Dziecko w górach – jak uniknąć “daleko jeszcze”?

5 minut czytania
1890
0
Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
5 czerwca 2018

Odsłuchaj

Wywieźć dziecko w góry i zmusić do przemaszerowania wyznaczonej trasy, to żadna sztuka, wystarczy uodpornić się na fochy i marudzenie. Sprawić, że dziecko podzieli radość rodzica z wycieczki – oto jest wyzwanie!

Nie każdy człowiek lubi chodzić po górach, ale gdy już tak się zdarzy, to najczęściej wsiąka w tę aktywność i oddaje jej niemały kawał swego serducha. Nic dziwnego, że jeśli w życiu takiej osoby są, lub pojawiają się dzieci, podejmuje ona próby nieśmiałego (lub wręcz przeciwnie) zarażania ich pasją.

W góry – ale po co?

Górskie wędrówki niosą ze sobą wiele walorów, spośród których niejeden można by określić jako wychowawczy. Pokonywanie szlaków i wdrapywanie się na szczyty rozwija sprawność fizyczną, wyrabia wrażliwość na piękno natury, jest okazją do spędzenia czasu na świeżym powietrzu.

Wymagająca wyrzeczeń i wysiłku górska włóczęga nie pozostaje też bez wpływu na ludzką psychikę – pomaga kształtować charakter i budować wiarę we własne możliwości. W dodatku, wspólne przemierzanie szlaków może wpłynąć na wzmocnienie relacji rodzinnych. Dorosły osobnik, zakochany w górach, zapewne dostrzega wszystkie te ich pozytywne aspekty, przetestował je na sobie i możliwe, że chciałby teraz nimi uszczęśliwić swą latorośl. Czy warto? Bez wątpienia! Tylko co na to sama latorośl?

Jak zarazić, a nie zrazić?

Daleko jeszcze?

Tymi słowy kwituje zwykle latorośl cały entuzjazm rodzica. Niestety, ale młodzież zalet gór, wymienionych w poprzednim akapicie, najczęściej nie dostrzega, bądź dostrzegać nie chce. To, co zamiast tego widzi i czego doświadcza, to bolące nogi, trud wysiłku i masa zmarnowanego czasu, który można by przeznaczyć na przykład na grę na Xboxie. Góry męczą dzieci, bo są dla nich nudne, bo nie dostarczają regularnych bodźców, do których przyzwyczajony jest w dzisiejszych czasach mózg młodego człowieka.

Poza tym, wrażliwość na piękno świata rzadko bywa wrodzoną cechą i nie oszukujmy się, że nas jej brak nigdy nie dotyczył. Kto chce ją wykształcić u dziecka, przed tym stoi zadanie niełatwe i wymagające wyczucia. Ale wcale nie zawsze skazane na porażkę. Spotykamy przecież czasem na szlaku wesołe dzieci, nieprawdaż?

Zarazić, a nie zrazić

Od razu czuję się w obowiązku uprzedzić, że są egzemplarze na uroki gór odporne wręcz zdawałoby się genetycznie i, choćby spłodzono je na samym Giewoncie, nic zaradzić się nie da. Być może furtka dla górskiej pasji otworzy się z wiekiem, a być może… nigdy. Większość dzieci jednak jest w stanie uznać góry za całkiem fajne oraz pełne przygód i wrażeń miejsce. Trzeba im w tym jednak troszkę pomóc. Jak? Oto kilka porad.

Włącz dziecko w przygotowania do wyprawy. Wspólnie prześledźcie mapę, przeczytajcie ciekawostki dotyczące szlaku, sporządźcie listę interesujących punktów wycieczki, które potem będziecie odnajdywać i odhaczać. Spakuj wraz z dzieckiem plecak, tłumacząc cierpliwie, dlaczego umieszczasz w nim poszczególne przedmioty. Pozwól mu nieść jego własny bagaż, oczywiście dostosowany do jego siły i sprawności. Uwzględnij uwagi dziecka, dotyczące przebiegu trasy. Krótko mówiąc – spraw, że dziecko poczuje się aktywnym, sprawczym i w pełni wartościowym uczestnikiem wycieczki.

Dzieci lubią wyzwania, zwłaszcza te, którym mogą sprostać. Lubią czuć się w czymś dobre i mocne. Zachęć dziecko do spisywania i liczenia szczytów, na które weszło. Możecie zaznaczać je na mapie, bądź widokówce. Ambitnym malcom warto założyć książeczkę GOT, dzięki której prowadzeniu, będą mogły z czasem otrzymać Górską Odznakę Turystyczną. Innym pomysłem jest prowadzenie tabelki z liczbą przebytych kilometrów, które można przełożyć na punkty i wyznaczyć nagrodę za uzbieranie ich określonego pułapu. Niektóre rodziny zbierają do specjalnego zeszytu odbicia pieczątek, dostępnych w schroniskach górskich. Dziecko, patrząc na mapę pełną szczytów, na których postawiło stopę, będzie prawdopodobnie czuć dumę ze swych osiągnięć. A chęć zaznaczenia kolejnego wierzchołka, dopisania kolejnych kilometrów, bądź wbicia do zeszytu nowej pieczątki, stanie się być może motywacją do następnych wypraw.

