Czas na maraton filmowy – dziś horrory

Co oglądać latem?
15 minut czytania
1169
0
Radek Teklak
Radek Teklak
17 czerwca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Maratony filmowe to fajna sprawa. Miesiąc temu napisałem pierwszą część mojego rankingu od czapy, w którym bawiłem się w średnie z IMDB oraz wyliczanie wartości minuty waszego czasu. Teraz zrobię to samo, ale w ramach kina gatunkowego. Dzisiaj na tapecie horrory.

Nie muszę już robić wstępu, bo wiecie już jaką zasadą się kierowałem przy moich obliczeniach. Wersje o najdłuższych czasach trwania, średnie ważone jednej minuty filmu z danego cyklu, kolejność od najniżej ocenionej serii. Chodźmy razem potrząść się ze strachu.

Hellraiser

Ocena: 5,2
Łączny czas trwania: 13 h 26 min.
Części: 9

Kult absolutny, Pinheada znajduję jedną z najbardziej przerażających postaci z horroru, a jego „Your suffering will be legendary, even in Hell” albo „We’ll tear your soul apart” do dziś jeży mi włosy na głowie. Krwawa historia o sadomasochizmie: każdy, kto ułoży tajemniczą kostkę Lemarchanda, trafia do piekielnego wymiaru zamieszkanego przez Cenobitów, w którym rozkosz i ból mieszają się w koszmarnym kombo. Oryginalną historię wymyślił i spisał Clive Barker, był on też scenarzystą i reżyserem pierwszej części.

Hellraisera dotknęła niestety choroba, z którą zmaga się bardzo dużo cykli horrorów. Po absolutnie porażająco obrzydliwych i świetnych pierwszych dwóch częściach, twórcy zaczęli temat eksploatować bez litości i często bez sensu. Oceny spadały, ale dopóki w roli Pinheada występował Doug Bradley, jakoś to wszystko trzymało się kupy. W ostatniej części „Hellraiser: Revelations” zastąpił go inny aktor i to jedyny film w zestawieniu, który ma ocenę 2,8. Nie oglądałem tej części, bo wystarczył mi trailer, w którym zobaczyłem makrocefalicznego Pinheada oraz aktorów wystruganych z drewna. To już nie te czasy, gdy muszę obejrzeć zły film do końca, żeby stwierdzić, że jest zły, chociaż oczywiście kiedyś będę musiał usiąść i zrobić całość. Zwłaszcza, że na rok 2017 zapowiedziana jest kolejna część „Hellraiser: Judgment”. Nie wróżę jej sukcesu, zwłaszcza że jest robiona czwartoligowymi aktorami, reżyserem jest fachowiec od efektów specjalnych, film trafia prawdopodobnie od razu do dystrybucji na DVD, a premierę marcową przekładano już dwa razy.

Piątek, trzynastego

Ocena: 5,4
Łączny czas trwania: 18 h 45 min.
Części: 12

Jason Voorhees stał się ofiarą najbardziej brutalnego gwałtu i wyzysku w historii horrorowej franczyzy. Prosta i wzruszająca historia o matce, która zabijała nastolatków przygotowujących obóz Crystal Lake na przyjęcie gości, nie chcąc tym samym dopuścić do jego ponownego otwarcia po tym, jak jej syn utonął w jeziorze z powodu olewactwa opiekunów. W części drugiej morduje już Jason (przejechała się na tym bohaterka „Krzyku”, która źle odpowiedziała na pytanie o część pierwszą i fatalnie skończyła), w trzeciej morduje dalej i kończy z siekierą w głowie. Po czym okazuje się, że Jasona zabić się nie da, dzięki czemu można go wskrzeszać i wskrzeszać w nieskończoność.

Gdzieś tak w połowie serii można dostać zapaści, bo od części siódmej twórcy już nawet nie kłopoczą się z tłumaczeniem tego, jak znowu Jason został ożywiony i robią to coraz bardziej na chama. W części dziewiątej wysyłają go do piekła tylko po to, by w dziesiątej ożywić go w dalekiej przyszłości i wsadzić na statek kosmiczny, gdzie będzie mógł sobie wymordować załogę. O dziwo, w tej części ginie w sposób, który praktycznie uniemożliwia ponowne ożywienie, bo spala się w atmosferze Ziemi Dwa. Na koniec jego maska opada na dno jeziora, więc jednak może z niej się odrodzi?

Kolejna część to crossover z „Koszmarem z Ulicy Wiązów” i przyznam się wam, że dobrze się na niej bawiłem, bo Freddy Krueger wskrzeszający Jasona po to, by ten tchnął w młodzież bojaźń bożą rozśmieszy nawet kamień.

