Piłkarski coming out – rozmowa z reżyserem filmu „Mario”

4 minuty czytania
1045
0
Robert Skowroński
Robert Skowroński
13 czerwca 2018

Odsłuchaj

Świat spoconych mężczyzn dzielących wspólną szatnię, wymieniających się koszulkami, wyrażających radość ze zdobytego gola przytuleniem. A jednak w tym zmaskulinizowanym środowisku homofobiczne nastroje są bardzo silne. Piłkarz gejem? To niedopuszczalne. O historii zakazanej miłości na boisku i poza nim opowiedział Marcel Gisler w swoim ostatnim filmie „Mario”. Mieliśmy okazję porozmawiać z reżyserem.

Robert Skowroński: Dramat o gejowskiej miłości w świecie piłki nożnej to nowość. Dlaczego pana zdaniem nikt wcześniej nie podjął tego tematu w takiej odsłonie?

Marcel Gisler: Finansowanie takiego projektu jest bardzo trudne. Wielu producentów i dystrybutorów uważa, że dzieła poruszające problematykę gejowską nie są w stanie się sprzedać. W ich opinii trudnym i kosztownym zadaniem jest także ukazanie na ekranie meczu piłkarskiego, w wiarygodny dla widza sposób. Jednak pomimo tych przeciwności udało nam się dopiąć swego i zrealizować projekt, nawet jeśli potrzeba było na to kilku lat.

Co pana najbardziej pociągało w scenariuszu dostarczonym przez Thomasa Hessa, że zdecydował się pan nim zająć?

Historia jako taka, a także jej dramaturgiczny wymiar. Rozkwit zakazanej miłości w restrykcyjnym otoczeniu, to temat dający możliwość opowiedzenia poruszającej i wzruszającej historii miłosnej.

W filmie miłość Maria i Leona jest wręcz zrównana z takimi problemami, jak uzależnienie od alkoholu czy narkotyków.

Wiele społeczeństw na całym świecie uważa, że tolerancyjna postawa zachodniego świata wobec różnorodności seksualnej jest czymś nienaturalnym. Po prostu w niektórych środowiskach społecznych wciąż można znaleźć mnóstwo homofobii.

“Mario” udowadnia, że tolerancja homoseksualizmu wśród zawodowych piłkarzy jest znikoma. Z drugiej strony magazyn „Mannschaft Magazine” przeprowadził anonimową ankietę wśród profesjonalnych graczy, z której wynika, że 87 proc. z nich zaakceptowałoby geja w swojej drużynie.

Te dane wydają mi się zbyt optymistyczne. Nie ufam statystykom. Podczas moich badań przy przygotowywaniu filmu odniosłem wrażenie, że poparcie jest dużo niższe.

W świecie piłki nożnej zdarzały się głośne coming outy, by wspomnieć tylko Marcusa Urbana. Przyglądał się pan tym przypadkom?

Oczywiście, ale akurat Marcus Urban najpierw zakończył karierę, a następnie przyznał się do swojej orientacji. Tak samo było z Thomasem Hitzlspergerem. Obecnie żaden ze znanych piłkarzy, będących wciąż aktywnym sportowo, nie jest gejem. Marcus mówił o ogromnej presji, która na nim ciążyła – odczuwał tę związaną z samą dobrą grą na boisku, a dodatkowo ciężar ciągłego zaprzeczania własnemu ja. Osobiście spotkałem się z kilkoma osobami, które potwierdziły, że znają homoseksualnych piłkarzy z niemieckiej pierwszej ligi, ale ze względu na złożoną obietnicę nie zdradzili mi ich imion. To jedna z najlepiej strzeżonych tajemnic w świecie futbolu. Wydaje mi się, że obecnie powody, dla których nikt nie chce odważyć się na swój coming out, związane są ze strachem przed konsekwencjami ekonomicznymi, a nie z koniecznością mierzenia się z homofobią. Gracz, który by się na to zdecydował, zostałby uznany przez część mediów za bohatera, ale ciążyłaby na nim ogromna psychologiczna presja spowodowana nagłośnieniem sprawy. Czy byłby w stanie utrzymać swoją wartość rynkową przy kolejnych transferach? Piłkarze są globalnymi produktami, które mają być sprzedawane na całym świecie, nawet w krajach, w których polityka państwowa i opinia publiczna są mniej tolerancyjne, a wręcz wroga wobec homoseksualistów.

Jak znalazł pan odtwórców ról Maria i Leona?

