Z bloku wyszedłeś i do bloku wrócisz? „Betonia” Beaty Chomątowskiej

7 minut czytania
2137
1
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
12 lipca 2018

Odsłuchaj

Termitiery, mrówkowce, kosmiczne spodki, ale też tonące w zieleni betonowe domy z widokiem na panoramę miasta. Kojarzą się z monotonią i szarością PRL albo teledyskami pierwszych polskich hip-hopowców. Powstawały, żeby zapewnić jak największej liczbie ludzi jak najszybciej jak największą liczbę mieszkań. Miały być spełnioną utopią o życiu w przestrzeni uporządkowanej, społecznie rozwiniętej, nowoczesnej. Zamiast tego często stawały się koszmarem.

Dla jednych były wyrokiem, dla innych wyzwaniem, a dla jeszcze innych po prostu domem. Choć często z niego uciekali, ale po latach – mimo wszystkich trudności – z sentymentem wspominają spędzony tam czas. Dziś bloki, tak bardzo wrośnięte w polski krajobraz, budzą skrajne emocje. Z jednej strony mówi się o nich jak o zaszłościach poprzedniego systemu, miejscach różnego rodzaju patologii, stygmatyzuje się je. Jednocześnie coraz więcej osób, które doświadczyły życia na przedmieściach, wraca właśnie do bloków. Stały się też modne, trochę „hipsterskie”. Dostrzegają je artyści, fotografowie, ale też przemysł komercyjny, dla którego często są modnym tłem różnego rodzaju sesji czy popularnym nadrukiem na bluzach i t-shirtach. Lądują też na plakatach i okładkach płyt czy książek. Stały się więc wizualnie atrakcyjne i nie tylko. Ludzie doceniają stare osiedla za otaczającą je zieleń i lepsze rozplanowanie przestrzeni wokół nich. Jednocześnie specjaliści zastanawiają się, co dalej z blokami, jak długo przetrwają i czy faktycznie kiedyś będzie trzeba je wyburzyć.

"Język blokowych osiedli brzmi jak muzyka eksperymentalna: odstręczająca dla uszu leniwych, dla znawców – przekaz ukryty…

Opublikowany przez Wydawnictwo Czarne Niedziela, 13 maja 2018

Czy „Betonia” to dom dla każdego, jak w tytule swojej książki pisze Beata Chomątowska? Czytając tę opowieść, trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, bo autorka raczej komplikuje powszechne postrzeganie osiedli, konfrontując czytelnika z mitami na ich temat, zamiast rysować ich obraz tylko barwach czerni albo bieli. I dobrze, przecież bloki to zwykle wszystkie odcienie szarości.

Zmierzyć się z blokiem

Opowieść Beaty Chomątowskiej nie jest chronologiczna czy podzielona na okresy, nie prezentuje historii bloków i wielkiej płyty od początku do końca, choć miejscami bardzo szczegółowo wchodzi w zagadnienia architektoniczne czy budowlane związane z ich powstawaniem. Istotną częścią jej książki są historie osób, które w blokach mieszkają lub mieszkały. Sama autorka staje się jedną z bohaterek, pisząc jednak o sobie w trzeciej osobie, tworząc rodzaj dystansu, który każe włączyć jej doświadczenie w wielość perspektyw innych opisanych w książce postaci. Na krakowskim spotkaniu z czytelnikami podkreślała, że robi to świadomie, gdyż jest to jej obraz sprzed lat, przefiltrowany już przez różnego rodzaju doświadczenia i zmianę perspektywy. Przygląda się więc nie tylko budynkom, miastom, ich twórcom czy systemowi, w jakim powstawały, ale też zwykłym ludziom „mierzącym” się z blokami.

Opowiadając o początkach swojej pracy nad monumentalną w rozmiarach „Betonią. Domem dla każdego”, Beata Chomątowska podkreśla, że stopniowo odkrywając berlińskie osiedla, poczuła, że ich historia splata się również z polskimi blokami, i nie tylko. Wiedziała coraz więcej, dlatego chciała sięgnąć jeszcze głębiej. Jej opowieść rozpoczyna się od Gropiusstadt – wzorcowego osiedla w dawnym Berlinie Zachodnim, które miało być idyllą, a stało się miejscem co najmniej skomplikowanym. To tam mieszkała Christiane F. z książki „My, dzieci z dworca ZOO”, i to tam toczyła się jej opowieść., w której zaczytywało się wielu nastolatków, zwłaszcza w latach 90.

