im na początku było trudno. Bali się wychodzić z domu i rozmawiali ze sobą tylko w ojczystym języku. Mieszkali w prawie pustym mieszkaniu. Brakowało im ubrań dla dzieci, nie mówiąc o takich rzeczach jak książeczki czy zabawki – mówi.

Rodzina z Dagestanu adaptuje się dość trudno, ale musi przejść przez ten niełatwy etap i usamodzielnić się. Pani Agnieszka to rozumie, ale i tak robi dużo na jej rzecz i ciągle o niej myśli. – Ayna jest bardzo życzliwa. Oddałaby serce. Kiedyś upiekła dla mnie chleb, kiedy indziej zrobiła konfitury z róży i mirabelek. W ten sposób chce się odwdzięczyć, choć ja od niej tego nie oczekuję. Po prostu zawsze lubiłam pomagać innym i dzielić się tym, co mam – tłumaczy.

„Przyjmij uchodźcę pod swój dach”

Zaangażowanie społeczne jest kwestią ważną również dla pana Grzegorza, który nie chce podawać nazwiska. Wraz z żoną postanowił nieodpłatnie wynająć swoje trzypokojowe mieszkanie w warszawskiej kamienicy Fundacji Ocalenie, która udostępniła je sześcioosobowej czeczeńskiej rodzinie. Ta musiała uciekać ze swojego kraju, gdzie prześladowani są m.in. krytycy władzy, obrońcy praw człowieka lub osoby, które w czasie wojny stały po niewłaściwej stronie barykady.

To mieszkanie po babci, z którą byłem związany emocjonalnie. Spędziłem w nim dużo czasu. W przyszłości być może będzie przynosić nam jakieś dochody, ale na razie zdecydowaliśmy z żoną, że powinno służyć czemuś dobremu. Dla naszej decyzji istotny jest fakt, że jesteśmy wierzący. Chcemy, by przekładało się to na konkretne działania – wyjaśnia pan Grzegorz, pracownik naukowy i ojciec trojga dzieci.

Dla naszego rozmówcy nie bez znaczenia jest też to, że lokal powierza profesjonalistom, którzy wiedzą, jak pracować z uchodźcami, a ci, z powodu niejednokrotnie tragicznej przeszłości, wymagają specyficznego i racjonalnego podejścia. Z jednej strony trzeba im efektywnie pomagać, z drugiej – uczyć samodzielności. By wyjść na prostą w obcym kraju, potrzebują dwóch–trzech lat. Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, bo większość ludzi nie zna żadnego uchodźcy i kształtuje swoją opinię na nie zawsze rzetelnych przekazach medialnych.

Niekiedy biorę udział w dyskusjach dotyczących uchodźców, które toczą się na Facebooku. Gdy przedstawiam swoje stanowisko, często spotykam się z demagogicznym argumentem „to przyjmij uchodźcę pod swój dach”. Wtedy satysfakcję daje mi fakt, że wiem, o czym mówię, bo już to zrobiłem – podkreśla pan Grzegorz.

By wyjść na prostą w obcym kraju, potrzebują dwóch–trzech lat. (fot. Jazzmany/Shutterstock)

Zagrożenie generowane przez propagandę

Z podobnym argumentem spotykał się Jakub Bierzyński, przedsiębiorca i prezes domu mediowego OMD. Wreszcie na jego Facebooku pojawił się post: „Wszystkim moim prawicowym współobywatelom bardzo dziękuję za to żeście mnie skutecznie zmobilizowali hasłem: »chcesz przyjmować uchodźców zacznij od siebie«. Posłuchałem”.