Ostatnia na razie część była restartem serii i od tamtej pory cisza. Nic dziwnego, fani serii dawno się od tego krapu odwrócili, nowi potencjalni widzowie woleli obejrzeć nową „Piłę”. Nawet się im nie dziwię. Fatalny koniec kultowej serii, chociaż jak znam życie, filmowcy pewnie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Teksańska Masakra Piłą Łańcuchową

Ocena: 5,5
Łączny czas trwania: 10 h 55 min.
Części: 7

Kolejny kult i klasyk, którego nie oszczędzono. Pierwsza część jest absolutnie kampowa, absolutnie złowroga i absolutnie mroczna. Scena, w której senior rodu próbuje młotkiem rozbić głowę ofierze zostanie we mnie do końca życia. Historia luźno oparta na życiu i twórczości seryjnego zabójcy Eda Geina rusza każdego. Letherface, który jawi się niczym niepowstrzymana siła natury rusza każdego. Rodzina kanibali rusza każdego. Piła łańcuchowa rusza każdego.

Część druga dała się jeszcze oglądać, trójkę trawiło się kiepsko, ale dopiero czwórka dała do pieca. „Next Generation” to przedziwny film. Z jednej strony twórcy wykonali jakiś profetyczny hit obsadowy, bo w najniżej ocenianej części cyklu występują Renée Zellweger oraz Matthew McConaughey. Z drugiej nakręcili film dramatycznie zły, bezsensowny i nielogiczny pod każdym względem. Z plusów ma jedną dobrą scenę, podczas której prawie zwróciłem posiłek. Nie żeby od razu oglądać film dla jednej wstrząsającej sceny, ale w trakcie maratonu − czemu nie.

Reboot serii dostał niezłe oceny, ale mi się nie spodobał. Wszystko, co w oryginale brudne, chropawe i niepokojące, w nowej odsłonie ładne, wyraźne i kompletnie odarte z tajemnicy. Następne części też nie powodują szybszego bicia serca − ot, poprawne kino gatunkowe. No ale w trakcie maratonu, czemu nie.

Halloween

Ocena: 5,6
Łączny czas trwania: 16 h 30 min.
Części: 10

Kolejna prosta historia o seryjnym zabójcy, która została kompletnie sponiewierana przez filmowców. Jedynka zrobiona przez Carpentera to majstersztyk. Wszystko tam gra: nastrój, tempo, tajemnica, muzyka, klimat. No wszystko. Dwójka również się broni, niektórzy twierdzą, że jest nie gorsza od jedynki, a gdyby mnie pobito kijami bejsbolowymi, mógłbym nawet powiedzieć, że jest lepsza. A potem zaczyna się dramatyczny zjazd, który ma dwa ukoronowania. Najpierw dostajemy w twarz odcinkiem „Halloween: 20 Years Later”, po którym zrobiło mi się nagle bardzo słabo, taki był niedobry, a następnie Rob Zombie robi remake pierwszych dwóch części.

Szanuję tego twórcę za jego dokonania muzyczne, kawałek „Dragula” nieodmiennie znajduję pięknym. Szanuję go również za kilka porypanych filmów, spośród których prym wiodą „Dom 1000 ciał” oraz kompletnie popieprzony „31”. To, co zrobił z Halloweenem jest jednak niewybaczalne.

Na pociechę przed tym maratonem mogę powiedzieć jedno: jeżeli nie widzieliście do tej pory ani jednej części, jesteście szczęściarzami. Przed wami bowiem jeden z najbardziej sugestywnych motywów muzycznych w historii horroru − coś na poziomie Suspirii albo Dziecka Rosemary. Polecam.

Koszmar z Ulicy Wiązów

Ocena: 5,9
Łączny czas trwania: 12 h 56 min.
Części: 8

A tu złego słowa nie powiem. Freddy Krueger to zabójca nietypowy. Wykańcza młodzież w snach. Dodajmy do tego twarz jak pizza, ostrza na rękawiczkach, spruty sweterek w pasy, zawadiacko przekrzywiony kapelusz, cyniczny czarny humor oraz nieograniczoną i nieskrępowaną kreatywność w sposobach zadawania śmierci, a otrzymamy jednego z najlepszych bohaterów horrorów.

Jest to jedna z nielicznych franczyz, która podobała mi się praktycznie w całości. Nawet żenujący Freddy vs Jason został uratowany przez Kruegera, bez którego ten film byłby płaską wydmuszką bez właściwości. Absolutnie polecam, zwłaszcza scenę mordowania Johnny’ego Deppa, który jeszcze nie był sławny i można go było czołgać na planie.

Warto wspomnieć, że Freddy vs Jason został wymieniony i tutaj, i w przypadku „Piątku 13-go”.

