RODO, czyli prawo by zostać zapomnianym

5 minut czytania
1875
0
Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
27 maja 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Strach otworzyć lodówkę, żeby nie natknąć się na RODO. Skrzynkę mailową zapychają wiadomości spod dawno zapomnianych adresów, gdzie kiedyś, sto lat temu, zgłaszaliśmy aplikację o pracę. Unijne Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych w ten czy w inny sposób dotyka każdego i niektórzy bardzo się go boją. Jest czego?

Obowiązywać zaczęło od 25 maja, chociaż tradycyjnie, jak to w przypadku zmian bywa, wiele firm – zwłaszcza tych mniejszych – nie zdążyło się jeszcze przeorganizować w kluczu nowych przepisów. To szczególne wyzwanie logistyczne w branży HR, w wewnętrznych kadrach firm i w biurach rachunkowych, czyli wszędzie tam, gdzie dane osobowe są niejako istotą działalności.

Przyjdzie RODO i nas zje

Najogólniej rzecz biorąc rozporządzenie odnosi się do sposobu, w jaki są gromadzone i przetwarzane dane osobowe, definiuje sposób, w jaki mają być wykorzystywane, by zachować odpowiednie zasady prywatności i bezpieczeństwa. Coraz trudniej jest zachować anonimowość, coraz częściej niełatwo zapanować nad prywatnymi informacjami, które rozprzestrzeniają się bez naszej woli i zgody – pod tym względem zatem RODO zwiększa poczucie bezpieczeństwa szarego użytkownika. Ma jednak też aspekty kontrowersyjne, jak też naprawdę kuriozalne. Są też elementy, które wcale się w RODO nie pojawiają, a jednak są nakręcane w internecie jako fakty w dyskusjach, tym samym powiększając stopień ogólnej histerii.

Trzeba bowiem pamiętać, że niektóre firmy gubią się nieco w działaniach, które powinny podjąć, by być w zgodzie z rozporządzeniem, i na wszelki wypadek zabezpieczają się dodatkowo przed ewentualnym wyciekiem danych. Tak mogą robić np. firmy taksówkarskie – zamiast standardowego „Pan na nazwisko Kowalska?” wprowadzają tajne kody, bo nazwisko wszak prywatne. To jednak wewnętrzna decyzja firmy, nie odgórna regulacja. Nie ma zresztą przeszkód, by zamówić taksówkę z użyciem pseudonimu – pasażerowie robią tak od lat, wykazując się przy tym niejednokrotnie ułańską fantazją.

Co do wywoływania pacjentów po nazwisku w gabinetach lekarskich – to już od dawna była raczej kwestia zdrowego rozsądku i zwykłej ludzkiej przyzwoitości pracowników przychodni. Cała poczekalnia nie musi przecież koniecznie wiedzieć, że zmierzasz właśnie do proktologa. Nowe rozporządzenie wykorzystują też skrzętnie (i bez większego uzasadnienia) producenci sprzętu biurowego, kusząc nas na przykład niszczarkami „zgodnymi z RODO”. Ta zgodność w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, że niszczarka zwyczajnie spełnia swoją rolę – szatkuje dokumenty tak, by ich treści nie zdołali odczytać nawet wielbiciele przygodówek point&click.

Nie dajmy się zatem zwariować – to nieprawda, że nagle zacznie nas otaczać zmowa milczenia i konspiracyjne kody. Sporo też zyskamy jako obywatele – na przykład skończy się, a przynajmniej znacząco ograniczy problem z niechcianymi telefonami od telemarketerów. Skończą się też ciągłe zapytania o dostęp do danych, gdy logujemy się gdzieś przez Facebooka. Będziemy mieli święte prawo protestować, jeśli ktoś doprowadzi do tego, że inne osoby poznają nasze prywatne sprawy bez jasno wyrażonej zgody.

Nadmiar nadzoru?

Pewne kontrowersje wzbudza pełna legalizacja monitoringu w firmach – pracodawcy mają prawo nadzorować personel w duchu ochrony mienia czy przeciwdziałaniu szkodzie przedsiębiorstwa. To jednak nie jest bynajmniej nowość – już wcześniej prawo dopuszczało możliwość monitoringu, z jednoczesnym obowiązkiem informowania pracownika o tym, że jest filmowany. Nagrania będą kasowane co miesiąc. Pracowników niepokoi potencjalne naruszenie intymności, ponieważ nadzór kamer jest co prawda zakazany w stołówkach, ubikacjach czy szatniach – chyba że okaże się tam „niezbędny”. Czy to nie pole do nadużyć, zastanawiają się niektórzy.

Te same wątpliwości są wysuwane w kontekście ewentualnego monitoringu służbowej poczty pracowników. Generalnie jednak z punktu widzenia pozafirmowego zalety zdecydowanie przewyższają wady.

Problem zaczyna się w odniesieniu do przedsiębiorców, ponieważ zupełnie naturalne i do tej pory stosowane praktyki nagle okażą się niewłaściwe. Jak świat światem panowała wszak tradycja, by świętować w biurze imieniny czy urodziny kolegów – tu trzeba uważać, upewniając się, czy kolega sobie na pewno życzy upubliczniania daty urodzenia.

