„Love Express. Zaginięcie Waleriana Borowczyka” – Niemoralny rewolucjonista

5 minut czytania
945
0
Rafał Christ
Rafał Christ
10 czerwca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Największy problem z „Love Express. Zaginięciem Waleriana Borowczyka” będą miały osoby niezaznajomione z twórczością reżysera „Opowieści niemoralnych”. Po obejrzeniu dokumentu nadchodzi bowiem nieodparta chęć zapoznania się z przywołanymi tytułami, a ich zdobycie nie należy do zadań łatwych.

Jak w wywiadach często wspominał reżyser dokumentu, filmy Borowczyka przedstawia się rodzimej widowni, a nie o nich przypomina. Kiedy rozkoszować się nimi mogli zachodni widzowie, PRL-owska cenzura wytrwale broniła granic naszego kraju przed ich niemoralnym wydźwiękiem. Lata po upadku komuny dzieła tego twórcy wciąż nie są powszechnie znane. Przeglądając sklepy internetowe, natrafimy na raptem kilka tytułów wydanych na nośnikach DVD z polską wersją językową.

Awangarda ekranowej rewolucji

Osoby obeznane z tematem podczas seansu „Love Express” mogą zachodzić w głowę, dlaczego znany krytyk w swoim dokumencie podobnie jak polscy dystrybutorzy skupia się zaledwie na kilku tytułach z bogatej filmografii Borowczyka. Kuba Mikurda nie zdecydował się bowiem zrealizować pełnego portretu jednego z najsłynniejszych na świecie reżyserów polskiego pochodzenia, bo to wymagałoby o wiele dłuższego metrażu, a nawet formy wieloodcinkowego serialu.

Mikurda za cel objął sobie pokazanie, w jaki sposób jednemu ze stojących w awangardzie ekranowej rewolucji seksualnej twórcy przypięto łatkę pornografa, co zmusiło go do zakończenia tyleż lukratywnej co kontrowersyjnej przecież kariery. Reżyser prowadzi swój wywód, jakby pisał rozprawę naukową. Nie ma tutaj miejsca na dywagacje, jest za to Borowczyk i jego dorobek widziany oczami kolegów po fachu, współpracowników i znawców tematu.

fot. HBO

O reżyserze wypowiadają się znakomite osobistości jak Andrzej Wajda, Terry Gilliam, czy Neil Jordan. Raz zachwycają się jego dziełami, a kiedy indziej zazdroszczą mu pomysłowości i perfekcjonizmu. Dzięki wywiadom z aktorami i wieloletnim operatorem Borowczyka poznajemy jego proces twórczy, a krytycy przybliżają odpowiednie konteksty, abyśmy mogli zrozumieć, co tak naprawdę zaszło. Nie brakuje również materiałów archiwalnych z planów filmowych czy rozmów z twórcą „Goto, wyspy miłości”.

Historia pełna paradoksów

Jego historia jest tak naprawdę bardzo prosta i podobne opowieści słyszeliśmy już niejednokrotnie. Geniusz, nie do końca rozumiany we własnym kraju, wyjechał na Zachód w poszukiwaniu twórczej wolności. Jego fascynacje sprawiły, że został zaszufladkowany jako pornograf, w wyniku czego odbierano mu kontrolę nad kolejnymi dziełami. Mikurda przedstawia go jako bohatera tragicznego, zaplątanego w sieć niuansów przemysłu filmowego, w którym widziany był nie jako artysta, a rzemieślnik od kina erotycznego.

Ironia tego faktu najbardziej chyba widoczna jest w scenie, kiedy zebrani przed kamerą goście spoglądają na materiały promocyjne kilku tytułów Borowczyka. Wyeksponowana na nich nagość nie ma nic wspólnego z reklamowanym dziełem. Takie metody dystrybutorskie nie były niczym wyjątkowym. Wiele filmów mniej lub bardziej artystycznych sprzedawano jako produkty pełne seksu bądź przemocy, nawet jeśli tych elementów było w nich jak na lekarstwo. W przypadku reżysera „Bestii” jest to o tyle bolesne, że przylepiono mu etykietę, chociaż całą karierę próbował tego uniknąć. Jego twórczość, choć wymyka się gatunkowości, została sprowadzona do produkcji obiecujących tanie jedynie podniety.

