Energetyki – groźna moda wśród dzieciaków

Legalne, reklamowane przez sportowców i niebezpieczne dla dzieci
4 minuty czytania
3059
1

Odsłuchaj

Co robią młodsze nastolatki, żeby być cool? Piją napoje energetyczne. Tiger czy Red Bull są znacznie ciekawsze niż sok w kartoniku. Są niby dla dorosłych, ale legalnie dostępne. Troszkę zakazane, a jednak nie powodują (na pozór) poważnych konsekwencji. O tym, jaki mają wpływ na zdrowie, dzieci często nie wiedzą.

Według badań Instytutu Żywności i Żywienia prawie 90 procent dzieci w wieku 11-13 lat pije napoje z kofeiną. Blisko jedna czwarta pije energetyki, nie zawsze zdając sobie sprawę, że nie nadają się one dla osób poniżej szesnastego roku życia i mogą mieć poważne skutki dla zdrowia. A jeśli nawet ktoś o tym słyszał, to mówimy o grupie wiekowej, w której ględzenie starych ma znikomy ciężar gatunkowy, zwłaszcza w porównaniu do kolorowych reklam. I producenci dobrze o tym wiedzą.

Kluczowe składniki napojów energetyzujących to kofeina, tauryna, witamina B, cukier i guarana. Każdy z tych składników w nadmiarze może być szkodliwy, szczególnie dla młodego organizmu. Kofeina pobudza czynność serca, podnosi ciśnienie, działa pobudzająco na układ nerwowy, zwiększa uczucie niepokoju i powoduje uzależnienie fizyczne. Biorąc pod uwagę, że przeciętny nastolatek to nerwowy króliczek na speedzie, chodząca bomba emocjonalna i modelowy przykład sinusoidy w jednym, trudno sobie wyobrazić, co może zrobić z jego oszalałym mózgiem spora dawka doskonale przyswajalnej kofeiny. Puszka napoju energetycznego może zawierać jej nawet tyle, co cztery filiżanki kawy. To dużo nawet dla zdrowego dorosłego, a co dopiero dla dwunastolatka. A energetyki piją nawet siedmioletnie dzieci. Często uczniowie sami kupują sobie napoje w drodze do obok szkoły; wielu z nich pije puszkę dziennie lub nawet wybiera te w litrowych butelkach.

Każdy z kluczowych składników energetyków może być szkodliwy – zwłaszcza w nadmiarze

Najwięcej kupują rano, przed szkołą. To są dzieciaki na oko mniej więcej dziesięcioletnie – mówi Sebastian, sprzedawca w warszawskim sklepie osiedlowym. – Kiedyś spytałem takiego chłopaka, czy wie, że to nie dla niego i że nie powinien tego pić. Wyśmiał mnie i powiedział, że rodzice mu pozwalają.

W niektórych krajach kupowanie napojów energetyzujących jest dozwolone tylko dla dorosłych. W Norwegii, Danii i Islandii można je kupić tylko w aptece. W Polsce nie ma żadnych ograniczeń wiekowych, podobnie zresztą jak brakuje jasnej definicji napoju energetycznego. Dzięki temu dzieci mogą bez problemu kupować energetyki i, niestety, bez problemu je przedawkować. Debata na temat wprowadzenia nowych przepisów trwa co najmniej od siedmiu lat, póki co jednak nic się nie zmienia. Według obecnego prawa sprzedawca nie może odmówić sprzedania takiego napoju osobie nieletniej, choć mimo to niektórzy odmawiają – świadomi, jak niebezpieczny może on być dla zdrowia dziecka. Zdarza się jednak, że energetyki kupują dzieciom rodzice, nie zdając sobie sprawy z ryzyka lub nie wierząc w nie.

Niektóre dzieci sięgają po napoje pobudzające przed sprawdzianem albo lekcją wuefu. Problem w tym, że korzystny efekt utrzymuje się bardzo krótko, a po jego ustaniu organizm jest bardziej zmęczony, niż przed wypiciem napoju. Mniej więcej po godzinie wkraczają skutki uboczne. Innymi słowy, dzieciaki mogą odczuć krótki przypływ energii, a potem mają jednocześnie zjazd i objawy pobudzenia. Króliczek robi się bardziej nerwowy i trudno mu się skoncentrować, więc całkiem często sięga po kolejną bateryjkę. Minusy się kumulują, a efekty widać gołym okiem.

Weź mi nie mów, tak mu odwala – mówi trzynastoletnia Zosia o koledze z klasy, który często pije energetyki.

Niestety poza odwalaniem napoje te mogą wywoływać także poważniejsze objawy. Czasem rodzice wzywają karetkę do dziecka, które dziwnie się zachowuje, jest niespokojne, nadpobudliwe, czuje suchość w ustach. Dopiero po przybyciu ratownicy dowiadują się, że pacjent pił napój energetyczny i ma objawy przedawkowania kofeiny i guarany. Zdarzają się zaburzenia czynności serca. Takie skutki może mieć nadmierne spożycie energetyków nawet przez dorosłych, a co dopiero przez dzieci.

Niektóre dzieci sięgają po napoje pobudzające przed sprawdzianem albo lekcją wuefu

Zdaniem Pawła, ratownika medycznego, większość tych przypadków to chłopcy zafascynowani sportem. Nic dziwnego, skoro większość marek energetyków wykorzystuje w działaniach promocyjnych skojarzenia ze sportem, aktywnością fizyczną, sprawnością – ale także tą intelektualną. Energetyki pozycjonowane są jako „zdrowe napoje dla sportowców”, w ich promocji biorą udział mistrzowie rozmaitych dyscyplin, szczególnie tych kojarzących się z adrenaliną. Często są to osoby bardzo młode, co dodatkowo stwarza wrażenie, że produkt nadaje się dla młodzieży. O ile jednak napoje energetyczne mogą być pomocne przy treningu – głównie dzięki zawartości cukru i głównie rano – to przede wszystkim powinny być używane z umiarem i wyłącznie przez dorosłych.

Jeśli chcecie pogadać o tym ze swoimi dziećmi, to niedawno tematem zajęła się wyczerpująco blogerka Nishka. W swoim wpisie wyjaśnia dokładnie, czemu te kolorowe, słodkie, pobudzające napoje nie są zdrowe i podpowiada, jak przekonać latorośle, żeby nie piły tego świństwa. Polecam.

Na koniec wyzwanie: chciałabym zobaczyć znanego sportowca w spocie edukacyjnym, w którym przekona dzieci i młodzież, że energetyki nie są dla nich. No to jak? Ktoś odważny?

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Dziecko

“Pan policjant cię zabierze, a pani za karę da ci zastrzyk”. Straszenie dzieci lekarzami i policją

„Jak będziesz uciekał, to zabierze cię policjant”. „Bądź grzeczny, bo pani da ci zastrzyk”. „Jak nie będziesz myć zębów, to pójdziemy do dentysty!” Mówicie tak do dzieci? Wielu rodziców to robi. Straszenie w ten sposób ma skłonić dzieci do posłuszeństwa, ale dalekosiężne skutki mogą być tragiczne.
CZYTAJ WIĘCEJ