U96: „Powracamy do bardziej eksperymentalnych brzmień”

8 minut czytania
579
0
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
29 maja 2018

Odsłuchaj

Kto nie pamięta hitu z lat 90. „Das Boot”? Tylko nam członek projektu U96, Hayo Lewerentz, opowiedział o przyczynach powrotu na scenę, inspiracji latami 80., najnowszym albumie oraz niezależności w muzycznym biznesie.

Elvis Strzelecki: Powracacie właśnie z nowym materiałem. Co sprawiło, że postanowiliście reaktywować projekt U96?

Hayo Lewerentz: Spotkaliśmy się z Ingo (Haussem – współtwórcą U96, przyp. red.) po kilku latach i poszliśmy na kawę. Rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że szkoda, że nigdy nie graliśmy koncertów jako zespół. Następnego dnia postanowiliśmy to zmienić i reaktywować U96 jako live act. Alex Christensen opuścił projekt w 2014 roku i nigdy nie należał do entuzjastów pomysłu tworzenia live actu, więc my się tym zajęliśmy.

Skoro mówimy o występach na żywo – jak się czujesz powracając na scenę? Jakiego rodzaju jest to dla ciebie doświadczenie?

To naprawdę niezła zabawa po tak długim czasie! Ingo i ja zawsze chcieliśmy występować na żywo, ale w latach 90., kiedy U96 osiągnęło spory sukces, nie było rynku dla live actów grających muzykę techno – wszystko kręciło się wtedy wokół DJ-ów.

W marcu wystąpiliście w Kaunas na Litwie jako support Scootera, wraz z takimi artystami, jak Nana czy Brooklyn Bounce. Macie ze sobą kontakt prywatnie? Czy ekipa z Hamburga wciąż jest tak silna, jak w latach 90.?

Znamy się od dekad. Co prawda, nie widujemy się na co dzień zbyt często, ale było świetną rzeczą móc znowu się z nimi spotkać po tak długim czasie i zrobić sobie wielką imprezę po koncercie. To było zabawne, że spotkaliśmy się po latach tak daleko od naszych rodzinnych stron, bo przecież wszyscy mieszkamy w tym samym mieście. Nigdy nie wiadomo, ale może stworzymy kiedyś wspólnie jakieś nowe projekty.

Powróćmy na chwilę do przeszłości. Jak zaczęła się wasza przygoda z muzyką i którzy artyści byli dla ciebie oraz Ingo inspiracją na początku waszej działalności?

Odkryliśmy, że mamy podobne gusta muzyczne i traf chciał, że spotkaliśmy się w studiu w Hamburgu, którym wówczas kierowałem. Założyliśmy projekt „Call It Heaven” i wydaliśmy 3 single, zanim bardziej zainteresowaliśmy się tematyką produkcji muzycznej. Przed wystartowaniem z U96, stworzyliśmy ogromną ilość utworów, dzięki czemu nauczyliśmy się naprawdę wiele. Naszym głównym celem od zawsze była jednak muzyka elektroniczna. Uwielbialiśmy i nadal uwielbiamy takie grupy, jak Kraftwerk, Depeche Mode, The Prodigy czy The Chemical Brothers i zawsze zwracaliśmy uwagę na nowe zespoły oraz brzmienia, które pojawiały się w świecie muzyki na przestrzeni lat. Każdego dnia słuchamy nowych rzeczy i staramy się nimi inspirować.

Po wydaniu waszego pierwszego singla – „Das Boot”, twarzą projektu został Alex Christensen. Występowaliście wspólnie tylko raz, podczas programu Top Of The Pops w 1991 roku. Dlaczego nie zdecydowaliście się kontynuować swojej działalności w takiej formie?

Główna przyczyną takiej sytuacji był fakt, że Ingo i ja pisaliśmy i produkowaliśmy piosenki w studiu, a Alex był DJ-em. Miał po prostu więcej czasu, by zająć się promocją projektu, dlatego zostawiliśmy bycie „twarzą” U96 właśnie jemu. Po tych wszystkich latach wiemy jednak, że to był błąd. Nasz występ w Top Of The Pops był pierwszym publicznym występem w historii grupy i myślę, że nawet dzisiaj wygląda całkiem dobrze. Powinniśmy kontynuować to w ten sposób, ale potrzebowaliśmy 20 lat, by wreszcie powrócić do tej idei.

Wasza muzyka była silnie inspirowana latami 80. Wpływy takich grup, jak Visage, Trans X czy OMD słychać w piosenkach „I Wanna Be A Kennedy”, „Love Sees No Colour” i „A Night To Remember”. Co sprawiło, że ta dekada miała dla was tak ogromne znaczenie? Lubicie grupy czerpiące z tamtych lat, takie jak The Killers, Chvrches bądź Hurts?

