Nie lubię poniedziałków – najsłynniejsze szkolne strzelaniny

11 minut czytania
2607
0
Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
16 czerwca 2018
fot. Joseph Gruber/Shutterstock

Odsłuchaj

Nieodmiennie budzą od nowa dyskusję na temat dostępu do broni palnej: czy należy go ograniczyć, czy przeciwnie, zwiększyć granice obrony koniecznej tak, by każdy postawiony w sytuacji bez wyjścia mógł zareagować. Szkolna strzelanina jest też zjawiskiem starszym, niż się wydaje, choć w społecznej świadomości utrwaliły ja dopiero wydarzenia z Columbine High School w 1999 roku.

Tell me why
I don’t like Mondays
I want to shoot
The whole day down

To fragment najsłynniejszego przeboju zespołu Boomtown Rats, który wszyscy znamy. Wiele osób nie wie jednak, że zainspirowała go osoba Brendy Spencer, sprawczyni strzelaniny w szkole podstawowej w San Diego. Zabiła wówczas dwie osoby i zraniła ośmioro dzieci. Zapytana o powody, wzruszyła ramionami i powiedziała, że „nie lubi poniedziałków”.

Już w XVIII wieku

Wbrew temu, czego można by oczekiwać, szkolna strzelanina nie jest zjawiskiem XX-wiecznym. Za najwcześniejszy przypadek uważa się masakrę w Greencastle, w Pensylwanii, z 1764 roku, dokonaną przez Indian podczas Powstania Pontiaka. Od lat czterdziestych XIX wieku w każdej dekadzie możemy znaleźć co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście przypadków.

W 1872 roku, również w Pensylwanii, siedemnastoletni Thomas McGiffin zastrzelił dyrektora żeńskiej szkoły, profesora Wilsona, ponieważ ten odmówił przekazania liściku miłosnego jednej z uczennic. W 1894 roku w Parkerbusbur w Zachodniej Wirginii piętnastoletni Willis Gardner i jego ośmioletni brat mieli po prostu pecha, ponieważ przypadkiem trafili w sam środek kłótni kilkorga uczniów. W 1898 w masakrę przerodził się zwykły spór podczas szkolnej wystawy w Charleston. W 1904 roku w Chicago para szesnastolatków, Henry Schaze i Paul Jelick, przez rok rywalizowała o względy dziewczyny. Henry z zazdrości zabił konkurenta.

W czasach, kiedy w szkołach dopuszczano jeszcze kary cielesne, powtarza się motyw zemsty rodziców bądź rodzeństwa, którzy w odwecie za wychłostanie ucznia zjawiali się w szkole z naładowaną bronią. Nie brakowało też wypadków, broni, która wypaliła przypadkowo.

Zabawy z bronią

W świadomości publicznej i ogólnoświatowej problem utrwalił się jednak w 1999 roku z powodu Columbine High School.

Eric Harris i Dylan Klebold chcieli przejść do historii – i przeszli, niestety nie z uwagi na wynalezienie lekarstwa na raka czy rozwiązanie problemu głodu na świecie. Zapisali się w annałach kryminologii jako sprawcy najbardziej krwawej szkolnej strzelaniny w historii Stanów Zjednoczonych, dopóki nie wyprzedził ich Seung-Hui Cho, rozpętując piekło na kampusie Virginia Tech.

Pod względem wszystkich strzelanin przeprowadzonych przez pojedynczego strzelca w Stanach Zjednoczonych Cho wyprzedzają sprawcy niedawnej masakry w klubie w Orlando w 2016 roku i na koncercie country w Las Vegas. W Columbine życie straciło 15 osób, łącznie ze strzelcami, którzy popełnili samobójstwo.

Bez wyraźnego powodu

Kiedy słuchamy opowieści ocalałych, świadków wydarzeń, uderza przede wszystkim mechaniczna bezduszność sprawców. Oto Cassie Bernall, niezwykle wierząca, lubiła dyskutować o Biblii, wspinać się po skałkach i oglądać Braveheart. Harris dwukrotnie uderzył dłonią w blat stołu, pod którym się ukrywała, zajrzał pod spód, powiedział „niespodzianka” i strzelił jej w prawą skroń.

