Consent: seks, słowa i szara strefa intymności

12 minut czytania
3566
0
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
25 czerwca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

 Tutaj nic nigdy nie było czarno-białe – mówią młodzi ludzie, którzy opowiadają o swojej seksualności i próbują zgłębiać zagadnienie entuzjastycznej aktywnej zgody na seks. To idea, która ma walczyć z przemocą seksualną i zapewniać bezpieczeństwo w relacjach intymnych. Generuje jednak wiele wątpliwości. Czy w sferze tak delikatnej wszystko da się wyrazić słowami, kiedy trzeba to robić i czy umiemy pewne rzeczy wypowiedzieć – to tylko niektóre z pytań, które pojawiają się w jej kontekście.

Kiedy ktoś częstuje cię herbatą, możesz się zgodzić i ją wypić, ale możesz też odmówić, bo akurat nie chce ci się pić albo nie lubisz herbaty. Zdarza się też tak, że najpierw poprosisz o proponowaną przez kogoś herbatę, a potem jednak za nią podziękujesz, po prostu zmieniasz zdanie. Nikt nie będzie ci wciskać herbaty, na przykład kiedy stracisz przytomność, czy szantażować cię i zmuszać do jej wypicia na siłę. Wszystko to wydaje się oczywiste. Co jednak, gdy herbatę zastąpimy seksem?

Film „Tea and Consent”, który na YouTube wyświetlono już ponad sześć milionów razy, pokazuje prostą analogię. Wyprodukowany przez Blue Seat Studios na podstawie tekstu blogerki Rockstar Dinosaur Pirate Princess pokazuje sytuacje, w których serwowanie herbaty porównane jest do inicjowania kontaktu seksualnego. Od entuzjastycznego, jasno wyrażonego przyzwolenia przechodzi do mniej i bardziej nieoczywistych okoliczności, w których trzeba pamiętać o consencie.

Szara strefa  

Consent to w tłumaczeniu z języka angielskiego po prostu „zgoda”, w tym konkretnym przypadku rozumiana jako entuzjastycznie wyrażona zgoda na kontakt intymny. Od jakiegoś czasu coraz częściej pojawia się w mediach i powszechnej świadomości, zwłaszcza w kontekście dyskusji wokół akcji #MeToo. Choć wydaje się czymś oczywistym, bez czego nie może dojść do dobrowolnego stosunku dwojga ludzi, wciąż budzi jednak wątpliwości i generuje wiele pytań, zmagając się z mitami narosłymi wokół seksualności. Jego idea, choć często promowana i upowszechniana, zwłaszcza wśród młodych ludzi, niejednokrotnie określana jest przez nich jako „szara strefa”, w której obszarze trudno się poruszać. Przykładem tego są opowieści zebrane przez New York Times, z których każda odsłania się przed czytelnikiem, począwszy od jednego kluczowego fragmentu lub zdania.

„Ciekawość i flirt nie są podstawą do tego, by sądzić, że ktoś zmierza do seksu”, „Nienawidzę przyznawać, ile seksu miałam, ponieważ >>grzecznie<< było po prostu pozwolić mu skończyć”, „To nigdy nie było czarno-białe, a teraz powiem ci, co chciałbym powiedzieć sobie piętnastoletniej. Tylko dlatego, że jest twoim chłopakiem, nie oznacza, że nie może cię zaatakować. Przymus seksualny jest formą wykorzystywania seksualnego”, „Wiem, że nie miała złych intencji, ale wykorzystała stan, w którym się znajdowałem. Powinienem jej to powiedzieć? Nie chcę tego. Po prostu wiem, że przyniosłoby to niechciany rezultat, przedłużający sytuację, którą chcę mieć za sobą” – to tylko niektóre ze zdań czterdziestu pięciu opowieści zebranych wśród amerykańskich studentek i studentów, którzy zastanawiając się nad funkcjonowaniem w ich środowisku pojęcia zgody, opisywali swoje własne doświadczenia z nią związane.

