Opowiadacze Historii: “Tu kiedyś był fryzjer i strzygł wszystkie dzieci na miskę”

6 minut czytania
1240
0
Kajetan Kusina
Kajetan Kusina
29 lipca 2018

Odsłuchaj

Dolne Miasto to dzielnica Gdańska, która przez długi czas nie cieszyła się dobrą sławą, ale powoli odzyskuje swoją dawną atrakcyjność. To tam działają Opowiadacze Historii, dla których nawet najmniejsza lokalna historia warta jest przekazania dalej. Rozmawiamy z jednym z Opowiadaczy – Jackiem Górskim.

Kajetan Kusina: Kim są i czym zajmują się Opowiadacze Historii?

Jacek Górski: Opowiadacze Historii Dolnego Miasta w Gdańsku mają obecnie status stowarzyszenia, wcześniej stanowiliśmy tylko grupę pasjonatów tej dzielnicy. Jak sama nazwa wskazuje, po pierwsze jest to stowarzyszenie działające w jednej dzielnicy – na Dolnym Mieście, a po drugie, zajmujemy się zbieraniem, kolekcjonowaniem i wyszukiwaniem tych historii, którymi dzielimy się później z każdym zainteresowanym.

Kiedy to wszystko się zaczęło?

Opowiadacze są dziećmi rewitalizacji, czyli projektu mającego na celu typowe odnowienie dzielnicy: wyremontowanie budynków, wymianę chodników, kanalizacji czy zasadzenie drzewek. Z drugiej strony, rewitalizacja to także praca z ludźmi, przy której postawiono sobie zadanie, aby uaktywnić okolicznych mieszkańców. Oczywiście nie chodziło o to, aby kopali i znosili gruz, ale na przykład poznali historię swojej dzielnicy i odkryli, gdzie tak naprawdę mieszkają. Wtedy zrodziła się idea, żeby dotrzeć do ludzi znających te opowieści. Początkowo nie było łatwo, bo na spotkania przychodziło więcej organizatorów niż uczestników. Na szczęście mieliśmy kolegę Marka, który był niezłomny w walce o ten pomysł. Mówiono “Co ty, na Dolnym Mieście to się nie uda, tam ludzi jest ciężko do czegokolwiek namówić”. A kiedy dodawał, że chciałby także uzyskać jakieś zdjęcia, to stwierdzali, że jeżeli znajdzie chociaż jedno zdjęcie, to będzie cud.

fot. archiwum Opowiadaczy Historii

A jak Pan przyłączył się do tej grupy?

W którymś momencie sam trafiłem na jedno z tych spotkań, było to w 2011 roku. Poszedłem na nie po przeczytaniu plakatu na szybie jednego ze sklepów. Stwierdziłem, że usiądę sobie gdzieś w kącie i zobaczę, czy taka inicjatywa w ogóle mnie zainteresuje. Jeżeli nie – to zwyczajnie wyjdę i już nie powrócę do tematu. Okazało się jednak, że wyszło bardzo ciekawie. To konkretne spotkanie kręciło się wokół tematyki wody. Jednak było zrobione w specyficzny sposób: najpierw prowadzący opowiedział nam o wodzie na Dolnym Mieście, a następnie zaaranżował taką rozmowę między nami, w czasie której każdy miał opowiedzieć coś na ten temat. Ktoś przypomniał sobie, jak chodził się kąpać w miejsce zwane “Baczkiem”, ktoś inny powiedział o łowieniu ryb. Ja wyszedłem z założenia, że opowiem o swoim przedszkolu o nazwie “Muszelka’, w którym były „wodne” grupy o nazwach – “Żabki”, “Rybki”, “Pingwiny” i “Żeglarze”.

Prelegent zapytał – na jaki temat chcielibyśmy porozmawiać następnym razem i poprosił przy okazji o przyniesienie zdjęć z naszych prywatnych zbiorów. Pojawiłem się ponownie i pierwszy raz doświadczyłem ciekawego uczucia: przywoływania pamięci innych ludzi za pomocą fotografii. Sukcesywnie, w miarę upływu czasu, do tej grupy przyłączały się kolejne osoby związane w jakikolwiek sposób z Dolnym Miastem.

Pan mieszka na Dolnym Mieście od zawsze?

Moja babcia przyjechała tutaj z moją mamą i ciocią w 1946 roku. Ja pojawiłem się po urodzeniu w 1971 roku i od tego czasu nigdy się nie przeprowadzałem. Pojawiają się oczywiście, choć już coraz rzadziej, pytania o to, czy nie chciałbym się gdzieś przenieść, ale ja od zawsze mówiłem, że nie. Nawet kiedy ta dzielnica miała o wiele gorszą opinię niż teraz, bo to widać, że Dolne Miasto zdecydowanie się zmieniło na lepsze.

Wydaje mi się, że takie utożsamianie się z dzielnicą przez pewien czas nie było popularne.

Śmiem twierdzić, że rozmawiając o Dolnym Mieście w takim kontekście nie mówimy tylko o tej dzielnicy, bo patrząc na sam Gdańsk można by znaleźć kilka analogicznych sytuacji. I pewnie można to przenieść do każdego większego miasta w Polsce. To wynika z pozostałości czasu, kiedy taka dzielnica jak moja miała u niektórych bardzo złą opinię. Ale to jest przeszłość, która teraz ciągnie się za nią jak długi ogon, mimo że teraz Dolne Miasto wygląda zupełnie inaczej. Nawet jeśli pomyślimy sobie o mieszkańcach, których ja pamiętam jako moich sąsiadów, to ci najstarsi już zwyczajnie nie żyją. Pojawia się zdecydowanie młodsza grupa – na przykład wnuczek tej starszej pani, która odeszła. I oni kiedyś przychodzili tutaj za karę, ale teraz przybywają tu z własnej chęci, albo dlatego, że babcia zapisała im mieszkanie. Potem zaczynają ich odwiedzać znajomi, naokoło powstają nowe budynki i tak tworzy się zupełnie nowa grupa osób, która już nie pamięta tych złych czasów i tworzy dzielnicę na nowo. Może niedługo stanie się ona modna?

