A ty jeszcze nie w ciąży? Młodsza nie będziesz!

3 minuty czytania
4363
5
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
2 maja 2018

Odsłuchaj

Po ślubie albo wtedy, gdy stanowczo nie chcesz go brać, ale od kilku lat żyjesz ze stabilnym i sensownym konkubinem pod jednym dachem, a twój wiek to jakieś 25 plus, na pewno prędzej czy później usłyszysz pytanie. O to, kiedy wreszcie na świat wydasz dziecię.

Gdybym miała powiedzieć, co zmienia się po ślubie, to najpewniej powiedziałabym, że już chwilę po wyjściu z kościoła czy urzędu stanu cywilnego wszyscy patrzą na twój brzuch. Właściwie to zaczynają go obserwować, jak przychodzisz z zaproszeniami na weselicho, ale w dniu ślubu robią to już nachalnie. Gdy nie masz brzucha, natychmiast wszyscy zaczną ci go życzyć. Najpierw tak przy okazji, mimochodem, a jak pęknie parę butelek wódki, usłyszysz nieśmiertelny song: „Wesele, wesele, jutro poprawiny, za dziewięć miesięcy przyjdziemy na chrzciny”.

To nie ciąża, to kebab!

Jeśli myślisz, że gości poniósł melanż, to trochę się mylisz, bo na drugi dzień, za tydzień, za miesiąc – wszyscy będą cię pytać: „I jak tam? Już?”. Jak zaczniesz przesadnie wywracać oczami, na znak, że pytanie jest trochę nie na miejscu, bliscy zaczną bacznie śledzić każdy twój ruch, by wywnioskować z niego czy to JUŻ! Primadonna nic zdradzić nie chce, to się sami domyślimy!

Najgorzej jak akurat trafi ci się rodzinny spęd, a ty ODMÓWIŁAŚ WINA, bo alkohol to zło, a tak naprawdę przesadziłaś z nim dzień wcześniej i dopiero chwilę przed imprezą przestałaś rzygać. Nagle widzisz ten rwetes przy stole, to szturchanie się, puszczanie sobie oczek. Bo – ho, ho, ho – ktoś tu chyba jest w ciąży. Najgorsze co możesz zrobić w tym momencie, to lecieć do kibelka, by zwrócić kebaba, którego o drugiej w nocy zdobył dla ciebie mąż. Wtedy rodzina na pewno otworzy szampana, a ciocia zacznie głaskać cię po brzuchu i zastanawiać się czy to chłopiec czy dziewczynka. I nikt już nie usłyszy, że to kebab.

Zanim zapytasz – pomyśl

W momencie kiedy nie masz dzieci, bo ich nie chcesz, to pytania o to, kiedy będziesz je miała są jedynie irytujące. Te wszystkie porozumiewawcze spojrzenia, jak trafi ci się ciąża spożywcza albo jak odmówisz picia, powodują jedynie dyskomfort. Nawet uwagi starej cioci, która chce zostać praciocią czy kimś podobnym, że jak nie wiecie jak się robi dzieci, to wujek wam wyjaśni, bo sam szóstkę zmajstrował, nie powodują wielkiego bólu. Są oczywiście niegrzeczne, pozbawione sensu, niepotrzebne, ale nie ranią.

Ale robią to i to w sposób absolutnie okrutny, gdy para chce mieć dziecko, tylko że nie może. Stara się, ale nie wychodzi. Albo gdy kobieta ma za sobą poronienie, o którym nie chce mówić na lewo i prawo, z którym sama chce się uporać. Ranią też wtedy, gdzie dziecko jest kością niezgody w parze, bo on już by chciał, a ona nie jest gotowa. Mogą też sprawić ból gdy za brakiem potomstwa stoją problemy finansowe.

Pytania o dzieci to są cholernie intymne pytania, które nie powinny być zadawane przez obcych ludzi, mimochodem i od niechcenia. Bo to nie jest sprawa w żaden sposób publiczna. O ile jeszcze rodzice czy rodzeństwo podpytuje, to ja to jestem w stanie zrozumieć, ale całej reszty zupełnie nie.

Nie „kiedy” tylko „czy”?

Tym, co wydaje mi się największym nieporozumieniem w pytaniach o dzieci jest nie tylko fakt, że ludzie zadają je obcym bezpardonowo, ale też założenie, że wszyscy chcą mieć potomstwo. No niekoniecznie wszyscy, dlatego warto jednak – o ile niepokoisz się o parę ze swojego bliskiego otoczenia, od obcych, ustaliliśmy, trzymaj się z daleka – nie pytać o to, kiedy wy, a czy w ogóle. Bo może się okazać, że nasze zamartwianie się i smutne spojrzenia wysyłane w stronę bezdzietnej pary są zupełnie zbędne, wszak oni dzieci nie planują.

Podsumowując, pytania o dzieci to nie jest dobry temat do rozmowy, bo możemy komuś wyrządzić wielką przykrość. Założenie, że wszyscy chcą być rodzicami też nie jest trafione, bo nie wszyscy. W bonusie pro tip: pytania o to, kiedy drugie/trzecie, sugestie, że na czwórce warto poprzestać i stwierdzenia, że czas na dziewczynkę, bo już dwóch chłopców jest, też zwykle nie wywołują entuzjazmu naszych rozmówców.

Nie ma za co!

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Co Bóg złączył… a czego Bóg nie złączył, czyli o „rozwodzie kościelnym”

Statystyki są nieubłagane – co trzecie małżeństwo rozpada się. Rozwód w sądzie cywilnym rzadko bywa przyjemnością jest jednak powszechnym rozwiązaniem, jeśli chodzi o zakończenie związku małżeńskiego. Większość małżeństw w Polsce zawieranych jest jednak nie w urzędzie stanu cywilnego, a konkordatowo – w kościele. Czy z punktu widzenia wiary katolickiej również można rozwiązać małżeństwo?
Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
22 kwietnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