Najmłodszy polski zamek ma więcej tajemnic niż niejedna średniowieczna twierdza

6 minut czytania
1599
0
Martyna Kośka
Martyna Kośka
14 lipca 2018

Odsłuchaj

Jak na prawdziwy zamek przystało, od początku spowijała go aura tajemniczości. Kto jest inwestorem? Czy buduje legalnie? Jeśli tak, to czy zgoda na budowę  w Puszczy Noteckiej, a więc na terenie objętym ochroną Natura 2000, została wydana w sposób zgodny z prawem? I co ma się znaleźć wewnątrz gmaszyska?

Zanim rozpalił wyobraźnię internautów, powstawał sobie cegła po cegle przez kilkadziesiąt miesięcy. Przerośnięty, wysoki, z gotyckimi wieżyczkami, ale zgodnie z dokumentacją – dom wielorodzinny.

Społeczny monitoring

6 lipca użytkownicy serwisu Wykop zainteresowali się dziwną bryłą, która wyrasta na częściowo sztucznej wyspie – a że budynek jeszcze przed ukończeniem wyglądał niebagatelnie, słusznie zauważyli, że zdominuje zalesioną okolicę. Ruszyło medialne śledztwo. Dziennikarze dość szybko ustalili, że za inwestycją nie stoi, jak spekulowano, nikt z rodu Kulczyków (tak jak gdyby za każdą kontrowersyjną budowa w regionie Wielkopolski stało rodzeństwo z listy najbogatszych Polaków), ale bliżej dotąd nieznana poznańska spółka D.J.T.

Spółka na swej stronie internetowej informuje (nader skromnie), że istnieje od 2002 roku i prowadzi działalność inwestycyjną na rynku nieruchomości mieszkaniowych, biurowych i magazynowych. „Stawiamy szczególny nacisk na długoterminowe, niekonwencjonalne inwestycje mieszkaniowe” – czytamy. Cóż, zamek zdecydowanie wpisuje się w niekonwencjonalny projekt.

Prezesem zarządu  D.J.T jest Dymitr Paweł Nowak (rocznik 1989), architekt. Wiceprezesem jest jego młodszy brat Tymoteusz Paweł Nowak. Każdy z nich ma w spółce udziały warte niemal 2 miliony złotych.

Zamek? Całe średniowieczne miasteczko

Panowie unikali pokazywania się publicznie. Dotarcie do nich zajęło dziennikarzom kilka dni, oni sami zresztą chyba nie spodziewali się, że budowa, która trwa przecież od jakiegoś czasu, spotka się z tak dużym zainteresowaniem.

Zapytany przez dziennikarza Wirtualnej Polski o powód, dla którego zainwestował w tak ekscentryczny projekt, Dymitr Nowak wyjaśnił, że to wynik „chęci stworzenia przestrzeni, która odwołuje się do historycznych wzorców architektury polskich zamków, i której charakter zdecydowanie różni się od nowoczesnego budownictwa”.

Serwis Money.pl dotarł z kolei do architekta, któremu stworzenie projektu zabrało kilka lat.

Budynek ma sprawiać wrażenie, że stoi w tym miejscu od zawsze, że był wielokrotnie rozbudowywany i przebudowywany. (…) Przychodząc do tego miejsca, wejdziemy w świat zaczarowanej architektury historycznej. Budynek ma sprawiać wrażenie, że stoi w tym miejscu od zawsze – powiedział.

Architekt nie określa budynku mianem zamku, bo, jak wyjaśnia, „zamek to potoczne określenie dla każdego obiektu o cechach nawiązujących do historycznych budowli obronnych”. Budowla w Stobnicy pomyślana jest jako coś znacznie więcej – średniowieczne miasteczko z uliczkami.

Ucina to trochę spekulacje na temat przeznaczenia budowli. Wprawdzie zgoda na budowę obejmuje „budynek mieszkalny wielorodzinny”, ale mało prawdopodobne wydawało się, by nie miała tam zostać wydzielona część hotelowa. Spekulacje obejmowały zresztą znacznie więcej: basen olimpijski, lądowisko dla helikopterów… Trudno się dziwić – taki rozmach porusza wyobraźnię.

