Dzieciobójczynie. Bezwzględne i spragnione współczucia

7 minut czytania
2479
0
Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
28 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Powszechnie utrwalone jest przekonanie, że nie ma nic świętszego niż więź matki z dzieckiem. To piękna opinia i w większości przypadków faktycznie ogromu miłości żywionego przez matkę w stosunku do potomstwa nie da się z niczym porównać. Jednak są wyjątki – i to wyjątki drastyczne, kiedy dziecko zostaje pozbawione życia przez osobę, którą powinno móc darzyć bezwzględnym zaufaniem i liczyć na jej opiekę.

Czasami przyczyną jest choroba psychiczna, czasami zwykła chciwość i bezwzględność, a czasami egocentryczne pragnienie pozbycia się kłopotu. Poniżej wybrane przypadki takich sytuacji – różniących się od siebie, ale nieodmiennie wstrząsających. Kolejność przypadkowa.

Susan Smith. Przeszkoda na drodze do szczęścia

Wszyscy współczuli Susan Smith. Nawet jej były mąż stał u jej boku, trzymał za rękę i łączył się z nią w bólu. Trwały poszukiwania na szeroką skalę i wyścig z czasem, by odnaleźć jej dwóch synów: trzyletniego Michaela i rocznego Aleksandra, uprowadzonych wraz z samochodem przez niezidentyfikowanego czarnoskórego porywacza.

Rozpacz Davida Smitha była autentyczna, ale Susan ukrywała prawdziwą wersję wydarzeń. Pragnąc od nowa ułożyć sobie życie z miejscowym zamożnym biznesmenem, który nie miał chęci na założenie rodziny, uznała, że czas pozbyć się chłopców. Pojechała nad John D. Long Lake, ustawiła samochód na brzegu, zwolniła hamulec i patrzyła, jak auto pogrąża się w wodzie – z dwójką jej synów uwięzionych w fotelikach na tylnym siedzeniu.

David Smith nie pojmuje, jak mogło do tego dojść. Przecież wystarczył jeden telefon. Zabrałby dzieci do siebie na stałe. Dlaczego kobieta, którą niegdyś kochał, posunęła się do tak radykalnego rozwiązania? Susan Smith została skazana na dożywocie i będzie mogła ubiegać się o przedterminowe zwolnienie nie wcześniej, niż po trzydziestu latach więzienia, czyli w 2024 roku. Jej szanse na to są jednak niewielkie, ponieważ daleko jej do przykładnego więźnia. Przyłapano ją już kilkukrotnie na uprawianiu seksu ze strażnikami i posiadaniu narkotyków.

Andrea Yates. Te upiorne głosy

Andrea i Rusty Yatesowie byli praktykującymi, głęboko wierzącymi katolikami. Pobierając się, zapowiedzieli, że przyjmą wszystkie dzieci, którymi Bóg zechce ich obdarzyć. Wszystko przebiegało gładko aż do narodzin czwartego dziecka, syna Luke’a, w 1999 roku. Depresja poporodowa doprowadziła Andreę do kilku prób samobójczych. Następnie zdiagnozowano u niej również psychozę poporodową i lekarz stanowczo odradzał Yatesom poczęcie kolejnego potomka.

Nie posłuchali go jednak. Siedem tygodni po opuszczeniu szpitala Andrea odstawiła Haldol, lek, który czasowo polepszył jej stan psychiczny, i wkrótce zaszła w ciążę. Po narodzinach córki, Mary, nastąpiło kolejne załamanie. Kobieta okaleczała się, dni spędzała na modlitwach i czytaniu Biblii. Myślała o tym, jak grzech zagraża jej dzieciom. Jak sprawić, by były bezpieczne i zbawione, skoro dzień za dniem podążają ścieżką ku zatraceniu. Sam szatan sprawił, że nie zachowywały się posłusznie. Należało położyć temu kres.

Mąż, Rusty, zdecydował się zostawić ją bez opieki zaledwie na godzinę i to wystarczyło. Andrea Yates utopiła pięcioro swoich dzieci.