W ich historiach wiele było wątpliwości, ale też wiele goryczy. Mglistego obrazu zgody  nie rozjaśniała specyfika środowiska, w którym powszechny jest alkohol, imprezy, ale też brak doświadczenia w kontaktach seksualnych czy duża liczba spotykanych na swojej drodze ludzi, a tym samym duża liczba nowych przeżyć. Większość z nich czegoś żałowała i choć pojawiały się stwierdzenia, że pytanie o to, jak daleko chcesz się posunąć, jest jednym z najmniej seksownych, zwykle podsumowaniem ich historii było stwierdzenie, które doskonale wybrzmiało u jednej ze studentek z Massachusetts. Podkreśliła, że zgoda wcale nie jest sexy, jak często głoszą hasła na Twitterze  czy uświadamiających jego znaczenie koszulkach. Dodała jednak, że jest jednocześnie czymś kluczowym.

Zgoda na „czas nieokreślony”

W Polsce ten termin nie jest rozpowszechniony, za to często błędnie rozumiany, co generuje wokół niego wiele niejasności. Marta Zielińska z Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton zaznacza, że presja rówieśnicza oraz „edukacja” w sferze intymnej oparta na pornografii daje młodym ludziom wzorce, którym czują, że muszą sprostać. W przypadku pojawienia się wówczas wewnętrznego sprzeciwu lub wątpliwości zamiast asertywnej odmowy często reagują wyrzutami sumienia i robią coś wbrew sobie, tłumiąc niechęć: – Mówią o tym, że czują, że coś, co robią lub mają zrobić, nie jest do końca ok, nie jest w zgodzie z nimi samymi. Szukają u nas potwierdzenia, że wszystko z nimi w porządku, jeśli chcą czegoś odmówić, że nie są pruderyjni, zacofani ani dziwni, jeśli chcą postawić granice albo całkowicie z czegoś zrezygnować.

Dlatego pytania, które nastolatki często kierują do Pontonu rozpoczynają się od słów: „Czy powinnam/powinienem się zgodzić?”. Jak zaznacza edukatorka, już na poziomie języka wskazuje to na poczucie wewnętrznego przymusu.  Szczególnie wiele wątpliwości budzi zagadnienie zgody w stałym związku. Niektórym wydaje się, że skoro pozostają w relacji i wcześniej doszło między nimi do jakiejś formy intymnego zbliżenia, ta zgoda udzielana jest na „czas nieokreślony”. Marta Zielińska przytacza sytuacje, w których młodzi ludzie nie zważają przykładowo na fakt, że po imprezie partnerka czy partner znajdują się pod wyraźnym wpływem alkoholu i nie są w stanie udzielić świadomej oraz aktywnej czy entuzjastycznej zgody na seks.

Wolontariuszka Pontonu dodaje, że często młodzi ludzie rozumieją zgodę raczej jako brak wyraźnego, stanowczego sprzeciwu. Pokutują też wciąż wśród nich stereotypy, że seks to „dowód miłości” i jeżeli na kimś nam zależy, powinno się mu ulec nawet w wypadku wątpliwości. Marta Zielińska zaznacza też, że nie tylko sam seks jako taki bywa w związku wymuszany, ale też nieakceptowane przez obie strony techniki seksualne: – Może to być spowodowane inspiracją pornografią albo chęcią „zabłyśnięcia” w towarzystwie, gdzie młodzież przechwala się swoimi „dokonaniami”.

Napaść nie tylko w ciemnej alejce

Powszechne jest również przekonanie, że chłopcy zawsze mają ochotę na seks. – Jest to krzywdzące i utrudnia zachowanie asertywnej postawy chłopakom, którzy nie czują chęci i gotowości na kontakt seksualny, czują za to presję ze strony dziewczyny. Mają poczucie, że odmawiając, wypadną mało męsko, ośmieszą siępodkreśla Marta Zielińska, zaznaczając, że osoba stawiająca warunki rzadko widzi, że robi coś złego, skoro „zgoda” ostatecznie zostaje udzielona. Skoro druga osoba jest z nami w łóżku, nie odpycha, nie krzyczy ani nie płacze, to problemu nie ma.

