To nieprawda, że kobiety rzadziej proszą o podwyżki. Po prostu ich nie dostają

3 minuty czytania
1130
0

Odsłuchaj

Jeśli jesteś kobietą, bardzo prawdopodobne, że prosiłaś w pracy o podwyżkę i nie dostałaś jej, choć kolega z działu dostał. W dyskusji o nierówności płac od lat mówi się, że kobiety zarabiają mniej, bo nie umieją negocjować wynagrodzenia i nie chcą psuć atmosfery w pracy, prosząc o podwyżkę. Australijskie badania wykazały, że owszem, proszą – ale nie dostają.

Kiedy poruszam temat nierówności płac ze znajomymi mężczyznami, zazwyczaj słyszę: „U nas w  firmie nie ma tego problemu”. Czasem są to te same firmy, w których płace są niejawne i nie wiadomo dokładnie, ile zarabia kolega czy koleżanka z biurka obok, mam więc ochotę spytać, skąd ta pewność.

Temat bowiem jest, niestety, wciąż żywy, a nierówność płac jest faktem. Również w Polsce, co pokazuje analiza Instytutu Badań Strukturalnych z 2015 roku. Autorzy analizy zauważają, że choć prosta różnica wypłacanych wynagrodzeń wynosi zaledwie 6 procent, to jednak po uwzględnieniu takich czynników jak dostęp do zawodów, szklane sufity i struktura bezrobocia, różnica wynosi około 20 procent. Ciekawskim polecam zerknięcie do wspomnianego raportu po szczegóły i tło ogólnoświatowe.

Kobiety proszą o podwyżki

Przekonanie, że panie rzadziej proszą o podwyżki i lepsze warunki pracy, bo nie doceniają swojego wkładu w firmę lub nie są dość asertywne, stało się podstawą badania przeprowadzonego w Australii na 4600 pracownikach, zatrudnionych w 840 firmach. To solidna grupa badawcza. Wyniki były dość zaskakujące. Ogólne dane wskazały, że o podwyżki finansowe prosiło 75 procent mężczyzn i 66 procent kobiet. Jednak po uwzględnieniu dodatkowych czynników, takich jak staż pracy lub kwalifikacje, okazało się, że nie ma statystycznej różnicy. Panie i panowie prosili o zwiększenie wynagrodzenia równie często. Przynajmniej w Australii, która, dodajmy, przeprowadziła to badanie jako jedyna.

Przy okazji stwierdzono, że wśród osób niezgłaszających się z prośbami o podwyżki to raczej mężczyźni kierowali się troską o dobrą atmosferę w pracy i niepsucie relacji z szefostwem. Kobiety podawały tę przyczynę rzadziej (12,9 procent pań do 14,6 procent panów).

Kobiety nie dostają podwyżek

Tutaj docieramy do sedna, jednocześnie bowiem zbadano, czy prośby te zostały pozytywnie rozpatrzone. Okazało się, że mężczyźni otrzymywali podwyżkę 25 procent częściej, niż kobiety. Różnice były większe w grupie pracowników starszych, a prawie niezauważalne wśród osób młodych, tuż po studiach. Być może jest to efekt lepszych zdolności negocjacyjnych młodych kobiet. Jest jednak także druga teoria, znacznie bardziej prawdopodobna.

Lisa Maatz z American Association of University Women uważa, że przyczyną jest macierzyństwo. Kobiety tuż po studiach nie mają jeszcze dzieci i są bardziej dyspozycyjne, więcej czasu i uwagi chcą i mogą poświęcać karierze (cytuję za tym artykułem). Tymczasem matki mają więcej zobowiązań poza pracą. Więcej w porównaniu do młodszych koleżanek – i więcej w porównaniu do mężczyzn, także tych będących ojcami. W badaniu nie uwzględniono jednak tego, czy osoby, którym najczęściej odmawiano podwyżek, były matkami.

Nierówność w pracy i w domu

Gdy mowa o nierówności na rynku pracy, trudno nie myśleć jednocześnie o nierówności w gospodarstwie domowym, w tym tej dotyczącej rodzicielstwa. Nie może być w pełni równego dostępu do pracy i płacy, jeśli nie będzie równego dostępu do rodzicielstwa. W większości krajów – w tym nad Wisłą – system automatycznie zakłada, że matka zajmuje się niemowlęciem, a ojciec idzie do pracy. Ma to oczywiście uzasadnienie biologiczne, ułatwia macierzyństwo i sprzyja karmieniu piersią, ale jednocześnie dyskryminuje ojców, nie dając im równej co matkom możliwości nawiązania więzi z nowym członkiem rodziny.

W Polsce płatny urlop dla matki wynosi 6-12 miesięcy, a dla ojca mamy dwa tygodnie tzw. „tacierzyńskiego”. Ojciec może wziąć też część urlopu rodzicielskiego, jeśli nie chce z niego dalej korzystać matka. Przy czym matka ma obowiązek (!) wykorzystać osobiście pierwsze dwa miesiące, a urlop ojca jest całkowicie opcjonalny.

Tworzy to także oczywistą nierówność na rynku pracy, bo każda kobieta, która zostaje matką, znika z niego na kilka miesięcy do kilku lat, podczas gdy mężczyzna cały czas angażuje się w firmę. Wyobraźmy sobie świat, w którym każdy pracownik, niezależnie od płci, w razie narodzin dziecka znika z firmy na rok. Jestem dziwnie pewna, że gdyby wprowadzono obowiązkowe, płatne urlopy rodzicielskie dla obojga rodziców i tej samej długości, dyskryminacja kobiet na rynku pracy praktycznie by zniknęła.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Praca

Zapiski kandydata

Każdy czasem musi poszukać sobie pracy. Ja przez długi czas nie musiałam, bo praca znajdowała mnie sama, ale przyszła kryska na matyska i zaczęłam przeglądać oferty, odkrywając przy okazji ich śmieszno-straszną poetykę. A gdy doszło do spotkań rekrutacyjnych, to już w ogóle zrobiło się (nie)wesoło… Oto garść obserwacji i wniosków ku uciesze gawiedzi. Najpierw był zachwyt. Od czasu, kiedy ostatnio szukałam pracy wiele się na tym rynku zmieniło: jest dużo serwisów z ofertami, wszędzie można sobie ustawić mailowe alerty na interesujące nas frazy, a niektóre serwisy oferują nawet wygodne aplikacje na telefon, dzięki którym można…
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
28 marca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