Dziecko na wycieczkach rodzinnych nudzi się często dlatego, że za towarzystwo ma samych dorosłych. A, choćby kochało ich najmocniej na świecie, nie pobawi się z nimi, ani nie porozmawia tak, jak z rówieśnikami. Problem ten nieco rozwiązuje się w rodzinach wielodzietnych. Jedynakom, bądź rodzeństwu, pomiędzy którym istnieje spora różnica wieku, warto zapewnić towarzyszy o zbliżonej liczbie przeżytych wiosen, umawiając się na wycieczkę na przykład z zaprzyjaźnioną rodziną.

Góry to niezła zabawa!

Miarowe stawianie kroków ma prawo zmęczyć i znudzić każdego, a najbardziej dziecko. Dlatego, zabierając je na szlak, warto zadbać o urozmaicenie wędrówki zabawą. Pomysłów jest wiele: można na szlaku zdobywać punkty – za odnalezienie oznaczenia trasy, za dostrzeżenie dzikiego zwierzaka, za nazwanie oglądanego właśnie szczytu; można zabrać ze sobą walkie-talkie; można szukać skarbów, takich jak szyszki czy kamienie o ładnym kształcie. Niektóre regiony oferują rozrywkę, jaką jest geocaching, czyli poszukiwanie specjalnych ukrytych puszek ze skarbami, za pomocą odbiornika GPS. Tak, jak w wielu innych nużących sytuacjach, także i w czasie marszu sprawdzą się też zabawy słowne i piosenki.

Nie da się jednak zaszczepić w nikim pasji przymusem. Jeśli dziecko wzbrania się rękami i nogami przed wyjściami w góry, należy albo zmienić charakter rodzinnych wycieczek, albo pozostawić potomka pod czułą opieką na przykład dziadków, a na wędrówkę wybrać się samemu. Z czasem być może, obserwując zadowolenie rodziców, dziatwa samoistnie zmieni zdanie. A jeśli nie… cóż, dla prawdziwego górołaza to może być wyjątkowo gorzka pigułka do przełknięcia, ale po prostu trzeba się z tym pogodzić. I kibicować swej młodzieży na innych polach, jakiekolwiek je sobie wybierze.

Nie tylko zabawa

W góry chodzimy szukać odpoczynku, radości i przygód, ale nie zapominajmy, że mają one też swoją ciemną stronę. Historia zna wiele przypadków bardzo przykro zakończonych wycieczek, również tych z udziałem dzieci. Tereny górskie są oddalone od cywilizacyjnych wygód i schronień, nagła zmiana pogody urasta więc w nich do rangi niemałego problemu. Przebywanie w górach niesie ze sobą też inne zagrożenia, takie jak ukąszenia owadów i zwierząt, udar słoneczny, pobłądzenie, wyczerpanie, a nawet ryzyko uszkodzenia ciała i śmierci, na skutek upadku.

Wybieranie się na górski szlak, zwłaszcza z dzieckiem, wymaga zatem od nas odpowiedniego przygotowania się do wycieczki. Przede wszystkim, na wyprawy z dziećmi wybierajmy szlaki niezbyt długie i o niewielkim stopniu trudności – optymalnie byłoby znać już wcześniej szlak, na który zabieramy dziecko. Zadbajmy też o wyposażenie plecaka, zabierzmy zapas jedzenia i picia, kompas i mapę, odpowiednie do pogody i warunków ubrania, podstawową apteczkę, krem z filtrem, jak również latarkę zakładaną na głowę, tzw. czołówkę, bo każda wędrówka, a zwłaszcza ta na małych nóżkach, może się niespodziewanie przeciągnąć. Pamiętajmy, że to my odpowiadamy za bezpieczeństwo młodego człowieka w górach i potraktujmy to zadanie z należną mu powagą.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

 

Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
Z wykształcenia pedagog, z zamiłowania człowiek gór, o których bloguje na Rudazwyboru.pl. Trochę pisze, trochę biega, trochę się wspina, ale - nie oszukujmy się - marzy o tym, by móc całymi dniami oglądać seriale. Po trzydziestce stara się być po prostu sobą, cokolwiek miałoby to znaczyć.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Podróże

Tatry na majówkę? Jak nie trafić do kroniki TOPR-u

Początek maja, czyli okres, gdy naród polski szturmem rusza na długi weekend, to w Tatrach wciąż czas panowania zimy. Dlatego wycieczkę w tamte rejony należy starannie przemyśleć i przygotować się do panujących w górach warunków, bo finał chodzenia po oblodzonych zboczach bez odpowiedniego sprzętu może być tragiczny.
Gosia Nowakowska
Gosia Nowakowska
26 kwietnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