Rachel Scott, lat 17. Była zdolną aktorką i scenarzystką, świetnie prezentowała się przed kamerą, marzyła o karierze pisarskiej. Na prośbę przyjaciela Nicka Baumgarta rzuciła palenie, gdyby nie to, być może znajdowałaby się w palarni zamiast na trawniku, gdzie jadła lunch w towarzystwie Richarda Castaldo.

Dylan Klebold znał ją od przedszkola. Była pierwszą ofiarą, zginęła od postrzału w pierś, głowę, ramię i nogę. Castaldo przeżył, ale do dzisiaj porusza się na wózku. Daniel Rohrbough, lat 15. Fan elektroniki i gier wideo. Lubił dowcipkować, cieszył się z prawa jazdy na horyzoncie. Chętnie pomagał ojcu w sklepie. Został wielokrotnie postrzelony niedaleko zachodniego wejścia do szkoły i wykrwawiał się powoli przez kilkanaście godzin, nim dopuszczono do niego ratowników.

Kyle Velasquez, lat 16. Lekko upośledzony po udarze, który przeżył jako dziecko, był pełen łagodności, ciepła i życzliwości dla świata. Lubił wszystkich i wszyscy go lubili. W Columbine był zaledwie od trzech miesięcy. Przestraszony czy zdezorientowany, nie wiedział, że należy się schować. Klebold strzelił mu w tył głowy przechodząc obojętnie obok. Kyle był pierwszą ofiarą w bibliotece… I ta lista ciągnie się długo. Trzynaście żyć, odebranych właściwie bez powodu.

Nie planowali

Kto zginął w Columbine? To było pierwsze pytanie, które zaczęli sobie zadawać analitycy zdarzenia. Czy był jakiś klucz? Czy Harris i Klebold planowali, kogo chcą zabić? W dzienniku Harrisa widnieje lista „znienawidzonych”, ale ani jedno nazwisko nie pokrywa się z nazwiskami faktycznych ofiar. W gronie zabitych mamy popularnych i wykluczonych, nerdów i szkolne gwiazdy, jednego czarnoskórego, dziewczyny i chłopaków w różnym wieku.

Nie, nie planowali. Było im to obojętne.

Może zemsta, pytali ludzie po fakcie. Ktoś się znęcał nad nimi? Dokuczał im? Obaj, owszem, deklarowali niechęć do popularnych sportowców, tradycyjnie noszących w szkole białe czapki. Ale chociaż wchodząc do biblioteki zażądali, by wszyscy z takim nakryciem głowy „się ujawnili” (bez skutku, oczywiście), to i tak nie przywiązywali do tego większej wagi. Jednym z mitów Columbine jest powtarzana często opinia, że Klebold i Harris należeli do wykluczonych, że ich prześladowano,  że byli zbuntowanymi samotnikami.

Nieprawda.

Przystojny i charyzmatyczny Harris cieszył się dużym powodzeniem, zwłaszcza wśród dziewcząt. Klebold był wesołkiem, jego poczucie humoru zjednywało mu kolegów. Obaj się wyróżniali i jako tacy nie byli kochani przez wszystkich – owszem, zdarzały się głupie dowcipy – niemniej nie ma tu mowy o szkolnym piekle.

Spójrzcie na mnie

Kręcąc słynnego „Słonia” Gus Van Sant pochylił się nad sprawą Columbine. Jego teza jest prosta i przekonująca: czynnikiem wyzwalającym mógł być w istocie drobiazg, tak niewielki, że nawet nie bylibyśmy w stanie go dostrzec. Z pokazanych w filmie uczniów niemal każdy mógłby być na koniec sprawcą. Zakompleksiona dziewczyna, która nie chce się rozbierać na lekcjach gimnastyki, ogarnięte obsesją wyglądu bulimiczki, chłopiec, któremu ojciec nie żałuje ciężkiej ręki. Każde z nich. Najbardziej dojmująca w takich tragediach jest świadomość, że nie ma tu wielkiego, doniosłego powodu, czegoś imponującego, przekonującego. Jest zazwyczaj tylko pragnienie odebrania życia z hukiem i zwrócenia na siebie uwagi, wygłoszenie deklaracji przez kogoś, kto czuje się niewystarczająco zauważany.