„Puszcza Notecka? Żadnych walorów przyrodniczych”

Skoro znana jest już tożsamość inwestora, na czoło wysuwa się drugie pytanie: czy zamek powstaje zgodnie z prawem? To wyjaśnią wszczęte właśnie kontrole. We wtorek 11 lipca w siedzibie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu pojawili się kontrolerzy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy zażądali wydania dokumentów związanych z warunkami zabudowy oraz dokumentów dotyczących oceny oddziaływania na obszar Natura 2000.

Bo na terenie nim objętym nie wolno realizować przedsięwzięć, które mogą na niego wpłynąć w sposób „znacząco negatywny”, jak to precyzują zasady. Czy budynek, który ma 14 nadziemnych kondygnacji i będzie miał kilkudziesięciometrową wieżę, takiego wpływu mieć nie będzie? Zdaniem RDOŚ – nie ma ryzyka.

Zanim pozwolenie na budowę zostało wydane, Nowak otrzymał bardzo korzystny dla siebie raport środowiskowy, pod którym podpisał się m.in. dyrektor Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oraz pięciu innych naukowców i ekologów.

Uwagę zwraca taki na przykład fragment:

„Z punktu widzenia oddziaływania na środowisko (…) wariant polegający na niepodejmowaniu inwestycji jest przyrodniczo korzystniejszy. Jednak konstytucyjna zasada zrównoważonego rozwoju wymaga wzięcia pod uwagę nie tyle samych racji przyrodniczych, ale rozsądnej równowagi pomiędzy racjami przyrodniczymi, społecznymi i gospodarczymi”. Czyli zasada zrównoważonego rozwoju tego, co ludzkie i tego, co pochodzi od przyrody ma zastosowanie nawet w puszczy, do której żadne inwazyjne działania nie powinny mieć wejścia.

W Puszczy żyją unikalne gatunki zwierząt i właśnie ich los powinien leżeć na sercu decydentom (oprócz, rzecz jasna, konstytucyjnej zasady zrównoważonego rozwoju…).

W przygotowanym przez ekspertów raporcie czytamy, że „pomimo iż użytkowanie terenu przeznaczonego pod inwestycję potencjalnie wiąże się z ryzykiem niepokojenia i płoszenia ptaków poprzez nadmierną jego penetrację, nie można wykazać negatywnego wpływu na żywotność ich populacji w rozpatrywanym obszarze Natura 2000”, a do tego na terenie Puszczy Noteckiej „brak znaczących walorów przyrodniczych”.

To ostatnie jest interesujące, lecz pomińmy to milczeniem.

Ptaki kochają wieże, wieżyczki…

Architekt również zarzeka się, że projektując, miał na uwadze dobro ptaków – ba, wieżyczki wykusze, okna i inne miejsca, pod którymi można się skryć, mogą stanowić fantastyczne miejsce do życia dla ptasich rodzin, opowiada.

Z obserwacji wiem, że ptaki nie rozbijają się o elementy tradycyjnych budowli, zdążyły się w procesie wielowiekowej adaptacji nauczyć życia w takim otoczeniu. Gnieżdżą się na wieżach kościelnych, zrujnowanych elementach budynków, których próżno szukać w nowoczesnym budownictwie. A to wielkie, lustrzane okna modernistycznych budowli są dla nich prawdziwą pułapką – opowiada w rozmowie z Money.pl.

Korzystny raport brzmi niemal jak wystawiona inwestorowi laurka. Media dotarły jednak do informacji o zaskakujących powiązaniach między rodziną Nowaków (obok braci pewną rolę, choć już mniejszą, odgrywa też ich ojciec) a ekologami, którzy w swojej ocenie wpływu średniowiecznego miasteczka na środowisko okazali się tak łaskawi.

