Jak donieść na pijanego kierowcę? Nie jest to takie proste

3 minuty czytania
504
3
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
25 czerwca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Od jakiegoś czasu wiem, że osoba, którą znam, jeździ pod wpływem alkoholu. Znajomość z nią jakoś mnie blokowała przed zgłoszeniem faktu, że nagminnie wsiada za kierownicę po paru piwach, ale w końcu uznałam jednak, że basta i koniec, i bohatersko wykręciłam 112. I tu historia dopiero się zaczyna.

W swojej głowie jestem totalnym szeryfem i nie zawahałbym się donieść nawet na własnego męża, gdyby jeździł pod wpływem alkoholu. Bo niczego tak nie znoszę jak picia i wsiadania za kierownicę. Praktyka jednak pokazuje, że gdy chodzi o donos na kogoś, kogo się zna, nie jest to już takie łatwe, a tym trudniejsze, że policja wcale nie pochwali twojej obywatelskiej postawy – może rzecz olać całkowicie.

Bohatersko wykręcam 112

Zacznę od tego, że jeśli istniały poprzednie wcielenia, to moja cała rodzina z tamtych czasów zginęła w wypadku samochodowym. Jest też duża szansa, że nawet moi sąsiedzi i ludzie, których raz na oczy widziałam, życie stracili na autostradach, bo z jakiegoś powodu, boję się aut. Choć mój mąż jest naprawdę dobrym kierowcą, to jak jedzie dalej niż na zakupy, to ja się lękam, że już nie wróci. Dlatego zawsze, ale to zawsze byłam pewna, że jak na drodze zobaczę pijanego kierowcę, to wykręcę 112. Tyle teorii. Od jakiegoś czasu wiem, że osoba, którą znam, jeździ pod wpływem alkoholu. Okazało się, że znajomość z nią jakoś mnie blokowała przed zgłoszeniem faktu, że nagminnie wsiada za kierownicę po paru piwach. Biję się w pierś, bo zwlekałam za długo, na szczęście nikomu nic z tego powodu się nie stało i nie umarłam zjedzona przez własne wyrzuty sumienia.

Kilka dni temu uznałam jednak, że basta i koniec, potrzebuję spokoju, a nie zaznam go, póki nie zgłoszę tego, co wiem. No i bohatersko wykręciłam 112. Już widziałam ten order z ziemniaka, który wręcza mi policja, już widziałam artykuł w Fakcie, że oto mieszkanka Wrocławia, Olga S. (l. 32) uratowała setki ludzi przed potencjalną śmiercią na drodze, a cała historia nosiłaby tytuł: „Nie śpi, bo donosi!”, ewentualnie: „Nie śpi, bo pilnuje porządku!”. No dobra, tak naprawdę chciałam to zgłosić i zapomnieć. 112 okazało się jednak złym numerem, bo tam się zgłasza przypadki, które dzieją się w tej chwili, a ja nie mam nic z Rutkowskiego i nie wiedziałam, gdzie aktualnie przebywa mój znajomy. Zgodnie więc z sugestią, trochę rozczarowana, wykręciłam numer na komisariat. Tam pan wysłuchał mojej historii i zapytał czy mam internet. Ja tam ogólnie lubię small talki, ale ta konwersacja poszła stronę, w którą się nie spodziewałam. Oczywiście z racji tego, że rozmawiałam z policjantem od razu przyznałam, że mam, owszem, całkiem żwawy, bo mąż ma nerwa, jak wolno hula. On wówczas odesłał mnie w takie miejsce w tym internecie, które nazywa się mapa zagrożeń i rzekł, żebym tam wrzuciła zgłoszenie.

Mapa zagrożeń

Lekko poirytowana, bo cholernie chciałam mieć to z głowy, odpaliłam mapę zagrożeń i najpierw w ogóle nie wiedziałam, jak zgłoszenie dodać (serio, jakaś ta strona nieintuicyjna), a potem okazało się, że mogę zgłosić: dzikie kąpielisko, równie dzikie wysypiska śmieci, grupowanie się małoletnich zagrożonych demoralizacją, utonięcia, wałęsające się psy, kłusownictwo i parę innych rzeczy, ale pijanych kierowców nie ma. Są za to za szybko jadący, tacy, którzy źle zaparkowali i jeszcze tacy, którzy robią nielegalne rajdy. Ale pijanych brak, więc moje zgłoszenie nie poszło. Do tego mapa zagrożeń każe wskazać miejsce zagrożenia, a jak wspominałam – nie wiem, gdzie w danym momencie był kierowca.

Zrzut ekranu/Mapy.geoportal.gov.pl

I teraz, żeby była jasność. Ja nie liczyłam, że na mojego znajomego zostanie zorganizowana policyjna obława, że sprawa zyska status priorytetowej, chciałam jedynie, żeby ktoś spisał moje zgłoszenie. Tak, żebym ja miała święty spokój i poczucie, że zrobiłam, co mogłam. Dostarczyłam dane kierowcy, samochodu, opisałam sytuację. Niestety, nie poszło. To znaczy poszło, jak napisałam do rzecznika prasowego wrocławskiej policji, Pawła Petrykowskiego z prośbą o komentarz do artykułu. Rzecznik odpisał, że faktycznie powinnam móc zgłosić rzecz na komisariacie albo osobiście, albo telefonicznie. I że po podaniu danych on się tym zajmie. Podałam oczywiście, ale ciekawe co by było, gdybym nie poprosiła o komentarz do artykułu.

Trochę to wszystko smutne, zwłaszcza w kraju, w którym postawa obywatelska nie jest jakoś szczególnie popularna! To co, może ktoś z was mi ten order wystruga, hmm?

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Jak stracić prawo jazdy i szacunek u ludzi. Krzysztof Hołowczyc potrafi!

Bądź popularnym kierowcą rajdowym na zasłużonej emeryturze, występuj w roli autorytetu. Jedź na konferencję dotyczącą bezpieczeństwa na drogach, przekrocz prędkość w terenie zabudowanym ponad dwukrotnie. Wtem! Łapie cię policja. Co robisz? Na pewno nie to, co pan Krzysztof!
Nika Brassel
Nika Brassel
3 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