Max Hubacher został przeze mnie wybrany dość wcześnie. Znałem go z dwóch szwedzkich filmów, w których zagrał jako nastolatek, i to mi wystarczyło, aby stwierdzić, że idealnie pasowałby do roli Maria. Z kolei Aaron Altaras został wybrany na późniejszym etapie. Musiałem sprawdzić czy między nim a Maksem jest chemia. Obaj byli niezwykle zainteresowani występem w tym filmie, bo widzieli, że stanowi on komentarz do ważnego tematu społecznego.

fot. materiały dystrybutora/Tongarino

W jaki sposób aktorzy przełamywali swoje bariery fizyczne przed wystąpieniem w scenach miłosnych?

Nie było żadnych barier do przełamywania. Max i Aaron po prostu postrzegali te sceny jako część swojej pracy. Portretowanie scen seksu to przede wszystkim kwestia techniczna, a obaj aktorzy nie bali się nagości czy dotyku innego mężczyzny. Obecnie wielu młodych aktorów tego typu zadanie postrzega jako ciekawe wyzwanie do zagrania, nawet jeżeli w życiu prywatnym nie są homoseksualistami.

Aktorzy musieli stanąć na murawie i wykazać się piłkarskimi umiejętnościami. Mieli już doświadczenie na tym polu?

Zarówno Max, jak i Aaron, grali za młodu przez kilka dobrych lat w piłkę. To był warunek do otrzymania tych ról.

Na ekranie pojawiają się kluby BSC Young Boys i FC St. Pauli, które istnieją naprawdę. Czy były one otwarte na tematykę filmu?

Początkowo nie wierzyliśmy w to, że otrzymamy wsparcie ze strony prawdziwych klubów. Liczyliśmy się z tym, że będziemy musieli na potrzeby filmu stworzyć fikcyjne. Zaskoczyło nas to, że oba kluby bez wahania zaoferowały nam wsparcie. St. Pauli jest uważane za jeden z najbardziej postępowych klubów pod względem różnorodności seksualnej. Zawsze stanowczo stawiali się w pozycji przeciwnej homofobii. Jedyne o co martwił się klub było to, czy nie zniszczymy murawy podczas kręcenia.

Czy w środowisku filmowym nastroje homofobiczne są tak samo silnie, jak w świecie piłki nożnej?

Te dwie branże są ze sobą porównywalne pod tym względem. Tu i tu chodzi o duże pieniądze. Sądzę, że im sportowiec czy aktor jest bardziej popularny, tym bardziej zachowawczy i dostosowany do ogólnych wymogów musi być jego wizerunek, aby być kreowanym na pozytywnego idola.

fot. materiały dystrybutora/Tongarino

Z drugiej strony filmy LGBT cieszą się coraz większym uznaniem i nie ma mowy o ich spychaniu na bok. Mam tu na myśli m.in. oscarowe “Tamte dni, tamte noce” czy “Moonlight”.

Jest to oczywiście napawający optymizmem kierunek zmian i wskaźnik, że różnorodność seksualna staje się coraz bardziej normalna w naszym społeczeństwie.

Jest pan kibicem?

Nie, piłka nożna do mnie nie przemawia. Podchodząc do nakręcenia filmu postawiłem sobie za cel przeprowadzenie naprawdę intensywnych badań dotyczących poruszanej tematyki, aby jak najbardziej realistycznie przedstawić świat futbolu. Ponieważ Young Boys i FC St. Pauli udzielili nam wsparcia, teraz ja ich popieram, można więc powiedzieć, że stałem się ich kibicem. Young Boys wygrali nawet w tym roku mistrzostwa Szwajcarii.

A czy mimo wszystko jest coś, co podziwia pan w piłce nożnej?

Nierozerwalny związek pomiędzy kibicami i ich drużynami oraz emocjonalność na stadionie, która wydaje się prawie egzystencjalna. Ale jednocześnie tego typu masowa histeria w pewien sposób mnie przeraża.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Robert Skowroński
Robert Skowroński
Krytyk filmowy i muzyczny związany niegdyś lub wciąż związany z... długo by wymieniać. Ponadto amator kawy i urban exploringu, który już chyba na zawsze pozostanie niespełnionym perkusistą. Prowadzi profil Trochę kultury.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Opinie

Wiadomość dla Ordo Iuris: geje bywają uprzejmi, sympatyczni i godni naśladowania

O tym, że Ordo Iuris nie lubi przedrostka “homo”, wiemy nie od dziś. Że katolicka fundacja jest miłośniczką cenzury, przekonaliśmy się ostatnio. Skarga na nadawcę kreskówki „Harmidom” złożona do KRRiT jest tego smutnym dowodem. Poszło o wychowujących dziecko animowanych gejów – rzekomą tajną broń wrogiego rodzinie homolobby.
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
7 czerwca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