Sezon na “ile dać do koperty?” rozpoczęty!

4 minuty czytania
24504
2
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
19 maja 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Maj to miesiąc komunii świętych, a także czas kiedy wesele zaczyna gonić wesele. Każdy z gości staje przed dylematem: ile dać kasy, żeby nie wyjść na skąpego buca, a jednocześnie mieć na rachunki. Komunię przyjmowałam, ślub wzięłam, czuję się więc totalnym specjalistą do spraw kopert, który dziś rozwieje wasze wątpliwości!

„Ograniczenia są tylko w twojej głowie” – tak mawiają trenerki fitness, a ja wraz z nimi też ci to mówię. A więc pamiętaj: nie ma czegoś takiego jak kwota, której koperta nie przyjmie. Koperta to zresztą umowne opakowanie, zawsze możesz przyjść z pudełeczkiem, a od biedy z kartonem pełnym życiowych oszczędności! No ale, załóżmy, że jednak jakieś ograniczanie chcesz przyjąć. I nie masz ochoty darować komuś wszystkich regularnie (hehe) gromadzonych na koncie złotówek, tylko dlatego, że w jego sercu zamieszkał Jezusek lub w domu u starych żona, którą bez ślubu rodzice pana młodego co najwyżej na werandę wpuszczali. No i teraz rodzi się pytanie: ile dać, żeby nie wyjść na skąpca?

Dożywotni abonament na prezenty

Jak sugerują internetowi klepacze tekstów (pozdro siostry i bracia!) i członkowie grup na Facebooku, w których jestem, wszystko zależy od tego jak bliska jest twoja relacja z osobą hajtającą się lub przyjmującą komunię. Jeśli przychodzi do ciebie z zaproszeniem ktoś, a ty nie masz pojęcia, kto to jest i dzwonisz do babci, która o koligacjach rodzinnych wie wszystko, nie musisz być turbohojna.

Jeżeli jednak nieopatrznie zgodziłaś się na bycie chrzestną i w dniu chrzcin nie zaczęłaś odkładać na lokatę dla chrześniaka, to chyba nie zrozumiałaś kim jest chrzestna. Spieszę z wyjaśnieniem. To taka osoba, która daje najfajniejsze prezenty. I daje ich najwięcej. Z każdej okazji, nawet na dzień wagarowicza, o ile chrześniak wagaruje lub chociaż rokuje! W tym wypadku więc trzeba się szarpnąć. Komunia to: quad, diamenty, laptop, rower z funkcją samochodu albo chociaż tysiąc złotych. No dwa, bo jednak tysiąc dałaś na chrzciny, a wtedy dziecko było nieprzytomne, teraz za to umie liczyć.

Zwrot kosztów!

Wdarcie się Jezusa do serca naszego chrześniaka mamy już za sobą, mija 20 lat i staje nasz młody mężczyzna przed ołtarzem. Tysiak to nadal za mało, dwa też trochę średnio, bo przecież  to już było grane dwie dekady temu, a od tego czasu dostałaś kilka podwyżek i awansów (kilka więcej masz też kredytów i zbierasz na botoks, ale co to kogo?!), więc piątaka w kopertę wrzucić powinnaś.

Zwłaszcza jak idziesz na wesele z partnerem i dziećmi. Pamiętaj, że każdy talerz kosztuje, sukienka i garnitur też, do tego wódka, orkiestra i tort! Dorzuć jeszcze skrzypaczkę z wokalistką, które „Ave Maria” odstawiły w kościele, kwiaty, balony i inne ozdoby, hajs dla księdza, wynajem auta – no ogólnie tanio nie jest! Więc o ile komunię, będąc piątą wodą po kisielu, możesz opękać złotym łańcuszkiem, o tyle na wesele musisz się szarpnąć. Może nie tak jak chrzestni, ale wypadałoby oddać za miejsce, wszak jak mówi stare polskie porzekadło: WESELE MUSI SIĘ ZWRÓCIĆ!

Nie masz, nie rób

No dobra, to wszystko, co pisałam wyżej to bullshit. A to powiedzenie o weselu, które musi się zwrócić jest najgorsze. Mnie się wydaje, że jak zapraszasz kogoś do siebie: czy to na obiad, kolację, imieniny, święta, komunię, wesele, rocznicę – to nie powinnaś przedstawiać gościom rachunku czy też oczekiwać, że ci się koszty zwrócą, a przynajmniej nie będziesz stratna. Liczenie na zysk czy zwrot kosztów jest totalnym wyrachowaniem. Zwrócić to mi się może inwestycja w coś, ale nie impreza, bo robienie jej nie jest żadnym obowiązkiem.

Nastawienie na zwrot kosztów wynika chyba z tego, że często robimy imprezy, na które nas nie stać. I musi nam się zwrócić, bo kredyt sam się nie spłaci. Bywa też tak, że za wesela płacą rodzice, którzy zbierali na nie pół życia i chcą by pieniądze wróciły do dzieci. Tylko czy nie lepiej byłoby nie ryzykować i po prostu dać dzieciom kasę, bez zamartwiania się o to, czy ona wróci czy nie?

Komunię też powinno się robić na miarę swoich możliwości. Wcale nie trzeba jechać do kościoła bryczką czy limuzyną, nie trzeba też organizować wielkiego przyjęcia w świetnej restauracji. Można skromnie i w domu, a zamiast prezentu od dziadków zaangażować ich w pomoc w obsłudze gości. A jak kogoś stać i ma taką chęć, to niech wyprawia przyjęcia w najlepszych knajpach, niech ubiera dzieci w cudowne fatałaszki, ale niech nie zaciera rączek w nadziei, że to się zwróci.

Do tego warto na wszelkie okoliczności rodzinne zapraszać tych tylko, których się chce mieć obok siebie. Wtedy naprawdę nie będziemy się zastanawiali nad prezentami, ale zwyczajnie cieszyli, że nasi bliscy są obok, że zrobiliśmy dla nich fajną imprezę. Kasa będzie na szarym końcu, a goście nie będą rozpaczliwie wypytywać na forach o to ile TRZEBA dać do koperty, szczególnie jak się zostało zaproszonym na wesele przez kogoś, kogo widzieliśmy ostatni raz jak miał 65 cm wzrostu i czerwoną od płaczu twarz. Bo tak naprawdę trzeba dać tylko tyle, ile się chce i ile ma się ochotę. Bez względu na to, czy jest się chrzestną, babcią czy daleką ciocią.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

Po co nam Dzień Matki? Żeby zadręczyć wszystkich!

Z tym Dniem Matki i doczepionym do niego Dniem Ojca są ostatnio same kłopoty. Zamiast pielęgnować więzi rodzinne umacnia stereotypy, zamiast mówić o rodzinie - wciska nam bajki.
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
17 maja 2018
CZYTAJ WIĘCEJ

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.