Co czytać dziecku, żeby przy tym nie zwariować

5 minut czytania
749
3

Odsłuchaj

Znacie to, prawda? Z jednej strony: „Czytaj dziecku pół godziny dziennie, codziennie”, z drugiej – o raju, jakież te książki dla młodzieży potrafią być nudne!

Masz, człowieku, najlepszą pod słońcem wolę i ochotę, zależy ci ogromnie, żeby smarkacz czytał i wiesz, że najlepiej wdrożyć to poprzez dobry przykład. Stały. Konsekwentny. Wiesz, że szkoła tak może niekoniecznie zapewni lektury, które uznasz za dobre i wartościowe, że trzeba będzie w tym temacie zadziałać osobiście. Wiesz w końcu, że dzieciak to głośne wieczorne czytanie zwyczajnie uwielbia, więc łączycie przyjemne z pożytecznym, raz możesz poczuć się najlepszym rodzicem na dzielni i mieć przyjemne wrażenie, że oto ogarniasz.

I co? I kiszka.

Ciężko przekonać potomstwo, że czytanie to rzecz wspaniała i przyjemna, skoro w jej trakcie ziewasz jak poirytowany lew, głowa ci się kiwa, powieka opada jak u Paris Hilton pod koniec melanżu, a stroniczka książki (w dodatku w połowie ozdobiona rysunkiem) wydaje się mieć trzy kilometry długości.

Spieszę zatem z wypróbowanym remedium. Wszystkie rekomendowane przeze mnie książki przeczytałam dzieciom osobiście. Niektóre z nich więcej niż raz, zawsze z przyjemnością. Żadna z pozycji nie jest szczególną nowością wydawniczą, niektóre to wręcz omszałe starocie. Powinny być zatem łatwe do zdobycia i to w przyjemnych dla kieszeni cenach. Co jest przemiłym aspektem, zwłaszcza gdy – jak ja – zechcecie obdarowywać kolejnymi egzemplarzami znajome dzieciaki, przy najróżniejszych okazjach. Tak sobie bowiem myślę, że jeżeli mają czytać – to kupujmy im książki. Zamiast kolejnego worka czekoladek. Wyjdzie taniej, zwłaszcza, jeżeli doliczyć stomatologa.

Doskonała lektura – także dla rodzica

„Lekkie życie Barnaby’ego Brocketa”

Niekwestionowany szczyt mojej listy przyjaznych rodzicom lektur dziecięcych.

Na Wydawnictwo Dwie Siostry można liczyć zawsze, jeżeli potrzeba wiecznie młodej klasyki lub doskonałych, zaskakujących nowości. Rzecz mądra, zabawna, wzruszająca i kształcąca, bajkowa i realistyczna jednocześnie. Uczy dzieci zrozumienia faktu, że każdy z nas jest inny i całe szczęście. Że cecha, która wydaje nam się powodem do wstydu może okazać się bramą do przygody, wolności i szczęścia. Poleciałam patosem, ale uwierzcie mi, podczas głośnej lektury tej książki co parę stron miałam gulę w gardle i mokre oczy. Zalecam więc przygotowanie zawczasu kilku dobrych odpowiedzi na pytanie: „Mamusiu, dlaczego smarkasz?”.

Skoro było wzruszająco i zagranicznie – czas na lekturę bardzo zabawną i dla odmiany – polską.

„Pompon. Wszystko naraz”

Książka Joanny Olech również generowała u mnie mokre oczy, tym razem jednak płakałam ze śmiechu. Osadzona mocno w polskich realiach bajka o smoku, który zamieszkał z rodziną Fisiów jest wspaniale uniwersalna – możesz ją czytać czterolatkowi, za parę lat dziewięciolatek sięgnie po nią równie chętnie i będzie zaśmiewał się gromko, choć zapewne w całkiem innych niż czterolatek momentach. W „Pomponie” również jest o tym, że fajnie jest być innym, że każdy ma swoje sekrety, że rodzina to rzecz wspaniała, aczkolwiek raz dziennie masz ochotę ich wszystkich udusić. Że możesz wkurzyć się okropnie na przyjaciela, ale prawdopodobnie wam przejdzie i wyjdziecie z tego ciut mądrzejsi. Całość jednak podana jest na lekko i zabawnie.

Przy tej książce będziesz płakać ze śmiechu

Osobiście ogromnie cenię sobie fragmenty, które są wyraźnym puszczeniem oczka do czytających dorosłych. Spróbujcie jednak zachować przy nich w miarę kamienną twarz, chyba, że koniecznie chcecie gęsto tłumaczyć wnikliwemu dzieciątku, dlaczego nieprzyzwoicie bawi was ta czy tamta scena.

Cykl o Muminkach – Tove Jansson

Rzygać mi się chciało na te Muminki – wyznała po latach autorka.

Zmęczenie własnymi bohaterami to przypadłość wcale nie tak rzadka, zwłaszcza, jeżeli na punkcie tych bohaterów oszalał świat. Ja jednak uparcie – nawet wbrew sentymentom autorki – będę twierdzić, że „Muminki” są lekturą dla wszystkich, od pięciolatka do stulatka.

Muminki od dekad jednoczą pokolenia (fot. Kallayanee Naloka/Shutterstock.com)

Ta seria nigdy mi się nie nudzi i za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. Wzrusza mnie też trochę, że ten związek trwa już trzydzieści kilka lat, a teraz przechodzi na moje dzieci. Wierzę, że książki, które mimo upływu dekad chętnie przejmuje po nas młodsze pokolenie są szczególnie godne tego, żebyśmy o nich nie zapominali.

Nigdy już nie będzie takiego lata, jak to spędzone w unoszącym się na wodzie teatrze. Nigdy nie będzie tak melancholijnego listopada, jak ten, w którym Filifionka nie spadła z dachu, a mogła. Po latach okazało się, że tym Paszczakiem, który kochał ciszę bywam osobiście i że chciałabym spotykać w życiu mniej Ryjków. Więc może już nigdy nie będzie groty nad morzem i białego piasku, ale przynajmniej możemy o tym poczytać. Sobie i dzieciom.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Aleksandra Zielińska
Aleksandra Zielińska
Żyje serialami i żyje z seriali. Niedoszła duma palestry. Chce być sprzątaczką w HBO. Ma za złe. Przewraca oczami na głos. Miss Logorrhea.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Książka

Brzydka prawda o książkach dla dzieci

Czy zastanawialiście się kiedyś jaki obraz dziewczynek i kobiet kształtuje literatura dla dzieci? Pobieżna analiza biblioteczki przedstawia szokującą prawdę. Większość bohaterek książek to bierne, nieme, pozbawione ambicji i planów… księżniczki! Czyżby naprawdę brakowało dzielnych, mądrych, niezależnych bohaterek, które mogłyby stać się wzorami osobowymi dla dziewczynek? W bibliotece brakuje superbohaterek Mama z dziewięcioletnią a może dwunastoletnią córką przeglądają książki na bibliotecznej półce z popularną literaturą dziecięcą. Poszukują pozycji z niezależną bohaterką, która potrafi wziąć swój los w swoje ręce i zrealizować marzenia bez pomocy księcia, brata, czy jakiegokolwiek innego bohatera płci męskiej. Kolejno zdejmują z półki…
Marta Lewin
Marta Lewin
31 marca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