Prodigy – „Nie bądźcie turystami, zejdźcie z utartej ścieżki”

6 minut czytania
253
0
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
27 lipca 2018
fot. Marko Ristic ZT/Shutterstock

Odsłuchaj

Na oficjalnym kanale The Prodigy pojawił się przed paroma dniami klip do nowego singla grupy – „Need Some1”. Utwór zapowiada siódmy studyjny album Brytyjczyków – „No Tourists”. Sam numer natomiast pokazuje, że zachowując własny, wypracowany przez lata styl, można jednocześnie stworzyć coś świeżego, co sprawdzi się świetnie zarówno na parkietach niekomercyjnych klubów, jak i podczas koncertów.

19 lipca na oficjalnym kanale na YouTube zespołu pojawił się wyreżyserowany przez Paco Ratertę teledysk do utworu „Need Some1”. Akcja klipu rozgrywa się w stolicy Filipin, Manili, a obraz ma w sobie klimat podobny do tych, które powstały do kawałków „Voodoo People” oraz „Hot Ride”.

Dla nas „No Tourists” jest o eskapizmie i potrzebie zejścia na złą drogę. Nie bądźcie turystami! Bardziej ekscytujące jest zejście z utartej ścieżki – napisali w oficjalnym oświadczeniu dotyczącym nowego albumu członkowie zespołu.

Kręte ścieżki The Prodigy

Braintree, Essex. Młody Liam Howlett przeżywa zawód środowiskiem hip hopowym, do którego tak bardzo chciał przynależeć. Na dodatek okazuje się, że koledzy z zespołu Cut 2 Kill, w którym pełnił rolę drugiego DJ-a, pominęli go przy podpisywaniu kontraktu z wytwórnią Tam Tam Records (wykorzystali jeden z jego numerów). Paradoksalnie jednak, nie przejął się tym szczególnie i niedługo potem udał się na pierwszą w życiu imprezę rave. I wkręcił się na dobre w nowe zjawisko.

Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku długowłosego Keitha Flinta i mierzącego dwa metry Leeroya Thorhilla – tancerzy będących główną atrakcją klubu „The Barn”. Pierwszy z nich prowadził życie prawdziwego hipisa. Po porzuceniu szkoły podejmował różne zajęcia zarobkowe, a także podróżował po Europie, Afryce Północnej i Bliskim Wschodzie. Jak czytamy w biografii zespołu autorstwa Martina Roacha, „Electronic Punks”, chętnie uczestniczył też w festiwalach muzycznych oraz wyścigach samochodowych. Przeżyte przygody i pozytywne podejście do życia sprawiły, że Keith potrafił znaleźć wyjście z praktycznie każdej sytuacji. Nawet wtedy, gdy ojciec wyrzucił go z domu i musiał przespać się nad rzeką w rodzinnym miasteczku, szybko znalazł nowe lokum oraz miłość – rave, w którym urzekła go atmosfera otwartości i przyjaźni.

Pracujący wówczas jako elektryk w uzdrowisku Bath Leeroy z kolei, potrzebował kilku imprez i środków wspomagających, by poczuć klimat szalonej energii elektronicznych dźwięków. Dzięki swoim umiejętnościom tanecznym (inspirował się Jamesem Brownem), szybko zdobył szacunek lokalnej społeczności, w tym Keitha, który został jego dobrym kumplem. Kiedy pewnego dnia Flint poprosił grającego na rave’ach Liama o kasetę z miksem numerów, których mógłby słuchać w domu, ten spełnił jego prośbę, dodatkowo umieszczając na stronie B własne kawałki. Po puszczeniu ich Leeroyowi, obaj tancerze postanowili zaproponować Howlettowi wspólne występy. Tak uformowało się trzy czwarte oryginalnego składu The Prodigy. Brakowało jeszcze tylko jednej osoby – MC, który nakręcałby rymami publikę podczas koncertów grupy.

Keith Palmer aka Maxim Reality – zainspirowany przez 10 lat starszego brata, zainteresował się sztuką składania rymów już jako młody chłopak. Hip hop, reggae i poezja były całym jego światem. Miłość do muzyki sprawiła, że stworzył duet z Ianem Sherwoodem – Maxim Reality and Sheik Yan Groove. Panowie jednak nie spotkali się z zainteresowaniem przemysłu muzycznego. W poszukiwaniu twórczych inspiracji udał się więc do Londynu. Wtedy to też w jego życiu miała miejsce interesująca sytuacja. Kobieta, której przez grzeczność pozwolił powróżyć sobie z dłoni, przepowiedziała mu, że kiedyś będzie przemawiał do ogromnej grupy osób. Przypadek? Wkrótce jego kumpel Ziggy skontaktował go z resztą ekipy The Prodigy. Początkowo miał wystąpić z formacją tylko kilka razy, jednak zdecydował się zostać z ekipą z Braintree na stałe. Warto w tym miejscu wspomnieć, iż z naszymi bohaterami występowała na scenie również Sharky – tancerka, która po podpisaniu przez Liama kontraktu z XL Recordings odeszła z The Prodigy, gdyż wolała bawić się w klubach. Dopiero po latach mogliśmy zobaczyć ją w teledysku do „Voodoo People” w remiksie Pendulum.

