Dywizjon kontra Dywizjon. Wielka wojna plakatowa o serca polskich widzów

4 minuty czytania
2603
3
Nika Brassel
Nika Brassel
21 lipca 2018

Odsłuchaj

Polscy bohaterowie bitwy o Anglię wreszcie doczekali się należnego miejsca na srebrnym ekranie. Jeszcze tego lata premierę będą miały aż dwa filmy o ich dokonaniach. Tylko żebyście się od tego entuzjazmu nie rozpędzili i nie poszli do kina na zły film. Pamiętajcie! Jest tylko jeden, słuszny, narodowy, dobry, prawdziwy polski film o Dywizjonie 303. Tylko który to?

Plakaty nie kłamią. Szykuje się sroga walka, coś jak Godzilla kontra Hedora. W lewym narożniku on – przystojny, choć nie najmłodszy, niedogolony, ale za to jaki męski, Marcin Dorociński jako Witold Urbanowicz. Będzie reprezentował brytyjsko-polską koprodukcję “303. Bitwa o Anglię” (oryginalny tytuł: “Hurricane. 303 Squadron”). W prawym narożniku on. Papież polskiego lotnictwa, równie już niemłody, ale wciąż olśniewający, anioł przestworzy,  Piotr Adamczyk jako Witold Urbanowicz. Będzie reprezentował polsko-brytyjską koprodukcję “Dywizjon 303. Historia prawdziwa”.

fot. materiały prasowe

Obydwa tytuły wlecą na ekrany polskich kin w sierpniu. Zupełnie jak w 1940, nie? Obydwa pretendują do miana bardzo prawdziwych, ale tylko jeden z nich jest najprawdziwszy z prawdziwych. Inne Dywizjony 303 to ściema! I jest na to dowód w postaci żółtego paska na plakacie.

Fiedler taki prawdziwy

Nie no, super. Przyznam, że pomysł dystrybutora najprawdziwszego filmu z dołożeniem informacji, że “NIE POMYL FILMU!”  jest genialny. Od teraz wiele osób może bojkotować polską kinematografię z jeszcze większą satysfakcją, oto bowiem dystansuje się od głupiej kopaniny i żenującej walki o widza.

Ci natomiast, którzy mieli  ochotę obejrzeć obydwa obrazy, ale są wrażliwi na brudne zagrywki, wybiorą na wszelki wypadek może ten film, którego ekipa już zdążyła wyjść z piaskownicy i otrzepać swoje modele samolocików z piasku.

A w ogóle to: “proszę pani, prosze ani, a oni w tym prawdziwym filmie to kłamią! Albo to jest historia prawdziwa, albo na podstawie książki Fiedlera”.

Sam Witold Urbanowicz w swojej świetnej skądinąd biografii “As. Wspomnienia legendarnego dowódcy Dywizjonu 303” zanotował, że Arkady trochę podkręcił całą opowieść i pewne rzeczy opisał nieco inaczej, niż one w rzeczywistości wyglądały. Urbanowicz to rozumiał, jak na inteligentnego człowieka przystało – ot, prawo pisarza. Czyż Wańkowicz nie lepił z kilku postaci i ich losów, jednego pełnokrwistego bohatera? Robił to. Czy mamy mu to dziś za złe? Ależ skąd. Właściwie to ręka do góry, kto przeczytał jakieś tam reportaże wojenne pana Melchiora?

Dziś po takie rzeczy sięgają tylko jakieś repo-zwyrolce. Kapuściński rulez, nie? Ale i on miał w swym reportażowym życiu momenty niezłego fabularyzowania. Weźcie takiego doskonałego “Szachinszacha”. Ale dobrze, zostawmy to. Przecież sama z wypiekami na twarzy czytałam sobie tego Fiedlera. Nawet okładkę pamiętam i te opisy walk powietrznych. Jakie to było dobre! Jakie emocjonujące dla takiej dwunastoletniej dziewczyny. Ale miałam podjarkę, że to nasi taki łomot spuścili tym złym, Niemcom tym, hitlerowcom przebrzydłym. Naziolom z Luftwaffe w messerschmittach.  Fok jea! Serio.

Nie tylko wojna i samoloty

No i tu wypadałoby wrócić do sedna, czyli do samej historii. Pamiętam dobrze, jak pierwszy raz obejrzałam “Ciemnoniebieski świat”.

