Jestem mięsożercą – rozumiem wegetarian. Ty też spróbuj ich zrozumieć

9 minut czytania
3099
3
Aleksandra Zielińska
Aleksandra Zielińska
24 czerwca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Kocham mięso. Nie wyobrażam sobie życia bez szyneczki i bekoniku, piekę najlepszy pasztet na świecie (potwierdzone info). Kiedy przez dłuższy czas nie jem mięsa – zwyczajnie źle się czuję. Jako zdeklarowany mięsożerca apeluję: trochę wyrozumiałości dla wegetarian. Da się zrobić?

Ja was, bracia i siostry w kiełbasce szczerze rozumiem. Trawożerni bywają irytujący. Ileż można słuchać o tym, że jesteśmy padlinożercami. Albo serwować suchary z serii: „Twoje jedzenie zjada moje jedzenie”. Zarzucanie wielbicielom steka, że nienawidzą zwierzątek i w takim razie dlaczego nie zeżrą swojego domowego kiciusia również jest mało sympatyczne.

I tu chyba leży pies (przepraszam) pogrzebany (wybaczcie). Powyższe przytyki to zwyczajny objaw fatalnych manier. A czy na pewno chcemy zniżać się do cudzego, nie najwyższego poziomu? I czy chcemy karać wszystkich napotkanych wegan i wegetarian za niesmaczne (przepraszam…) dowcipaski ich co poniektórych kolegów w ideologii?

Niektórzy mają gorzej

Bo przecież „unikający mięsa” nie równa się „cham i fanatyk”. Tak samo, jak nie każdy stekolubny to świnia (przepraszam!!!) i bezduszny drań. Większość z nas rodzice dobrze wychowali i na ogół rozumiemy, że jeden lubi to, od czego drugiemu robi się słabo. Wcale nie chcemy wchodzić sobie w drogę. Najchętniej podalibyśmy sobie ręce na łące porośniętej bujnie rukolą, gdzie w słońcu połyskują dwa grille – jeden z soczystymi płatami mięska, drugi z pieczonym bakłażanem. Ale skoro na powyższe nie ma szans – to może choć przestańmy się dręczyć nawzajem? I tu śmiała teza, po której, mam tego świadomość, mogę zostać wyrzucona z Klubiku Wielbicieli Mięsa.

Otóż – weganie i wegetarianie mają trudniej. Ciężej. Bardziej nieprzyjemnie. Przepraszam! Ale to – obawiam się – smutna prawda. Oczywiście pomijam tu czerstwe dowcipaski o tym, że mają trudniej, bo nie jedzą pysznego, usmażonego na chrupko boczku. Umówiliśmy się wszak, że nie strzelamy poniżej pasa. Bądźmy uczciwi i zastanówmy się rzetelnie: kto ma lepiej?

Czy chcemy karać wszystkich napotkanych wegan i wegetarian za niesmaczne (przepraszam…) dowcipaski ich co poniektórych kolegów w ideologii?

Warzywa rzadko budzą obrzydzenie

Mięsożerni z reguły nie darzą niechęcią roślin. Tak, wiem, rozumiem, od każdej reguły bywają smutne wyjątki. Najczęściej jednak jest tak, że owszem, ja mogę zrobić sobie wegetariański, ba! wegański wtorek, czwartek, poniedziałek. I robię. Czasem poniedziałek przeciąga się na cały tydzień, bo tak. Mogę jeść owoce i warzywa sezonowe, czynię to z przyjemnością i szczerym entuzjazmem. Kocham bób, prażony, pieczony, gotowany, surowy. Uwielbiam pomidory malinowe i te nazywane sercami wołu (ani chybi spisek mięsożernych). Jem czereśnie aż do bólu brzucha, sypię hojnie koperek i posiekaną pietruszkę. Ze łzami radości witam sezon na polskie szparagi. I wreszcie – jestem ziemniaczaną panną, czczę ziemniaczka pod wszystkimi postaciami i o każdej porze roku. I jest mi z tym cudownie.

Mam bowiem to szczęście, że rośliny nie budzą we mnie obrzydzenia. Nie boli mnie sposób ich uprawiania, ani pozyskiwania na mój talerz. A wegetarianina mięso może brzydzić. Autentycznie i do porzygu.  Jak widać na załączonym obrazku – mnie jest łatwiej. Mogę czerpać zachłanną ręką z obu ideologii, mieć ciastko i zjeść ciastko, wyrwać i spożyć chwasta, a potem zagryźć szyneczką. A wege – nie.

