Pop’gląd #9. Szybki przegląd kulturalnych nowości

4 minuty czytania
183
0
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
11 maja 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Co czytać? Co oglądać? W kulturalnych polecajkach z tego tygodnia znalazły się: przewrotna historia Dzikiego Zachodu – bez kowbojów, wyprawa do honduraskiej dżungli i zderzenie cywilizacji z dziczą, romans z człowiekiem-rybą i piękna brzydka strzelanina.

Czas mknie chyżo, a na sklepowe półki trafia każdego tygodnia mnóstwo interesujących nowości. Staramy się wyławiać z nich pozycje, które nie pozostawiają odbiorcy obojętnym.

Dziki Zachód bez kowbojów

Podtytuł reportażu Maciej Jarkowca „Powrócę jako piorun. Krótka historia Dzikiego Zachodu” jest przewrotny. Autor proponuje odejście od tzw. oficjalnej narracji, przepełnionej heroizmem i znojem pierwszych osadników, i pisze historię Stanów Zjednoczonych widzianą oczami jej rdzennych mieszkańców. Na próżno szukać tu osadniczych historii, przygód traperów i kowbojskich anegdot z saloonów. Są za to mord, nienawiść i wyzysk, na których Stany Zjednoczone zbudowały swoją dzisiejszą potęgę. Nie jest to nowa perspektywa – mozolne oddawanie sprawiedliwości prekolumbijskim ludom, które zamieszkiwały obie Ameryki trwa co najmniej od czasu „1491. Ameryki przed Kolumbem” Charlesa C. Manna i zatacza coraz szersze kręgi (jednym z tego przejawów jest np. opowiadający o końcu epoki hollywoodzki hit „Apocalypto”). Jarkowiec zawęża perspektywę, skupiając się na Ameryce Północnej, a w przeszłość sięga (także) po to, by opowiedzieć o teraźniejszości.

fot. materiały wydawcy

Jego opowieść o współczesnych potomkach ludu Lakotów (nazwanych przez białego człowieka Siuksami) to gorzka pigułka: zapis kolejnych dekad pełnych ludobójstwa, wyzysku i przymusowej asymilacji, których celem było najpierw podporządkowanie, a potem starcie w proch całej indiańskiej kultury. Dzisiejsi Lakoci są cieniami swoich przodków – pozamykanymi w rezerwatach, wyniszczonymi chorobami cywilizacyjnymi, pogubionymi i niepewnymi. A jednocześnie wciąż podejmującymi walkę – reportaż Jarkowca spina postać Russella Meansa, dwudziestowiecznego aktywisty, aktora i muzyka, który przez lata stoczył szereg walk z amerykańskim rządem i jego hipokryzją. Means – postawny, bezpardonowy, wyniosły – jest idealnym bohaterem tego reportażu, a podróż jego śladami daje Jarkowcowi jedyną w swoim rodzaju sposobność, by powiązać przeszłość z teraźniejszością. „Powrócę jako błyskawica” – miał powiedzieć Means przed śmiercią, a niniejsza książka jest tego pewnym świadectwem.

Zderzenie cywilizacji z dziczą

W wydanym równolegle „Zaginionym mieście boga małp” Douglas Preston, autor powieści przygodowych i reportaży, opowiada o drugiej z Ameryk, i jak Jarkowiec, robi to przez pryzmat jej pierwszych mieszkańców. Tytuł może kojarzyć się z „Zaginionym miastem Z” Davida Granna (pisaliśmy o nim tu), ale pomimo podobnego punktu wyjścia – poszukiwań mitycznego miasta pośrodku dziewiczej dżungli – mamy tu do czynienia z historią zupełnie inną. Granna ciekawił przede wszystkim aspekt awanturniczo-biograficzny – udając się do amazońskiej dżungli tropem zaginionego przed stuleciem Percy’ego Fawcetta, geografa, archeologa i odkrywcy, rekonstruował napędzające go żądze i obsesje, tylko zrządzeniem losu dochodząc do pewnych wniosków dotyczących ameryki ery prekolumbijskiej. Tymczasem Preston, udający się do innej dżungli w innym państwie, skupia się na historii.

fot. materiały wydawcy

Jego książka jest rejestrem z ekspedycji badawczej, której wziął udział w ostatnich latach – dzięki najnowszym osiągnięciom technologii grupie archeologów i badaczy udało się zlokalizować w sercu honduraskiej dżungli ruiny miast sprzed kilkuset lat. Podróż na miejsce tylko z początku jest pretekstem do rozpisania klasycznej relacji ze zderzenia cywilizacji z dziczą. Preston chętnie ucieka w poparte rzetelnymi źródłami rozważania nad losami pierwotnych mieszkańców tego obszaru, a stąd już niedaleka droga do opowieści o tym, jak w historii świata upadały kolejne cywilizacje. Na koniec pytanie: czy jesteśmy świadkami pierwszych oznak końca kolejnej z nich?

