Dzieci znowelizowane, czyli jak rząd wspiera rodziny

8 minut czytania
8631
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
9 czerwca 2018

Odsłuchaj

Dziecko wróci do głodzących je i gwałcących oprawców, żeby gmina nie musiała  partycypować w kosztach jego utrzymania. Do tego może doprowadzić nowelizacja Ustawy o wspieraniu rodziny, przygotowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Celem znowelizowanej ustawy jest jak najszybszy powrót dzieci przebywających w rodzinach zastępczych do rodzin biologicznych. Dopilnują tego gminy, bo leży to w ich interesie: przepisy zakładają, że właśnie one będą współfinansowały pobyt dzieci w rodzinach zastępczych. W pierwszym roku pokryją 30 proc. utrzymania dziecka, w drugim – 40 proc., a potem – 50 proc. Jeśli jednak wróci ono do biologicznych rodziców przed upływem roku, powiat zwróci gminie 20 proc. poniesionych kosztów jego utrzymania.

Dzieci niczyje, czyli niewidoczne

W noweli Ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej pojawiają się zresztą takie terminy jak „nagroda” i „kara”, które wyraźnie pokazują, że ustawodawca promuje jak najszybsze oddawanie dzieci rodzinom biologicznym, za co będzie nagradzał zwrotem pieniędzy, a opieszałość w tym zakresie zaowocuje karą, czyli obciążeniami finansowymi związanymi z utrzymywaniem dziecka przebywającego w rodzinie zastępczej.

A gdzie w tym wszystkim dobro najmłodszych? – Te dzieci – porzucone, umieszczone w rodzinach zastępczych lub domach dziecka, nienormatywne, problemowe i dysfunkcyjne – w nowelizacji do Ustawy o wspieraniu rodziny, którą proponuje rząd PiS, zyskują status walizek, które nie tylko można przenosić z miejsca na miejsce, ale jeszcze na tym przenoszeniu zarobić – napisała w zamieszczonym na Facebooku poście Anna Krawczak, antropolożka z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem Uniwersytetu Warszawskiego reprezentująca jednocześnie Stowarzyszenie na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”.

Takich dzieci mamy w Polsce ok. 70 tys. Nie mieszkają z rodzicami, lecz przebywają w rodzinach zastępczych bądź w domach dziecka. Krawczak nazywa je dziećmi niczyimi albo niewidocznymi. Większość ludzi nie dostrzega ani ich, ani tym bardziej ich potrzeb, a one same na każdym kroku doświadczają społecznego wykluczenia. – Jednym z pierwszych tego przejawów są szkolne obchody Dnia Matki i Dnia Ojca. Organizatorom nie przyjdzie do głowy, że takie święto rozdziera serce tym, do których ani mama, ani tata nie przyjdą i nie odbiorą laurki. Często te dzieci nawet nie znają swoich rodziców. Mimo to w podstawie programowej jest mowa wyłącznie o święcie mamy i taty, a nie ma nic o dniu rodziny albo bliskich – tłumaczy.

Pomoc ofiarom to fikcja

Jakie są powody, dla których dzieci trafiają do rodzin zastępczych? Często to alkoholizm i przemoc w ich biologicznej rodzinie, pobyt któregoś z rodziców w zakładzie karnym czy też niepełnosprawność dziecka, która czyni je dla rodziny nieatrakcyjnym i z którą bliscy nie są w stanie sobie poradzić. – Bo są rodziny, które nie chcą dziecka, jeśli jest ono dotknięte niepełnosprawnością, gdy choćby musi być odżywiane pozajelitowo, co ogranicza wolność dorosłych – mówi Anna Krawczak.

Zdarza się, że dzieci nie mogą wrócić do rodziny, gdyż ta nie jest w stanie spełnić warunków postawionych przez kuratorów, asystentów rodziny czy pracowników socjalnych. Ale jak matka, ofiara przemocy, której odebrano dzieci, bo były bite przez jej męża, ma się podźwignąć, skoro powiat, w którym mieszka, nie prowadzi programów wsparcia dla rodzin w trudnej sytuacji? – Urzędniczka z ośrodka pomocy społecznej radzi jej protekcjonalnie, że jeśli chce odzyskać dzieci, powinna iść na terapię i rozwiązać własne problemy, a ponadto znaleźć mieszkanie i usamodzielnić się. Ale o jakiej terapii mówimy? Gdzie ona się odbywa i jak pozyskać na nią pieniądze? Wreszcie skąd wziąć mieszkanie, skoro Polska nie realizuje postanowień Konwencji o przeciwdziałaniu przemocy, więc znalezienie lokalu dla ofiary przemocy jest tak naprawdę jej wtórnym upokorzeniem i kolejnym doświadczeniem przemocy, tym razem instytucjonalnej – tłumaczy Anna Krawczak. Szczególnie że, jak dodaje, często chodzi o rodziny z niskim kapitałem społecznym: bez wykształcenia i oparcia w bliskich, wrośnięte w środowisko przemocowe. Praca z nimi jest bardzo trudna. Czasem jednak jest możliwa i może doprowadzić do sukcesu.

