Pop’gląd #10.Szybki przegląd kulturalnych nowości

4 minuty czytania
189
0
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
18 maja 2018
fot. hikrcn/Shutterstock

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Reportaże z dwóch odległych nam kultur, filmy, które nie marnują ani minuty z życia widza i praktyczny zeszyt do ćwiczeń z komiksu – oto nasze polecajki w tym tygodniu!

Co udało się nam odłowić z morza wydawniczych nowości? Dziś można wybierać między książką, filmem, płytą i komiksem. Można też zdecydować się na pełen pakiet i kulturalnie popłynąć!

Pogmatwana kobieca rzeczywistość

Nakładem niezawodnego wydawnictwa Czarne ukazały się dwa interesujące reportaże poświęcone kobietom: „Królowe Mogadiszu” Pawła Smoleńskiego i „Kwiaty w pudełku” Karoliny Bednarz. To dwa niepowtarzalne, niezamierzenie uzupełniające się sprawozdania z dwóch odległych nam kultur. W „Kwiatach…” młoda reportertka i specjalistka od Japonii przygląda się temu krajowi krytycznym okiem, punktując patriarchalną kulturę spychającą kobietę do roli ozdobnika.

fot. Wydawnictwo Czarne

Natomiast „Królowe…”, starszego stażem reportera-wyjadacza, ukazują kobiety jako filar narodu – pracujące w policji, zakładające organizacje charytatywne, parające się handlem, by utrzymać rodziny. Obie książki, czytane naprzemiennie, składają się na żywy i nieoczywisty pejzaż wyzwań i problemów, z jakimi mierzyć muszą się kobiety w dzisiejszej, pogmatwanej rzeczywistości.

Pod znakiem remiksu

Dwupłytowy soundtrack z „Baby Drivera” był jednym z zeszłorocznych hitów w swojej kategorii: naraz przystępny i hermetyczny, przewrotny i bezczelny, sięgał do nieoczywistych klasyków i stanowił doskonałe wspomnienie jednego z najbardziej rytmicznych filmów ostatnich lat. Wydany właśnie przez Sony suplement tamtego albumu, zatytułowany „Vol. 2: The Score for a Score”, jest więc w równym stopniu oczywistym posunięciem, co zaskoczeniem. Bo co miałoby się znaleźć na tej składance, gdy już poprzednia zawierała 30 utworów?

fot. Sony Music Polska

Przede wszystkim inna jest koncepcja. Niewykorzystanych poprzednio utworów pozostało niewiele (głównie „Cry Baby Cry” Unloved, „Baby I’m Yours” Barbary Lewis czy instrumentale od Ennio Morricone i… R.E.M.), dlatego „Vol. 2” pełni raczej rolę uzupełnienia dla największych zapaleńców. Tym bardziej, że największą atrakcją są tu fragmenty oryginalnej ścieżki dźwiękowej Stevena Price’a, która nie doczekała się żadnego osobnego wydania – kilka rwanych, eklektycznych kompozycji. Reszta z niemal godziny muzyki upływa pod znakiem remiksu, w filmie obecnego pod postacią amatorskich kompilacji głównego bohatera, tu reprezentowanego np. przez nowy miks „Easy” – coveru The Commodores w wykonaniu Sky Ferreiry. I może sama składanka, niekoniecznie nadaje się do – jak sugeruje jej tytuł – napadu, ale już jako wstęp do ponownego seansu „Baby Drivera” działa idealnie.

Ulepiony z miłości do kina

A skoro już o muzyce do „Baby Drivera” mowa, warto sięgnąć do samego filmu. Od jego premiery na Blu-ray minęło już kilka miesięcy, ale to wciąż gorący materiał: filmowa materia jest dla reżysera Edgara Wrighta tym, czym najbliższe otoczenie dla głównego bohatera w quasi-musicalowej scenie z początku filmu – narzędziem, inspiracją, okazją. Nie ma tu zmarnowanej minuty, a narracja płynie na wielu płaszczyznach: przez kadrowanie i montaż, muzykę i dialogi, nieustannie mówiąc coś o bohaterach i sytuacji, w jakiej się znaleźli, o tym, co czują i skąd pochodzą. Narracja steruje wszystkim – akcją, emocjami, dowcipem (sam pseudonim bohatera to niekończący się punch: „Hey, Baby!”, „That’s my Baby!”; „I’m in, Baby!”) – a zarazem wymyka się dookreśleniu: jest musicalowa, sensacyjna, młodzieżowa, romansowa, samochodowa. „Baby Driver” jest gatunkowcem, pastiszem, popkulturową kliszą i kalejdoskopem.

