Jak to ślub bez księdza?! [LIST]

3 minuty czytania
491
1
Listy od czytelników
Listy od czytelników
22 czerwca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

 „Bierzemy ślub” – postanowiliśmy pewnego pięknego dnia i zaistniał problem. Bo jak to ślub bez księdza? Bez ministrantów, białych kwiatów w kościele, limuzyny? Musisz iść i zapłacić kapłanowi za jego boże powołanie kilkaset złotych, a później udawać nawrócenie, mimo iż ostatni raz w kościele byłeś na pogrzebie cioci Stasi trzy lata temu. Taka jest tradycja. A z tradycjami się przecież nie dyskutuje, prawda?

Jakiś czas temu pojawił się tutaj artykuł o tym, ile dać do koperty. Uwierzcie mi, moi mili, koperta to najmniejszy problem! Pamiętacie ten serial „Mamuśki”? Głupi taki, a ja jeszcze głupsza brałam go za żart. Brałam. Bo teraz wiem, iż jest to wierne odzwierciedlenie rzeczywistości. Wszystko zmienił ŚLUB.

„Bierzemy ślub” – postanowiliśmy pewnego pięknego dnia i zaistniał problem. Bo jak to ślub bez księdza? Bez ministrantów, białych kwiatów w kościele, limuzyny? Musisz iść i zapłacić kapłanowi za jego boże powołanie kilkaset złotych, a później udawać nawrócenie, mimo iż ostatni raz w kościele byłeś na pogrzebie cioci Stasi trzy lata temu. Taka jest tradycja. A z tradycjami się przecież nie dyskutuje, prawda? Co powie matka/ciotka/babcia/sąsiad/pies sąsiada? Przykro im będzie. Grzeszysz, dziecko.

Śluby to małe bale

Sterroryzowana rozpaczą matki, ojca, teściowej i jej jamnika, ze strachem myślałam o tym, co mamy jeszcze do wyznania w sprawie naszego przestę… ślubu. Otóż planujemy, o zgrozo… Małe przyjęcie. Szklanka upadła na podłogę i na chwilę nastała zupełna cisza. Ojciec wziął głęboki oddech, a ja zaczęłam się obawiać, iż to już jego ostatni. Zawiodłam ich. Ich – matkę, ojca, babcię, teściową, ale przede wszystkim ciocię Jadzię, której nie widziałam od 10 lat, kuzyna Piotrka, z którym przecież kopaliśmy piłkę, gdy byliśmy dziećmi, cioteczną babkę Agatę (kim do cholery jest cioteczna babka?) i wszystkich tych innych bliskich mi ludzi, których w swym egoizmie nie uraczę flaszką wódki i kotletem z okazji zamążpójścia.

Trudno się dziwić temu oburzeniu. Porządny, polski ślub, to taki ślub, na który wydaje się nieraz oszczędności życia. Średnio Polacy na wesele przeznaczają od 20 do 40 tysięcy złotych. Głupio się przyznać, ale nawet gdybym miała takie pieniądze, idiotycznie czułabym się przepijając je w jedną noc w asyście wesołych, obcych mi wujów i serdecznych po dwóch drinkach, acz nie bardziej znanych ciotek. Z drugiej strony takie koszty wesel, to świetna wiadomość, oznacza to przecież, że jesteśmy narodem majętnym, czyż nie? No właśnie… Nie. Około 45 procent Polaków deklaruje wszak gotowość wzięcia na ślub kredytu. Byleby było tak jak się należy. Byleby sąsiadom opadły szczęki, było się czego napić. No i żeby jedzenie było dobre, a zespół fajnie grał. Młodzi w tym wszystkim wydają się tylko nieistotnym powodem do wzniesienia kielicha.

Disco polo i butelka wódka ważniejsza od szczęścia młodych

Wrażenie można odnieść, iż wszyscy narzeczeni biorą udział w nieustannym konkursie: kto zorganizuje najbardziej huczne wesele w rodzinie? Śluby, na które zaprasza się 150 osób, nie dziwią nikogo i może jest to powód do zazdrości – ja tylu ludzi bowiem nawet nie znam, a co tu dopiero mówić o bliskich relacjach. Problem leży jednak w tym, że większość par młodych też tych ludzi nie zna. Zapraszają, bo wypada, bo to brat mamy, siostra taty, bo w dzieciństwie się widywali, bo mama mówi, że lepiej zaprosić.

Największa rolę odgrywają tu naciski ze strony rodziny, która pojąć nie może, iż może zabraknąć na uroczystości jednego pijanego wujka Sławka. Gdzie w tym wszystkim jednak meritum sprawy – czyli ślub? Gdzie miejsce na radość z tego, że oto dwoje młodych ludzi zostaje rodziną? Trudno oprzeć się wrażeniu, iż pomiędzy kolejnym kieliszkiem wódki, obgadywaniem brzydko ubranej kuzynki i podskakiwaniem w rytm „Przez twe oczy zielone” gubimy nieco sens całej sprawy. A co jeszcze smutniejsze – odnoszę wrażenie, iż nawet nowożeńcy zapominają „po co się tutaj dzisiaj zgromadziliśmy”.

Moralizatorsko na koniec rzeknę, że czasem warto jednak rozczarować matkę, ojca, teściową i psa sąsiada, i zrobić po swojemu, na przekór i do oporu według naszego gustu i muzyczne, i kulinarnego, i towarzyskiego. Bo co jak co, ale w końcu ślub bierze się (przynajmniej tego wszystkim nowożeńcom życzę) tylko raz w życiu.

Dominika W.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Listy od czytelników
Listy od czytelników
Ludzie listy piszą, a redakcja IgiMaga czyta i publikuje, jeśli coś wyda nam się ważne, ciekawe lub poruszające. Piszcie do nas na adres: listy@igimag.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Jak to ślub bez księdza?! [LIST]”

  1. Dla mnie wizja pląsania przy disco-polo do piątej nad ranem była na tyle nierealna, że nawet jej nie rozważaliśmy i nie rozważalibyśmy, choćby wszystkie ciocie i wujkowie śpiewali nam kantyczki pod oknami do momentu zmiany zdania.
    Serio, olać „co ludzie powiedzą”. Teściowa miała wizję, że jedna konkretna para będzie obrażona niekatolickością ceremonii i może by ich nie zapraszać. Zaprosiliśmy, przyszli, świetnie się bawili. Zero problemu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Sezon na “ile dać do koperty?” rozpoczęty!

Maj to miesiąc komunii świętych, a także czas kiedy wesele zaczyna gonić wesele. Każdy z gości staje przed dylematem: ile dać kasy, żeby nie wyjść na skąpego buca, a jednocześnie mieć na rachunki. Komunię przyjmowałam, ślub wzięłam, czuję się więc totalnym specjalistą do spraw kopert, który dziś rozwieje wasze wątpliwości!
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
19 maja 2018
CZYTAJ WIĘCEJ

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akcetuję ją.