Uznana za niepoczytalną i ostatecznie umieszczona w szpitalu psychiatrycznym, nie miała prawdopodobnie do końca świadomości, jak głośna zrobiło się wokół jej sprawy, ponieważ wszyscy kłócili się ze wszystkimi i wzajemnie obwiniali: mąż winił psychiatrę, psychiatra męża, media charyzmatycznego kaznodzieję Michaela Woronieckiego i wpływ jego opinii na Andreę, a eksperci medyczni skutki uboczne nadmiaru leków. Obecnie Yates przebywa w zakładzie zamkniętym o niskim rygorze w Kerrville.

Dora Luz Buenrosto. Żebyś cierpiał, łajdaku!

Susana była najstarsza, miała dziewięć lat. Vicente był rok młodszy, Deidra skończyła dopiero cztery lata. Dla Dory Luz Buenrosto jej dzieci stały się narzędziem zemsty przeciwko mężowi, który opuścił ją po gwałtownej kłótni. Chciała, by cierpiał, i to cierpiał jak najmocniej.

Nie tylko odebrała mu potomstwo, zakłuwając nożem całą trójkę, ale też zrobiła wszystko, by go o tę zbrodnię oskarżyć. Na jej nieszczęście mąż, Alejandro, był w stanie przedstawić żelazne alibi, a niestabilność Dory Luz i jej agresywne zachowanie też nie przysporzyło jej sympatii władz. Od 1998 roku kobieta siedzi w celi śmierci. Nigdy nie wyraziła najmniejszej skruchy i uparcie powtarza, że winny jest Alejandro, a nie ona.

Megan Huntsman. Kobieta, która nigdy nie powinna mieć dzieci

Między 1996 a 2006 rokiem Megan Hunstman urodziła sześcioro żywych dzieci. Żadne z nich jednak nie przeżyło nawet godziny. Siódme urodziło się martwe. Uduszone noworodki zawijała w folię i ukrywała w garażu. Mąż – ponoć nic nie wiedział o żadnej z tych siedmiu (!) ciąż. Para dochowała się innego potomstwa, które szczęśliwie przeżyło. To właśnie jedna z córek odkryła makabryczny pakunek upchnięty w pudełku.

„Cicha, drobna, nieśmiała, nigdy nie umiała upomnieć się o siebie” – tak wspomina Megan Huntsman matka. W głębokiej depresji, lawirowała między uzależnieniami – od narkotyków do alkoholu. Nie wie, nie rozumie, czemu to zrobiła. Zdaje sobie sprawę, jak złe i niewłaściwe to było. Żyła z sekretem przez kilkanaście lat, aż do aresztowania w 2014 roku.

Skazana na sześciokrotne dożywocie, Megan może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie najwcześniej w 2064 roku. Będzie miała wówczas 89 lat.

Frances Newton. Pieniądze albo życie

Chciwość to jeden z grzechów głównych, i nie bez powodu. 100 tysięcy dolarów: na tyle Frances Newton oszacowała życie swojego męża, Adriana, oraz dzieci – Altona i Farrah. Podpis męża na polisie ubezpieczeniowej po prostu sfałszowała. Początkowo utrzymywała, że winę ponoszą handlarze narkotyków, którzy zastrzelili jej rodzinę w zemście za długi Adriana.

I być może nawet udałoby jej się wykpić, gdyby nie to, że broń, której użyła, należała do jej bliskiego przyjaciela, a na dodatek nieroztropnie ukryła ją w domu krewnych. Skazana na karę śmierci w 1988, została stracona w 2005 roku, stając się tym samym trzecią kobietą, na której wykonano wyrok w Teksasie po przywróceniu kary śmierci w 1982 roku.

Diane Downs. Tak będzie prościej

Podobnie jak Susan Smith, Diane Downs marzyła o nowym życiu u boku mężczyzny, z którym romansowała. Tak jak kochanek Smith, i ten nie życzył sobie cudzych dzieci na wychowaniu. Zdecydowana pozbyć się kłopotu, Downs zainscenizowała napad: zamaskowany mężczyzna z bronią miał rzekomo napaść ją wraz z dziećmi w samochodzie. W wyniku strzelaniny zginęła jej siedmioletnia córka Cheryl, czteroletni syn Stephen, zwany Dannym, doznał paraliżu od pasa w dół, a ośmioletnia Christie straciła mowę na skutek wylewu.

