Zakład pogrzebowy z Bytomia podbija internet. Prawdziwe konto czy żart pracownika agencji reklamowej?

3 minuty czytania
5515
0

Odsłuchaj

Bytomski zakład pogrzebowy zdobywa popularność za sprawą konta na Twitterze. Profil firmy skrzy się czarnym humorem i pełen jest żartów o pogrzebach – czasem inteligentnych, czasem niewyrafinowanych. Konto w ciągu czterech miesięcy zyskało ponad pięć tysięcy obserwujących.

Od osób udzielających ostatniej posługi tradycyjnie oczekuje się powagi, szacunku i profesjonalnego smutku na obliczach. Nikt nie chce przecież podczas pogrzebu bliskiej osoby oglądać roześmianych grabarzy ani ciąć żarcików z panem przygotowującym do pochówku. Nie od dziś jednak firmy związane z branżą pogrzebową poszukują sposobów promocji, które można nazwać nietradycyjnymi. Wystarczy wspomnieć choćby słynny kalendarz Lindner, do którego rozebrane modelki pozują z trumnami.

Kalendarze Lindner od 2010 roku ocieplają wizerunek trumny. Źródło: kalendarzlindner.pl

„Pragnę umrzeć w Bytomiu”

Dom pogrzebowy Antoni Smykowski Bytom prowadzi komunikację na Twitterze od lutego tego roku, od początku w tonie mrocznego humoru. Obserwujący są zachwyceni. „Pragnę umrzeć w Bytomiu” – napisał jeden z fanów, co zostało oczywiście odnotowane przez firmę. Hasło przewodnie profilu brzmi: „Śledź nas, zanim my zaczniemy śledzić Ciebie”, a wpisy to memy z Rodziną Adamsów, żarty na temat kremacji, nawozów lub handlu narządami.

Źródło: Twitter.com/bytompogrzeby

Oswajanie śmierci przez dowcip, rubaszne piosenki czy spektakle z udziałem kostuchy to zwyczaj stary jak ludzkość. Popularność wisielczego humoru jest nieodłącznie związana z lękiem przed tym, co spotka nas u kresu życia i rośnie wraz z rozwojem cywilizacji, w której śmierć jest na co dzień niewidoczna. W czasach, gdy ludzie najczęściej umierali w domu, a czuwanie przy odkrytej trumnie było powszechnym zwyczajem, odchodzenie nie stanowiło takiego tabu i nie wzbudzało aż tak dużego lęku.

Poczucie humoru w przypadku naszego zawodu nie jest zbyt oczywiste, jednak bardzo pomaga w codziennej pracy – powiedział administrator konta w rozmowie z portalem Silesion.

„Jesteśmy w stanie obsłużyć klienta tylko raz w życiu”

To całkiem naturalne, że stykając się codziennie ze śmiercią pracownicy branży funeralnej nabierają do niej dystansu i włączają czarny humor do codziennego życia. Najwyraźniej podoba się to również szerszej publiczności, choć trudno powiedzieć, czy przekłada się na rzeczywiste zainteresowanie usługami.

Źródło: Twitter.com/bytompogrzeby

Napisałam do administratora konta z pytaniem, czy taka komunikacja jest wynikiem kalkulacji i twardych danych, czy raczej improwizacją.

Nasza branża jest bardzo specyficzna. Wiele tradycyjnych metod marketingu i promocji (stosowanych np. w branży FMCG) nie zdaje tutaj egzaminu. Pomimo wszelkich starań kierownictwa firmy i wprowadzania na bieżąco nowoczesnych rozwiązań, dalej jesteśmy w stanie obsłużyć klienta tylko raz w życiu – odpisano mi na Twitterze.

 

Źródło: Twitter.com/bytompogrzeby

Ta historia ma jeszcze jeden interesujący aspekt: otóż zakład ma wprawdzie profil na Facebooku, ale nie ma strony internetowej, pod numerem telefonu zgłasza się wyłącznie automatyczna sekretarka, a w spisie domów pogrzebowych dla Bytomia nie figuruje taka firma. Zapytałam więc wprost, czy firma jest prawdziwa i gdybym chciała pochować ciocię przy ich pomocy, jak mogłabym się pilnie skontaktować z firmą.

Po pierwsze proszę upewnić się, czy ciocia faktycznie nie żyje – odpisał mi administrator. – Czasami dopiero, kiedy przyjeżdżamy na miejsce, okazuje się że starsza pani lub pan co prawda nie jest może okazem zdrowia, ale na pewno nie wybiera się w najbliższym czasie do św. Piotra. Mimo próśb lub gróźb, nasz kodeks etyczny stanowczo sprzeciwia się odbieraniu takich osób.

Jeśli chodzi o wątpliwości dotyczące samego istnienia zakładu, firma milczy jak grób.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Społeczeństwo

Ekologicznie po śmierci. O zielonym pogrzebie

W Polsce dyskusję poświęconą metodom pochówku zdominował Kościół i lobby funeralne. Oprócz racji wynikających z tradycji i religii, pora już dopuścić te ekologiczne.
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
4 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