Rory Hoy: “Życie jest moim narkotykiem!”

9 minut czytania
1875
0
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
8 lipca 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Rory Hoy to niezwykle utalentowany producent muzyczny, DJ, filmowiec i pisarz. Przy tym wszystkim jest osobą autystyczną. Nam opowiedział m.in. o swoim najnowszym albumie, dokumencie „Autism and Me” oraz książce o big-beacie, którą właśnie przygotowuje.

Elvis Strzelecki: Jak to się stało, że postanowiłeś zająć się produkcją muzyczną? Którzy artyści byli dla ciebie największą inspiracją?

Rory Hoy: Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się na początku lat 90., kiedy byłem jeszcze małym dzieckiem. Na poważnie jednak zainteresowałem się tym wszystkim w 98/99 roku. Wtedy to zacząłem słuchać należącego do mojego taty starego winylu Beatlesów. Następnie odkryłem twórczość takich artystów muzyki tanecznej, jak Fatboy Slim czy The Chemical Brothers. Wcześniej słuchałem britpopu oraz muzyki, którą interesował się mój tata, ale dopiero poznanie big beatu i funky disco house’u sprawiło, że odnalazłem swoją muzyczną tożsamość. Jeśli chodzi o produkcję, to zająłem się nią w 2005 roku, traktując uprzednio tworzenie utworów jako hobby, poboczny projekt, gdyż byłem skupiony na filmie. W 2007 roku odkrył mnie Freddy Fresh, w którego wytwórni Howlin’ Records wydałem swój pierwszy album „Cosmic Child” rok później. Myślę, że pierwszymi artystami, którzy mnie inspirowali byli Fatboy Slim, Freddy Fresh, Mr. Scruff oraz The Wiseguys.

Twój ojciec, Tom Hoy również jest muzykiem, który grał w acid folkowym zespole The Natural Acoustic Band. Jak ważna była dla ciebie twórczość tej grupy?

Tak naprawdę nie zdawałem sobie sprawy, że tata oraz mama są profesjonalnymi muzykami, dopóki nie ukończyłem 10-go roku życia. Potem jednak wkręciłem się w twórczość jego zespołu. Za jeden z albumów swojej drugiej grupy, która nazywała się Magna Carta, zdobył nawet złotą płytę. Po opuszczeniu tego bandu, koncertowali razem z mamą (która jest świetną wokalistką) na terenie całej Europy jako duet, a wcześniej tata miał okazję występować w Wielkiej Brytanii – od Royal Albert Hall, aż po telewizyjny show „The Old Grey Whistle Test”. Szanuję twórczość mojego taty, choć jego muzyczny wpływ na mnie wiąże się bardziej z tym, że zaraził mnie miłością do rockowych grup i muzyków z lat 60. (mam tu na myśli  The Beatles, The Who, The Kinks i Jimiego Hendrixa). Uwielbiam także jego szalone poczucie humoru! Dziś rodzice są moimi roadie i pomagają mi przy bookingach występów.

Stworzyliście również wspólnie z tatą kawałek „After The Storm”, który znalazł się na twoim najnowszym albumie. Co czułeś, pracując z własnym ojcem i jak zrodził się pomysł na wspólny utwór?

Pierwotnie planowałem wypuścić go w 2015 roku, we współpracy z wytwórnią z Leeds, która specjalizuje się w wydawaniu 7-calowych płyt winylowych, jednak nie doszło to do skutku. Praca z tatą to naprawdę doskonała zabawa. Grał już w kilku moich utworach (jest świetnym gitarzystą oraz klawiszowcem). Mama z kolei, udziela się w niektórych kawałkach mojego autorstwa wokalnie. Możliwość współpracy z nimi to wspaniała rzecz – są dużo większymi perfekcjonistami ode mnie i zawsze nalegają, by zrobić coś 1000 razy!

Twój najnowszy album „Who Needs Reality”, który ukazał się nakładem wytwórni  DivisionBass Digital pod koniec ubiegłego roku, to naprawdę ciekawe dzieło. Czy chciałeś, by był on dla słuchaczy swoistą ucieczką od rzeczywistości? Czy jesteś typem marzyciela, który używa muzyki jako narzędzia do pokazywania ludziom jasnej strony życia?