Sama Diane otrzymała niegroźny postrzał w ramię i już to samo w sobie wydało się podejrzane, gdy zajechała na ostry dyżur zakrwawionym autem. Była spokojna, opanowana, w pierwszym rzędzie zadzwoniła do kochanka. W opinii policyjnych specjalistów mikroślady w samochodzie nijak nie pasowały do zeznań Downs. To jednak Christie zadała ostateczny cios, ponieważ udało jej się nie tylko przeżyć, ale i odzyskać sprawność. Była kluczowym świadkiem na procesie swojej matki.

Diane Downs została skazana na dożywocie za morderstwo i dodatkowe 50 lat za usiłowanie zabójstwa w 1984 roku. Miesiąc po zakończeniu procesu urodziła czwarte dziecko, córkę Amy Elizabeth, szybko adoptowaną przez rodzinę Babcocków. W 1987 bez powodzenia podjęła próbę ucieczki z więzienia. Dwukrotnie odmówiono jej przedterminowego zwolnienia, o kolejne będzie mogła się starać w 2020 roku, mając 65 lat. W opinii psychiatrów Downs cierpi na narcystyczne i histrioniczne zaburzenie osobowości, stwierdzono u niej również osobowość dyssocjalną – czyli psychopatię.

Deanna Laney. Posłanniczka Apokalipsy

Co robicie, budząc się niespodziewanie w środku nocy? Parzycie herbatę, idziecie do łazienki, czytacie kilka stron książki? Deanna Laney obudziła się pewnej majowej nocy w 2003 roku i doszła do wniosku, że nadszedł „ten” moment. Myślała o nim już od dłuższego czasu, opowiadając współwiernym zielonoświątkowcom, że nadchodzi dzień sądu i że Bóg zalecił jej doprowadzenie własnego życia i domu do porządku. Posłuszna Jego woli, wyprowadziła na podwórko najpierw ośmioletniego Joshuę, a następnie sześcioletniego Luke’a. Twierdziła, że to Bóg zalecił jej uśmiercenie synów, więc rozbiła ich czaszki kamieniem. Próbowała zabić też najmłodszego Aarona, który miał wówczas niewiele ponad rok. Cudem przeżył, chociaż z poważnymi obrażeniami głowy.

Zwierzyła się swojemu psychiatrze, że chciałaby wystąpić u boku Andrei Yates jako „jedyny Boży świadek” Apokalipsy. Uznana za niepoczytalną, osiem lat spędziła w szpitalu Kerrville i od 2012 roku przebywa warunkowo na wolności: nie wolno jej spędzać czasu z dziećmi bez nadzoru i jest poddawana regularnym testom sprawdzającym, czy zażywa przepisane leki.

Marie Noe. Przyjmująca życie

Jakaż nieszczęśliwa była rodzina Noe! Marie i jej męża nazywano czasami współczesnymi Hiobami. Zasługiwali doprawdy na współczucie. Marie rodziła jedno dziecko za drugim, tak, jak zalecał ksiądz – wierzący powinni przyjmować życie, mówił. Ośmioro dzieci – i wszystkie po kolei umierały, od Richarda w 1949 po Arthura w 1968 roku. Czyżby jakieś tajemnicze genetyczne schorzenie? Lekarze widzieli w tej serii zgonów zespół nagłej śmierci łóżeczkowej. Nikomu nie przyszło do głowy podejrzewać zgnębionej matki, tak walczącej za każdym razem o życie swoich dzieci, w panice wydzwaniającej do lekarzy, roniącej łzy i wzywającej na pomoc księdza, którego zapewniała, że nie zniesie kolejnej straty.