Wiele wskazuje na to, że D.J.T. jest fundatorem fundacji Fauna Polski, w której zrzeszeni są eksperci (tak w każdym razie powiedział Dymitr Nowak, ale zaprzecza stanowczo jeden z jej członków).

To już wyjaśnią odpowiednie służby. Niewykluczone, że uznają, że faktycznie żadnych naruszeń nie ma i za kilka lat do zamku wprowadza się pierwsi lokatorzy. Nie wiadomo, jaką ma pełnić funkcję. W zamkach i pałacach często otwiera się hotele, ale z dokumentacji nie wynika, by takie było jego przeznaczenie. Chyba że po zakończonej budowie inwestor wystąpi o zmianę jego przeznaczenia. Jeśli nie – pewnie będą to apartamenty z pięknym widokiem na puszczę.

Szkoda, że z powodu przerośniętej bryły równie pięknym widokiem nie będą mogli się cieszyć wszyscy inni spacerujący po puszczy.

Do obrony przed wrogiem

Jest też drugi scenariusz, znacznie mniej dla inwestora korzystny. Gdyby się okazało, że budowla jest samowolą, może zostać zmuszony do zmniejszenia i dostosowania budynku do takiej wielkości, na jaką została wydana zgoda (jeśli się okaże, że inwestor przeszarżował) albo nawet może zostać wydana decyzja o rozbiórce. Bardzo zaboli to poznańską spółkę, bo choć nie wiadomo jeszcze, ile do tej pory włożyła w projekt, to na pewno były to bardzo duże pieniądze.

W mediach pojawiły się pierwsze wizualizacje tego, jak zamek mógł wyglądać. Liczby mówią same za siebie – 15 kondygnacji, dodatkowy budynek dla pracowników, rzecz jasna – balkony, wykusze i ogród na dachu. I wieża, bo skąd przebywający w twierdzy będą wiedzieli, że do bram zmierza wróg? Aby nie dopuścić do rozlewu krwi, zaprojektowano wieżę o wysokości 47,96 metrów.

W sprawie jest dużo znaków zapytania. Czy mamy kolejny przykład samowoli budowlanej, realizowanej za cichym przyzwoleniem samorządu? Czy instytucje powołane do tego, by pilnować procedur budowlanych i szeroko rozumianej estetyki okolicy (aby nie było tak, że na swoim poletku każdy może budować co i jak mu się podoba) wykażą się konsekwencja i wyegzekwują usunięcie budynku, jeśli się okaże, że został postawiony z naruszeniem przepisów? Odpowiedzi na te pytania nie poznamy jeszcze w najbliższych dniach, ale sprawy przybierają tak szybki obrót, że w historii przedziwnego zamku na pewno czeka nas jeszcze kilka niespodziewanych wątków.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Martyna Kośka
Martyna Kośka
U progu dorosłości marzyła o uporządkowanym życiu i oglądaniu miasta z wysokiego piętra przeszklonego wieżowca, więc ukończyła prawo. Nie zdążyła jednak zastukać obcasami na korytarzu sądowym, bo przekonała się, że znacznie ciekawszy świat czeka na mnie gdzie indziej.
Jest dziennikarzem gospodarczym, jej analizy można przeczytać w kilku popularnych serwisach finansowych - ale po godzinach pracy praktycznie nie używa słów typu "inflacja", "nowelizacja" i "jurysdykcja krajowa", lecz pisze dużo bardziej reportażowo, życiowo.
Czyta reportaże, ogląda polskie dramaty obyczajowe, wybiera schody zamiast windy.
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

Życie w średniowiecznym zamku: romanse z rycerzami, polowania na dziki, nocnik pod łóżkiem

Zwiedzaliście jakiś średniowieczny zamek (wycieczka szkolna do Malborka oczywiście też się liczy, nawet jeśli nic z niej już nie pamiętacie) albo z zapartym tchem śledzicie kolejne odcinki “Korony królów” i zastanawiacie się jak naprawdę wyglądało życie codzienne w takim otoczeniu?
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
27 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ
[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa