Płakałam po Bourdainie, czyli pięć powodów żeby czytać jego książki

5 minut czytania
3119
2
Aleksandra Zielińska
Aleksandra Zielińska
19 czerwca 2018
Donald Bowers Photography / Shutterstock.com

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Najlepszy kucharz wśród pisarzy i najzabawniejszy pisarz pośród kucharzy. Niewyparzony, niepohamowany jęzor, fan wolności, ludzi, podróży i jedzenia. O kuchni pisał z pasją i miłością. O swoich wewnętrznych demonach – do bólu szczerze. Demony dopadły go po raz ostatni. Anthony Bourdain uciekł przed nimi w śmierć.

Na świecie są gorsze nieszczęścia, zwierzęta mają źle, a lodowce topnieją. Nic jednak nie poradzę, że wiadomość o śmierci człowieka, którego dokonania darzyłam zachwytem, którego uwielbiałam czytać i obserwować – wywołała u mnie łzy. Miał być wieczny. Mimo potoków wódy i kilogramów prochów – miał być zawsze, pełen energii, pomysłów, ciekawości świata. Konglomerat najlepszych cech francusko – żydowskich, cudowny gawędziarz, nieustraszony eksplorator najbardziej zasyfionych jadłodajni, dzielny odkrywca najbardziej podejrzanych smaków. I w dodatku przystojny, jak sto szatanów. Wyglądający doskonale w utytłanym tłuszczem fartuchu i smokingu szytym przez najlepszego nowojorskiego krawca.

Ogromnie mi smutno, że już go nie obejrzę, nie przeczytam, nie zachwycę się. Będzie go brak na tym najpaskudniejszym ze światów. Skoro zaczęłam od łzawych wspominek – niech na czele powodów, dla których zachęcam do czytania książek AB, znajdzie się śmiech.

Powód pierwszy: bo są przeraźliwie zabawne

Niestety, wyszłam już z wieku, w którym pokiwanie palcem wywołuje atak radości. Coraz mniej mnie śmieszy. Od lat studenckich nie zdarzyło mi się ryknąć śmiechem w komunikacji miejskiej. Do momentu, kiedy przeczytałam „Kill Grill. Restauracja od kuchni”.

Nieco zdumiona własną, żywiołową reakcją (nie tylko śmiałam się bez opamiętania na oczach obcych ludzi, ale także bezwstydnie się od tego śmiechu usmarkałam) postanowiłam zanalizować jej źródło.

Bourdain był szalenie zabawny, bo miał dystans. Do siebie, do świata, do własnych tragedii i sukcesów. Tego dystansu nie wykluczało, że potrafi rynsztokowo zbluzgać każdego, kto mu wszedł w drogę w kuchni. Zelżył, zrobił swoje i poszedł z zelżonym na wódkę. Razem się spili, pogodzili, pokłócili po raz kolejny. Z dystansem.

Z tym francuskim przymrużeniem oka i żydowską pogodną rezygnacją Bourdain opisuje jak pracodawca go tyrał, poniżał, omal torturował. Jak dostawcy robili go w ciula i frajera. Jak jadł, pił, rzygał, umierał i powstawał tysiące razy, za każdym razem z sukcesem – aż do tego ostatniego dnia. Wszystko to z niepowtarzalnym humorem. Nie jestem fanką grubych żartów, chamskich dowcipasków i genitalno-fekalno-trawiennych dykteryjek. Chyba że ich autorem jest Bourdain. Od niego przyjmę wszystko i wszystko mnie rozbawi…

Seria „Kill Grill” autorstwa Anthony’ego Bourdaina

Powód drugi: bo są ogromnie poruszające

…chyba, że w którymś momencie zaleję się łzami.

Naprawdę, nie jestem niestabilna emocjonalnie bardziej, niż twój sąsiad, który zawsze tak miło mówił dzień dobry, a pewnego dnia przyszedł na zebranie wspólnoty mieszkaniowej z siekierą i gazem pieprzowym. Kiedy jednak Bourdain pisał o swojej nowonarodzonej wówczas córeczce – łzy lały mi się ciurkiem.

Jak sam twierdzi – został ojcem późno, lecz dla niego był to najlepszy czas. W końcu życie przestało być tylko „o nim”. Od momentu, gdy urodziła się Ariane – wszystko zaczęło kręcić się wokół niej. Ten twardy jak skała facet wyznawał bez skrępowania, jak kocha swoje dziecko. Jak chce, żeby ten świat był dla niej lepszym miejscem, w którym dzieciaków nie karmi się hamburgerami z gównianym mięsem. I  jak chce ją wychować na kobietę, której żaden facet nie powie, gdzie jej miejsce. Która u żadnego mężczyzny nie musi szukać aprobaty.