Zawsze pytaj (fot. EQRoy/Shutterstock)

Edukatorka zwraca uwagę, że wciąż wiele osób uważa, że gwałt to jedynie napaść  w ciemnej alejce, podczas której nieznany sprawca używa przemocy i wymusza siłą stosunek. Brakuje świadomości, iż każda czynność, na którą nie wyrażono świadomej i aktywnej zgody, nie jest w porządku, również w stałym związku. Zdaniem Marty Zielińskiej bardzo wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii pojęcia samej zgody oraz praw seksualnych, gdyż świadomość młodych ludzi jest wciąż bardzo nikła: –Wierzymy, że każda wiadomość, na jaką odpowiadamy, i każda rozmowa, którą prowadzimy, chociaż troszkę przybliża nas do poprawy tej sytuacji – podkreśla.

W kontekście koncepcji entuzjastycznej zgody najważniejsza jest komunikacja. Pojawiają się przy jej okazji wątpliwości, takie choćby, jak pytać o tę zgodę czy też jak odmawiać, także w sytuacji, gdy wcześniej powiedziało się „tak”, a później zmieniło się zdanie. To zresztą jedna z najczęściej powtarzających się niejasności w przypadku koncepcji zgody. Zajmujący się nią edukatorzy i edukatorki podkreślają jednak, że zgoda nie jest dana raz na zawsze i każdy ma prawo zmienić zdanie. To, że ma się na sobie takie, a nie inne ubranie, że się kogoś lubi albo robiło się coś wcześniej, jak również to, że jest się mężczyzną, nie znaczy, że wyraża się zgodę na seks.

„A co, jeśli nie wiem?”

Agata Teutsch, prezeska i edukatorka z fundacji Autonomia sama brała udział w warsztatach na temat consentu, a teraz je współorganizuje. Fundacja Autonomia prowadziła spotkania, między innymi, dla osób studiujących na Uniwersytecie Jagiellońskim towarzyszące kampanii 16 Dni Akcji Przeciw Przemocy ze względu na Płeć”. Jej zdaniem istotą tego zagadnienia jest założenie, że w kontaktach intymnych, kluczowe jest, aby odbywały się za zgodą wszystkich osób:

Zgoda nie może być domniemana, musi też być świadoma, czyli osoba, która jest pod wpływem alkoholu, środków odurzających, która jest nieprzytomna, nie jest osobą, wyrażającą zgodę. Nawet jeżeli mówi „tak”, to nie jest to zgoda, o której można by było powiedzieć, że jest świadoma, niewymuszona i entuzjastyczna, jest bowiem zaburzona działaniem środków odurzającychzaznacza Teutsch.

Zgoda nie może być uzyskana pod wpływem presji, stresu, zagrożenia, groźby, nalegania przez partnera lub partnerkę czy też szantażu emocjonalnego. Jak podkreśla Agata Teutsch, na warsztatach często pada pytanie: „A co, jeśli ja nie wiem?”. Niepewność nie jest niczym złym – zwraca uwagę trenerka. Nie zawsze trzeba mówić „tak” lub „nie”, można powiedzieć „nie wiem”. Wtedy druga osoba musi poczekać, aż ta pierwsza będzie wiedziała. „Nie wiem” oznacza bowiem również brak zgody. Podobnie jak milczenie.

Poznać własne granice

Entuzjastycznie wyrażoną zgodę w kontaktach intymnych przedstawia się często dość jednostronnie, heteronormatywnie, zapominając o różnorodności relacji oraz ich skomplikowaniu. Na stronie akcji „Cambridge for Consent” jej autorzy zaznaczają, że w kontekście zgody zazwyczaj to mężczyzn pokazuje się jako tych, którzy są jej strażnikami, ustawiając dynamikę siły, podważającą znacznie zgody jako ciągłej partnerskiej rozmowy. To że jest nieustannym procesem, podkreślane jest natomiast niemal we wszystkich materiałach na jej temat. Raz wyrażona zgoda nie jest dana na zawsze, co więcej, przyzwolenie na jedną rzecz nie oznacza, że osoba zdecyduje się na coś innego, na kolejny krok. O jej terminowości mówi się szczególnie często przy okazji małżeństw, które choć usankcjonowane, mogą budzić równie wiele wątpliwości w tym delikatnym obszarze.