Resident Evil

Ocena: 6,0
Łączny czas trwania: 9 h 52 min.
Części: 6

Korporacja Umbrella, projekt Nemesis, Racoon City i Alice. Oraz Milla Jovovich. Bardzo zwarta, średnio wyeksploatowana seria, która ma nawet sens i prowadzi nas przez kolejne części w kierunku jakiejś konkluzji. Nie zdarza się to zbyt często w seriach horrorowych, o czym mogliśmy przekonać się przeglądając poprzednie cykle.

Film powstał na podstawie serii hitowych gier, więc nie oczekujemy od niego skomplikowanej fabuły, tylko akcji wartko prącej do przodu. I dokładnie to dostajemy. Złowroga korporacja, zabójczy wirus, manipulacje genetyczne, syreny alarmowe, próba opanowania epidemii i sroga rozwałka.

Nie dajcie się nabrać na krytyczne głosy ludzi, którzy nienawidzą reżysera Paula W.S. Andersona. Części podpadł za ekranizację „Mortal Kombat”, innym za „Alien vs Predator”. Jestem wielkim fanem gry „Mortal Kombat” i jeszcze większym miłośnikiem Aliena i Predatora. Nie twierdzę, że te ekranizacje są bardzo dobre, ale ja nie oczekuję od tego typu filmów niczego poza dobrą zabawą. Pękający kołek do zawieszania niewiary i brak odniesień do klasyki kina zostawiam bardziej wyrafinowanym kinomanom.

Residenty to bardzo dobre, rozrywkowe horrory, akurat na fajny maraton.

Scream

Ocena: 6,2
Łączny czas trwania: 7 h 38 min.
Części: 4

Pozycja obowiązkowa. Pierwszą częścią Wes Craven pokazał światu, że horror nie umarł. Żonglowanie konwencją i jej dekonstrukcja, zgrywanie i łagodne wyśmiewanie schematów, fajna zagadka, ładni aktorzy, dobry slasher. Pierwszy „Krzyk” to jeden z najlepszych horrorów lat dziewięćdziesiątych. Szybko powstała część druga, która zebrała równie dobre recenzje i pomimo powielania schematów z jedynki, da się ją oglądać bez bólu. Trójka to lekki lot koszący pingwina, bo jak będę chciał w horrorze dużo akcentów komediowych, to obejrzę sobie „Armię Ciemności”. Czwarta, definitywnie ostatnia, dobrze domknęła serię. Twórcy, wracając do korzeni, dali nam znowu slashera, w którym trup ściele się gęsto, jest krwawo, brutalnie i umiarkowanie śmiesznie.

Należy docenić wkład cyklu w popkulturę. Tekst „Do you like scary movies” wszedł do klasyki cytatów, zaś maska Ghostface’a stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najlepiej sprzedających się w Halloween gadżetów.

Piła

Ocena: 6,3
Łączny czas trwania: 11 h 32 min.
Części: 7

Piła zrobiła jedną rzecz dobrą – przywróciła mi wiarę w splatter/gore. I jedną złą – młodzież uwierzyła, że tak powinien wyglądać dobry horror.

Demoniczny i omnipotentny Jigsaw dręczący swoje ofiary przy pomocy serii zagadek, które trzeba rozwiązać w odpowiednim czasie. Proces wspomagają coraz bardziej pomysłowe maszyny Goldberga, które w przypadku przekroczenia czasu, kawałkują ofiarę na bardzo wymyślne, brutalne sposoby.

Pierwsza „Piła” była zaskoczeniem dla zmurszałego światka kinowego. Dystrybutorzy nie wiedzieli co robić z coraz bardziej szokującymi plakatami, które stały się znakiem rozpoznawczym całej serii. Nie wiedzieli też co zrobić z widzami, którzy wychodzili z kina roztrzęsieni i zszokowani, bo mało kogo nie porusza bohater zmuszony do odpiłowania sobie stopy bez znieczulenia albo dziewczyna wepchnięta do dołu wypełnionego zużytymi strzykawkami. „Piła” zaczyna rozkręcać się w momencie, w którym inne filmy się zatrzymują. Uważam ją za najbardziej bezkompromisową produkcję, która weszła do szerokiej dystrybucji. Oczywiście jestem w stanie wymienić bardziej odrzucające filmy, jak na przykład „Ludzka stonoga”, „Martyrs” czy „Serbski film”, ale te trudno było znaleźć w kinach.

Maraton z tą serią polecam wyłącznie widzom o mocnych żołądkach i dużej odporności na makabrę związaną z eksploracją ludzkiego wnętrza w sensie dosłownym. Twórcy doskonale wybalansowali stężenie masakry i to, co widzimy na ekranie nie powoduje śmiechu z powodu przekarykaturyzowania tylko naturalny odruch obrzydzenia i fascynację tym, co wymyślą w następnym kroku. Przez co kolejne części oglądamy z chorobliwym zainteresowaniem do końca.

