Z Krzysztofem Piskorskim o niesamowitych światach równoległych. Rozmowa z okazji imienin Kochanowskiego

5 minut czytania
180
0
fot. Biblioteka Narodowa

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Widzieliście kiedyś poezję w języku migowym? Albo mecz poetycki? Mieliście okazję zostać na chwilę architektem lub filozofem? Robiliście własną książkę, a może spotkaliście osobiście Herberta? Każda z tych możliwości (i wiele innych) urzeczywistni się już w tę sobotę. Biblioteka Narodowa zaprasza na imieniny Jana Kochanowskiego.

Imieniny będą obchodzone hucznie i przebogato w warszawskim Parku Krasińskich. Nie zabraknie muzyki teatru, książek i kawy, a nawet programu dla dzieci. Wśród dziesiątek atrakcji znajdzie się także gratka dla fanów światów alternatywnych.

Historia alternatywna to nienowy, ale coraz bardziej popularny trend w literaturze – nie tylko polskiej. Fantaści (i nie tylko oni) potrafią wysnuć fenomenalne opowieści wokół jednej, hipotetycznej zmiany w historii świata lub regionu. Alternatywne światy będą przedmiotem dyskusji, w której wezmą udział Agnieszka Hłaska, Łukasz Orbitowski i Krzysztof Piskorski.

Ostatnio wydaje się, że wśród polskich czytelników rośnie zainteresowanie tym gatunkiem literackim, choćby za sprawą antologii „Inne Światy”. Zapytałam Krzysztofa Piskorskiego, czy widać to także z perspektywy pisarza.

Wariacje historyczne

Historia alternatywna to gatunek „z brodą” (można się uprzeć, że sięgającą starożytnego Rzymu) – zauważa autor. – W naszej fantastyce jest stale obecna, dlatego ciężko mi powiedzieć, czy teraz jest nią mniejsze czy większe zainteresowanie. „Inne Światy” to oczywiście ciekawe wydarzenie, ale np. „Lód” Jacka Dukaja, jedna z najbardziej uznanych i nagradzanych polskich alt–historii, wyszedł w 2008. A cała poświęcona takim wizjom seria „Zwrotnice czasu” ciągnie się od 2010 – mówi.

Pisarz ocenia, że niedawno przeszliśmy moment większego zainteresowania historią rozumianą ogólnie. – Wydaje mi się, że to cykliczna fala, z której grzbietu już chyba schodzimy, bo z powodu „polityki historycznej”, wokół fabularyzowania historii zaczął się roztaczać dydaktyczny smrodek.

Oczywiście to, jak czytelnicy odbierają książki, ma znaczenie dla każdego autora. Krzysztof Piskorski celnie zauważa, że na artystę, którego interesuje tylko przyjemność ze sztuki, można pozować w dwóch sytuacjach: kiedy ma się nakłady po sto tysięcy i wielką bazę czytelników, albo przeciwnie: gdy i tak mamy czytelników wyłącznie garstkę. Trudno się z tym nie zgodzić.

Dla każdego ze środka krzywej sprawa wygląda brutalnie: nie będzie zainteresowania ludzi i nie będzie dobrego odbioru, to nie będzie sprzedaży. A jak nie będzie sprzedaży, to wydawca straci zainteresowanie. Widziałem autorów, często doświadczonych, którzy z powodu mielizn rynkowych nagle tracili możliwość wydawania kolejnej pozycji „w papierze”. To nie był miły widok – stwierdza pisarz.

Pisanie fantastyki to dla autora „Czterdzieści i cztery” także duża przyjemność. Zauważa jednak, że fantastyka jako gatunek trzyma się dzięki temu, że niezwykłe wizje sprzedaje w sposób tak realistyczny, iż potrafimy w nie uwierzyć. – Ta imersja nie przychodzi za darmo. Ja pracuję na nią ciekawymi szczegółami, researchem, sięganiem do źródeł, szukaniem oparcia w autentycznych ludziach i wydarzeniach. Uważam, że „Cienioryt” nie byłby tak dobrą powieścią fantasy, gdybym np. nie posiedział trochę nad źródłami o walce rapierem czy o kulturze dworskiej XVII wieku – podkreśla Krzysztof Piskorski.

Nawet bardzo ciężki, długi research nie musi być katorgą. Ja po prostu lubię zanurzać się w tematy i epoki, o których nie wiem jeszcze zbyt wiele – dodaje.

Krzysztof Piskorski podczas spotkania autorskiego we Wrocławiu (fot. Rafał Komorowski – via Flickr, CC BY-SA 4.0)

Przyjdź na imieniny!

Już w najbliższą sobotę będzie można obszerniej porozmawiać o historii alternatywnej z wymienioną wcześniej trójką autorów. Na pytanie, czy jest coś, co szczególnie mocno łączy lub dzieli literaturę Haskiej, Orbitowskiego i Piskorskiego, ten ostatni odpowiada, że ocenić to mogą jedynie czytelnicy.  – Oczywiście chciałbym, żeby moją prozę łączyło coś z tekstami Łukasza, bo to po prostu bardzo zdolny pisarz. O połączenie z tekstami Agnieszki Haski trudniej, bo nie mam takiego (a dokładniej: nie mam żadnego) podłoża naukowego. Ale porównywać można stojąc z boku, więc jestem chyba ostatnią osobą na świecie, która mogłaby to zrobić – wyznaje autor.

Na pewno spośród trzech wymienionych osób to Piskorski ma największy, jak sam mówi, skręt w stronę fantastyki. – Za każdym razem, kiedy próbowałem pisać coś niefantastycznego, zaczynały do mnie krzyczeć pomysły i wizje, które trudno byłoby upchnąć w realistycznej prozie – wspomina pisarz. – Czułem się trochę jak malarz, któremu arbitralnie zakazano używania połowy palety. Łukasz z tym nie ma problemu; potrafi sprawiać, że zwykłość wydaje się fantastyczna. Akurat tę umiejętność sam bardzo chciałbym rozwinąć.

W redakcji uważamy co prawda, że proza Krzysztofa Piskorskiego dokonuje nie tylko tego, ale także sprawia, że to, co najbardziej fantastyczne, staje się realne. Szczegółową ocenę pozostawiamy jednak Czytelnikom, a także zachęcamy do udziału w kulturalnej uczcie w Parku Krasińskich.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Wywiad

“Zróbmy swoją szkołę wiedźminów” – rozmowa z Bartkiem Zioło z The Witcher School

Mistrzowie fechtunku uczą adeptów posługiwania się wiedźmińskim mieczem, a w lochach zamczyska kryją się rozmaite dziwne stwory... Przygodę jak z książek i gier o Wiedźminie można przeżyć w realu! Takie możliwości daje wzięcie udziału w larpie "The Witchers School". Rozmawiamy z jednym z twórców, Bartkiem Zioło.
Kajetan Kusina
Kajetan Kusina
28 czerwca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