Agata Teutsch zauważa, że w przypadku kobiet jest to głęboko zakorzenione w kulturze – mówi się im przecież od dziecka, żeby były miłe, grzeczne, żeby się nie złościły. Co więcej, przez lata funkcjonowało przekonanie, że istnieje coś takiego jak tzw. „małżeński obowiązek”. Wpajano kobietom, że bez względu na to, czy chcą, czy nie chcą, muszą się godzić na kontakt seksualny z mężem. – To na szczęście już się prawnie zmieniło, gwałt w małżeństwie jest gwałtem, niczym innym. Natomiast poza taką sytuacją jest mnóstwo innych, które są mniej oczywiste, bardziej subtelne w codziennych relacjach i związkach. Zgoda dotyczy więc w równym stopniu flirtów czy jednorazowych przygód, co wieloletnich związków.

Zresztą promowanie entuzjastycznie wyrażonej zgody na kontakt intymny ma być formą skutecznego przeciwdziałania przemocy seksualnej, także w rodzinie. Dlatego na warsztatach prowadzonych w jej zakresie mówi się zarazem o tym, czym dokładnie jest znany pod angielską nazwą consent, jak i o tym, co w związku z nim wzbudza największe wątpliwości i kontrowersje. Podkreśla się też wagę samoświadomości i poznania własnych granic, które mogą pomóc najbardziej w zyskaniu jasności na temat tego, czego chce dana osoba, a czego nie. Istotą tego zagadnienia jest  więc nie tylko mówienie „stop”, ale też rozmowa o tym, co się lubi, jakie ma się preferencje i jak daleko w swoich upodobaniach można się posunąć z drugą osobą.

Bliskość czy instrumentalizacja?

Są też tacy, którzy uznają tę ideę za niebezpieczny wymysł, który doprowadzić może do konieczności podpisywania kontraktu przed rozpoczęciem seksu, oraz tego, że nie będzie można pożądliwie spojrzeć na kobietę czy mężczyznę. Jednym z ich argumentów jest też opinia, że rozmowa na temat oczekiwań w łóżku, wyrażanie na co nie ma się ochotę, a na co nie, odziera akt seksualny z jego aury i tajemniczości. Prowadzący warsztaty na temat entuzjastycznie wyrażonej zgody i promujące ją organizacje zaznaczają jednak, że tego rodzaju pytanie może raczej zademonstrować czyjeś zaangażowanie w daną sytuację i troskę o drugą osobę. Podobnego zdania jest Agata Teutsch, która podkreśla, że dzięki pytaniu można uniknąć zranienia siebie lub innych:

Nie należy polegać tylko i wyłącznie na mowie ciała, ponieważ może być ona myląca. Może się zdarzyć, że rozmowa o seksie, o tym, co lubimy, a czego nie lubimy, odrze z uroku całą sytuację. Ale w takim razie, jeżeli to się wydarzy, to znaczy, że ta relacja była na tyle krucha i tak dużo było w niej niepewności, że być może to dobrze, że nie poszła dalej. To jest przecież sygnał, że nie ma nawet takiej bliskości pomiędzy dwoma osobami, aby można było pewne rzeczy wypowiedzieć na głos.

Pasja czy przemoc?

Wartość w budowaniu samoświadomości dzięki idei zgody podkreśla również psycholożka Beata Zaduminska, która jednocześnie podziela obawy o instrumentalizację tego zjawiska. Jej zdaniem powinno to być narzędzie do nabywania języka i opisu swoich stanów psychicznych, które kształtowałoby zdolność lepszego identyfikowania swoich potrzeb. Dzięki niemu lepiej można by odkrywać, w jakim momencie czuje się zagrożenie, a w jakim bliskość pozwalającą odpowiadać na potrzeby seksualne innych i własne: – Chodzi o wykorzystanie słów do opisu swoich stanów emocjonalnych i potrzeb. Jeżeli ktoś nie ma takiej zdolności, nie jest w stanie wejść w świat rozmowy z drugą osobą w taki sposób, żeby czuł się bezpiecznie.