Columbine High School okazało się przełomowe, chociaż bynajmniej nie było pierwsze. Od tego czasu wydaje się, że stale słyszymy o ofiarach broni palnej. Ostatnio w Teksasie, gdzie zginęło dziewięcioro uczniów i jeden nauczyciel. Ponoć sprawca był wściekły z powodu odrzuconego uczucia – jedną z ofiar była dziewczyna, która odparła jego agresywne zaloty.

Strzelanie do celu

Ze swojej strony pragnę przypomnieć przypadki szkolnych strzelanin, które wydają się szczególnie wstrząsające. Kryterium wyboru jest tu przede wszystkim emocjonalne. Nie chodzi też, co pragnę podkreślić, o ewentualne współczujące usprawiedliwianie sprawców – wręcz przeciwnie, o upamiętnienie ich ofiar, których nazwisk tak często się zapomina. I wreszcie kryterium ostatnie – skupiłam się na strzelaninach, które miały miejsce w szkołach średnich, dlatego nie ma tutaj zdarzeń na kampusie uniwersyteckim Virginia Tech czy w szkole podstawowej Sandy Hook w Newton. W żadnym stopniu natomiast nie kierowałam się liczbą ofiar – ponieważ każde pojedyncze życie jest istotne. Każda utrata jest tragedią i zasługuje na pamięć.

W 1966 roku w Arizonie osiemnastoletni Bob Smith uwięził siedmioro osób, kazał im położyć się na ziemi w kręgu i każdej z nich strzelił w tył głowy. Zginęły cztery kobiety i trzyletnie dziecko, jedna kobieta i niemowlę cudem przeżyli. Powód? Prawdopodobnie bałwochwalczy podziw Smitha dla masowych zbrodniarzy, Richarda Specka i Charlesa Whitmana.

W 1974 roku w Olean, w stanie Nowy Jork, osiemnastoletni Anthony Barbaro – znakomity uczeń – przeprowadził dwuipółgodzinny ostrzał z okien swojej szkoły, zamkniętej wówczas na ferie świąteczne. Zabił trzy osoby, jedną z nich była kobieta w ciąży, i ranił jedenaście. Był członkiem klubu strzeleckiego, chwalonym za celność. Ponoć chciał sprawdzić to w praktyce. Na zdjęciu widać chłopca o niewinnej twarzy i nieśmiałym uśmiechu.

W 1984 roku w North Richland Hills w Teksasie absolwent Barry Wayne Shaw pojawił się w Richland High School uzbrojony po zęby. Jego celem była nauczycielka angielskiego, panna Ball. Ponoć wyśmiewała się z jego ubioru i zawstydzała go w klasie. Nie znalazł jej jednak, więc zaczął strzelać w okna i ściany, krzycząc „homecoming, homecoming”. Dyrektor szkoły wyszedł mu odważnie naprzeciw. Shaw nie stawiał oporu, rzucił dyrektorowi broń, mówiąc po prostu „zrobiłem to”. Potem wyszło na jaw, że wcześniej zastrzelił miejscowego instruktora karate, Jimmy’ego Glena Wilsona.

W 1988 roku w Abilene w Teksasie Mason Staggs strzelił w twarz swojemu nauczycielowi, Rickowi Maloneyowi. Potem spokojnie poszedł na ryby. Maloney cudem przeżył.

W 1997 roku w Pearl, Missisipi, szesnastoletni Luke Woodham zamordował w domu swoją matkę, a następnie pojechał do szkoły. Na procesie twierdził, że nawet zabicia matki nie pamięta. Umierała długie minuty z upływu krwi. Traf chciał, że pierwszą osobą, którą spotkał na piętrze liceum, była jego była dziewczyna, Christina Menefee, wraz z koleżanką, Lydią Kay Drew. Zastrzelił obie, potem ranił jeszcze siedem osób. Swoje powody przedstawił bliskiemu koledze, pisząc do niego „Nie jestem psychicznie chory. Jestem wściekły. Zabiłem, ponieważ ludzie tacy jak ja są źle traktowani. Pokazałem społeczeństwu, że pod naciskiem każdy w końcu pęknie. Przez całe życie byłem wyśmiewany, bity, nienawidzony. Czy społeczeństwo naprawdę może mnie winić? (…)”