Mięsożerco, bądź człowiekiem

Dlatego z pozycji kotletojada odcinam się od mięsnego fanatyzmu i zmuszania. I namawiam was do tego samego, umiłowani mięsożercy. My jemy. Oni nie muszą. Nie proponujmy wegetarianinowi sałatki z kurczakiem, argumentując, że haha i hehe, drób to nie mięso. Nie polewajmy podstępnie pierogów ruskich apetycznymi skwarkami. Naprawdę, ta skwarka tylko w nas budzi pożądanie. Nie dzielmy się, będzie więcej dla nas. Nie pytajmy troskliwie weganina czy nie ma anemii, czy kotu też daje tylko marchew i czy dziecko też by głodził. Załóżmy uprzejmie, że nie jesteśmy jedynymi posiadaczami mózgu w tej konwersacji i że osoba, która decyduje się zaprzestać spożywania produktów odzwierzęcych ma jednak temat obcykany i wie, co czyni. Nie obrażajmy się, że nasz gość, który uprzedził nas o swoich poglądach nie tknie wspaniale upieczonego indyka, tylko zostanie przy żurawinie i kremie z warzyw. Przecież uprzedzał.

Oczywiście, będzie mi bardzo miło, jeżeli osoba roślinożerna odwzajemni mi się w tolerancji.

To nie jest „padlina” i „morderstwo” – dla niektórych to po prostu mięso, uszanuj to

Może po prostu bądźmy dla siebie mili?

Dbać o mój jadłospis nie musi – chętnie i z przyjemnością zjem to, co on, nawet przez sekundę nie zaboli mnie od tego żołądek czy duma. Ale równie chętnie zamówię w knajpie hambuksa z wołowinką i wolałabym bez komentarzy o tym, że kogoś brzydzi zawartość mojego talerza albo uwag, że przy wegetarianinie powinnam jeść wegetariańsko (autentyk!). Niechętnie będę słuchać, że jestem zbrodniarką, a mój kot nienawidzi mnie w imieniu innych zwierząt. Nie mam też życzenia oglądać zdjęć z ubojni, czy wysłuchiwać o tym, że nie powinnam nosić futer. Tak się bowiem składa, że futer nie nosiłam nigdy i nie planuję, mimo że owszem, buty preferuję skórzane. Taka hipokryzja. Wiem o niej, nie trzeba mi jej wytykać, bo i tak z niej nie zrezygnuję. Odwdzięczę się – kiedy będę robić imprezę uwzględnię twoje gusta. I nigdzie nie przemycę masła, jeżeli wiem, że go nie jadasz.

Mam świadomość, że moje upodobania kulinarne niestety, taka prawda, bazują na cierpieniu zwierząt. Staram się kupować w miarę ekologicznie, jajka jem tylko od szczęśliwych kur, co z tego, to nic nie zmienia. Świadomie stawiam na własną wygodę i hołubię swój smak. Wiem, co to znaczy dla osób, które postawiły na wegetarianizm i weganizm. Rozumiem, że w ich oczach – i pewnie nie tylko – krzywdzę zwierzęta i przyczyniam się do upadku Ziemi ogólnie. Biorę to na klatę. Bo ja wybrałam jedzenie mięsa. Ale nie będę nikogo z nich namawiać, aby mi w tym wyborze towarzyszył. Ani wyśmiewać jego wyborów. Być może zachowam się tak po to, żeby poczuć się lepiej. Każdy ma swoje na to sposoby, prawda?

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Aleksandra Zielińska
Aleksandra Zielińska
Żyje serialami i żyje z seriali. Niedoszła duma palestry. Chce być sprzątaczką w HBO. Ma za złe. Przewraca oczami na głos. Miss Logorrhea.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Kompletnie bezużyteczne historie, którymi błyśniesz na imprezie: jedzenie

Dziś na tapecie dużo ciekawostek związanych z jedzeniem. Ostrzegam lojalnie – wrażliwi mogą się nieco zirytować. Niewrażliwym też możemy nieco zaszkodzić...
Agata Połajewska
Agata Połajewska
5 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