Bardzo się cieszę, że podoba ci się mój nowy album. Przypuszczam, że eskapizm był jego głównym motywem, jak słusznie ująłeś to w pytaniu. Kiedy powstawał, przeżywałem w swoim życiu trudny czas – straciłem osobę, z którą się przyjaźniłem (zadedykowałem jej utwór „Jo”). Bałem się też, że stracę babcię, ale na szczęście powróciła do zdrowia. Od najmłodszych lat byłem trochę eskapistą i myślę, że czuć to w mojej muzyce.

Pozostając w temacie albumu – wydałeś go w wytwórni DivisionBass Digital. Dlaczego wybrałeś akurat ten label? Czy istnieje szansa na wydanie go na fizycznym nośniku (winylu lub CD)?

Chciałbym móc częściej wydawać albumy w fizycznej postaci, ale obecnie coraz mniej wytwórni oferuje taką możliwość, ponieważ o wiele łatwiej jest prowadzić cyfrową dystrybucję, gdzie każdy może sobie wybrać ulubiony utwór, zamiast kupować cały album. DivissionBass Digital to świetna wytwórnia, z którą dobrze mi się współpracuje. Wcześniej miałem okazję wydawać w wielu innych niezależnych wytwórniach z całego świata. Lubię pracować z profesjonalistami, którzy robią wszystko, by dobrze promować muzykę.

Wydałeś już sześć solowych albumów, w tym pięć dla wytwórni Freddy’ego Fresha – Howlin’ Records. Jak to się stało, że podjęliście współpracę? Co czułeś, mogąc współpracować z tak ważną dla big beatu postacią?

Mój pierwszy kontakt z Freddy’m miał miejsce w 2007 roku. Napisałem do niego na Myspace (pamiętacie jeszcze tę platformę?) i powiedział, że podoba mu się moja twórczość. W ten sposób się zakumplowaliśmy. Bardzo chciałbym móc znowu z nim współpracować, ponieważ to wspaniały człowiek i jeden z moich ulubionych DJ-ów oraz producentów. Obecnie wydaje mniej utworów (bardziej skupia się na brzmieniach techno, których nie gram w swoich setach, gdyż wolę klimaty z pod znaku funky), ale mam nadzieję, że kiedyś znowu coś razem stworzymy.

Miałeś też okazję spotkać takie osoby, jak Fatboy Slim, Afrika Bambaataa czy Craig Charles, który wspierał twoją twórczość w swojej audycji – „The Craig Charles Funk and Soul Show”, emitowanej na falach BBC Radio 6 Music. Nie mogę też nie wspomnieć o twojej współpracy z Ashleyem Slaterem. Jakimi są ludźmi w życiu prywatnym? Czy udzielali ci rad związanych z branżą muzyczną?

Craig Charles to mój dobry kumpel, którego znam już prawie 10 lat. Jest naprawdę świetnym gościem i wspiera moją muzykę. Robił ze mną wywiad do swojej audycji, a ja grałem jako jego support na kilku imprezach. Fatboy Slim to również spoko człowiek, kompletnie „anty celebrycki” i twardo stąpający po ziemi. Staramy się być w częstym kontakcie mailowym. W 2014 roku spotkałem Afrikę Bambaateę, a rok później Georga Clintona – obaj są bardzo w porządku! Podobnie zresztą, jak Ashley Slater, który ma jeden z najlepszych głosów, jakie można sobie wyobrazić. Bardzo przyjemnie się z nim współpracuje i mam nadzieję, że w przyszłości będziemy to kontynuować. Stworzyliśmy wspólnie kilka projektów, w tym piosenkę „Hey Everybody” oraz „I’m Ur MF”, w której zaśpiewała również jego żona, Scarlett Quinn.

Jeśli chodzi o rady, to kiedyś Freddy Fresh, którego niestety nigdy nie spotkałem na żywo, powiedział mi, bym zawsze wierzył w siebie, gdyż on uwierzył we mnie.

W 2005 roku pojawił się twój film – „Autism and Me”, w którym opowiedziałeś o życiu z perspektywy osoby autystycznej. Jakie były pierwsze reakcje widzów? Czy otrzymałeś wiele wiadomości od osób, którym pomógł twój dokument?

„Autism and Me” to jeden z tych projektów, z których jestem najbardziej dumny, ponieważ mam świadomość, jak istotną rolę odegrał on w życiu innych osób. Wciąż dostaję listy oraz maile od wdzięcznych rodzin, które obejrzały ten film. Pamiętam historię pewnej amerykańskiej mamy, która powiedziała mi, że dopiero po obejrzeniu tego dokumentu po raz pierwszy poczuła, że zna swojego syna, co jest wyjątkową rzeczą. Wciąż spotykam się z organizacjami wyświetlającymi mój film. Biorę udział w spotkaniach, podczas których odpowiadam na pytania uczestników. Zdarza się też często, że po ich zakończeniu gram jako DJ. Byłem zdumiony, że mój film zdobył tyle nagród i cieszę się, że ludzie wciąż go pamiętają.

Byłem również bardzo podekscytowany otrzymaniem gratulacji od wielu znanych osób, w tym od aktorki znanej z serialu „Doktor Who” – Billie Piper, w której kiedyś się podkochiwałem. Poznałem ją wreszcie na żywo w tym roku i jest bardzo miłą osobą.

Jesteś wzorem do naśladowania dla wielu osób dotkniętych autyzmem. Czy kiedykolwiek myślałeś o tworzeniu filmów oraz muzyce jako o remedium na problemy oraz języku, którym komunikujesz się ze światem?

Dziękuję bardzo za te słowa. Wiem, że ludzie mówią o mnie jako o kimś, kto może inspirować innych i to jest bardzo miłe. Lokalne władze z miejsca, w którym mieszkam, często pytają, czy nie odwiedziłbym rodzin wychowujących autystyczne dziecko, by pokazać im, co można osiągnąć dzięki wierze oraz ciężkiej pracy. Jestem pewien, że również zajmowałbym się muzyką, nawet gdybym nie był osobą autystyczną, ale oczywiście jest to dla mnie pewna forma terapii.

Pochodzisz z hrabstwa Yorkshire. Gdybym poprosił cię, byś został moim przewodnikiem, jakie miejsca byś mi pokazał?

Yorkshire to największe hrabstwo na terenie Wielkiej Brytanii. Ja sam mieszkam w miasteczku Knaresborough – wspaniałym miejscu pełnym cudownych ludzi. Większość turystów uważa je za piękne. Jest tu mnóstwo terenów zielonych, ogrodów, mamy też bardzo ładny wiadukt nad rzeką, gdzie ludzie pływają łódkami, a także piękny XI-wieczny zamek. Po sąsiedzku znajduje się bardziej znane i trochę większe miasto, Harrogate. Jest równie piękne i stanowi jedno z głównych miejsc znanego wyścigu „Tour de France”. Gdybym mógł zabrać cię dokądkolwiek, z pewnością pokazałbym ci zabytkową lokomotywę parową, ponieważ jestem fanem starych pociągów.

A jak wygląda tu życie imprezowe? Czy często grasz w swoim mieście jako DJ?

Robię to cały czas. Uważam, że dobrze jest zbudować sobie lokalną reputację. Mam świetny kontakt z tutejszą prasą, telewizją oraz radiem. Mój kalendarz jest pełny, zwłaszcza w letnich miesiącach, kiedy gram jako DJ praktycznie w każdy weekend do końca września. Tak to wygląda na północy Anglii (w hrabstwach Yorkshire i Lancashire), chociaż grywam również czasem na terenie Szkocji. To dla mnie doskonała zabawa, zwłaszcza podczas dużych festiwali, gdzie gram przed tysięczną publiką. Największą tego typu imprezą był Tour de France Festival – występowałem wtedy przed dwudziestoma tysiącami ludzi! Było cudownie!

Widziałem kilka twoich występów i muszę przyznać, że jesteś pozytywną osobą, która podczas grania potrafi doskonale się bawić. Skąd czerpiesz energię? Czym dla ciebie jest DJ-owanie?

Kiedy grałem na festiwalu prowadzonym przez znanego aktora, Christophera Bigginsa, myślał on, że jestem pod wpływem narkotyków (jak to określił – „Cytrynowych dropsów”). Prawda jest jednak inna – odlatuję, ale to życie jest moim narkotykiem! Nie piję alkoholu, nie palę ani nie biorę żadnych narkotyków silniejszych od kofeiny i nie wstydzę się tego. Po prostu uwielbiam rozkręcać imprezy jako DJ i dobrze się bawić. Jeśli ja jestem w dobrym nastroju, to publiczność również – to zaraźliwe!

Czy myślałeś kiedyś o ruszeniu w trasę koncertową z wokalistami?