Czy Opowiadacze Historii mają na celu zbliżenie do siebie tych dwóch światów?

Myślę, że tak, ale nic nie dzieje się na siłę. Jeśli ktoś nie będzie chciał się dowiedzieć niczego o swoim nowym domu, to go przecież do tego nie zmusimy. Jednak nie musi się koniecznie pokazywać na naszym “klasycznym” wydarzeniu typu spacer lub wykład, bo robimy też takie akcje, jak Dni Sąsiada albo wspólne grillowanie. Niektórzy z nich zostają, wpadają co jakiś czas, bo są zwyczajnie ciekawi miejsca, w którym postanowili żyć. W ten sposób wchodzą naturalnie w nasz sąsiedzki krąg. W miarę upływu czasu mamy coraz większe grono takich odbiorców. Jako Opowiadacze staramy się robić także rzeczy niezwiązane z samą historią, na przykład wspólne robienie ozdób świątecznych czy rozmowy o muzyce lat 80. To wszystko wpływa na poszerzanie interakcji między starymi, a nowymi mieszkańcami.

Wróćmy jednak do samych historii. Wspominał Pan, że liczą się dla Was nawet te najmniejsze wspomnienia. Wydaje mi się, że to bardzo ważne, zwłaszcza w takich miastach, jak Gdańsk, gdzie bledną one w cieniu “wielkiej historii”.

Oczywiście, chodzi nam o takie lokalne historie, jak na przykład ta, że w danym miejscu był fryzjer, który strzygł wszystkie dzieciaki na miskę i wszystkie biegały z tą samą fryzurą. Te malutkie opowieści są dla niektórych ważniejsze niż na przykład fakt, że obok działała Królewska Fabryka Karabinów lub koszary. One mają też ten plus, że żyją często w pamięci wielu osób, które razem tworzą naprawdę bogatą mozaikę. Najlepiej to widać, kiedy w czasie spacerów uczestniczy zaczynają wspominać spontanicznie jakieś miejsce i przeradza się to w pełną wzruszeń dyskusję o takich drobnostkach, jak kupowanie cukierków w dzieciństwie. Są więc drobne historie w tle tych większych. Jedni wolą takie, inni takie, a jeszcze niektórzy wolą sobie je pomieszać. A my jesteśmy grupą, której celem jest zbieranie ich wszystkich.

fot. archiwum Opowiadaczy Historii

A w jaki sposób zbiera się je najskuteczniej?

Korzystamy ze wszystkich źródeł, Internetu, Facebooka, kontaktów z ludźmi. Często zdarza się, że historia przychodzi do nas sama w postaci osób pojawiających się na naszych spotkaniach. W ten sposób człowiek nie wie, co go spotka danego dnia, bo codziennie może pojawić się nowa anegdota.

Czyli mimo lat działania, pula historii pozostaje niewyczerpana?

Oczywiście. Spójrzmy na to w ten sposób – bardzo trudno znaleźć źródła dotyczące samego Dolnego Miasta. Owszem, są wspominki w książkach poświęconych Gdańsku, ale znowu nie ma ich tak wiele. Musimy wyszukiwać te fragmenty w różnych publikacjach na różnorodne tematy związane z miastem. Często to są dwie-trzy strony wśród dwustu przypadających na daną pozycję. Sporo też musimy tłumaczyć z niemieckiego, dzięki przedwojennym źródłom, których z czasem przybywa coraz więcej. Jeśli ma się na to czas, to można wygrzebać bardzo dużo informacji.  Uważam, że w prawie każdej dzielnicy można przeprowadzić takie działania. Chciałbym zmotywować chętnych do tworzenia podobnych inicjatyw. I warto się śpieszyć, bo czasami może być już za późno. Starsi ludzie, ostatni pamiętający dane miejsca i wydarzenia, mogą zwyczajnie odejść już od nas na zawsze, albo ich pamięć zaczyna szwankować i nie są w stanie opowiedzieć tego, co mogli jeszcze kilka lat temu. A wtedy pozostaje żal, że się człowiek nie pospieszył…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Kajetan Kusina
Kajetan Kusina
Rocznik 1989. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. Nałogowo pochłania kulturę, opisują ją, a także tworzy. Prowadzi bloga kusinakulture.pl i pisze komiksową serię "Niesłychane Losy Ivana Kotowicza".
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Sztuka

„Witamy w domu” – goździki, murale i wspomnienie Marca‘68

Przywracają pamięć o tych, którzy w Marcu ‘68 roku musieli opuścić Polskę, ale witają też wszystkich, którzy wracają, przejeżdżają albo dopiero się wprowadzają. Transformują miejsce, które kojarzy się z antysemicką nagonką. Na filarach wiaduktu przy Dworcu Gdańskim już teraz zobaczyć można wizerunki Idy Kamińskiej, Zygmunta Baumana, Aliny Margolis-Edelman, Jerzego Lipmana, Anny Frajlich-Zając oraz Mariana Eilego, które składają się na Galerię „Witamy w domu”.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
13 maja 2018
CZYTAJ WIĘCEJ