To bardzo liryczna historia czeskich pilotów biorących udział w bitwie o Anglię. Właściwie niemal bliźniacza – włącznie z tym dojmującym poczuciem, które towarzyszyło chyba wszystkim pilotom z Europy (i z Kanady), którzy wreszcie po wielu perypetiach docierali na Wyspy i chcieli latać, walczyć, wygrywać, ale cały czas kazano im, jak jakimś matołom, ganiać po polu na rowerach, mówiąc, że to taka symulacja walki.

Jest więc podobnie, z tym, że o Polakach mówi się więcej. Skoro zaś czujemy, że mówi się o Polakach za mało, to pomyślcie jak niewiele mówi się o Czechach. “Ciemnoniebieski świat” jest po czesku wzruszający. Ciepły, zabawny, gorzki, ironiczny. No wiecie, jak to oni potrafią. I jest też miłość, całowanie, seks, więc nie, że tylko wojna i wojna, samoloty, ratatatata.

Gdy oglądałam ten film czułam ogromny smutek, że hej, czemu nie mamy solidnego obrazu o naszych chłopakach?! O dziewczynach to ja już nawet nie wspomnę, bo kogo by tam obchodziła jakaś tam pilotka, córka Piłsudskiego, albo ta druga, Leska, Siostra Leskiego “Bradla”, jednego z najlepszych szpiegów, co to wykradł plany Wału Atlantyckiego i w ogóle D-Day udał się dzięki niemu. Albo pierwsza polska “kobieta-specjals”, spadochroniarka Zawacka?

Brytyjczycy nakręcili kilka zgrabnych filmów dokumentalnych – na przykład “Ci cholerni cudzoziemcy” z dość gorzkim finałem

Powstały też różne polskie dokumenty. Oczywiście w duchu starej “dobrej” szkoły polskiego dokumentu. Były nawet “Córki przestworzy” (jakby ktoś chciał, o tych naszych pilotkach). Zebrano też niesamowicie smutne wideowywiady ze Stanisławem Skalskim, który – tak dla przypomnienia – był jednym z najskuteczniejszych pilotów myśliwców, ale nie latał w Dywizjonie 303. Dobra tam, niech wam będzie, był przecież Sabaton (brrr) i nagrał piosenkę “Aces in Exile”.

W ubiegłym roku teatr muzyczny Roma przygotował musical o naszych pilotach z Dywizjonu 303 pod tytułem “Piloci”.

Dwa filmy to za dużo? Nie!

I co? Źle? No pewnie, że nie. Teraz jeszcze te dwa filmy, obydwa pewnie pozwolą poszerzyć nieco krąg osób, które się dowiedzą, co zrobiliśmy fajnego. Tylko my musimy jak zwykle się troszkę ponaparzać.

“Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą”, jak mawiał pewien wąsaty pan z Prus. Także zamiast podjarki i wyczekiwania, mamy ostrą szyderę w mediach i dzielenie odbiorców. I teraz bandy szalikowców będą was zagajać z zaskoczenia. Ej, menciu, na który film poszedłeś? Ten z Dorocińskim, czy ten z Szycem? Zastanów się dobrze, bo my wiemy, gdzie stało ZOMO, kto był z KOD-ziarzami i który film jest najpolściejszy i najdywizjonowawszy.

Kto zobaczy obydwa filmy, ten w ogóle marsz na karnego jeżyka!

Błagam. Dorośnijmy. Ja tam po cichu tylko trzymam kciuki, by którykolwiek z tych obrazów nie był żenujący i wykraczał ponad banalny dydaktyzm i tanią propagandę. No bo co, kurczę blade, fajnie żeśmy wtedy zawojowali przestworza, nie?

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Nika Brassel
Nika Brassel
W poprzednim życiu dziennikarka i pisarka, podróżniczka i matka dzieciom, teraz po prostu autorka, hobbystycznie podejmująca intrygujące tematy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Opinie

Polska Fundacja Narodowa – PR z turbodoładowaniem

Jak wiadomo, szewc chodzi bez butów. Dlatego nawet dziecko zrozumie, że specjalizująca się w kreowaniu wizerunku Polska Fundacja Narodowa, która sama doszczętnie zrujnowała swój wizerunek, musi zatrudnić agencję piarowską.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
18 kwietnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