Mieszkać z rodzicami do trzydziestki? Lepiej nie!

3 minuty czytania
1090
2
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
12 czerwca 2018

Odsłuchaj

Niedawno świat obiegła informacja o trzydziestolatku z Nowego Jorku, którego rodzice podali do sądu, gdy ten nie chciał wyprowadzić się z domu. Sąd nakazał mu rychłe opuszczenie rodzinnego gniazda. Przypadek nowojorczyka sprowokował mnie, by zastanowić się, w jakim momencie najlepiej iść na swoje.

Ja to zrobiłam wraz z rozpoczęciem studiów, no i nie było to do końca swoje, bo rodzice pomagali mi finansowo. Mieszkałam w akademiku, na wakacje przyjeżdżałam do domu, chyba że jechałam zarabiać funty. Tak całkowicie dom opuściłam zaraz po studiach, jak poszłam do swojej pierwszej pracy, potem zjawił się książę na białym koniu i żyłam długo i szczęśliwie. I powiem wam, że wyprowadzkę od rodziców bardzo sobie chwalę, choć wiem, że nie każdy tak ma i w wielu przypadkach zupełnie rozumiem mieszkanie ze starymi, nawet gdy zbliżamy się do wieku, w którym oni mieli już całkiem duże własne dzieci.

Zbuntuj się!

Wszystko jednak tak naprawdę zależy od tego, czy czujecie się w domu autonomicznymi osobami i czy macie w nim szansę na bycie dorosłym. Ja na przykład w domu jestem dzieckiem totalnym i ilekroć tam mieszkałam czułam się jak gówniarz. Pewnie trochę dlatego, że nie przeszłam okresu buntu właściwie w żaden sposób i moim „buntem” była przeprowadzka. To wraz z opuszczeniem chaty upijałam się, robiłam durne rzeczy, poznałam siebie i poczułam się samodzielna. To jest fajne i potrzebne uczucie.

Jeśli ktoś przeszedł okres buntu, pępowina została odcięta, a rodzice mają sporą chatę i chętnie przyjmą pod nią dorosłe już dziecko, to uważam, że takie rozwiązanie ma sens. Zwłaszcza, jak gdzieś tam czai się wizja, że to nie będzie na zawsze i, oczywiście, pod warunkiem, że dziecko pracuje, a nie gra w gry czy inne porno wciąga całymi dniami. Jak nie pracuje i nie zamierza, to nie dość, że z domu trzeba takiego delikwenta wykopać, to jeszcze radziłabym zmienić zamki.

Zasady najważniejsze

Niektórzy uważają, że dorosłe dzieci mieszkające z rodzicami powinny dorzucać się do czynszu, robić zakupy, sprzątać, etc. Sprzątanie i pomoc – jasne, to dorzucanie się – rzecz względna. Jak w domu jest średnio, to trzeba i to bez dwóch zdań, ale jak rodziców stać, to nie byłabym tu taka restrykcyjna. Ważne jest jednak, żeby ustalić to wszystko od razu. Trzeba też stanowczo dać do zrozumienia rodzicom, że relacja mama – syn owszem będzie, ale raczej jesteśmy współlokatorami, więc jak dziewczyna wpadnie na noc, to nie ma co witać jej w rodzinie, a jak trzeci dzień pijemy przy Netfliksie i to sami – zawiezienie nas na odwyk jest przesadzoną reakcją.

Tyle teorii, bo w praktyce nie ma pewnie takiej matki, która uśnie przed naszym powrotem z melanżu i nie spojrzy wymownie na zegarek. Jeśli na drugi dzień skwituje nasze wyjście jakimś czerstwym żartem, który szykowała całą noc, to ja bym radziła jednak pomyśleć o przeprowadzce. Bo to znaczy, że rodzicom ciężko jest uznać, że dziecko dorosło i ma prawo robić, co chce. Trochę to rozumiem, bo mieszkając u rodziców, dodatkowo za darmo z praniem i obiadami w bonusie, godzimy się na oddanie odrobiny niezależności.

Na swoim najlepiej

Podsumowując – samodzielność to jest fajna sprawa, więc raczej polecam odseparowanie się od rodziców. Ale jeśli rodzice potrafią przeskoczyć siebie i zobaczyć w swojej niedawno uczącej się chodzić i mówić dziecince, dorosłego i niezależnego – to wspólne mieszkanie da się ogarnąć. Wymaga to jednak sporo pracy, lepiej jak przyświeca temu na przykład taka myśl, że oto mieszkamy razem, bo dzięki temu oszczędzasz kasę i kiedyś się wyprowadzisz, albo taka, że mieszkamy, bo razem nam łatwiej się utrzymać niż taka, że to wspólne życie będzie trwało po wsze czasy.

Raczej ten wariant bym odradzała, chyba że komuś bliska jest idea wielopokoleniowych domów, która akurat do mnie zupełnie nie przemawia, bo to jest dopiero sieć dziwnych zależności.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Życie

Pod jednym dachem z teściami: czy to się może udać?

Nie będę was trzymała w napięciu i od razu odpowiem na pytanie w tytule: nie może. Nie ma najmniejszej szansy, żeby wyjść z takiego układu bez szwanku. No bo, że wyjść kiedyś trzeba, to jasne!
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
20 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