Borowczyk stał się niejako ofiarą rewolucji seksualnej, bo erotyzm i przełamywanie tabu stopniowo przestawały spełniać u niego rolę środka do celu, a stawały się celem samym w sobie. Producentów nie interesował transgresyjny wymiar jego dzieł, a przyciągnięcie do kin jak największej liczby widzów. Dlatego w produkcjach sygnowanych nazwiskiem reżysera nieraz pojawiały się sceny zrealizowane przez kogoś innego. Ostatnim jego filmem jest piąta część „Emmanuelle”, ale jak można dowiedzieć się z „Love Express”, wyreżyserował on tylko jedną sekwencję, od nazwy której pochodzi tytuł dokumentu.

fot. HBO

Historia Borowczyka pełna jest paradoksów, co Mikurda uwypukla stroną formalną swojego filmu. „Gadające głowy” przedstawiają dramat artysty, a wokół nich nie brakuje animacji korespondujących z wypowiedziami. Lekkość opowieści kontrastuje z omawianymi wydarzeniami. Reżyser podchodzi do zebranych przed kamerą osób nieco ironicznie. Szczególnie widać to na przykładzie Slavoja Žižka. Nieraz musimy na zbliżeniach oglądać charakterystyczne dla niego, wręcz obsceniczne gesty.

Upadek idola

Zaproszeni przez reżysera goście wpuszczają nas do intymnego świata Borowczyka, a sam Mikurda przez liczne zbliżenia i sposób montażu, czyni tę opowieść jeszcze bardziej intymną. Bo dla wszystkich wypowiadających się twórca adaptacji „Dziejów grzechu” jest idolem. Spoglądają na kolejne dzieła nostalgicznymi oczami fanów, którzy z żalem szukają powodów jego upadku.

„Love Express. Zaginięcie Waleriana Borowczyka” wyrosło z kinofilskiej potrzeby zwrócenia reżyserowi należnego mu miejsca w historii X muzy. Kuba Mikurda kontynuuje więc dzieło, w skład którego wchodzi współredagowana przez niego książka „Dzieje grzechu. Surrealizm w kinie polskim”, gdzie twórca „Blanki” został ustawiony w jednym szeregu z Romanem Polańskim, Andrzejem Żuławskim czy Wojciechem Jerzym Hasem.

Film jest zaproszeniem do przyjrzenia się jego dziełom spojrzeniem przenikającym nagość i dostrzegającym bogactwo ich znaczeń. Niezależnie od tego, czy ma się już za sobą podobną wycieczkę do tej krainy fascynujących, pełnych erotyzmu i przemocy snów, czy też nie, nikt nie będzie tego żałował. Gwarantują to twórcy dokumentu i niżej podpisany autor tekstu.

Premiera filmu na antenie HBO 10 czerwca 2018, o godz. 22:00

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Rafał Christ
Rafał Christ
Filmoznawca, który zamiast z kinem artystycznym, woli spędzać wieczory z horrorami i blockbusterami. Kiedy akurat czegoś nie ogląda, to pewnie czyta komiks albo książkę. Jego przemyślenia na temat popkultury można znaleźć w różnych miejscach w internecie, ale nie zdziwcie się jeśli natkniecie się na nie również w prasie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Co zamiast nowego Greya? 10 filmów z BDSM w tle

Z okazji walentynek do kin wchodzi kolejna część bezpłciowego romansu – “Nowe oblicze Greya”, który sprawia, że człowiek ziewa przy “wyuzdanych” scenach seksu. Oto przegląd filmów, po które można sięgnąć, gdy najdzie nas ochota na odrobinę prawdziwej pikanterii. Grey by się przy nich zarumienił!
Rafał Christ
Rafał Christ
12 lutego 2018
CZYTAJ WIĘCEJ