To właśnie w domu Bierzyńskiego zamieszkał pochodzący z Tadżykistanu Amrulo z żoną i czworgiem dzieci, z których najstarsze ma osiem lat, a najmłodsze – dwa latka. Biznesmen początkowo zamierzał oddać do dyspozycji swój liczący 150 metrów kwadratowych dom rodzinie syryjskiej. Chciał, by była wielodzietna, tak żeby nie marnowało się pięć pokoi i by jak najwięcej osób cieszyło się dużą działką wokół nieruchomości. Ostatecznie rzeczywiście zamieszkała w niej rodzina wielodzietna, ale z innego kraju. Również i ona jest pod opieką Fundacji Ocalenie. Za wynajem lokatorzy płacą symbolicznie, a więc dla Bierzyńskiego to przedsięwzięcie niekomercyjne. – Tak wspiera się cudzoziemców w ich samodzielności. Płacą niewielkie pieniądze, ale nie są u nikogo na garnuszku. To wymóg fundacji, która chce w ten sposób aktywizować zawodowo korzystających z pomocy – mówi biznesmen o rodzinie Amrulo, który w swojej ojczyźnie pracował jako dziennikarz w opozycyjnych mediach, czym naraził się reżimowi. Został bezpodstawnie oskarżony o powiązania z terrorystami. Wielokrotnie go przesłuchiwano i grożono śmiercią, dlatego był zmuszony uciekać ze swojego kraju.

Bierzyński ubolewa, że nasze państwo wycofało się z pomocy uchodźcom, zrzucając wszystko na barki organizacji pozarządowych. Mówi, że w pewnym momencie również i jemu zaczęła udzielać się propagandowa atmosfera związana z przybyszami i poczuł do siebie obrzydzenie. Postanowił się od niego wyzwolić, odwołując się do osobistego doświadczenia z takimi ludźmi, które jest najlepszym antidotum na propagandę. – Spotkanie z uchodźcami powoduje, że znika nam sprzed oczu obraz terrorysty generowany przez wiadomości TVP, a pojawia konkretny człowiek, mający imię i nazwisko, twarz i niepowtarzalny głos. Propagandowe statystyki zamieniają się w kobietę, mężczyznę i dziecko – podkreśla. – To doświadczenie mnie wyzwoliło. Dzięki rodzinie Amrulo poczułem się wolnym człowiekiem we własnym kraju – dodaje.

Również Piotr Bystrianin podkreśla, że obawy związane z terroryzmem są nieuzasadnione,  bo większości zamachów terrorystycznych w Europie dokonywali ci, którzy się w danym kraju urodzili i wychowali, ale doświadczyli dyskryminacji i marginalizacji – a nie ci, którzy są w nim  dopiero od niedawna. Dlatego tak ważna jest skuteczna integracja, bo to ona lepiej chroni przed terroryzmem niż zamykanie granic. Trzeba też pamiętać, że do większości zamachów terrorystycznych dochodzi w krajach, z których uchodźcy m.in. właśnie przed  terrorem uciekają.

Ale generowanie sztucznego zagrożenia jest celowe, a idzie za nim blokowanie środków z Unii Europejskiej, z których Ocalenie finansowało większość swoich projektów do 2015 r. Po wyborach to się zmieniło. Dziś fundacja może działać dzięki dotacji Urzędu Miasta Warszawy, wsparciu innych fundacji, m.in. Fundacji Batorego, i firm oraz darowizn od osób prywatnych.

Pokazujemy dzieciom, że świat jest kolorowy i różnorodny, że nie ma jednego modelu życia. Pomagamy jednostkom, podejmując działania w mikroskali, ale one wpływają na rzeczywistość, a nasze życie dzięki temu ma znaczenie – mówią Nowakowscy.

I wierzmy, że takich osób będzie więcej niż ludzi pokroju eksposła i członka Ruchu Narodowego, który ostatnio popadł w histerię na widok Hindusa rozwożącego na rowerze fast foody, bo wyobraził sobie, że Polska pedałuje ku zgubnemu multikulti. A ta wizja musiała być tak samo straszna jak wizja groźnych pierwotniaków przekraczających polską granicę wraz z uchodźcami – która to zrodziła się w głowie znanego prezesa.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

„Warszawiacy się nie boją” – zarządzanie strachem przed uchodźcami zyskało nowy kontekst

Przez ostatnie dwa tygodnie w Warszawie można było zobaczyć plakaty i wideo z hasłem: „Warszawiacy się nie boją”, promujące otwartość wobec uchodźców. Czy kampania przekona nieprzekonanych – wątpliwe. Ważne, że próbuje zmienić wrogie nastawienie Polaków, będące skutkiem tzw. “zarządzania strachem”, konsekwentnie stosowanego przez polityków.
CZYTAJ WIĘCEJ