Wright czuje retro (na soundtracku zamiast znajomych „Jump Around” czy „The Next Episode” – oryginały Boba & Earla i Davida McCalluma), ale nie jest otwarcie anachroniczny (niecierpliwy montaż, dynamiczna kamera); jeśli cytuje, robi to mądrze; jeśli się zgrywa, ufa widzowi; nie narzuca się ze swoimi sympatiami (Walter Hill, autor „The Driver” – głównej inspiracji dla Wrighta, pozostaje ukryty w jednej z końcowych scen); potrafi zaczekać z puentą („»Monsters, Inc.«, wiedziałem, że skądś to znam!”). Jak przystało na najnowszą klasykę postmoderny, „Baby Driver”, a z nim jego soundtrack, jest ulepiony z nieskończonej miłości do kina i muzyki.

Wydanie Blu-ray, najlepsze na polskim rynku wydanie nowości od wielu, wielu miesięcy, tylko to dookreśla: dwa komentarze, blisko godzina materiałów o realizacji, teledyski, zapisy wideo z wczesnych etapów przygotowań, i wiele więcej.

Cztery dekady Ameryki

Pośród rozmaitych nowości przemyka za to Blu-rayowe, spakowane w eleganckim steelbooku wydanie „Foresta Gumpa”, jednego z największych klasyków kina amerykańskiego lat 90. „Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi” – bohater filmu Roberta Zemeckisa jest równie nieskomplikowany, co powyższa, wpojona mu przez matkę filozofia. Tytułowy Forrest to pozytywnie nastawiony do życia poczciwiec o ilorazie inteligencji nieprzekraczającym 80. Debil, idiota – często słyszy, ale nie przeszkadza mu to w zostaniu uczelnianą gwiazdą futbolu, odznaczonym Medalem Honoru weteranem z Wietnamu, światowym mistrzem ping-ponga, czy wreszcie udziałowcem z milionami. Odarty z niepotrzebnego cynizmu, Forrest przyjmuje rzeczy takimi, jakie są. Jest otwarty, nieskrępowany własną szczerością i niezwiązany z żadną ideologią. U niego każdy zasługuje na szansę, każdy wart jest zbędnego zachodu.

Spoglądając na Amerykę czterech kolejnych dekad oczami Gumpa, doświadczamy szczerej konfrontacji z jej burzliwą historią. Tutaj wszyscy mają rację, jednocześnie jej nie mając. Wizja burzliwych przemian społeczno-politycznych, popkulturowych trendów i rosnącego w siłę kapitalizmu jest w sporym stopniu wyzbyta subiektywizmu. Kreśląc losy Gumpa Robert Zemeckis stopniowo ukazuje utratę niewinności dumnego narodu, pomysłowo symbolizowanego przez postać Jenny. Ukochana Forresta pojawia się w jego życiu w dużych odstępach czasu, za każdym razem odzwierciedlając presję epoki. Film Zemeckisa ma swój ciężar – potrafi skutecznie ścisnąć swą melodramatyczną siłą, ale jednocześnie jest lekki jak piórko, które – jakże akuratnie – tańczy w powietrzu w pierwszej i ostatniej scenie filmu.

Nieformalny podręcznik

Książka (komiks?) „Zrób sobie komiks” autorstwa Piotra Kasińskiego i Roberta Trojanowskiego to orzeźwiająca propozycja dla najmłodszych – swoiste wprowadzenie do medium dla dzieciaków, które chcą wyjść poza rolę stricte czytelniczą i głębiej zainteresować się tematem, także od strony realizatorskiej. Kasiński i Trojanowski przybliżają historię komiksu i jego rozmaite formy, a samo wydanie ma formę zeszytu ćwiczeń – autorzy zachęcają do utrwalania swojej wiedzy poprzez interakcję z kolejnymi kadrami. Kolejne rozdziały to często zadania: narysuj, stwórz, wymyśl, domaluj. Odwołując się do wyobraźni i karmiąc się miłością do medium, „Zrób sobie komiks” to w zasadzie nieformalny podręcznik. Zresztą, jak żartobliwie głosi hasło na okładce, „Ministerstwo komiksu poleca!”.

Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
Krytyk filmowy i publicysta popkulturowy. Prowadzi stronę Pop Glitch
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Zobacz też

Kultura

Pop’gląd #9. Szybki przegląd kulturalnych nowości

Co czytać? Co oglądać? W kulturalnych polecajkach z tego tygodnia znalazły się: przewrotna historia Dzikiego Zachodu - bez kowbojów, wyprawa do honduraskiej dżungli i zderzenie cywilizacji z dziczą, romans z człowiekiem-rybą i piękna brzydka strzelanina.
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
11 maja 2018
CZYTAJ WIĘCEJ