Czym sobie zasłużyła na to, że zrobiono z jej nieszczęścia widowisko?

5 minut czytania
4000
1
Listy od czytelników
Listy od czytelników
24 czerwca 2018

Odsłuchaj

Naszą czytelniczkę wyjątkowo wzburzyły ostatnie wydarzenia we Wrocławiu. Trudno się dziwić, cała sprawa budzi bowiem wyjątkowy niesmak. Co się wydarzyło? Przeczytajcie, co napisała Marta.

Media w moim mieście obiegł elektryzujący news: dzielni strażacy przy pomocy  wysięgnika i specjalistycznego sprzętu alpinistycznego wyciągnęli przez balkon z mieszkania na trzecim piętrze ważącą ponad 200 kilogramów kobietę, która nie mogła wydostać się z domu. Musieli interweniować, bo trzeba było zabrać ją do szpitala, a z powodu rozmiarów nie dało się jej znieść jej po schodach. Ratowana nie zmieściła się do karetki, więc do szpitala zawieziono ją autobusem.

Słowo „autobus” jedna z lokalnych gazeta poprzedziła – a jakże – piętrzącym napięcie wielokropkiem. Inna podała imię i wiek ratowanej kobiety.  Lokalne radio do materiału na stronie internetowej dodało podcasty z wypowiedziami opowiadających o niej sąsiadów. Czyli jak zwykle.

Kto na to pozwolił?

Tym, co mnie poruszyło jest fakt, że niektóre  zajmujące się tym tematem media zamieściły na swoich stronach internetowych po KILKANAŚCIE  (!) zdjęć, drobiazgowo ilustrujących przebieg akcji. Niektóre dołączyły także  film, na którym widać jak wysięgnik transportuje przypominające łódkę nosze na trzecie piętro, jak powoli – już z leżącą na nich kobietą –  opuszcza je w  dół, jak sześciu silnych mężczyzn niesie chorą do autobusu.

Ani na filmie, ani na zdjęciach nie widać twarzy ratowanej, ale co z tego? Widać kamienicę (bardzo charakterystyczną), w której mieszka. Widać też jej balkon, a więc każdy, kto mieszka w okolicy, doskonale wie, o kogo chodzi. Zgodziła się na to?  Czym sobie zasłużyła na to, że zrobiono z jej nieszczęścia widowisko?

Dlaczego kupczymy cudzym nieszczęściem?

Kto sprawił, że  na miejscu akcji pojawiła się pani z mikrofonem, pan z kamerą na ramieniu, pan z aparatem?  Strażacy i ratownicy medyczni, których zadaniem jest ratowanie innym życia, a nie sprzedawanie cudzego nieszczęścia mediom? Jeśli to oni, to co dalej?  A może media zawiadomili sąsiedzi, którzy pewnie jeszcze długo będą sobie opowiadać tę historię? Czy i oni chcieliby być bohaterami takiej relacji?

Nie mogę przestać myśleć o tej kobiecie. Od wczoraj zastanawiam się, czy zjeżdżając w dół na plastikowych noszach była przytomna. Jeśli tak, musiała bardzo się bać.  Czy widziała wycelowane w siebie obiektywy? I bez tego była w potwornie upokarzającej sytuacji. Co czuje teraz, gdy słucha w radiu, co mówią o niej sąsiedzi, ogląda w internecie zdjęcia i filmy, na których widać jej balkon i ją samą leżącą na noszach? Czy wie, że wydano ją na żer internetowych komentatorów?

Marta

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Listy od czytelników
Listy od czytelników
Ludzie listy piszą, a redakcja IgiMaga czyta i publikuje, jeśli coś wyda nam się ważne, ciekawe lub poruszające. Piszcie do nas na adres: listy@igimag.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Zdrowie

Skazani na wieczny głód – życie z zespołem Pradera-Williego

Wyobraź sobie, że jesz bułkę z serem i szynką. Nie najadłeś się, więc sięgasz po drugą, potem trzecią, czwartą… Wciąż czujesz głód. Gdy już wyjesz całą zawartość lodówki, przetrząsasz kuchenne szafki i pochłaniasz wszystko, co ci wpadnie w ręce. Nawet budyń w proszku. Twój żołądek pęka w szwach, ale mózg nadal wrzeszczy: "Jeszcze!"
Beata Turska
Beata Turska
18 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