Lubię być ojcem. Nie – kocham to. Wszystko, co się z tym wiąże.” Och, Anthony, jak mogłeś ją zostawić?

Powód trzeci: bo są interesujące w uniwersalny sposób

To trochę tak, jak Keith Richards pisze o muzyce. Czasem nie rozumiem ani słowa. Ale zawsze mnie to ciekawi! Bourdain potrafi pasjonująco o wszystkim – czy są to relacje z narkotycznych odjazdów, czy przedstawiony z detalami, minuta po minucie opis pieczenia mięska. Dla miłośników podróży jego książki to kopalnia wiedzy, co z tego, że ta wiedza jest od kuchni, o kuchni i poprzez kuchnię. Ech, miał ten facet umiejętność rozmowy z ludźmi, wyczuwania ich, rozgryzania. I był, wbrew pozorom twardzielstwa – wrażliwcem, który widzi, rozumie i wyciąga wnioski. Miał miękkie miejsce w czarnym serduszku dla lokalsów, choćby byli najbardziej nieufni i ostrożni. Zawsze w końcu siadał z nimi nad jednym talerzem, wchodził gładko między nich i wynosił w świat ich najlepsze opowieści. Nie tylko o tym, jak jedzenie ugotować. Ale też skąd je zdobyć, kiedy i jak, jak przechować, podać, jak przyrządzała to ich babcia, a jak przodkowie w legendach. W książkach Bourdaina są historie, które mają wiele warstw i odcieni, można do nich wracać kilkanaście razy i ciągle odkrywać coś nowego.

Powód czwarty: bo są pouczające

Wiedzieliście, że ten, kto wyciska czosnek, zamiast go siekać – nie zasługuje na to, żeby czosnek jeść? Albo że Włosi niby tacy oliwni fanboje, a jak zajrzysz na zaplecze, to okazuje się, że są wyznawcami kuchni francuskiej i jej trzech sekretów: masło, masło, masło? Wiecie, jaki nóż musicie mieć w domu, jeżeli macie mieć tylko jeden? W jakie dni bezpiecznie zamawiać owoce morza? Jakiego dania nigdy nie brać w knajpie w czwartki? Jak sprawdzić, czy kucharz robi nas w kucyka Pony, czy może trafiliśmy na fachowca miłującego swój fach i powinniśmy się go trzymać jak skałoczep? Jak pokroić marchewkę, cebulę, jak zacząć gotować i jak wiedzieć, kiedy skończyć?

Ja już wiem. Anthony mnie nauczył.

Powód piąty bo są prawdziwe

On to wszystko naprawdę zrobił. Był i jadł w dziurach, w których my balibyśmy się postawić trampki. Z typami, których balibyśmy się minąć na korytarzu komisariatu. Opisywał spożywanie gorącego ortolana tak, że miałam wrażenie obcowania z porno i sztuką jednocześnie. Wyżarł jeszcze bijące serce węża. O baranich jądrach nie ma co wspominać, dla niego to jak chipsy. Przemierzył świat w poszukiwaniu wszelkich przejawów miłości do jedzenia. Szukał ludzi, którzy mogli go nauczyć, jak robić jeszcze lepiej to, co potrafił robić jak nikt. Parzył się do żywego, ciął do kości, wsadzał łapy w tysiące pieców, ognisk, garnków i kotłów. Nie pisał o niczym, czego by nie spróbował. Co miał za uszami, to miał. Ale była w nim prawda i uczciwość, której strasznie szkoda.

Nie ma już Anthony’ego Bourdaina. Ale zostały jego książki. Kupcie, spróbujcie, niech was ucieszą i dadzą posmak innego świata. Przeczytajcie i zjedzcie coś pysznego, popijcie czymś znakomitym. Anthony by to poparł.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Aleksandra Zielińska
Aleksandra Zielińska
Żyje serialami i żyje z seriali. Niedoszła duma palestry. Chce być sprzątaczką w HBO. Ma za złe. Przewraca oczami na głos. Miss Logorrhea.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

2 odpowiedzi na “Płakałam po Bourdainie, czyli pięć powodów żeby czytać jego książki”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Paweł Małaszyński: “Depresja to dżuma XXI wieku”

Choć znany jest przede wszystkim jako aktor, to z powodzeniem realizuje się także w roli muzyka. Na rynek trafił album “Swans And Lions” grupy Cochise, której wokalistą od lat jest Paweł Małaszyński. Sam zainteresowany przyznaje, że wiele osób ocenia twórczość zespołu z góry twierdząc, że “jeżeli podpisał się pod tym Małaszyński, to musi być to gówno”.
Robert Skowroński
Robert Skowroński
11 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akcetuję ją.