Jak zapowiedziałam na początku, obracam się wokół szkół średnich, tu jednak uczynię wyjątek, ponieważ zdarzenia w Craighead County w Arkansas w 1998 roku są szczególnie poruszające. Miały miejsce nie w liceum, a w gimnazjum. Mitchell Scott Johnson miał wówczas trzynaście lat, jego wspólnik, Andrew Douglas Golden, jedenaście. Ponoć Johnson był wykorzystywany seksualnie jako siedmiolatek. Rok przed strzelaniną został oskarżony o molestowanie trzyletniej dziewczynki. Ponoć Golden pierwszy raz dostał broń do ręki, gdy miał sześć lat. Wspólnie ci chłopcy byli niszczącym tajfunem. „Mamy wiele osób do zabicia” miał mówić Johnson, a Golden w pełni się z nim zgadzał. Na procesie mamrotali nieprzekonujące przeprosiny. Przecież chcieli tylko postraszyć. Nikt nie miał zginąć. Życie straciło pięć osób – czworo uczniów i nauczycielka. Dzisiaj są już wolni, wypuszczono ich z więzienia w dniu 21. urodzin.

Krwawy XXI wiek

W 2005 roku w rezerwacie Red Lake w Minnesocie szesnastoletni Jeffrey Weise zabił swojego dziadka, miejscowego policjanta, i jego partnerkę. Policyjnym samochodem pojechał do szkoły, do której uczęszczał jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Zabił siedem osób, zranił pięć innych. Świadkowie mówili, że cały czas się uśmiechał. Po wymianie ognia z policją, ranny, wycofał się do pustej klasy i popełnił samobójstwo. Ponoć cierpiał na depresję i był emocjonalnie niestabilny. Ponoć.

W 2010 roku w Marinette, w Wisconsin, piętnastoletni Samuel Hengel uwięził dwudziestu trzech uczniów i nauczyciela na pięć godzin po tym, jak wpadł do klasy z krzykiem, bezładnie strzelając w stronę projektora. Po długich negocjacjach zdecydował się wypuścić zakładników, sam zaś się zastrzelił, stając się tym samym jedyną ofiarą śmiertelną.

W 2012 roku w Chardon, Ohio, Thomas „T.J.” Lane, uzbrojony w broń palną i nóż, wtargnął do szkolnej kafeterii i otworzył ogień do siedzących tam uczniów. Daniel Parmertor, Russell King i Demetrius Hewlin zginęli, Parmertor na miejscu, pozostała dwójka zmarła z ran następnego dnia. Z trójki rannych Nick Walczak, postrzelony wielokrotnie w plecy, ramię i kark, został trwale sparaliżowany. Ponoć zapowiedź strzelaniny krążyła wcześniej w internecie. Ponoć King umawiał się z byłą dziewczyną Lane’a. Matka Lane’a była trochę zdziwiona, że jej syn, bynajmniej nie ranny ptaszek, tego dnia wyszedł do szkoły tak wcześnie…

W 2013 roku w Centennial, Kolorado osiemnastoletni Karl Pierson pojawił się w Arapahoe High School z bronią, trzema koktajlami Mołotowa i maczetą. Postrzelił siedemnastoletnią Claire Davis w głowę – zmarła tydzień później – potem popełnił samobójstwo. Motyw? Ponoć chciał się zemścić na szkolnej bibliotekarce, która kilka dni wcześniej głośno zwróciła mu uwagę. Ponoć…

W styczniu 2018 roku w Marshall County, Kentucky, uczniowie gromadzili się przed klasą w oczekiwaniu na rozpoczęcie porannych zajęć, gdy piętnastoletni Gabriel Ross Parker otworzył ogień. Zginęły dwie osoby, Bailey Nicole Holt i Preston Ryan Cope. Preston zdołał wykręcić numer do matki, ale nie był już w stanie powiedzieć ani słowa. Osiemnaście osób zostało rannych. Ponoć Parker nie wypowiedział ani jednego słowa. Ponoć jego oczy były martwe, pozbawione wyrazu.

