Płyty, do których wracam: „Sidney Polak”

5 minut czytania
255
0
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
17 lipca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Kiedy perkusista T. Love, Jarosław Polak zaprezentował rodakom swoje pierwsze utwory, pewnym było, że jego solowy album będzie ciekawym projektem. Muzyk połączył bowiem folk, hip hop i reggae, zapraszając do współpracy Pezeta, Trzeci Wymiar, Reggaeneratora i Pablopavo (członków kolektywu Zjednoczenie Soundsystem), a nawet swojego ojczyma, Michaela Lovrišę. Takiego krążka nie można było przegapić.

Płyta Sidneya to bezpretensjonalne i nowatorskie jak na tamte czasy dzieło. Mamy oto gościa po trzydziestce, grającego na perce w jednej z najpopularniejszych kapel w tym kraju. Postanawia jednak zrobić coś własnego. Ma otwartą głowę i nie boi się eksperymentować, jednocześnie nie udając, że jest rastamanem, raperem czy folkowym bardem. Podchodzi do życia z luzem, lubi czasem popatrzeć na świat z „zielonej” perspektywy, a nieustannym towarzyszem jego podróży jest alkohol (jak przyznaje, tylko rekreacyjnie).

Przewodnik po życiu wesołego trzydziestolatka

Zdarza mu się poczatować z fajnymi dziewczynami („www.tekila.pl”), powspominać szczenięce lata („Chomiczówka”), dobrze się pobawić („Otwieram wino”, „Ragga Rap”, „Chorwat”, „Siedem grzechów popkultury”), podróżować do światów równoległych („Inny wymiar”, „Butelki”), filozofować („Przemijamy”, „Wkładam łyżkę w szklankę”) i pożartować („Witam!”).

Jest też lokalnym patriotą w pozytywnym tego słowa znaczeniu („Radio Warszawa”, skity nagrane z kolegami z kolektywu Zjednoczenie Soundsystem). Idealny kompan do pójścia wieczorem na miasto. Nie jest jednak ziomkiem, który myśli tylko o zabawie. Swoje przeżył, dzięki czemu potrafi być dobrym rozmówcą, przewodnikiem po zakamarkach stolicy. Lubi wszak wracać do ważnych dla siebie miejsc i opowiadać o nich. Gadki z nim to prawdziwa przyjemność, bo nie świruje mędrca i wszechwiedzącego. To po prostu koleś, który wie, że nie warto się spinać, tylko konsumować każdą chwilę ziemskiej egzystencji.

Polski Mike Skinner

Do twórczości Sidneya Polaka od początku podchodziłem z dużą sympatią, gdyż tworzył coś własnego, co trudno było jednoznacznie sklasyfikować. W przeciwieństwie do niektórych artystów, którzy na siłę chcieli się podczepić pod modę na hip hop i reggae, u niego było czuć naturalność. W ten sposób zrodziła się ciekawa mikstura dźwięków, które doskonale sprawdzały się zarówno podczas słuchania w domu, jak i na dobrej imprezie.

Ta płyta jest dla mnie jednak ważna jeszcze z innego powodu. Podobnie, jak albumy The Killers i Maroon 5, o których wcześniej pisałem, pojawiła się w moim życiu, kiedy znudzony muzyką taneczną z niemieckiej Vivy oraz pseudorapowymi wykonawcami rodem z komercyjnych rozgłośni radiowych, postanowiłem szukać innych brzmień. Tak padło na debiut perkusisty T.Love, który urzekł moją skromną osobę pozytywnym klimatem oraz pewnego rodzaju swojskością. Gdyby Mike Skinner wraz z Damianem Marleyem wpadli do Warszawy i poszli na balet z członkami jednej z lokalnych folkowych kapel, powstałoby prawdopodobnie dzieło na miarę pierwszego krążka Sidneya.

PS W owym nieszczęsnym czasie (kiedy miałem 14 lat), nabawiłem się kontuzji nogi, w wyniku czego zamiast w szkolnych murach, czas spędzałem w domowych pieleszach, w towarzystwie discmana. Zgadnijcie, czyj album wówczas namiętnie katowałem? 😉

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Zobacz też

Płyty, do których wracam: „Songs Of Leonard Cohen”

Dziś nikogo nie dziwi, że człowiek rozpoczynający muzyczną karierę może być trzydziestolatkiem. 51 lat temu, kiedy głosem pokolenia "dzieci kwiatów" byli ludzie młodsi od Leonarda Cohena o dekadę, było to trudne do zaakceptowania. A jednak to jego pieśni niosą kwintesencje lat 60..
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
11 czerwca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