Pisać (takie) listy to jest prawdziwa sztuka!

8 minut czytania
330
1
Igimag_redakcja
Igimag_redakcja
18 lipca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Szlachetna sztuka epistolografii umiera? Mamy nadzieję, że nie! Nasza redakcyjna skrzynka zawsze czeka na Wasze listy, a nasi Autorzy polecają podczytywanie wybitnych (cudzych) korespondencji: Wańkowicza, Lindgren, Iwaszkiewicza, Herberta i Szymborskiej.

Pisarz i żona, pisarz i kochanek, pisarka i fanka, poeta i poetka. Podczytywanie cudzej korespondencji nie zawsze jest czynem nagannym. Ba! Niekiedy dostarcza pierwszorzędnych wzruszeń, literackich olśnień i sporo wiedzy.

Zofia i Melchior – z Wańkowiczami przez dekady

Moje Melisko. Kochana Moja Zosieńko. Melku Najdroższy. Bzdurulku mój. Dziesięciolecia korespondencji, czasem niepełnej, urwanej, milknącej na lata. Wylewnej, drobiazgowo szczegółowej, do koloru jumperka, rozmiaru pantofelków. Lakonicznej, tylko kilka pozornie sterylnych, dech zapierających zdań – jak te o Krysi w Powstaniu. Przez tysiące kilometrów, z kolejnymi rządami, wojnami, granicami, ustrojami w tle. Zawsze porywająco.

Jeżeli, drogi czytelniku, źle znosisz moje niepohamowane wybuchy entuzjazmu – czym prędzej opuść ten tekst. Wańkowicza noszę bowiem w czarnym sercu od czasu, gdy trzynastoletnia, spłoniona z zachwytu, przeczytałam „Ziele na kraterze”. Nie chcę nawet rozpędzać się na temat, jak trzeba nam teraz wańkowiczowskiego podejścia. Powiem więc tylko w zdyszanym pośpiechu – czytajcie go. Podsuwajcie swoim dzieciom, uczcie na jego przykładzie, wracajcie do jego książek. A jeżeli jesteście koneserami – zdobądźcie dwutomowe wydanie korespondencji pisarza z żoną – Zofią z Małagowskich.

King i królik

Pierwsze listy wymieniają jako narzeczeni. Jest rok 1914. Żyją jeszcze bracia Zofii, których odchowała po samobójczej śmierci matki. Zginą, omal równocześnie, gdy Zofia będzie w ciąży.

Smarkaty, bo młodszy od panny, dwudziestodwuletni narzeczony ma w kieszeni pustki oraz świeży i zupełnie nielukratywny dyplom Szkoły Nauk Politycznych w Krakowie. Dumnie nosi ziemiańskie tradycje i herb, co nie przeszkadza mu szusować po dzikusowemu przez konwenanse i ciotczyne dreszczo-szlochy życia jego podupadającej kasty. Jeszcze nie wyrósł do końca z mundurka gimnazjalisty, a już wkręcił się w politykę i pióro. Będą mu towarzyszyć do końca życia.

Jest szaleńczo zakochany w pannie Małagowskiej, ponosi go temperament, apetyt na życie i nadzieje, że jakoś się razem wykaraskają z coraz bardziej doskwierającej biedy. Że będzie praca, pomoże starsze rodzeństwo – Tol i Regina, że ach, wreszcie, w końcu i na wieki – będą razem.

Co dzieje się w tle historycznym – tego ci, czytelniku, wykładać nie muszę. Jest szumnie, barwnie i intensywnie. Narzeczeni, a potem małżonkowie sporą część życia spędzają na rozłące. Rozdzieli ich najpierw bieda, potem wojna, potem to, co po wojnie. Będą sobie opisywać wszystko – strajki, zamieszki, żniwa, rauty. Narodziny dzieci, ich wychowanie i śmierć. Książki, studia, egzaminy, podróże, kuracje. Niedostatek i dobrobyt, wzloty zawodowe, prywatne upadki. Będą wzajemne pretensje, wyliczenia każdej marki i złotówki, żeby jakoś uścibić, przeżyć, wychować. Będą oceany miłości, namiętności, czułości. Będą wstrząsające relacje wojenne. Małżonków będą od siebie odpychać ludzie, okoliczności, trudne czasy. A oni zawsze, aż do śmierci Zofii – będą się odnajdować.