W lutym 2018 roku w Parkland, na Florydzie, dziewiętnastoletni Nikolas Jacob Cruz został usunięty z Marjory Stoneman Douglas High School. Ponoć od czasów szkoły podstawowej wykazywał niepokojące zachowania, niestabilność emocjonalną, okrucieństwo. Ponoć niejednokrotnie wystosowywał pogróżki, mailowo, na YouTubie. Obnosił się ze swastyką na plecaku i deklarował w internecie nienawiść do „czarnuchów”. Równą niechęcią darzył gejów, Żydów, imigrantów i Meksykanów. W ogóle nie krył się ze swoimi planami.W jakim stopniu próbowano na to zareagować, nie wiadomo. Wiadomo jednak na pewno, że siedemnaście osób nie żyje, a siedemnaście innych zostało rannych. Jeden ze szkolnych kolegów Cruza skomentował:„Wiedzieliśmy, że jeżeli w naszej szkole dojdzie do takiego zdarzenia, to on będzie sprawcą”.

fot. bakdc/Shutterstock

Czy można zapobiec?

Jeden z dziennikarzy po niedawnej strzelaninie w Santa Fe zwrócił się z pytaniem do uczennicy, której udało się przeżyć – czy spodziewała się czegoś podobnego? Abstrahując od tego, czy było to szczególnie mądre pytanie (bo nie było), dziewczyna odpowiedziała celnie. Gdzieś w tle, w podświadomości, zagrożenie istniało stale. Że coś może się zdarzyć, że ktoś, pod wpływem jakiegoś drobiazgu, postanowi działać. Szkoła powinna być miejscem bezpiecznym, miejscem, gdzie nie tylko nabywa się wiedzę, ale również kształtuje umiejętności społeczne, buduje bazę pod przyszłe funkcjonowanie w dorosłym życiu. Czy są sposoby, by się obronić? Czy można to bezpieczeństwo uczniom w ogóle zapewnić? Jak bardzo problem będzie eskalował na przestrzeni kolejnych lat? Przecież dopiero co gazety rozpisywały się o strzelaninie w szkole Santa Fe, a w międzyczasie, w trakcie powstawania tego artykułu, miały już miejsce dwie kolejne, w Jonesboro i Noblesville.

Szeroko omawiana kwestia dostępu do broni to jedno, ale problemów do rozwiązania jest więcej – takich, na które można i powinno się zareagować. Jak ograniczenie liczby wejść na teren szkoły, zwiększenie stopnia kontroli, a przede wszystkim stała czujność rodziców, opiekunów, nauczycieli, nawet kolegów. Stała czujność dostosowana do zmieniających się czasów, do wirtualnego świata, mediów społecznościowych. W końcu to właśnie w internecie Nikolas Jacob Cruz prowadził swoją krucjatę nienawiści. Być może sposoby zapobiegania tragediom takim jak Columbine są ograniczone – bez wątpienia jednak najgorszą możliwą postawą jest obojętność. Czasami do ruszenia lawiny tragicznych zdarzeń można się bowiem przyczynić po prostu nie robiąc nic.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
Pisze, bo musi. Bez tego udusiłaby się z nadmiaru emocji. Taki ma zatem sposób na życie, spędzone głównie na filmowo, chociaż krytykiem filmowym się akurat nie czuje. Profiler z zamiłowania, zafascynowana historią zbrodni i kryminologią. Ubolewa, że los nie pozwolił jej wstąpić do FBI. Samozwańcza specjalistka od serialu "Z Archiwum X".
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

„Noże to cały mój świat”. Michał Zięba z Rzeszowa odniósł spektakularny sukces w USA

Nie lubi mówić o sobie „nożownik”, bo to wywodzące się ze średniowiecznych cechów pojęcie nabrało ostatnio bardzo negatywnego wydźwięku, kojarzy się z mordercą. Jego nożami zachwycili się Sam Kass – były szef kuchni Białego Domu, który gotował dla Obamy – oraz aktorka Jennifer Aniston.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
9 lipca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.