Aż do 1997 roku, kiedy pewien reporter, zainteresowany sprawą innej morderczyni – Wanety Hoyt – skojarzył podobieństwa. W 1998 roku Marie Noe, wówczas po siedemdziesiątce, wreszcie się przyznała. Tak, była otwarta na przyjmowanie życia, jak przystało na katoliczkę. Ale nie wiedziała, co z tym życiem zrobić, gdy już się pojawiło w formie płaczącego i wymagającego oseska. Dusiła swoje dzieci, najczęściej poduszką albo szalem, gdy przestawała sobie radzić z własną frustracją. Po czym zachodziła w kolejną ciążę i znowu w kolejną… Skazana na dwadzieścia lat nadzoru kuratorskiego, z czego pierwszych pięć spędziła w areszcie domowym, Marie Noe ma dzisiaj dziewięćdziesiąt lat. Twierdzi, że czterech z ośmiu morderstw nie jest w stanie sobie przypomnieć.

Marybeth Tinning. Patrzcie na mnie!

Pomiędzy 1972 a 1985 rokiem zmarło dziewięcioro dzieci Tinningów. Przyczyna, zdaniem lekarzy, istniała w jakimś tajemnicznym zaburzeniu genetycznym – dziwnym trafem jednak wszystkim umknęło, że tragiczny los spotkał również adoptowanego przez Tinningów Michaela.

W 1971 roku trzecie w kolejności dziecko Mary, Jennifer, zmarło przeżywszy zaledwie osiem dni. Przyczyny były naturalne, ale Marybeth, pogrążona w żałobie, odkryła coś niespodziewanego. Po raz pierwszy w życiu znalazła się w centrum uwagi. Patrzono na nią, otaczano współczuciem, ofiarowywano pomoc. Wychowana w domu, gdzie nie darzono jej większym uczuciem, podrzucana krewnym jak kukułcze jajo, niechciana, bita i wciąż od nowa uświadamiana, jakim ciężarem dla rodziców jest samo jej istnienie – nagle stała się wyjątkowa, niemal uświęcona w swojej żałobie. Od tej pory Marybeth była regularnym gościem na ostrym dyżurze. Wpadała tam z obłędem w oczach, błagając o pomoc dla umierającego dziecka. Znowu wszystko kręciło się wokół niej, a gdy kolejna jej latorośl umierała – karmiła się współczuciem i odżywała. Trwało to aż do śmierci ostatniej córki, Tami Lynne, kiedy to wreszcie jeden z patologów stał się podejrzliwy i stwierdził, że dziecko uduszono. Ostatecznie tylko za śmierć Tami Marybeth została skazana, chociaż pozostaje podejrzaną we wszystkich pozostałych przypadkach. Sama zasłania się niepamięcią. „Wiem na pewno tylko tyle, że moja córka nie żyje” – powtarza.

Marybeth Tanning spełnia wytyczne zastępczego syndromu Münchhausena – zaburzenia, które polega na pragnieniu skupiania na sobie uwagi poprzez celowe wywoływanie choroby u bliskich osób, często dzieci. Nie wszyscy specjaliści jednak zgodzili się z tą oceną (czy też raczej podważają fakt, że kiedykolwiek została oficjalnie zdiagnozowana, ponoć nie ma na to dowodów).

Po sześciu nieudanych próbach, 75-letnia Marybeth Tanning uzyskała wreszcie przedterminowe zwolnienie z więzienia. Wyszła na wolność 21 sierpnia 2018 roku.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
Pisze, bo musi. Bez tego udusiłaby się z nadmiaru emocji. Taki ma zatem sposób na życie, spędzone głównie na filmowo, chociaż krytykiem filmowym się akurat nie czuje. Profiler z zamiłowania, zafascynowana historią zbrodni i kryminologią. Ubolewa, że los nie pozwolił jej wstąpić do FBI. Samozwańcza specjalistka od serialu "Z Archiwum X".
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Nie tylko Kuba Rozpruwacz. Seryjni mordercy, których nie schwytano

Szczególnie frustrujące są przypadki takie, jak ten Beli Kissa – węgierskiego mordercy, którego wina była oczywista, zabił co najmniej 24 osoby na przełomie XIX i XX wieku, nigdy nie został jednak schwytany. Nie brakuje jednak również sytuacji, gdy o tożsamości zabójcy niczego bliższego nie wiadomo.
Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
24 lipca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