Moja ciąża, moja sprawa! Czy aby na pewno?

3 minuty czytania
514
5
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
20 lipca 2018

Odsłuchaj

To może być tekst bez pointy i w sumie nie wiem, czy o pointę mi chodzi. Chodzi za to o to, by zastanowić się nad tym jak fakt, że facet nie rodzi jest z jednej strony dla niego wygodny, bo komu by się chciało, a z drugiej – odrobinę trudny, bo zabiera mu prawo do decydowania o ewentualnym potomku.

Kiedy przeglądałam internet, wpadł mi w oko taki oto obrazek. Pojawił się on gdzieś na profilu Aborcyjnego Dream Teamu i lekko mi zgrzytnął, bo nie do końca lubię jak się tak bardzo pewne kwestie upraszcza. A uznanie, że ciąża jest sprawą tylko kobiety, to spore uproszczenie.

fot. Facebook/aborcyjnydreamteam

To ja jednak urodzę

Powiedzmy, że zachodzę w ciążę, choć deklaruję wraz z mężem, że dziecka nie chcemy. Tak kategorycznie nie chcemy. A ja w tę ciążę zachodzę, bo jestem lekko roztrzepana i zapomniałam o wzięciu kilku tabletek albo po prostu stało się to bez niczyjej winy, antykoncepcja spłatała nam figla. W efekcie przed nami rysuje się wizja bobaska, którego ja decyduję się urodzić, bo nie dość, że aborcja na życzenia w naszym kraju, to niet, to przecież może będzie nam we trójkę jeszcze fajniej.

Tylko, co ma zrobić mąż? Wiadomo, że idąc z kimś do łóżka i wiedząc, że nie ma czegoś takiego, jak antykoncepcja idealna i stuprocentowa powinniśmy się liczyć, że może nam się dziecię przytrafić. Dobrze mieć sprawę omówioną, dobrze też ustalić, co się wtedy robi. Tylko że często teoria sobie, a praktyka sobie. I nie ma w tym nic złego, bo jasne, że zdanie można zmienić, że jak się na przykład umawiamy, że w razie czego wycieczka na Słowację, a ja uznam, że jednak nie, to mam do tego prawo. Tylko co jeśli zdanie zmieniam jedynie ja, a chłop niekoniecznie?

Ona temu winna, ale czy urodzić powinna?

Zostaje ojcem, chociaż, cholera, kategorycznie nie chciał nim być. Jakimś rozwiązaniem na niechcenie mogłaby być wazektomia, ale co jeśli para na taki krok nie zdecydowała się i wspólnie – wspólnie to słowo klucz – uznała, że tabletki czy spirala to rozwiązanie, na które postawią. Bez względu na to, czy antykoncepcja stosowana była według zaleceń, czy ciąża jest efektem luźnego podejścia do regularnego brania tabletek, problem jest i dotyczy dwóch stron: potencjalnej matki i ojca. Tu hasło: moja ciąża, moje ciało, moja decyzja zgrzyta mi.

Bo hej, ten facet nie chciał i nadal nie chce być ojcem, a zaraz nie dość, że nim się stanie, to jeszcze – nawet jak odejdzie – będzie musiał na dziecko płacić. A ty zawsze twierdziłaś, że w razie wpadki, usuniesz. Choćbyś miała do Australii lecieć. A nagle zmieniasz zdanie. I niby możesz, bo przecież, kto tego nie robi, ale też sprawa nie dotyczy tylko ciebie. Bo nie dość, że ojca dziecka, to i owego potomka. Więc może nie do końca jest tak, że czyja ciąża, tego sprawa?

Ojciec zaangażowany, ale bez przesady

Zwłaszcza, że w tym wszystkim jest jeszcze jeden, istotny wątek. Czasy ojców niezaangażowanych mijają, coraz lepiej ma się za to partnerskie podejście, według którego i tatuś, i mamusia zajmują się potomkiem. W którym tata nie miga się od kąpania, karmienia, spacerków, przewijania, czy nocnego wstawania, bo dziecko ryczy. I to jest mega fajne, ja to całkowicie popieram. W takim jednak przypadku, nikt już nie krzyczy: moja ciąża, moja sprawa! Tu okazuje się, że dziecko to sprawa wspólna.

Z jednej strony więc: moja ciąża, moja sprawa, jak będę chciała, to usunę, jak nie, to urodzę. Z drugiej – nie chcę mieć tego wszystkiego na głowie, nie chcę sama zajmować się dzieckiem, ono musi mieć ojca. A jak ten odszedł, to niech chociaż płaci. Tylko co, jak on nigdy tego dziecka nie chciał? Co jak partnerka też nie chciała i szła w zaparte, że jakby co, to usunie, a potem jednak zmieniła zdanie? Czy taki ojciec powinien mieć obowiązki wobec dziecka, czy jednak niekoniecznie?

Powiem wam, że nie wiem, ale jakoś podskórnie jeżę się na hasło: „moja ciąża, moja decyzja” i jestem  za wspólnym decydowaniem, jeśli owa sprawa ma dotyczyć dwojga ludzi. A dziecko taką sprawą jest bez wątpienia.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

Aborcyjny Dream Team chyba trochę przesadził. Kasia Nosowska pod feministycznym pręgierzem.

Kasia Nosowska przyznała, że nie jest zwolenniczką aborcji, bo ta potrafi poharatać duszę. Na nic zdał się fakt, że artystka popiera prawa kobiet do decydowania o sobie, a jej przemyślenia to efekt własnych doświadczeń. I tak Aborcyjny Dream Team postanowił Nosowską odrobinę uświadomić.
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
28 czerwca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ
[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa