Emocjonalna i romantyczna kontra silny i racjonalny, czyli nauki o małżeństwie

3 minuty czytania
487
5
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
13 sierpnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Nie powinna odmawiać seksu, do tego oddawać musi się z radością, choć libido ma raczej liche. Jej egzystencjalną potrzebą jest piękno wyrażane ubiorem i przytulanie. On dla odmiany popęd ma nieskończony, w zamian za jego zaspokajanie oferuje czułość i bycie miłym już od rana. Ona ma być pociągająca, on czysty. O kim mowa? O małżeństwie, moi mili.

Internet obiegły tabelki autorstwa małżeństwa, które zajmuje się doradztwem rodzinnym.  Studia kończyli między innymi na wydziale teologii we Wrocławiu. Małżeńską nowinę głoszą w różnych poradniach czy fundacjach, prowadzą też stronę umilowani.pl, na której znaleźć można wspomniane tabelki.

Poradnia Życia Rodzinnego we Wrocławiu. Rok 2018. Polska.Serio./fot.via umilowani.pl/

Opublikowany przez Ula M. Kitlasz Wtorek, 7 sierpnia 2018

W nich rozpykali jaka jest kobieta, jaki mężczyzna, jakie są różnice między nimi pod kątem seksualnym, a także przedstawili dwie wizje seksu. Małżeńskiego rzecz jasna, wy chore zboczuchy, innego nie ma! Jedna wizja jest egoistyczna, a królują w niej masturbacja, pornografia, seks oralny i – miej mnie Panie w opiece – antykoncepcja! Druga wizja związana jest z miłością i z miłości wyrasta. W niej prym wiodą realne oczekiwania względem partnera, a nie chore fantazje, sekstaśmy też nie nakręcisz, do tego Bogu oddajesz prawo decydowania o tym, czy będziesz mieć ósemkę dzieci, czy tylko piątkę. Wszak stawiasz na naturalne planowanie rodziny.

Co jest najważniejsze, co jest najpiękniejsze

Tabelki mają milion smaczków, jak choćby ten, że dla kobiety najważniejszy jest sen, potem szama, a na końcu seks, za to dla mężczyzny odwrotnie. On może grzmocić się gdy dzieci są blisko, ona niekoniecznie. Ona czasem może być trochę bardziej śmiała niż wtedy, gdy gotuje rosół, a on powinien chwalić jej ciało i urodę.

fot. Umilowani.pl

Obok tabelek autorstwa wrocławskiego małżeństwa po internecie krąży lista (ja znalazłam ją na grupie Dziewuchy Dziewuchom) traktująca o różnicach między kobietami, a mężczyznami. I tu okazuje się, że ona jest trochę niestabilna, za to on normalny. Ona ma macierzyństwo wpisane w naturę, w nim potrzebę ojcostwa trzeba obudzić. Ona zamiast mózgu używa intuicji, on jednak stawia na starą, dobrą logikę. Lista pochodzi z nauk przedmałżeńskich, a więc kursu, który trzeba przejść, żeby móc wziąć ślub kościelny. Ja sama taki brałam, kurs zaliczałam, a śmiechom nie było końca.

Dziecko co do dnia

O ile bowiem ksiądz był naprawdę miłym człowiekiem, o tyle typ, którego zaprosił na część praktyczną, czyli taką o tym, że antykoncepcja jest złem wcielonym, był zdrowo rąbnięty. Ojciec piątki czy szóstki dzieci, które – jak zapewniał – są owocem nie tylko miłości, ale też skrupulatnych wyliczeń. Do tego stopnia, że jedno zapragnęli wraz z żoną urodzić w okolicach Bożego Narodzenia i wiecie co? Zdążyli jeszcze skoczyć na pasterkę, a potem bach, jest! Pan przekonywał, że nie ma nic gorszego od antykoncepcji i już sama nazwa na to wskazuje! ANTYkoncepcja! Rozumiecie?! Bóg miał pomysł, ideę, koncepcję, a wy jesteście anty! Przypadek? Nie sądzę!

fot. Umilowani.pl

Najbardziej zaskakująca była jednak część, w której prowadzący zaczął wzdrygać się na myśl, że ktoś w dzisiejszych czasach używa prezerwatyw. Te przecież powodują, że spermy kobieta nie zazna, a sperma – jak dowodził – ratuje przed depresją.

