Czy publiczne domaganie się od firmy zapłaty to medialny lincz?

4 minuty czytania
2695
2
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
3 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Paweł Opydo, internetowy twórca, na swoim fanpage’u napisał, że firma, z którą miał umowę, nie zapłaciła mu. Mimo upomnień, telefonów i wezwania do zapłaty przez trzy miesiące nie wywalczył należnego mu honorarium. Poza podzieleniem się historią, poprosił też fanów, by podpytali (nie)płatnika o to, gdzie jest hajs. Część z ochotą to zrobiła, część oburzyła się. I to wcale nie na firmę, a na internetowego celebrytę, który podobno wzywa do linczu.

Internet, a szczególnie media społecznościowe, dały nam taką moc, że wszyscy staliśmy się krytykami i recenzentami. Niedobra pizza? Poudaję Magdę Gessler i zakrzyknę w komentarzach na stronie pizzerii: „To jest niejadalne!”. Kurier miał być o 15, a jest siedem po i jeszcze go nie ma? Klik, klik i już przewoźnik dostał jedną gwiazdkę. Nie mam zasięgu w metrze? Jeb, skarga do operatora sieci komórkowych!

W ogniu publicznej krytyki

Ma to swoje plusy, bo dzięki ocenom wiemy mniej więcej, że coś w danym miejscu trybi lub niekoniecznie. Wzrasta też poziom obsługi klienta, bo mało która firma olewa publiczne opinie. Często jest tak, że restauracja proponuje darmową kolację, zniżkę, przeprasza i tłumaczy. Inni dają bony czy rabaty na kolejne zakupy.

Mnie na przykład zdarzyło się połaszczyć na tanie Conversy na Allegro i jak je powąchałam, to wiedziałam, czemu były tanie, a jak mi się prawie rozleciały w rękach, to nie rozumiałam, czemu były takie drogie. Paczkę odesłałam, hajs dostałam, w komentarzu jednak napisałam, że trampki koło Conversów nawet nie stały, bo jakby stały, to by płakały i przyjechałyby do mnie mokre i smutne. I wiecie co mi zaproponowali? Pięć dych za wycofanie opinii. No więc jak widać nasze zdanie ma znaczenie.

I bardzo dobrze, choć trochę to przerażające, bo jak ktoś, kto ma sporo znajomych na Facebooku albo – co gorsza – ortodoksyjnych fanów, to może tak bez powodu, i dla fanaberii doprowadzić do upadku jakiegoś biznesu. No bo na przykład poszedł na lody, a tam nikt go nie rozpoznał i nie potraktował szczególnie, a on w internetach robi! I to jest zdecydowanie ciemna strona tego, że każdy może dziś wyrażać opinię.

Najpierw prywatnie, potem publicznie

Ja jestem człowiekiem starej daty i uważam, że sprawy powinno załatwiać się twarzą w twarz na ubitej ziemi i z szablami w dłoni. Aż tak to nie, ale jednak myślę sobie, że fajniej jest – w przypadku gdy ktoś nas nie dyma ewidentnie – nie epatować publicznie swoim niezadowoleniem. Wystarczy napisać wiadomość prywatną, złożyć reklamację, ocenić. Ale nie tak drastycznie, że jak kelner był niemiły, a jedzenie super, to ja dam jedną gwiazdkę całej restauracji. Owszem, mogę napisać, ze kelner to buc, ale nie ma co jechać po kuchni. Tak w sumie więc chodzi mi o to, że lubię wariant, gdy jesteśmy kulturalni, mili i uczciwi.

Ofiara czy kat?

Po tym dość przydługim wstępie wracam do przypadku Pawła Opydo. Według moich standardów firma, która nie płaci za wykonaną dla niej pracę jest złodziejem. Kradnie po prostu i nie bardzo jestem skłonna do tego, by pójść na kompromis z tym nazewnictwem.

Opydo zatem, po tym jak został okradziony, nie tupnął nogą na Facebooku i nie napisał dzień po upływie terminu zapłaty, że moi drodzy fani, wylejcie wiadro pomyj na firmę, która mi wisi kasę. Po trzech miesiącach słuchania historii o księgowej, która wiecznie jest na wakacjach i przelewy nie wychodzą, po trzech miesiącach słania mejli i upominania się o kasę, oraz odbijania się od ściany, bo ciągle coś – napisał post. Całkiem zresztą spokojny, w którym opisał jedynie swoją sytuację, i który zakończył prośbą do fanów, by pomogli mu w komentarzach na fanpage’u firmy ustalić, czy faktura zostanie opłacona.

Dziś niestety z przykrością muszę Wam napisać kilka słów o praktykach firmy JVS Group, z którą niedawno było dane mi…

Opublikowany przez Paweł Opydo Poniedziałek, 30 lipca 2018

I choć sporo osób tak zrobiło, sporo poparło Pawła, to nie mogę zrozumieć tych wszystkich, którzy oburzyli się, no bo jasne, to bardzo nieładnie, że firma nie płaci, ale żeby zaraz do linczu nawoływać? Reklamę sobie robić kosztem firmy? Skandal wywoływać? Słabiutko, oj słabiutko! No, kurczę, przecież Opydo nie namawiał do linczu, on tu jest ofiarą totalnie złodziejskiej praktyki, a nie katem. Jedyne, co zrobił to podzielił się swoją historią ze swoimi sympatykami.

Ostateczne wyjście

Nie jestem za publicznym wytykaniem małych błędów firmom czy ludziom, za tagowaniem tych miejsc, które nie spełniły naszych oczekiwań, ale jak ktoś nas dyma, a my kulturalnie o tym piszemy, to nie widzę w tym absolutnie nic złego. Za to bardzo nie lubię zwalania winy na ofiarę i prób wzbudzenia w niej poczucia, że niepotrzebnie się wychylała. Że  proszę mógł pan zadzwonić, iść do sądu, jak już tak bardzo jest zdesperowany, ale wywoływać skandalu nie powinien.

Przypominam: skandalem jest kradzież, nie dopominanie się o swoje. Z której strony na to nie spojrzeć. I całkiem czym innym byłoby, gdyby firma przeprosiła go, uznała, że ma problemy, że zapłacą mu, jak tylko ktoś zapłaci im, podała realny termin. Ale ponieważ olała go całkowicie, zrobił absolutnie to, co powinien. Dopomniał się publicznie, wszak prywatne środki właściwie wyczerpał. Cieszę się, że są media społecznościowe właśnie z powodu takich spraw. Być może za jakiś czas firmy zaczną płacić nie z przyzwoitości, a ze strachu przed kompromitacją. Zawsze to jakiś postęp.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Internet

Internety robię, czyli social media po polsku

Ej, każdy przecież umie pisać na fejsie. Jakiś mem wrzucić, nieważne, że sprzed roku i kradziony. Jak się pomyli, to edytować post i po krzyku. No a słabe komentarze się usunie, proste. Ale żeby za to komuś płacić? Na głowę upadł!
Iwona Kamińska
Iwona Kamińska
10 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