Polska w parterze, czyli brazylijskie jiu jitsu opanowuje kraj

6 minut czytania
6310
0

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

W Polsce mamy ponad 300 czarnych pasów. Rodzimych, nienaturalizowanych, nie sprowadzanych z zagranicy, bo nikt nie będzie naturalizował cudzoziemców by wysyłać ich na mistrzostwa świata, w których główna nagroda nie wiąże się z żadną gratyfikacją finansową. Skąd takie sukcesy tego sportu w naszym kraju?

“Ciekawej wypowiedzi udzieliła dzisiaj legenda polskiego sportu, Adam Małysz. Na wieść o kolejnym podwójnym złocie Adama Wardzińskiego na turnieju w Rzymie, Małysz stwierdził w rozmowie z jednym z serwisów internetowych, że nie jest już najbardziej utytułowanym Adamem w polskim sporcie. Patrzcie co ten gość robi, ja wygrywałem maksymalnie dwa złota w ciągu jednego weekendu. On robi po cztery, a potem leci pół świata dalej i za tydzień robi to samo! Może jakbym nosił brodę, a nie tylko wąsy też bym nigdy nie przegrywał – żartobliwie skwitował Małysz”.

Prawie wszystko się zgadza. Wardziński z prawie każdych zawodów przywozi worek medali. Ma na imię Adam, więc jest w zasadzie predestynowany do pozycji króla polskiego sportu. Jedyny szkopuł to ten, że Adam Małysz raczej nie wie o jego istnieniu. Podobnie jak ogromna większość sportowych kibiców w naszym kraju, a sam przytoczony wpis z GrapplerInfo był primaaprilisowym żartem.

Rewolucja na macie

Być może kibice sportu kojarzą chociaż nazwę dyscypliny, w której Wardziński startuje. Brazylijskie jiu jitsu, nazywane w skrócie BJJ, pewnie obiło się o uszy przynajmniej tej części widzów, którzy co jakiś czas dostrajają odbiorniki telewizorów, żeby zobaczyć Mameda Khalidova walczącego w oktagonie. Wraz ze wzrostem popularności lig mieszanych sztuk walki (MMA) wzrosło również zainteresowanie BJJ. Tak zresztą powstało UFC. Na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy Brazylijczyk Royce Gracie rzucił wyzwanie mistrzom innych sztuk walki. Wygrał trzy z pięciu pierwszych turniejów UFC.

Paradoksalnie, brazylijskie jiu jitsu jest cenione ze względu na swoją… mniejszą bezlitosność. Tradycyjne japońskie ju jitsu, z którego BJJ się wywodzi, było kiedyś, ze względów bezpieczeństwa ćwiczących, praktykowane z najwyższą ostrożnością. Ćwiczenia wykonywano powoli, wręcz w ślimaczym tempie.

Japońska sztuka walki była skupiona na zadawaniu śmiertelnych uderzeń. Założeniem treningu było wyszkolenie zawodnika do stanu, w którym w konfrontacji z przeciwnikiem potrafiłby nie tyle go poddać, co całkowicie wyeliminować. Mówiąc wprost, kompletnie nie nadawało się do trenowania, a tym bardziej do popularyzacji jako sport, bo z każdym treningiem liczba trenujących spadałaby liniowo.

Człowiekiem, który dostrzegł brak sensu takich treningów był Jigoro Kano, twórca judo. Najpierw wyeliminował z elementarza śmiertelne ciosy i chwyty, co pozwoliło zawodnikom ćwiczyć w pełnym tempie, na sto procent swoich możliwości. Potem Kano zorganizował zawody, na których spuścił tęgie lanie japońskim jiu jitsero, którzy wciąż trenowali swoje zabójcze ruchy niczym muchy w smole.

Później judo wyeksportowano do Brazylii, gdzie dalej ewoluowało w kierunku walki w parterze, gdzie mniejsi zawodnicy mogli skuteczniej rywalizować z silniejszymi fizycznie przeciwnikami. Tak wyglądały początki BJJ.