Gropiusstadt (fot. Wikimedia Commons)

„Termitiera dla ludzi, posłuszna geometrii, z tysiącami identycznych otworów okiennych. Spotężniała wersja widoku tak mocno wdrukowanego w pamięć dzisiejszego mieszkańca Europy Środkowo-Wschodniej, że na co dzień trudno dostrzec w nim już coś niezwykłego. Siedlisko kuszące i odpychające zarazem, niezamierzona pokraczność formy, w którą zaklęto pęd do ideału” – tak autorka opisuje wspomniane Gropiusstadt, choć te słowa można by odnieść do wielu osiedli, także w Polsce.

Bloki kojarzą się nam głównie z architekturą rodzimą i naszych wschodnich sąsiadów, tymczasem „Betonia” zabiera nas też na osiedla brytyjskie, francuskie czy amerykańskie, pokazując, jak wiele trudności i wątpliwości budziły również na Zachodzie. Również tam wielka płyta była kiedyś marzeniem nowoczesności, sposobem na zażegnanie kryzysu mieszkaniowego i zapewnienie ludziom małych, ale dobrze wyposażonych lokali. Ta perspektywa doskonale łączy się również z nowoczesnością i aktualnymi problemami coraz bardziej chaotycznego budownictwa i zabetonowywanych miast. Wciąż brakuje mieszkań, wciąż powstają nowe budynki, nowe osiedla. Czy są lepsze od tych sprzed lat? Czy tak wiele się zmieniło?

Pałace z pękającymi rurami

„Betonia” to książka o miłości i nienawiści do bloków, o ich mitycznej, zbawczej roli społecznej, która zwykle okazywała się nierealnym marzeniem. Stając się często swoim zaprzeczeniem, była niejednokrotnie idealnym tłem dla książek i filmów, w tym tak kultowych jak „Mechaniczna Pomarańcza” Stanleya Kubricka, nagrywana na osiedlu Thamesmead Estate w Londynie. Ale ludziom przede wszystkim w obliczu ogromnych potrzeb mieszkaniowych w różnych okresach XX wieku osiedla jawiły się początkowo jako pałace, zwłaszcza że wyczekiwało się na nie z utęsknieniem. Potem zwykle czar pryskał, ale pozostawały wspomnienia i nierzadko sentyment. Chomątowska doskonale opisuje tę dychotomię, ujawniając pojawiające się wokół niej znaki zapytania. Bo choć rury pękały i sufit się sypał, to jednak sąsiadka przypilnowała dzieci, spotkaniom do białego rana nie było końca i zawsze było z kim porozmawiać.

Osiedle Thamesmead (fot. George Rex via Flickr, CC BY-SA 2.0)

Właśnie specyficzny rodzaj nostalgii odgrywa w książce Beaty Chomątowskiej znaczącą rolę. Pisarka, również „dziewczyna z bloku”, jak sama o sobie mówi, choć podkreśla, że nigdy wcześniej tak o sobie nie myślała, nie przedstawia swojej jednoznacznej oceny zjawiska społecznego, architektonicznego i budowalnego jakim są osiedla. Ujmuje je raczej jak przedmiot swojej fascynacji, pokazuje historie, tropi zalety i wady, i nie boi się rosnących wokół nich wątpliwości. Bo bloki w jej książce potrafią zaskoczyć. Zwłaszcza bloki czy osiedla jako rodzaj konstrukcji myślowej, zjawisko rozmaicie interpretowane i odbierane. Jej rozmówcy choć często zmęczeni swoim życiem w tego rodzaju otoczeniu, doceniają je za „coś”, nawet gdy już z nich uciekli. Doskonałym przykładem jest opisany w książce projekt Growing Up with Gropius. Jego twórczyni, Kertsin Gust, zadaje różnego rodzaju pytania mieszkańcom berlińskiego osiedla, między innymi skupiając się na tym, czy blokowisko o złej sławie zmienia w jakiś sposób ludzi, mówiąc wprost, czy zmienia ich na gorsze. To, co słyszy, zaskakuje ją.