Romans z człowiekiem-rybą

„Kształt wody”, dostępny na Blu-ray 4K Ultra HD, Blu-ray i DVD, to ten rodzaj filmu, gdzie bohaterka przykłada ucho do szyby, by posłuchać deszczu, i jest to przejaw bezbrzeżnie wypełniającej ją wrażliwości, a gdy skwaszony urzędas nie zadaje sobie trudu, by trafić strumieniem moczu w pisuar, wiemy już, że jego nikczemność okaże się niezmierzona. Symbolizm jest najsłabszym elementem tej życzeniowej baśni o udręczonych. Będąc niemową, Elisa ma reprezentować wykluczonych i zaszczutych, słowem: wszystkich, którzy pozbawieni są własnego głosu. Wokół niej jest ich zaskakująco wielu: starzejący się artysta-gej, którego sztukę zabija technologia, czarnoskóra sprzątaczka żyjąca w cieniu męża, rosyjski szpieg zakleszczony pomiędzy wrogimi mocarstwami.

Każde z nich jest raczej figurą retoryczną niż postacią o określonej osobowości i dostatecznym skomplikowaniu, a rolę ich przeciwwagi z rozpaczliwą dosłownością pełni bohater Michaela Shannona – bezlitosny biurokrata, któremu – znowu symbol! – gniją palce. Umownością nacechowany jest także romans Elisy z człowiekiem-rybą, w swojej wymowie będący klasycznym hollywoodzkim postulatem o tolerancję. Na tyle jasnym, by pozostać odczytanym, i na tyle mglistym (bo kochanek Elisy, jeszcze szerzej niż ona, symbolizuje wszystkich uciśnionych, czyli tak naprawdę nikogo w szczególności; ba, nie ma nawet imienia), by nagrodzić go Oscarem i ukołysać liberalne sumienia Hollywood.

Najpiękniejsza z brzydkich strzelanin



”Free Fire”, dostępny na DVD, jest antytezą kina Johna Woo. Zamiast baletu kul – opera rozpaczy. Zamiast romantycznego patosu – smolista ironia. Zamiast kumpelskiego poświęcenia – zdrada i kłamstwo. To też nie miejsce dla Johna Wicka: kule rzadko sięgają celu, świszcząc głucho w powietrzu; ranią często przypadkowo, rykoszetując od czego popadnie, a litania wzajemnych oskarżeń, wykrzyczanych zza winkla, zlewa się w żałosną kakofonię. To najpiękniejsza z brzydkich strzelanin: dźwięk szczękającego metalu i dudniące w pustym magazynie echo wystrzałów przyprawiają o przyjemny dreszcz, a przyziemność całej sytuacji, płynnie przenikająca się z jej absurdem, niesie ze sobą sporą satysfakcję.

W czasach, gdy filmowanie wymiany ognia najczęściej sprowadza się do efektownego wykorzystania choreografii lub montażu, a miarą konfliktu jest zderzenie „tego dobrego” z „tymi złymi”, Ben Wheatley kręci przekornie, po staremu i po swojemu, złośliwie mieszając obie frakcje i „opowiadając” całe zdarzenie dźwiękiem, pracą kamery, zjadliwym brytyjskim humorem i towarzyszącymi bohaterom reakcjami. W tych ostatnich całkiem sporo się zawiera, a pomimo, jak może się wydawać, szczątkowej charakterystyki postaci, dostajemy narzędzie do ich ewaluacji – każdego można tu ocenić na podstawie jego, często odruchowych, wyborów. To zresztą sedno filmu Wheatleya: gdzieś na marginesie gatunkowego ćwiczenia okazuje się typową dla niego rozprawką o (nie)lojalności jako pryncypium.

Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
Krytyk filmowy i publicysta popkulturowy. Prowadzi stronę Pop Glitch
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Kultura

Pop’gląd #8. Szybki przegląd kulturalnych nowości

Jeśli szukacie inspiracji na nadchodzący bardzo długi weekend, to mamy kilka propozycji, które przyjemnie wypełnią czas. Mamy coś dla wielbicieli Harry’ego Boscha, powieści grozy, a na dodatek jeszcze sto naboi…
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
27 kwietnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