Nerdowski sport w Polsce

Jiu jitsero, czyli osoby trenujące BJJ, dni spędzają w piwnicach.  Albo na wypożyczonych od szkół salach gimnastycznych. Ich życie wypełnione jest od rana do wieczora zapachem potu. Albo przynajmniej od popołudnia do wieczora. Górę od kimona, mimo że sztywna i szorstka jak pumeks, po treningu można wyciskać jak gąbkę. Poza zapachem potu, towarzyszem życia jest szum pralki o 23:00. W regulaminach gymów znajdują się zapisy o obowiązku prania kimon po każdym treningu.

Obóz BJJ, suszenie kimon po treningu (fot. Justyna Dzik-Wykrętowicz)

Marcin Polczyk – czarny pas, właściciel i trener Academii Gorila w Warszawie: – Może 30 osób w Polsce jest w stanie obecnie żyć tylko z BJJ, margines. Ci którzy prowadzą zajęcia i mają swoje kluby. Czasem nawet ci najbardziej utytułowani poza treningami mają normalną pracę.  BJJ w Polsce i na świecie to sport nerdowski. Wygrywają ci, którzy są w stanie poświęcić temu całe życie. Żeby wygrywać, potrzebny jest codzienny trening, a nawet dwa treningi dziennie.

Początki polskiego BJJ były jak scenariusz familijnego filmu karate. Rodziły się w latach przedinternetowego mroku. Ci, którzy przecierali szlaki dla polskiego BJJ, uczyli się technik z kaset wideo. W analogowym świecie każda informacja była na wagę złota, a informacje o technikach ze świata sportów walki tym złotem po prostu były. Na wyobraźnię całego świata na pewno działały hasła mówiące o tym, że znajomość technik BJJ gwarantuje ci wygraną w pojedynkach „bez zasad”.

Trening w bunkrze

Jeśli kogoś było na to stać, jeździł na seminaria za granicę. Pojawiły się pierwsze kluby sportowe w Warszawie, Poznaniu, Szczecinie i Wrocławiu. Pierwsi trenerzy organizowali też seminaria ze specjalnie zaproszonymi na tę okazję czarnymi pasami z Brazylii.

Zapraszali ich na seminaria, a oni nie chcieli uczyć. To był czas, kiedy znajomość BJJ dawała gwarancję zwycięstwa w zawodach MMA i nikt nie chciał ujawniać swoich technik. Wtedy osobę, która odchodziła z klubu uważano za zdrajcę – mówi Marcin Polczyk

Kiedy zaczynałam trenować w Szczecinie, warunki były ciężkie. Trenowaliśmy w bunkrze. Na ścianach grzyb, pod prysznicem tylko zimna woda. Każdy marzył, że przeniesiemy się do nowego miejsca, ale to zajęło jeszcze lata. Po każdym treningu, po sparingach, bolały mnie plecy tak, że nie mogłam zasnąć do trzeciej w nocy  –  wspomina warunki sprzed 10 lat Magda Loska, obecnie czarny pas trenujący w Academii Gorila w Warszawie. Trenować zaczynała zresztą u Piotra Bagińskiego, obecnego selekcjonera reprezentacji Polski, który u progu nowego millenium wraz z Mariuszem i Maciejem Linke oraz Robertem Sedziako zakładał Berserkers Team – jeden z pierwszych w Polsce klubów brazylijskiego jiu jitsu.

Jędrek Loska, czarny pas, wielokrotny mistrz Polski, jeden z najlepszych zawodników BJJ w Europie, zaczął trenować BJJ 14 lat temu i tak porównuje warunki trenowania i poziom sprzed 14 lat: Niebo a ziemia, nie da się w ogóle tego porównać. To co się kiedyś robiło w 3-5 lat, teraz się robi w rok.

