Gorzki kęs polskości – o książce “21 polskich grzechów głównych”

3 minuty czytania
305
1
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
5 czerwca 2018
fot. Piotr Adamski/Shutterstock

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Piotr Stankiewicz zdaje sobie sprawę, że bycie Polakiem to stan umysłu. Szpera nam w sumieniach, naciska z jednej strony, podszczypuje z drugiej. I już wie – polskie społeczeństwo grzechów ma na koncie znacznie więcej niż siedem, a każdy kolejny jest bardziej polski od poprzedniego.

My, Polacy, jesteśmy najlepsi. Niby w czym?!, zapytacie. Ano właśnie, w narzekaniu. „21 polskich grzechów głównych” Piotra Stankiewicza to książka, która przewrotnie dowodzi  tej tezy. Autor, 35-letni filozof i pisarz, sam nie jest bowiem bez winy. Diagnozując polskie społeczeństwo, pozwala sobie na coś w rodzaju metody uczestniczącej – skoro sam jest klinicznym przypadkiem praktykującym nazywane przez siebie grzechy. Jako autorasista z prawdziwego zdarzenia – w dodatku pełen wiary, że nazwanie problemu to pierwszy krok do jego rozwiązania – dyskryminuje Polaków głównie za to, że są Polakami. Narzekając na biało-czerwonych, siłą rzeczy porównuje ich do innych nacji – czyli popełnia kolejny z 21 grzechów głównych (ten określa jako natręctwo porównywania).

Nigdy nie ufaj Polakowi

Jednak w odróżnieniu od większości narzekających rodaków, Stankiewicz podsuwa szereg wyrazistych przykładów na to, że czasem ścieranie się z innymi jest moralnie konieczne („Jedność jest naszym wielkim narodowym <zamiast>”), a sam autorasizm może mieć swoje smutne uzasadnienie.

Wspomniany grzech autorasizmu może mieć twarz Sławomira Mrożka, Ziemowita Szczerka lub Zbigniewa Stonogi. Może objawiać się w krytyce parawaningu, ale i – bardziej nawet – w polskim braku zaufania społecznego. „Nie dlatego sobie nie ufamy, że nie umiemy tego robić, ale dlatego, że ci, którym byśmy mieli zaufać, to Polacy”. Mniej oczywistym przykładem autorasistowskiej postawy jest zdaniem Stankiewicza radość z organizowania przez Polskę Euro 2012 („będziemy mieć wreszcie okazję, by zmodernizować nasze państwo”, parafrazuje autor nasz dziwaczny schemat myślenia).

fot. Wydawnictwo Bellona

Dostajemy więc 21 rozdziałów, z których każdy zatytułowany jest kolejnym grzechem. Na poparcie prawdziwości każdego z nich otrzymujemy co najmniej kilka przykładów – z życia politycznego, z mediów społecznościowych, z literatury i publicystyki, dokumentów prawnych i dochodzeniowych, z ulicy. Stankiewicz nie dzieli źródeł na lepsze i gorsze, jeśli tylko są prawdziwe i symptomatyczne. Rozgląda się dookoła i interpretuje. Czyta raporty z katastrof, ale nie boi się przeskrolować Fejsa. Przysłuchuje się naszym politykom („Sorry, taki mamy klimat” to już kultura dezinformacji czy jeszcze niedasizm?). Ogląda memy i sam fotografuje absurdy dnia codziennego. Zaśmiewa się do rozpuku z polskiej biurokracji (wytykając jej uprawianie kultury dezinformacji), czyta opisywane przez Jana Śpiewaka konsekwencje dekretu Bieruta oraz, z zupełnie innej strony (czy na pewno?), wspomina kolejowe anegdoty Filipa Springera. Łączy skrajności, lecz nie dzieli politycznie. Naśmiewa się po równo ze wszystkich. Dostaje się PiS-owi, Platformie, RAZEM-owcom i Majmurkom z Krytyki Politycznej. Dostaje się polskim turystom znad morza i policjantom z wielkich miast. Stankiewicz sam również uderza się w piersi.

Rachunek sumienia z zaprogramowanego myślenia

Przekorni czytelnicy nie wszystkiemu dadzą tu wiarę. I bardzo dobrze! Chcę wierzyć, że podważanie tez autora i solidny rachunek sumienia to nadrzędny cel tej książki. Czy taki na przykład optymizm magiczny (myślenie typu: jakoś to będzie) w kontekście coraz powszechniejszych powątpiewań w zmiany klimatu i w autorytet ludzi nauki jest grzechem typowo polskim? Śmiem wątpić. Czy wyrodne państwo, które nie wierzy swoim gwałconym obywatelkom to produkt ściśle nadwiślański? Czy głód apolityczności nie trawi przypadkiem innych społeczeństw, którym przejadły się parlamentarne gierki? Choć  wspomniane przykłady są tylko jednymi z wielu potwierdzających daną tezę o polskości, siłowanie się z tymi racjami ze strony czytelnika i próba przekonania siebie samego, że jest inaczej, na dłuższym dystansie mogą zrodzić dobry owoc. Rachunek sumienia ze stadnej psychologii i z zaprogramowanego myślenia jeszcze nikogo nie skrzywdził.

„21 polskich grzechów głównych” pachnie świeżością i pobudza. Trafi do przebodźcowanych czytelników, którzy złośliwość autora odbiorą jako figlarny środek naprawczy. Choć pozbawiona filozoficznej pretensji, książka ma w sobie coś z satyrycznego traktatu, próbującego wypowiedzieć przemilczaną istotę polskości. Polskości na którą trafiliśmy na tym nadwiślańskim łez poletku i polskości, którą sami współtworzymy. O czym nieraz zapominamy.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Kasiu, mów do mnie jeszcze. O literackim debiucie Katarzyny Nosowskiej

Książka Katarzyny Nosowskiej przypomina ptasie mleczko. Lekkie to to, smaczne i szybko się wchłania. Po spróbowaniu części ma się ochotę na więcej. Idealne do częstowania innych – niech i oni zaznają trochę radości!
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
21 maja 2018
CZYTAJ WIĘCEJ