Pracowałem jako DJ w latach 80. przez prawie 10 lat, więc byłem i nadal jestem fanem tamtych brzmień. To był czas, kiedy do muzyki pop wkroczyły syntezatory. Był to również okres eksperymentów z muzyką oraz modą, który sprawił, że pojawiło się wielu inspirujących artystów, tworzących zresztą do dnia dzisiejszego. Oczywiście, słuchamy takich zespołów, jak The Killers, Chvrches czy Hurts, ale interesujemy się też twórczością DJ-ów i grup związanych ze współczesną elektroniką (do naszych ulubionych należą m.in. Knife Party i Solomun). Podobają się nam nawet niektóre kawałki Armina van Buurena i Avicii’ego, który był wspaniałym artystą.

Trudno zamknąć wasze brzmienia w jakiejkolwiek kategorii, co doskonale potwierdza płyta „Replugged”. Wielu fanów uważa ją za najważniejsze dzieło U96. Czy wy również postrzegacie ten album w podobny sposób?

Tak. Mogę już teraz powiedzieć, że powrócimy do kierunku obranego na „Replugged”, który jest nam bliższy niż późniejsze, bardziej komercyjne oblicze U96, będące wynikiem sugestii wytwórni płytowej. Poza tym, nasz najnowszy album stanowi pewne nawiązanie do „Replugged” oraz naszego hitu – „Das Boot”„Reboot”!

Płyta ukaże się już w czerwcu. Czego możemy się po niej spodziewać?

„Reboot” zawiera wiele różnych kawałków, łączących w sobie brzmieniową tradycję „Replugged” z bardziej „radiowymi” utworami. Pracowaliśmy nad tym albumem z wieloma gośćmi i mamy nadzieję, że spodoba się naszym fanom. Większość materiału powstawała cyfrowo, jednak udało się nam się też odkurzyć kilka analogowych syntezatorów, których brzmienie również usłyszycie na płycie. Całość to 17 utworów utrzymanych w stylistyce techno i electro oraz bonus w postaci płyty zawierającej numery z wydanej w 2015 roku EP-ki „The Dark Matter” oraz kilka remiksów.

fot. materiały promocyjne

Wydaliście niedawno utwór „Zukunftsmusik”, w którym gościnnie pojawia się były członek legendarnej grupy Kraftwerk, Wolfgang Flür. Jak się z nim poznaliście? Co czuliście, współpracując z tak ważną dla muzyki elektronicznej postacią?

Spotkałem Wolfganga po raz pierwszy wiele lat temu, w restauracji podczas konferencji Popkomm w Kolonii i od tamtej pory pozostawaliśmy w kontakcie, w związku z faktem, iż zrobiłem remiksy do kilku nagrań jego projektu „Yamo”. Spodobały się one Wolfgangowi i spotkaliśmy się znowu, tym razem w Hamburgu, gdzie promował swoją książkę „Kraftwerk: I Was A Robot”. Podczas pracy nad najnowszym albumem, stworzyliśmy z Ingo dwa utwory pasujące stylistyką do twórczości Kraftwerk. Wpadliśmy wtedy na pomysł zaproszenia Wolfganga, by zaśpiewał w nich (choć nigdy wcześniej tego nie robił, w Kraftwerk pełnił rolę elektronicznego perkusisty). Wolfgang się zgodził i nasza piosenka zanotowała niezłe pozycje na listach najczęściej pobieranych kawałków w takich krajach, jak m.in. Wielka Brytania czy Japonia.W dalszej części tego roku nagramy z Wolfgangiem cały album i mamy nadzieję wydać go jeszcze przed Bożym Narodzeniem.

Pozostając w temacie współpracy z innymi artystami – stworzyliście również numer z Adamskim. Możemy się więc spodziewać czegoś w stylu acid house?

Zapowiedzieliśmy to kilka miesięcy temu, niestety jednak nie udało się nam zrealizować tego pomysłu, ze względu na problemy czasowe Adamskiego. Prawdopodobnie powrócimy do tego projektu za jakiś czas.

Kolejną osobą, z którą pracowaliście w studiu jest wokalistka znana m.in. z projektu 2 Eivissa – Terri B. Wasza wspólna piosenka nosi tytuł „Angels”. Czy jest to nowa wersja utworu, który wyprodukowaliście kiedyś z Deą-Li?

Nie, to zupełnie nowa piosenka. Utwór, który nagraliśmy z Deą-Li nosił tytuł „Calling The Angels”. Terri to nasza dobra znajoma, z którą pracowaliśmy wcześniej nad kilkoma projektami. „Angels” jest kawałkiem mającym w sobie podobną energię do naszych dawnych numerów w stylu „Love Religion”. Nakręciliśmy do niego także klip w Berlinie, w okresie Bożego Narodzenia.