W rozkroku

W tym momencie Adam Wardziński jest najbardziej utytułowanym polskim zawodnikiem BJJ w historii. Jednym z ponad 300 czarnych pasów znad Wisły. Jednocześnie, podobnie jak to było z Małyszem, swego rodzaju fenomenem. Zanim Polska doczeka się kolejnego takiego zawodnika mogą upłynąć lata. Jest jednak pewne, że on lub ona się pojawi, a po nim kolejni. BJJ z niszowego staje się popularnym sportem walki, podobnie jak kiedyś muay thai. Zainteresowanie zajęciami rośnie, a wraz z nim poziom polskiego BJJ.

Nie istnieje również związek brazylijskiego jiu jitsu w Polsce (póki co powstał jedynie polski związek japońskiego ju jitsu). Organizacją zawodów i obozów sportowych zajmują się sympatycy tego sportu, trenerzy, zawodnicy. Nie ma działaczy, panuje samoregulacja środowiskowa. Są za to wyniki, międzyklubowe spotkania i misja popularyzacji sportu.

Piknik BJJ (fot. Andrzej Stawiński)

Takie rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Ci, którzy działają, są jednocześnie na śmierć i życie związani z tym sportem i po prostu kochają to co robią. Ale bez oficjalnych struktur jest też trudniej. Poziom zawodników rośnie, a wraz z nim wymagania. Żeby zorganizować porządny obóz sportowy potrzeba coraz lepszego zaplecza, ośrodków, które znają się chociażby na przygotowywaniu posiłków dla sportowców, którzy na wyjeździe trenują nawet trzy razy dziennie. Takie zaplecze jest oferowane na przykład przez ośrodki olimpijskie, które jednak przy rezerwacji dają pierwszeństwo związkom sportowym, wpisanym do rejestru prowadzonego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

W Mistrzostwach Polski BJJ corocznie bierze udział aż 1400 osób. Konkurują o medale w kilku kategoriach wagowych. Do tego dochodzi podział ze względu na poziom doświadczenia i płeć. Ta ogromna impreza przechodzi cichcem obok kamer stacji telewizyjnych. BJJ łatwo przyciąga nowe osoby na matę. Przez sympatyków sportu nazywana jest ludzkimi szachami. Na razie jest jednak dość bezsilna w przyciąganiu widzów. Zawody oglądają przede wszystkim ich uczestnicy i ich życiowi partnerzy.

Marcin Polczyk: BJJ jest tą dyscypliną sportu, która jest bardzo interesująca dla tych, którzy ją uprawiają i bardzo nudna dla kibiców. Swoją popularność zawdzięcza tym, którzy trenują i są zaangażowani, a nie tym, którzy ten sport tylko oglądają.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Justyna Dzik-Wykrętowicz
Justyna Dzik-Wykrętowicz
Z zawodu prawnik, ale większość czasu poświęca na pisaniu o podróżach, głównie na Z dala od biura i Plan Poland. Zwykle podróżuje z rowerem, z dobytkiem sformatowanym do rozmiaru sakwy. Czasem w nocy marznie w namiocie, ale jak dobrze wycyrkluje, to poranna kąpiel jest w jeziorze.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Podróże

Bambusowy hostel w środku dżungli – Morro de Sao Paolo

Pierwsze co widzisz na wysokości swojej twarzy, to wciśnięte w japonki stopy taksówkarzy. Widok niby taki sam jak wszędzie, ale tutejsi taksówkarze zamiast siedzieć za kółkiem samochodu wożą nie tyle turystów, co ich bagaże. Taksówkarze zamiast jeździć autami, biegają po wiosce z taczkami. Z kilkoma wyjątkami w postaci tuk-tukowego ambulansu, dwóch traktorów i śmieciarki, ruch samochodowy na brazylijskim Morro de Sao Paolo nie istnieje.
CZYTAJ WIĘCEJ