Brak słów

Jednak, jak podkreśla pracująca często z osobami borykającymi się z różnego rodzaju traumami, również na tle seksualnym, psycholożka, często ludzie nie posiadają tego rodzaju umiejętności. W swojej praktyce spotyka się ze zjawiskiem aleksytymii, która oznacza niezdolność użycia słów do opisu swoich stanów psychicznych. Wiele osób nie posiada umiejętności wglądu w siebie, jak również zdolności rozpoznawania potrzeb innych ludzi świat zachowań, relacji, uczuć, emocji, jest u nich usytuowany zupełnie gdzie indziej niż świat słów, a w dodatku często nie są tego do końca świadomi.

Beata Zaduminska uważa więc, że idea zgody jest potrzebna, zwłaszcza młodym ludziom na etapie budowania samoświadomości. Przyznaje jednak, że jeśli negocjowanie idzie za daleko i wypiera pewien rodzaj wzajemnego zaufania oraz bliskości, zwłaszcza w stałych związkach, może prowadzić do instrumentalizacji siebie oraz osoby, z którą wchodzi się w relacje intymne: To jest ten paradoks, który polega na tym, że jak za dużo używamy słów, to albo jesteśmy w pewnym kontrakcie liberalnym, prawnym, gdzie debatujemy na temat praw i obowiązków, i to nas przerzuca tak naprawdę na przykład w małżeństwo jako formę kontraktu, a jak jest za mało tych słów, to być może jest ekspozycja i na pewien rodzaj pożądania, ekspresji uczuć, ale również jest ryzyko nadużycia.

Psycholożka przyznaje, że tego rodzaju negocjowanie jest dla wielu osób na pewno sposobem na ochronę przed przemocą seksualną, ale też często rodzajem pragmatyzmu, myślenia o seksualności w teorii wymiany usług i zasobów, co jej zdaniem również nie jest dobre. Dodaje, że zjawisko entuzjastycznie wyrażonej zgody może zaistnieć jedynie w ekskluzywnej sytuacji, kiedy zawieszona zostaje całość struktury społecznej, w sytuacji idealnej, kiedy są dwa równoprawne podmioty, np. dwójka młodych ludzi z tej samej klasy, z podobnymi możliwościami, które uczą się negocjować granice swojej  intymności. Sytuacja idealna rzadko się zdarza, jak przyznaje Beata Zaduminska, która pracuje nie tylko z osobami chcącymi polepszać swoją komunikację w związku, ale też z kobietami zmagającymi się nie tylko z przemocą seksualną, ale też ekonomiczną.

Zakłócenia i samoświadomość

Zgoda – aktywna i entuzjastyczna – jest więc kluczowa, ale nierzadko bardziej skomplikowana i wieloaspektowa niż mogłoby się wydawać, zresztą jak cała seksualność, co doskonale pokazują opowieści młodych ludzi o „szarej strefie”. Ma jednak ogromne znaczenie w budowaniu wiedzy o swoich granicach i sposobach ich wyrażania. Każdy związek i spotkanie intymne jest inne, każde wymaga swoich własnych kategorii i obopólnego porozumienia, które może nie będzie idealne, ale powinno dawać poczucie bezpieczeństwa i zgody ze sobą samym oraz drugą osobą. Każda komunikacja jest zagrożona zakłóceniami – mówią eksperci. Ale wszystko zaczyna się od samoświadomości.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Opinie

„Mądra dziewczynka pilnuje drinka” – chybiona kampania Głównego Inspektoratu Sanitarnego

Główny Inspektorat Sanitarny chciał dobrze. Ale wyszło jak zwykle. To już kolejna akcja GIS, która zamiast chwycić ludzi za twarz, zmusić do refleksji i stanowczego sprzeciwu, problem trywializuje. To również jeden z wielu przykładów na to, jak głęboko zakorzeniona jest kultura gwałtu i jak bardzo jesteśmy w walce z nią upośledzeni.
Monika Mężyńska
Monika Mężyńska
21 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