Korzyść tylko dla gminy

Szybki powrót dzieci do rodzin biologicznych, wymuszany przez nową wersję Ustawy o wspieraniu rodziny, to zły pomysł, szczególnie że w Polsce dzieci odbiera się zazwyczaj i tak na bardzo późnym etapie, kiedy problemy dotykające rodzinę są już bardzo pogłębione. I trudno je rozwiązać w rok.

Krawczak podaje przykład: „Sześcioletnia Kasia i dwuletnia Zosia zostają odebrane rodzinie, która stosuje wobec nich przemoc. Dzieci są zaniedbane i opóźnione znacznie w rozwoju: nie były pod opieką pediatryczną, są wygłodzone, zdradzają sygnały wykorzystania seksualnego. Ich mama rzadko trzeźwieje, ale po zabraniu córek deklaruje, że przestanie pić. Dzieci trafiają do rodzinnego domu dziecka, zostają objęte opieką, rehabilitacją i miłością, zaczynają nadrabiać opóźnienia. Wychodzi na jaw, że obie były molestowane przez partnera mamy i jego licznych kolegów”.

Co się dzieje po roku? Mama deklaruje, że od trzech miesięcy zachowuje trzeźwość i że rozstała się z dotychczasowym partnerem. I choć opiekunowie zastępczy alarmują, że gdy odwiedzała dzieci, kilka razy była nietrzeźwa, a psychologowie orzekają, że nie jest w stanie zadbać o potrzeby emocjonalne córek, zapada decyzja o ich powrocie do domu. Nic nie dają też raporty ośrodka pomocy społecznej, z których wynika, że asystent rodziny widział w domu matki jej partnera. Kto odniesie korzyść z takiego obrotu sprawy? Wyłącznie gmina, która otrzyma 20 proc. zwrotu kosztów utrzymania dzieci. No i rządowa propaganda, która przywróci na łono rodziny oderwane od niego dzieci i orzeknie, że ma dobre efekty w pracy z rodziną. A co z siostrami?

„Może kiedyś jeszcze o nich usłyszycie, kiedy już dorosną i jedna z nich porzuci swoje dziecko w oknie życia, a druga popełni na tyle interesującą zbrodnię, że napiszą o niej w gazetach”, pisze gorzko na Facebooku Anna Krawczak.

Paracetamol na amputację

Wcześniej będzie o nich cicho, bo nowelizacja nie przewiduje monitorowania i kontrolowania losów dzieci powracających do biologicznych rodzin, które powinno się odbywać poprzez  zbieranie danych o ich losach pomiędzy ośrodkami pomocy społecznej, centrami pomocy rodzinie a sądami rodzinnymi. Jak podkreśla Krawczak, te dane powinny być nie tylko zbierane, ale także analizowane i, po anonimizacji, dostępne publicznie. – W krajach, w których takie dane są zbierane, z czasem zaczyna się uzupełniać model złych i dobrych praktyk, można także przygotować arkusze czynników ryzyka i szans reintegracyjnych – mówi.

I brak obowiązku monitorowania losów dzieci przywróconych rodzinom biologicznym, i brak refleksji nad zjawiskiem przerzucania dzieci z rodziny do rodziny bądź domu dziecka, i brak obowiązku przygotowania planów reintegracji wraz z analizą czynników szans oraz ryzyka to według Krawczak poważne wady znowelizowanej Ustawy o wspieraniu rodziny. Podobnie jak dysproporcja między prawami dziecka a prawami dorosłych.

Nowelizowanie obecnej ustawy przypomina łatanie sparciałych spodni. Kiedyś były nowe, ale już się znosiły. Ani ustawa, ani jej nowelizacja nie uwzględniają kwestii tak podstawowych jak ta, że zawodowe rodziny zastępcze funkcjonują poza prawem pracy. Nakazuje im się pracę noszącą wszelkie znamiona pracy stałej, ale udaje się, że nie jest ona stała, aby nie zmierzyć się z koniecznością podpisywania umów etatowych. Dlatego pracują w oparciu o umowę-zlecenie, choć świetnie zdają sobie sprawę, że uczestniczą w fikcji – tłumaczy. Dodaje, że wciąż jest za mało rodzin zastępczych i nie przybywa nowych kandydatów. Praca wiąże się bowiem z wielką odpowiedzialnością, a prawo do urlopu często pozostaje na papierze. Wynagrodzenie zaś wynosi ok. 2200 zł brutto na miesiąc. – Ale zamiast przygotować ustawę o zawodzie rodzica zastępczego i dowartościować ten zawód, będziemy podawać paracetamol na amputowaną nogę. I udawać, że to rozwiąże problem – podsumowuje.