Upublicznianie prywatnej korespondencji budzi, bywa, moje mieszane uczucia. Tu – egoistycznie cieszę się, że przetrwała. Żywa polszczyzna, świeże, zaskakujące spojrzenie na dziejowe tornada, wielkie, szczere (wszak nie wiedzieli, że będą to czytać tysiące) uczucia, kopalnia wiedzy historycznej. Opowieść o związku, który przetrwał – jakże chwilami uniwersalna i pouczająca. Ostatnie listy małżonkowie wymienią w (nie) sławnym 1968, rok przed śmiercią Zofii.

Już nikt tak nie koresponduje. A może…?

Aleksandra Zielińska

Astrid i Sara – prawdziwa przyjaźń

Mało co jest w stanie równać się z przyjemnością wyjęcia ze skrzynki listu skreślonego przez bliską osobę. Z pewnością nie dorównuje temu odebranie maila ani smsa. Sama chętnie pielęgnuję tę sztukę, podobnie jak sporo moich znajomych. Może nie jest to praktyka tak powszechna, jak dawniej bywało, niemniej pozostaje mieć nadzieję, że całkowicie nie zaniknie.

Niezależnie od wpływu listów na podtrzymywanie i rozwijanie stosunków międzyludzkich – epistolografia może być po prostu interesującą literaturą, chociaż, podobnie jak dzienniki, wymagającą. Czerpie bezpośrednio z życia autora, obraca się wokół spraw niejednokrotnie bardzo intymnych, czasami też bolesnych czy wstydliwych. Akcent emocjonalny zawsze jest silny, a jako czytelnicy listów stajemy się trzecim wierzchołkiem trójkąta, uczestnikiem prywatnej relacji, może nie do końca podglądaczem, ale z pewnością bardziej niż normalnie zaangażowanym obserwatorem. Listy mogą być kopalnią wiedzy, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z uważnym i wrażliwym analitykiem rzeczywistości. Takie są na przykład „Listy z podróży” Antoniego Odyńca, o których mało kto słyszał, a szkoda, bo to miły w czytaniu, przebogaty w warstwę anegdotyczną dokument XIX wieku. Odyniec był, owszem, poetą romantycznym, ale miał zacięcie gawędziarza znającego wszystkich, których warto było znać.

Twoje listy chowam pod materacem

Ja jednak chciałabym specjalnie polecić zbiór listów dokumentujących prawdziwą przyjaźń – przyjaźń ze wszech miar nietypową, a jednak szczerą, głęboką i twórczą. Nigdy się nie spotkały, ale wymieniły między sobą tych listów ponad osiemdziesiąt, chociaż dzieliło je pięćdziesiąt lat różnicy. Sara Schwardt (wówczas jeszcze Ljungcrantz) miała dwanaście lat, gdy wysłała pierwszy z nich do ulubionej pisarki, Astrid Lindgren. Zwierzała się w nim z pragnienia zostania aktorką, z wątpliwości co do ekranizacji książek Lindgren… sama potem miała do siebie pretensję, zastanawiała się, czy nie wywarła złego wrażenia. Jednak w jej korespondencji było coś na tyle urzekającego, że pisarka odpisała nie tylko raz (tak czyniła w przypadku większości czytelników, zwłaszcza dzieci), ale nawiązała z Sarą trwały kontakt. Trwał aż do śmierci Lindgren w 2002 roku.

Ponad trzydzieści lat – od małej dziewczynki po dojrzałą kobietę, cała epoka zmian. Zbiór korespondencji, wydany pod tytułem „Twoje listy chowam pod materacem”, jest więc unikatowy. Celowo bez ingerencji redakcyjnej, z zachowaniem oryginalnej pisowni, z całym autentyzmem dziecięcej egzaltacji, jednocześnie jednak również uderzający zaskakującą dojrzałością. Sara ewoluuje i rozkłada skrzydła, a Astrid ją w tym wspiera, dostrzegając w swojej małej przyjaciółce niezwykły potencjał. Chociaż ich podejście do świata jest zupełnie różne i dzieli je przepaść wieku i doświadczeń, traktują się po partnersku i są wobec siebie szczere i uczciwe. Ani razu ze strony Lindgren nie pojawia się ton „dorosłej” wyższości, a raczej umiejętność wczucia się w perspektywę drugie strony i szanowania jej.