Jak czytamy w „Betonii” wychowujący się kiedyś w tym miejscu trzydziestolatkowie, podkreślają jak wiele dało im Gropiusstadt, jeśli chodzi o więzi społeczne. Mówią o kontaktach z rówieśnikami, które utrzymują do dziś. Natomiast ich matki opowiadają, jak bardzo to miejsce ułatwiło im łączenie wychowywania dzieci z pracą zawodową, zapewniając place zabaw, przedszkola czy dobry dojazd do centrum miasta. Autorka projektu dziwi się też, że nikt nie używa słowa „blokowisko”, a za to większość osób mówi po prostu „dom”. Zresztą w „Betonii” Beata Chomątowska pokazuje, że bloki to niekoniecznie wielka płyta i blokowiska, to różnorodność, która przybiera różne postaci i tworzy różne historie. Jak zaznacza – osiedla mają swój własny kod, dialekt: „Obcy minie obojętnie kamienną obudowę śmietnika, pawilon spożywczy, piaskownicę na skraju podwórka, krzew śnieguliczki, ale wkrótce odkryje, że wystrychnięto go na dudka, bo wystarczy jedno spojrzenie miejscowych, by każdy z tych punktów, tak drobnych, że lekceważy je mapa, ujawnił ukryty sens”.

Nerwica i sadzenie kapusty

Większość rozmów i opowieści o konkretnych osiedlach nie daje jednak jednoznacznej odpowiedzi, na to po której stronie barykady w kwestii bloków stanąć. Są minusy, żale, a jednocześnie historie, w których pobrzmiewa jakaś pobłażliwość i nostalgia, której nie da się chyba wyeliminować w mówieniu o przeszłości. „Betonia” to jednak również wnikliwe wejście w historię architektury czy nawet szczegóły technologiczne wytwarzania bloków (na szczęście dla czytelnika-laika opisane tak, że wcale nie chce się uciekać) opowieści twórców osiedli, którzy często nie poznawali ostatecznie swoich projektów, kiedy te nabierały już materialnych kształtów.

Falowiec w Gdańsku (fot. Wukimedia Commons)

W tych opowieściach jest wiele ciekawych wątków, jak np. ten o lekarzach z Gropiusstadt, którzy zarejestrowali nową jednostkę chorobową, mianowicie nerwicę związaną z mieszkaniem w nowoczesnym, wielkopłytowym i wielokondygnacyjnym budownictwie. Pojawia się też eksperyment na szczurach badający wpływ betonu na organizm, czy liczne boje architektów z socjalistycznymi decydentami, np. o tworzenie w ramach oszczędności wspólnych toalet na piętrach. Jest też sadzenie kapusty z mieszkańcami niemieckich osiedli w ramach projektu artystycznego, które – jak wynika z obserwacji autorki – są trudne do realizacji w tego typu miejscach. Ten z kapustą się udaje i doskonale integruje biorących w nim udział mieszkańców. W książce pojawia się też zaskakująco dużo Krakowa, który zazwyczaj kojarzy się z pocztówkowym starym miastem, a tak naprawdę jest otoczony licznymi osiedlami, których nie brakuje również w centrum. Oczywiście w swoich założeniach przed laty miały one wyglądać zupełnie inaczej. Z żalem i zaciekawieniem czyta się o tym, co mogłoby zaistnieć, ale okazało się niemożliwe.

Książkę „Betonia. Dom dla każdego” – z niezwykle ciekawymi fotografiami Krzysztofa Skłodowskiego – wypełniają więc springerowskie architektoniczne twory „źle urodzone”, nie tylko te polskie. Spojrzeć można na nie zarówno z bliska, jak i z lotu ptaka. Z jednej strony to bowiem opowieści ludzi, z drugiej historia i spojrzenie ekspertów. Ich połączenie jest harmonijne, nie zgrzyta i wciąga, chyba najbardziej przez tę prywatną, ludzką perspektywę, także samej autorki i jej postaci – dziewczyny z bloku na osiedlu Trzydziestolecia PRL, dziś Krowodrzy Górki. Jest więc wielka płyta i „maszyny do mieszkania”, są wielkie projekty społeczne i ich upadek albo subkultury i historie rodem z „My, dzieci z dworca Zoo”, ale nie brakuje też podwórkowych opowieści, sąsiedzkich wspomnień czy historii osiedlowych porachunków. Wszystko to w tajemniczym świecie „Betonii”.

Beata Chomątowska, „Betonia. Dom dla każdego” Z fotografiami Krzysztofa Skłodowskiego, Wyd. Czarne

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

 

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Sztuka

Architektura otwarta na zdarzenia. Zofia i Oskar Hansenowie projektowali bloki i utopię

Oskar Hansen chciał zostać ogrodnikiem. W jednym z wywiadów mówił, że uniemożliwiła mu to wojna. Został więc architektem, czy też raczej, pełniej ujmując jego dorobek, artystą.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
16 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