Punkowi raverzy

Po wydaniu pierwszych singli, The Prodigy stało się jedną z najpopularniejszych rave’owych grup w Wielkiej Brytanii. Od początku jednak cechowała ich postawa buntowników, którzy z dystansem podchodzili do mediów. Odmawiali występów w popularnym programie muzycznym „Top Of The Pops”, podkreślając swoją wierność undergroundowi. Kiedy zauważyli, że nurt, do którego przynależą nie ewoluuje, porzucili szybkie połamane brzmienia na rzecz mocnych, inspirowanych hip hopem, industrialem, techno oraz rockiem kolaży dźwiękowych, czego rezultatem był album „Music For The Jilted Generation”. Ostatecznym efektem przemian, jakich doświadczyła grupa było stworzenie płyty „The Fat Of The Land”. Tutaj granica między elektroniką, mocnymi beatami a punkiem zatarła się zupełnie.

Zmianie uległ również wizerunek bandu – na pierwszy plan wysunął się Keith Flint, który przejął rolę wokalisty i obok ubranego w kilt oraz noszącego kolorowe soczewki Maxima Reality, stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w The Prodigy. Jego charakterystyczna fryzura zwana „antyirokezem” oraz kolczyki, doskonale pasowały do szalonego wizerunku formacji, która stworzyła własną subkulturę. Nie ważne, czy słuchałeś metalu, rapu, techno czy drum’n’bassu – wystarczyło, że usłyszałeś „Firestartera” lub „Breathe” i już miałeś ochotę szaleć.

To nie jest zespół, który chce robić kasę na prostych rytmach na cztery czwarte i podobać się sympatykom tanecznych euro-śmieci – mówili w wywiadzie dla TVP 1 w latach 90. muzycy.

Status legendy

Rola The Prodigy w rozwoju muzyki tanecznej jest ogromna. Kiedy pojawiły się takie kawałki, jak „Everybody In The Place”, „Fire” czy „Out Of Space” oraz płyta „Experience”, scena drum’n’bassowa dopiero raczkowała. Gitarowe eksperymenty, które przeniosły formację na stadiony z kolei, wytyczyły nowy kierunek w muzyce lat 90. Powstały wówczas nurt big beat, stanowiący połączenie połamanych loopów perkusyjnych wywodzących się głównie z funkowych brzmień lat 70., gitarowych sampli oraz elektroniki pokazał, że muzyka dance to coś więcej, niż wesołe „ucym pucym” z radia.

Artyści tacy, jak Fatboy Slim czy The Chemical Brothers z powodzeniem występowali na Woodstocku. MTV bardzo często prezentowała ich twórczość, a o współpracę z nimi zabiegali najwięksi. Doświadczyli tego również The Prodigy, z którymi chcieli pracować David Bowie, Bono i Madonna (wydała ich trzeci album w swojej wytwórni Maverick Records, a Liam Howlett zagrał przed jej koncertem w Brixton Academy w 2000 roku. Później przyznał, że zrobił to wyłącznie dla kasy). Odmówili.

Gdyby był to Chuck D, zrobiłbym to – powiedział w jednym z wywiadów Liam Howlett, który ceni dokonania Public Enemy.

Po raz kolejny pokazali, że pozostają wierni ideałom i podejmują współpracę wyłącznie z ludźmi, którzy coś dla nich znaczą. Ktoś powie – dziecinada. A może właśnie na tym polega ich punkowość? Dziś Liama, Maxima oraz Keitha (Leeroy odszedł z grupy w 2000 roku) cenią zarówno DJ-e, rockmani, gwiazdy popu, jak również pionierzy nowych nurtów elektroniki, np. Skrillex (dubstepowe zgrzyty bez The Prodigy? Mało prawdopodobne). Do tego jeszcze mroczne teledyski, które wywoływały mocne kontrowersje. Współcześnie pewnie hardkorowy obrazek Jonasa Åkerlunda do „Smack My Bitch Up” nie zrobi na nikim większego wrażenia, ponieważ żyjemy w czasach, w których tabu praktycznie nie istnieje. Jedno jest jednak pewne – The Prodigy w pełni wykorzystali swój czas, dzięki czemu mają obecnie status legend. Zawsze podkreślali też, że ich celem jest tworzenie materiału, który idealnie sprawdzi się podczas koncertów. Każdy, kto choć raz widział artystów na żywo wie, że to nie słowa rzucone na wiatr.

Siódme dzieło gentlemanów ze Zjednoczonego Królestwa ukaże się 2 listopada.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Wywiad

Leeroy Thornhill: „W Polsce są zawsze dobre imprezy!”

Był członkiem jednego z najpopularniejszych zespołów muzyki elektronicznej, The Prodigy. Dziś współtworzy duet Smash HiFi, produkując nowe utwory i występując na całym świecie. Jakie ma zdanie na temat EDM i młodej generacji producentów? Co najbardziej podoba mu się w Polsce? Nad czym aktualnie pracuje? Zobaczcie, co powiedział nam Leeroy Thornhill.
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
27 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