Wsparcia szukaj poza ustawą

Należałoby się zastanowić, kogo w ogóle wspiera ustawa teoretycznie wspierająca rodzinę. Jaki model rodziny rząd ma na myśli? Bo na pewno nie rodziny niepłodne, którym odebrano refundację zabiegu in vitro. I nie rodziców samotnych, którym nie przysługuje świadczenie 500 plus. No i bez żadnej wątpliwości nie rodziny jednopłciowe, bo państwo udaje, że w ogóle ich nie ma, choć są i wychowują dzieci. Nie wspiera też szczególnie rodzin adopcyjnych, które, jeśli chodzi o prawa, są zrównane z tymi biologicznymi. – Na przykład nie dostają żadnych ulg ani przywilejów za decyzję jednorazowej adopcji czwórki dzieci, na czym skądinąd nam prawnie zależy, bo apelujemy o nierozdzielanie rodzeństw. Sprawa diagnozowania, rehabilitacji, konsultowania ze specjalistami i wyciągania z deficytów tych dzieci pozostaje wyłącznie w gestii tych rodzin, bo nie zamierzamy im systemowo w tym pomagać – tłumaczy Anna Krawczak.

Jak realnie można by pomóc dzieciom niepełnosprawnym i tym z rozmaitymi deficytami, biorąc pod uwagę fakt, że rodziny zainteresowane adopcją zazwyczaj pragną dziecka zdrowego i jak najmłodszego i że zablokowaliśmy adopcje zagraniczne, dzięki którym wiele spośród nich znajdowało rodzinę? – Przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, że takie wymagające dzieci o wiele chętniej adoptują rodziny, które odchowały już swoje biologiczne potomstwo. One nie potrzebują prokreacyjnego sukcesu, nie odczuwają  potrzeby odtwarzania tradycyjnego modelu rodzicielstwa i jednocześnie mają o wiele bardziej realistyczne oczekiwania – wyjaśnia nasza rozmówczyni. Zresztą Wielka Brytania, obok polityki reintegracji, wprowadziła w życie także inne instrumenty realnie wspierające rodzinę. Są to edukacja seksualna dzieci i młodzieży, legalizacja zabiegów aborcji, refundacja in vitro czy też umożliwienie adopcji dzieci parom nieheteroseksualnym.

Rządowy wynalazek: dzieciokrążenie

W Polsce jak na razie nie stawiamy na skuteczność rozwiązań, lecz ich zgodność z tradycją. Dlatego są konserwatywne i fasadowe. Minister Elżbieta Rafalska z okazji niedawnego Dnia Dziecka życzyła najmłodszym, by rośli w bezpiecznych warunkach, przy kochających rodzicach. Podkreślała, że dla dzieci na samym początku dorastania ważna jest miłość rodziców i bezpieczeństwo, jakie daje właśnie rodzina. To prawda, ale, zdaje się, rząd nie bierze pod uwagę, że istnieją i takie rodziny, które z różnych przyczyn są dla dziecka zagrożeniem, a nie bezpieczną przystanią.

Znowelizowana ustawa promuje dzieciokrążenie, dzięki któremu będą się one przemieszczać między patologicznymi lub niewydolnymi  rodzinami biologicznymi a tymi zastępczymi. A kiedy już zagrzeją miejsca w tych zastępczych, dających nadzieję na szczęśliwe dzieciństwo i dobry start w dorosłość – zostaną stamtąd wyrwane. Bo o ich losie zacznie decydować skarbnik gminy, który będzie się troszczył nie o dobro dziecka, lecz stan jej finansów. I zapewne będzie uważał, że piecze dwie pieczenie przy jednym ogniu. Po pierwsze: reperuje budżet, po drugie: scala rodzinę w ujęciu tradycyjnym, nawet jeśli znalazłby się w niej kat, który miałby dziecko tłamsić i krzywdzić.

Jak się wydaje, dla decydentów najważniejsze są jednak zaoszczędzone na najmłodszych pieniądze i statystyki, które wykażą, że w naszym kraju żyją cudotwórcy, którzy mają niezwykłe efekty w pracy z rodzinami. A gdyby coś poszło nie tak i do opinii publicznej dotarłyby informacje o skrzywdzonym przez ten system dziecku – zawsze znajdzie się kotara, która zakryje problem. Tak jak zakryła protestujących niepełnosprawnych przed delegatami Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, którzy pod koniec maja przybyli do siedziby polskiego Sejmu.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

 

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Adopcja dorosłych – sposób nie tylko na samotność

Magda została porzucona zarówno przez rodziców biologicznych, jak i adopcyjnych. Znalazła się na bruku, bez pieniędzy i jakiejkolwiek opieki ze strony państwa. Dziś ma 22 lata. Gdyby żyła w innym kraju, nadal miałaby szansę na adopcję, która mogłaby być dla niej wybawieniem.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
15 lutego 2018
CZYTAJ WIĘCEJ