Prawdopodobnie to właśnie te niezwykłe listy są kluczem do odpowiedzi na pytanie, co takiego było w autorce „Fizi Pończoszanki”, że jej twórczość podbijała – i wciąż podbija – serca dzieci na całym świecie.

Karolina Chymkowska

Jerzy i Jarosław – jedna strona uczucia

To że Jarosław Iwaszkiewicz – poeta, wybitny prozaik, były ambasador, poseł – był w latach 50. związany z mężczyzną, nie jest żadną tajemnicą; wiemy o tym choćby z jego genialnych „Pamiętników”. W 2017 r. opublikowano listy Iwaszkiewicza do Jerzego Błeszyńskiego (w zbiorze „Wszystko jak chcesz”) – człowieka znacznie odeń młodszego i na pierwszy rzut oka nie pasującego do statecznego pisarza. Błeszyński był robotnikiem, miał żonę i całkiem sporo kochanek. Mimo to wyzwolił w Iwaszkiewiczu pragnienia, które ten wcześniej skrywał lub nawet o nich nie wiedział.

Wszystko jak chcesz

252 zachowane listy są dowodem na relację, którą targały sprzeczne uczucia: Iwaszkiewicz wyrażał w nich tęsknotę i nadzieję na rychłe spotkanie, innym razem pisał o strachu i rozczarowaniu. Poeta wiedział, że jest tym, który kocha bardziej i to musiało być dla niego trudne. Pozostawał w przedziwnym trójkącie: on, ta sama od zawsze małżonka i Jerzy, który stał się powodem smutku, ale też cenną inspiracją. To Błeszyńskiego odmalował w „Tataraku”. Kto nie czytał opowiadania, zna być może film, w którym grana przez Krystynę Jandę główna bohaterka przytula ciało swego tragicznie zmarłego kochanka, chłopca w wieku jej synów.

Z listów wyłania się postać człowieka, który wciąż czeka – na czułe słowo, odwzajemnienie, list. Czy dostał ich wiele? Nie wiemy, bo listy napisane przez Błeszyńskiego nie zachowały się. Kolejne stadia uczuć poznajemy tylko z jednej strony. Do pewnego stopnia jest to intrygujące, ale też rodzi duży niedosyt. Jak na tęsknoty Jarosława odpowiadał Jerzy? Cóż, tę wiedzę obaj zabrali do grobu.

Gruźlica, która pokonała Jerzego, wcale nie wyznaczyła końca potokowi listów. Jarosław pisał je dalej, jak gdyby były narzędziem do tego, by poukładać świat, który nagle prysł.

Lektura listów każe zadać pytanie o granice wiary w sens związku. Każdy współczesny psycholog powiedziałby Iwaszkiewiczowi, by zapomniał i szukał piękna gdzie indziej. Z drugiej jednak strony – kto ma prawo oceniać przywiązanie?

Martyna Kośka

Zbigniew i Wisława – pochwała inteligencji

Dla jednych wymiana korespondencji Zbigniewa Herberta i Wisławy Szymborskiej będzie dowodem przyciągania się przeciwieństw. Inni wyczytają tu niezamierzoną pochwałę inteligencji – zbliżającej do siebie odmienne biografie i charaktery twórcze, przełamującej różnice ideologiczne i ignorującej polityczne sympatie. Konserwatysta-wielbiciel Żołnierzy Wyklętych i lewaczka wpatrzona w Stalina; piszący o rzeczach wielkich, rozedrgany, nieprzystępny Poeta i, z drugiej strony, zdystansowana amatorka zgrabnego dowcipu. Wreszcie – faworyt do literackiego Nobla i faktyczna tego Nobla zdobywczyni… Typowe polskie przepychanki w odniesieniu do tych wibrujących inteligencją i skrzących humorem osobowości wydają się nie mieć większego zastosowania.

Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie

Ponad 40-letnia wymiana listów świadczy o wybitnym opanowaniu – jak się okazuje wcale nie prostej – sztuki epistolarnej. Zaczyna się od kurtuazyjnych omówień debiutu przyszłego twórcy Pana Cogito w redakcji współprowadzonej przez autorkę „Nic dwa razy”. To, co dzieje się później, trudno opisać jednym słowem. Ktoś może powiedzieć, że to kronika wzajemnego zauroczenia, lecz to przecież także retoryczny pojedynek na dowcipy. Festiwal wzajemnej adoracji? A jakże! Galeria czułości (czasem dosłowna, bo pełna pocztówek i własnoręcznych, autoironicznych kolaży)? Przykład literatury erotycznej? Kompendium słownego flirtu („Kocham Ciebie i Ojczyznę”)? Wybór miłosnych inwokacji („Jezioro Łabędzie mych dzikich snów, Kolumno i Różo mej tęsknoty”) i frywolnych komplementów („Całuję Twe kolana, łokcie i inne wypukłości”)? A może, po prostu, świadectwo czułego koleżeństwa („Tak się głupio chowamy za ironią, ale dla Ciebie mam ciepłe i bezradne uczucie”)?

Intelektualna gra w wykonaniu poetów pozwala im mnożyć podmioty piszące, pozorować obecność w korespondencji osób trzecich, które posługują się osobną ortografią, interpunkcją i gramatyką, a także – co nie mniej istotne – komentują nie zawsze wesołą rzeczywistość. Korespondencja Szymborska-Herbert jest kroniką z dwóch biografii umieszczoną w bogatym kontekście historycznym i literackim, choć jest to często kontekst zawoalowany buffo humorem. „Jacyś bogowie zakpili z nas okrutnie” wykorzystuje dystansującą ironię jako metodę samoobrony przed ówczesną sytuacją polityczną. Polityka pojawia się, a jakże, obok innych tematów serio – problemów finansowych i zdrowotnych, kwestii zwątpienia i niemocy twórczej czy postaw i światopoglądów wspólnych kolegów po piórze. Złączone wzajemną adoracją humor i inteligencja – to one grają jednak pierwsze skrzypce! Ginący gatunek literacki znajduje tu swoich najwybitniejszych apologetów. Pisać listy to też jest sztuka! Pisać takie listy – rzecz już chyba niemożliwa.

Gabriel Krawczyk

***
Zachęcamy, piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Igimag_redakcja
Igimag_redakcja
Tematyka, jaką poruszamy w IgiMagu, obejmuje kulturę, sztukę, podróże, kulinaria, lifestyle, technologię i motoryzację. W części magazynowej publikujemy wywiady z ciekawymi ludźmi, dłuższe teksty dotyczące interesujących i niewyeksploatowanych tematów oraz blok poświęcony nauce w ujęciu popularnym. Chcemy tworzyć taki serwis, jaki sami lubimy czytać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Pisać (takie) listy to jest prawdziwa sztuka!”

  1. Wasza redakcyjna skrzynka listów wyczekuje, a sekcja komentarzy odłogiem leży, zaniedbana przez Waszych autorów, nie licząc kilku chwalebnych wyjątków. W 2018 roku tu mieszka współczesna sztuka epistolarna. Gdyby drukiem wydać wszystkie dyskusje, które miały miejsce na ‚Fochu’ to ich objętość wymagałaby ufundowania odrębnej biblioteki, wielkością przytłaczającej tę Aleksandryjską-Zielińską.

Dodaj komentarz

Zobacz też

Z rodziną najlepiej wychodzi się… w książce. Siedem sag literackich

Sagi rodzinne to odkąd pamiętam jedna z odmian literatury, którą lubię szczególnie. Niedawno, zaczęłam się zastanawiać, czemu tak właśnie jest – i mam kilka wniosków. Przy okazji powstała lista lektur, do których chętnie wracam.
Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
24 maja 2018
CZYTAJ WIĘCEJ