A jeśli już spotykamy się na śledziku w biurowej stołówce, powstrzymajmy się od chęci skomentowania najnowszych poczynań polityków – przekonania polityczne również kwalifikują się pod dane osobowe, tzw. wrażliwe. Niewskazane będzie również omawianie stanu zdrowia kogoś, kto przebywa na zwolnieniu. Przełożony, który został o tym poinformowany przez chorego pracownika, powinien potraktować tę wiedzę jako poufną i zostawić ją dla siebie – chyba że zostanie upoważniony.

Jesteś instruktorem dziecięcego zespołu tańca w domu kultury? Koniec z chwaleniem się zdjęciami z zawodów na Facebooku, udostępnianie wizerunków małoletnich musi być zaakceptowane przez opiekuna. Ogólnie tylko osoba powyżej szesnastego roku życia będzie mieć prawo zakładania samodzielnego konta na portalach społecznościowych i adresu e-mail. Pytanie, w jaki sposób zostanie zweryfikowane faktyczne uzyskanie zgody rodziców?

Świąteczne życzenia na cenzurowanym

Nie tylko z celebrowaniem urodzin trzeba uważać – ryzykowne jest również wysyłanie kartek świątecznych z życzeniami, trzeba wcześniej starannie sprawdzić, czy któryś z posiadanych adresów nie jest prywatnym adresem domowym.

Wreszcie ostatnia ważna kwestia – w każdej firmie prędzej czy później dochodzi do przeprowadzania rozmów kwalifikacyjnych i tu trzeba uważać podwójnie (jeśli nie potrójnie). Przekazując otrzymane od kandydata CV do oceny współpracownikom (gdy chcemy np. zasięgnąć ich opinii), powinniśmy zadbać o usunięcie prywatnych danych. Nie należy również dopytywać podczas rozmowy kwalifikacyjnej o dodatkowe informacje, jeżeli chętny sam ich nie udostępnił. Rozkładanie wachlarza CV na biurku już nie wchodzi w grę – niektórzy pracodawcy stosowali taki trik psychologiczny, by stworzyć na kandydacie wrażenie, że jest jednym z bardzo wielu zainteresowanych stanowiskiem.

Innymi słowy nie ma znaczenia, że „zawsze tak było” i „tak właśnie się robi”. RODO zobowiązuje – co więcej, to do pracodawcy należy zatroszczenie się o to, by jego podwładni byli wystarczająco w tej kwestii uświadomieni. O nasze prawa w kontekście nowych rozporządzeń powinniśmy się jednak też zatroszczyć sami, zwracając uwagę nawet na z pozoru nieistotne drobiazgi, do których przywykliśmy, w rodzaju domyślnie zaznaczonej zgody na przetwarzanie danych dla celów marketingowych. Taki odgórny manewr staje się obecnie niezgodny z prawem.

Zwykły konsument nie ma zatem powodu, by się RODO obawiać. Wręcz przeciwnie, zyskuje dzięki niemu opcję, którą dotychczas systematycznie mu odbierano – prawo do tego, by zostać zapomnianym, by jedna transakcja, rejestracja czy aplikacja nie czyniła z jego danych publicznej własności nękających ofertami firm. Nie znaczy to oczywiście, że nie będzie dochodziło do nadużyć, prędzej czy później znajdą się też sposoby, by obchodzić rozporządzenie i wykorzystywać dla własnych potrzeb luki w prawie. Na razie możemy na każdym spotkaniu towarzyskim spodziewać się dowcipkowania na temat RODO, ale na konsekwencje jego faktycznego funkcjonowania w praktyce (i ewentualne niedogodności) trzeba będzie jeszcze poczekać. Sursum corda – nie ma się czego bać. No, może tylko uważajmy, komu składamy życzenia urodzinowe…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
Pisze, bo musi. Bez tego udusiłaby się z nadmiaru emocji. Taki ma zatem sposób na życie, spędzone głównie na filmowo, chociaż krytykiem filmowym się akurat nie czuje. Profiler z zamiłowania, zafascynowana historią zbrodni i kryminologią. Ubolewa, że los nie pozwolił jej wstąpić do FBI. Samozwańcza specjalistka od serialu "Z Archiwum X".
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Jesteś w sieci – jesteś na sprzedaż. Czy Projekt ePrivacy ochroni naszą prywatność?

W czasie gdy cała Polska śledziła strajk głodowy lekarzy, w Europie ważyły się losy jednego z naszych najważniejszych praw - do prywatności w internecie. Dlaczego tak mało mówi się o planowanej regulacji ePrivacy? To mnie nie dotyczy, przecież nie wrzucam nieprzyzwoitych zdjęć do sieci - jeśli jak jedna trzecia Polaków myślisz, że masz kontrolę nad swoją prywatnością, to koniecznie przeczytaj.
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
10 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