Ciche przyzwolenie

I tak ogólnie, to ja się tego wszystkiego spodziewałam. No może tego, że lek na depresję przede mną ktoś odkryje, to nie, ale tego, że naturalne planowanie rodziny jest jedyne i słuszne, że antykoncepcja to zło, a kalendarzyk wygrywa wszystko – już trochę tak. I nawet te tabelki mnie nic a nic nie zdziwiły, bo nie od dziś wiadomo, że Kościół nie jest miejscem, w którym kobieta ma posłuch, gdzie patrzy się na nią, jak na racjonalnie myślącego człowieka. Raczej uchodzi za niestabilną wariatkę, za to głową rodziny jest mąż. Wpychanie dziecka na siłę to też zadanie Kościoła, przekonywanie, że dla kobiety to naturalne – jest niejako jego rolą.

fot. Umilowani.pl

To wszystko, przelane na papier – rzeczywiście bawi, bo nie przystaje do rzeczywistości. Ale czy zaskakuje? Niekoniecznie. Dlatego prawda jest taka, że może i nie żałuję tego mojego ślubu kościelnego, to jednak fakt, że idąc do ołtarza, poparłam kościelne dyrdymały, z którymi na co dzień kompletnie się nie zgadzam, powoduje, że czuję niesmak. Bo dopóki my się nie zbuntujemy tak poważnie, a nie tylko na fejsie, dopóty nic się w tej przestarzałej instytucji Kościoła nie zmieni. Nawet jak każdy kraj dostanie jednego Franciszka. Tu trzeba pospolitego ruszenia albo buntu, a nie tylko kręcenia beki.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

5 odpowiedzi na “Emocjonalna i romantyczna kontra silny i racjonalny, czyli nauki o małżeństwie”

  1. Te porady małżeńskie uduszone są w sosie nostalgicznym cięższym niż maraton ‚Stranger Things’ oglądany na przemian z archiwalnymi wydaniami ‚Teleranka’ i ‚Sondy’. Zabrakło tylko wyników badań uzyskanych za pomocą lampowych maszyn liczących i kart perforowanych, z których jasno wynika, że mężowie pchają pługi, niewiasty wyplatają koszyki a dziatwa pasie kury.

    Natomiast ostatnie zdanie to dobry wstęp do poważniejszej dyskusji nad biernym przyzwoleniem na takie wykwity fundamentalizmu ze strony milczącej, umiarkowanej większości katolickiego laikatu w Polsce. No ale jako formalnie bezwyznaniowa osoba od urodzenia pewnie nie powinienem się na ten temat wypowiadać, zbytnio nie wycierpiawszy konformistycznych nacisków ze strony najbliższego otoczenia.

  2. Pozostaje jedno – nie płacić Kościołowi katolickiemu za usługi tej jakości.
    Poważnie nic się nie dzieje i nie zawala, jak wymarzoną białą bezę przewleczemy przez inne malownicze miejsce, nie kościelną nawę.
    A jak ktoś w to wierzy – no to ekhm, jego sprawa…

Dodaj komentarz

Zobacz też

Jak to ślub bez księdza?! [LIST]

„Bierzemy ślub” – postanowiliśmy pewnego pięknego dnia i zaistniał problem. Bo jak to ślub bez księdza? Bez ministrantów, białych kwiatów w kościele, limuzyny? Musisz iść i zapłacić kapłanowi za jego boże powołanie kilkaset złotych, a później udawać nawrócenie, mimo iż ostatni raz w kościele byłeś na pogrzebie cioci Stasi trzy lata temu. Taka jest tradycja. A z tradycjami się przecież nie dyskutuje, prawda?
Listy od czytelników
Listy od czytelników
22 czerwca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