To wygląda ładnie na papierze, ale dla mnie byłby to logistyczny koszmar. Kiedyś zaproponował mi to Ashley Slater. Problem w tym, że ja mieszkam w północnej części Anglii, a on południowej. Wielu wokalistów, z którymi współpracowałem jest rozrzuconych po świecie i myślę, że jedynym sposobem, bym stworzył wielki zespół jest skorzystanie z sampli. Nie jestem też pewien, czy bycie w trasie byłoby dla mnie radosnym przeżyciem. Mój tata często opowiada mi o tym, jak jeździł ze swoją grupą w tourne i to brzmi jak koszmar!

Tworzysz teledyski, w których nie brakuje inspiracji starymi kreskówkami. Masz swoją ulubioną?

Uwielbiam robienie klipów i muszę przygotować jeden do mojego nowego kawałka. Moimi ulubionymi oldschoolowymi kreskówkami są te od Warner Bros. –  „Kocham jazzować” z Puchaczem Jolsonem oraz „Żabi wieczór” z Żabą Michigan. To absolutne klasyki! Lubię również te z lat 80. i 90., takie jak „Transformes”, „Wojownicze Żółwie Ninja”, „Batman” czy „Kapitan Bucky O’Hare”.

Porozmawiajmy teraz o twoim studiu. Jesteś fanem analogu czy bliżej ci do cyfrowych narzędzi do tworzenia muzyki? Jak wiele czasu zajmuje ci stworzenie jednego kawałka?

Jeśli chodzi o studio, to bliskie są mi zarówno analogowe, jak i cyfrowe narzędzia. Z jednej strony korzystam z Abletona, z drugiej natomiast z analogowego studia mojego taty, jeśli chcę użyć instrumentów lub nagrać wokale. Zazwyczaj jestem szybki w produkowaniu utworów oraz remiksów, choć wraz z moim przyjacielem, francuskim producentem, DJ-em Prosperem, 10 lat temu rozpoczęliśmy tworzenie utworu, który do dzisiaj nie został ukończony!

Co sprawia, że brzmienia big beat i nu funk są dla ciebie tak bardzo ważne? Czy interesujesz się również innymi gatunkami?

Big beat jest bardzo ważną częścią mojego życia i napisałem nawet o nim książkę, o której opowiem pod koniec rozmowy. Tak naprawdę jednak wszystkie gatunki muzyczne są mi bliskie. Lubię dobrą muzykę w każdej formie. Nie przepadam jedynie za utworami z politycznym oraz agresywnym przesłaniem.

Nad czym aktualnie pracujesz?

6 lipca ukazał się mój nowy singiel utrzymany w stylu nu disco – „Flamingo At The Disco”. To połączenie subtelnego wakacyjnego feelingu z fajnymi chórkami. Wydałem go w fantastycznym amerykańskim labelu – Super HI-FI Recordings, z którym miałem okazję współpracować już wcześniej. Został on również zremiksowany przez All Good Funk Alliance, Ursulę 1000, Trottera oraz house’owego producenta o pseudonimie Mr. Moozit.

A co ze wspomnianą wcześniej książką o big beacie? Opowiedz proszę coś więcej na jej temat.

Ma 367 stron i jest wstępnie zatytułowana „The Little Big Beat Book”. Zawiera ekskluzywne wywiady ze 120 artystami z całego świata, którzy wywarli ogromny wpływ na ten gatunek, takimi jak m.in. Apollo 440, Fatboy Slim, Bentley Rhythm Ace, Freestylers, Dub Pistols, Freddy Fresh, Lindy Layton z Beats International, Justin Robertson z Lionrock oraz Liam Howlett i Keith Flint z The Prodigy. Wśród moich rozmówców znaleźli się również twórcy wytwórni Wall Of Sound, Junior Boy’s Own i Skint Records.

W książce znalazły się też m.in. zdjęcia z ówczesnych imprez, jak również fotki prezentujące plakaty oraz ulotki. Myślę, że nie było wcześniej podobnej publikacji, dedykowanej tak wyjątkowemu gatunkowi, który miał spory wpływ na to, co działo się na listach przebojów oraz w świecie reklam. Jestem bardzo podekscytowany tym projektem i mogę już teraz oficjalnie potwierdzić, że moja książka ukaże się w połowie września nakładem brytyjskiego wydawnictwa New Haven Publishing. 

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Westbam: „Podziwiam polską mentalność”

Z jednym z najważniejszych artystów muzyki elektronicznej rozmawiamy o dorastaniu, początkach ery techno-house, rave'owych hitach z lat 90. oraz miłości do Polaków.
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
2 maja 2018
CZYTAJ WIĘCEJ