Żywe Trupy

Ocena: 6,7
Łączny czas trwania: 15 h 25 min.
Części: 9

Kolejna pozycja kultowa i obowiązkowa dla każdego, kto chce się dowiedzieć skąd się wzięły zombie. Romero wymyślił temat, zrealizował film i w pełni nim ten temat wyeksploatował. Zachował się samolubnie niczym William Gibson, który to samo zrobił w przypadku cyberpunku swoim „Neuromancerem”. Po „Nocy żywych trupów” wszystko jest jedynie mniej lub bardziej twórczym repetytorium. Ogromnie mnie to cieszy, bo twórcy kolejnych filmów z tego podgatunku muszą się bardziej starać, by dać nam coś nowego i lepszego. Jak choćby bardzo aktywne i biegające zombie w remake’u „Świtu żywych trupów” i „War World Z” czy zombie uczące się korzystania z prostych narzędzi w „Land of the dead”.

Warto zrobić sobie pokaz całości choćby po to, żeby przestać siać herezje, że zombie wymyślił Frank Darabont, realizując serial „The Walking Dead”. No i przy okazji filmy Romero to dobry przykład na to, że to wszystko nie ma sensu, a dla ludzkości nie ma nadziei. W mojej wersji maratonu uwzględniłem tylko klasyczne filmy George’a Romero oraz ich późniejsze remake’i, bez produkcji Dana O’Bannona, które są silnie komediowe. Jasne, humor jest czarny, ale aspekt rozrywkowy w horrorze akceptuję w dużych dawkach wyłącznie w „Armii Ciemności”.

Evil Dead

Ocena: 7,3
Łączny czas trwania: 6 h 09 min.
Części: 4

Grupka młodzieży jedzie na imprezę do chaty w lesie. Tam znajdują tajemnicze taśmy magnetofonowe, nieopatrznie je odtwarzają, przyzywają demona i zaczyna się rzeź. Sam Raimi, debiutujący tym filmem, zrobił rzecz absolutnie fenomenalną. Za niewielkie pieniądze nakręcił prawdziwie przerażający, demoniczny gorefest. Mamy opętanie niczym w „Egzorcyście”, zbuntowaną rękę, którą należy odciąć zanim nas zabije, niesławną scenę gwałtu w wykonaniu ożywionego drzewa oraz Bruce’a Campbella autentycznie walczącego o życie. Twórców nie było stać na zakup soczewek matujących oczy, przez które byłoby widać cokolwiek i musieli założyć aktorce takie, przez które nie widziała nic. Po czym kazali jej atakować Campbella prawdziwym nożem. Aktor wspominał później, że coś, co na początku było dobrą zabawą, w pewnym momencie zamieniło się w prawdziwy survival horror, bo ostrze migało mu tuż przed twarzą. Nie przerwał ujęcia, bo stwierdził, że będzie bardziej prawdopodobnie. Szanuję go za to.

Część trzecia miała premierę na jakimś festiwalu miłośników horroru i została przez nich wygwizdana. Wszyscy oczekiwali, że „Armia Ciemności” będzie utrzymana w klimacie pierwszych dwóch części, dlatego mieszanka sf, horroru i komedii kompletnie ich zdezorientowała. Trzecia część zyskała należną jej popularność dopiero po kilku latach, gdy szanowne faństwo wyjęło kij z dupy i przekonało się, że to jeden z najśmieszniejszych filmów, jakie kiedykolwiek nakręcono. Polecam z serca, z duszy!

Remake z roku 2013 został zrealizowany śmiertelnie poważnie, co w przypadku serii, która od samego początku epatuje czarnym humorem i mruga porozumiewawczo do widza, okazało się być średnio dobrym pomysłem. Owszem, ogląda się to dalej dobrze, ale jakoś brakuje kwaśnych one-linerów w wykonaniu Campbella.

I tak oto dotarliśmy do końca zestawienia. Mam świadomość, że się nie znam i jestem głupi, bo jak mogłem zapomnieć o takich filmach, jak „Drakula”, „Frankenstein”, „Egzorcysta”, „Ring” czy „Ju-On”, ale godzę się z własnymi ułomnościami i ze zrozumieniem przyjmuję krytykę. Miłego oglądania.

Radek Teklak
Radek Teklak
Lubię popkulturę, Excela, książki, rower i żagle. Po godzinach jeżdżę komunikacją miejską i słucham, co ludzie mówią. Przez 16 lat analizowałem w korporacjach, teraz zrządzenie losu sprawiło, że piszę na swojej stronie teklak.pl, piszę na Facebooku, z tego pisania wydałem dwie książki, a trzeciej jestem współautorem. Jakoś tak wyszło.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akcetuję ją.