W latach 90. U96 było traktowane jako bardziej komercyjny projekt muzyki dance. Obecnie powracacie z dosyć undergroundowym brzmieniem. Jak się czuliście w związku z faktem, że wiele osób rozpoznawało U96 głównie dzięki hitom z list przebojów w stylu „Club Bizarre” czy „Heaven”?

Wiesz, to oczywiste, że ludzie chcą słyszeć bardziej komercyjne piosenki, które spotkają się z większą przychylnością prasy, radia oraz telewizji, ale tak jak już wcześniej wspominałem, nasze pierwsze albumy – „Das Boot” oraz „Replugged” były mocno eksperymentalne, mimo iż zawierały kilka przebojowych kawałków. Oczywiście, cieszył nas sukces projektu na kolejnych jego etapach, ale nasze serca zawsze biły w kierunku bardziej eksperymentalnych brzmień. Zwolennikiem pójścia w komercyjną stronę był Alex, co zresztą słychać w jego solowych produkcjach (np. „Du Hast Den Schönsten Arsch Der Welt”).

Alex, jak wiemy, nie jest już częścią U96. Jak wyglądają wasze relacje w życiu prywatnym? Co myślisz o jego projekcie z The Berlin Orchestra – „Classical 90s Dance” i jak ci się podoba jego najnowsza wersja „Das Boot”?

Nie mamy prywatnie kontaktu, chociaż zdarza nam się czasem spotkać na różnych wydarzeniach. Nie jesteśmy jednak skonfliktowani, co uważam za dobrą rzecz. Myślę, że zrobił coś naprawdę fajnego, jeśli chodzi o projekt z The Berlin Orchestra, choć ja oraz Ingo wolimy numery z lat 90. w oryginalnych wydaniach. Nie należymy po prostu do fanów czegoś, co określam mianem „Designer Music”. Wciąż jednak muszę przyznać, że Alex wykonał kawał świetnej roboty z tym albumem.

fot. materiały promocyjne

Założyliście własną wytwórnię – UNLTD Recordings. W przeszłości prowadziliście już takie labele, jak Guppy, Major Records czy Triggertrax. Czy bycie niezależnym w dzisiejszych czasach jest dla artysty pewnym ułatwieniem, czy raczej odwrotnie?

Są dwie strony medalu: z jednej wspaniale jest być wolnym i robić to, co się kocha bez nacisków ze strony wytwórni płytowej. Z drugiej natomiast, to dużo pracy zabierającej nam czas, który moglibyśmy spędzić w studiu. To właśnie sprawiło, że tak długo pracowaliśmy nad ukończeniem najnowszej płyty. Jesteśmy obecnie również odpowiedzialni za promocję i marketing, co pochłania sporą ilość pieniędzy i z finansowego punktu widzenia jest dość ryzykowne, ale najważniejsze, że wolność, którą dzięki temu zyskaliśmy jest nie do podważenia.

Odkryliście już takich artystów, jak Tonenation czy Schneider & Groeneveld. Jakie macie dalsze plany w związku z UNLTD Recordings? Planujecie w przyszłości wydawać również albumy innych artystów?

Tak. UNTLD to nie tylko wytwórnia U96. Chcemy odkrywać młodych i obiecujących artystów z kręgu muzyki tanecznej oraz wspierać ich w odnalezieniu własnej drogi w tym szalonym muzycznym świecie. Wszyscy współpracujący z nami twórcy są dla nas jak przyjaciele i obiecaliśmy nie zachowywać się wobec nich niczym goście z wielkich wytwórni. W przyszłości będziemy również wydawać kompilacje oraz albumy naszych artystów.

Kiedy zatem możemy spodziewać się was w Polsce? Co wiecie na temat naszego kraju?

Bardzo chcemy odwiedzić Polskę i szukamy agentów bookingowych w związku z tym, że mamy w planach zorganizować europejską trasę koncertową w 2019 roku, która zaprowadziłaby nas także do waszego pięknego kraju. Byłem w Warszawie oraz Gdańsku i bardzo mi się w tych miastach podobało. Mamy również regularny kontakt z naszymi polskimi fanami. Jeśli więc jesteście zainteresowani bookingiem naszej grupy, prosimy o kontakt na tego maila: office@u96reboot.de!

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Muzyka

Westbam: „Podziwiam polską mentalność”

Z jednym z najważniejszych artystów muzyki elektronicznej rozmawiamy o dorastaniu, początkach ery techno-house, rave'owych hitach z lat 90. oraz miłości do Polaków.
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
2 maja 2018
CZYTAJ WIĘCEJ